Gościem rozmowy dnia była dr Wiesława Gierańczyk, dyrektor Urzędu Statystycznego w Bydgoszczy, a rozmawialiśmy o trwającym w Polsce spisie powszechnym.
Wiesława Gierańczyk [wideo]
Michał Jędryka: Spis powszechny w Polsce trwa już trzeci miesiąc. Właściwie powinien się skończyć, gdyby nie to, że został przedłużony. Czy możemy spróbować go podsumować?
Wiesława Gierańczyk: Na podsumowania jest za wcześnie po 2,5 miesiąca, ale możemy podać najnowsze wyniki, z wczoraj wieczorem. Dotąd spisało się około 30 procent mieszkańców Polski.
To jest bardzo mało, jeśli weźmiemy pod uwagę, że jesteśmy na półmetku czasu przeznaczonego na spis.
To jest ten mankament. Czas biegnie nieubłaganie, natomiast my nie spisujemy się jako mieszkańcy Polski, województwa, w tym tempie, w którym upływa czas, więc mamy ogromną prośbę, żeby tego obowiązku dopełnić jak najszybciej.
Jak wygląda nasz region na tle kraju?
Jesteśmy na poziomie średniej krajowej. Spisało się około 31 procent mieszkańców województwa. Jeżeli jednak spojrzymy na upływ czasu, to nadal nie nadążmy. Gdy będziemy szli w tym tempie, zabranie nam czasu na spisanie wszystkich.
Dla zachęty powiedzmy jeszcze raz, po co jest ten spis, jakie są cele spisu?
To jest jedno z najważniejszych badań. Wszyscy korzystają z tych danych. Nie należy więc postrzegać spisu jako zbierania danych dla ministerstw, dla urzędów, czy dla GUS- u. Jest to badanie pełne, jest to fotografia społeczeństwa naszego kraju. Spis GUS realizuje raz na 10 lat, dlatego to badanie jest wyjątkowe, dostarcza wyjątkowych danych, z których na co dzień korzysta każdy obywatel, mieszkaniec, przedsiębiorca. Są to dane unikalne (...). Wyniki są także ważne dla włodarzy gmin, miast, bo dane spisowe pozwalają na weryfikacje tego, co mamy w rejestrach i systemach administracyjnych (...).