Gościem Rozmowy Dnia w poniedziałek był politolog i medioznawca prof. Radosław Sajna, a rozmawialiśmy o kryzysie związanym z reformą sądownictwa w Polsce.
Radosław Sajna [wideo]
Michał Jędryka: „Sytuacja rozwija się jak w filmach grozy, każda następna scena wydaje się straszniejsza, niż poprzednie" – tak ocenia sytuację polityczną w Polsce Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy". Trudno chyba nie zgodzić się z tą oceną?
Radosław Sajna: Rzeczywiście mamy w Polsce „film grozy" i widz obserwujący to, co się dzieje w odniesieniu do sądownictwa, może oglądać dwie narracje i obie są niezbyt optymistyczne. Jedna – bardziej prorządowa pokazuje, że mamy ogromne patologie w polskim sądownictwie, a rząd chce uratować zwykłego obywatela przed nimi. Druga narracja – antyrządowa – pokazuje z kolei, że mamy straszny rząd autorytarny, który chce sobie podporządkować sądy, a proobywatelska i proeuropejska niby opozycja chce uratować obywateli przed zakusami tego autorytarnego rządu, sterowanego gdzieś w zakamarkach przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego.
Czy zwykły oglądacz telewizji, który śledzi nawet zarówno Telewizję Polską, jak i TVN czy inne stacje telewizyjne, jest w stanie wyrobić sobie pogląd, o co tak naprawdę chodzi w tym sporze?
– Sądzę, że nie. Raczej potrzebuje potwierdzenia swoich własnych poglądów, natomiast nie jest w stanie wyrobić sobie zdania, chociażby z tego względu, że ponad 99 procent obywateli w Polsce nie ma pojęcia o systemie sądownictwa , zna się na tym zaledwie garstka ludzi. Można zapytać, czy w tych dwóch narracjach jest w ogóle jakiś pomysł na wyjaśnienie ludziom problemu. Czy chodzi tylko o pokazanie, że jedna strona jest dobra, a druga zła. Jeżeli mówimy o najważniejszych, polskich, opiniotwórczych mediach to nie robią chyba nic, żeby wyjaśnić problem i spróbować go rozwiązać. Raczej stoją po jednej stronie konfliktu.
Czy istota problemu nie sprowadza się do próby przesunięcia granicy pomiędzy wpływem dwóch władz: ustawodawczej i sądowniczej?
– Oczywiście ważne jest, żeby te władze były niezależne, ale – jak wiemy – całkowita niezależność jest niemożliwa. Ma pan więc rację, że jest to pewnego rodzaju przepychanka pomiędzy filarami państwa.
Bo z jednej strony władza sądownicza czy opozycja zarzuca rządowi, że władza ustawodawcza wpływa na władzę sądowniczą. Ale mamy też proces odwrotny, że władza sądownicza próbuje wpłynąć na proces ustawodawczy pokazując, że ustawa uchwalona przez Sejm właściwie nie może być wprowadzona w życie.
– To jest trochę takie wzajemne przeciąganie liny i pokazywanie, kto ma większą siłę. (...)