Platformy cyfrowe muszą brać odpowiedzialność za bezpieczeństwo w Internecie. Jeśli tego nie rozumieją, trzeba mówić jasno: za łamanie prawa będą ponosić konsekwencje – mówił podczas Szczytu Cyfrowego IGF Polska w Bydgoszczy wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. Temat kontynuujemy w „Rozmowie Dnia" z udziałem wicepremiera.
W rozmowie z Mariuszem Kluszczyńskim na antenie Polskiego Radia PiK Krzysztof Gawkowski nazwał popularny portal X „hejterskim”, tłumacząc, że w niewłaściwy sposób reaguje on na publikowane tam akty agresji i hejtu.
- Jeżeli platforma taka jak X się nie cofnie i będzie uważała, że może siać hejt, to mamy przycisk i my ją w końcu wyłączymy. I co się stanie? Mamy takie możliwości prawne. Możemy wyłączyć platformę, jeżeli działa przeciwko interesowi publicznemu i bezpieczeństwu państwa. Jeżeli w sieci pojawiają się na przykład zdjęcia pedofilskie dzieci i pojawiają się komentarze, że „my tego nie ściągniemy”, bo to nie jest dla nas akt przestępczy, to ja odpowiadam: No nie, są jakieś granice - mówił Krzysztof Gawkowski, wicepremier i minister cyfryzacji w „Rozmowie Dnia”.
Mariusz Kluszczyński: Bezpieczeństwo w sieci, sztuczna inteligencja, cyfrowa suwerenność Europy – to są tematy, które omawiane są na tym bydgoskim wydarzeniu. Jakie korzyści z tego, że grupa polityków i ekspertów spotyka się i dyskutuje, będzie miał przeciętny mieszkaniec regionu kujawsko-pomorskiego?
Krzysztof Gawkowski: Na dwa dni Bydgoszcz staje się cyfrową stolicą Polski i to stąd wnioski dotyczące przyszłości Internetu, ale też bezpieczeństwa w sieci, pójdą na światowy szczyt cyfrowy. I to właśnie tutaj nie tylko eksperci i politycy, ale też biznesmeni, także nauczyciele, po prostu ludzie zainteresowani cyfryzacją, rozmawiają o przyszłości tego, co będzie już za chwilę. Sztuczna inteligencja – to, co dzisiaj ona robi chociażby z pracami naukowymi, jak zmienia rzeczywistość, jak zmienia rynek pracy, jest ważne. Ale ważne też jest jej bezpieczeństwo.
Dużo czasu poświęcamy rozmowie na temat higieny cyfrowej, bo my trochę zachłysnęliśmy się technologią. Ona stała się codziennością naszego życia, pomaga bardzo, jest to coś normalnego, codziennego w tej chwili, bo streamy, bo bajki, bo kontakt z bliskimi, babcia, dziadek – każdy ma gdzieś łatwiej. Praca zdalna to po prostu jest fajne, ale zapominamy, że higiena cyfrowa powinna być traktowana jak higiena osobista. Przecież nie widzimy bakterii na rękach, jak przychodzimy z dworu, a przed jedzeniem myjemy ręce. Higiena cyfrowa nie jest tak traktowana, a powinna być, bo przecież w sieci mamy wiele różnego rodzaju hejtu, nienawiści, ale też namawiania do tego, żeby ktoś popełnił samobójstwo.
I to dzisiaj też jest temat, o którym trzeba rozmawiać, bo Polska dwa tygodnie temu stanęła w emocjach. Wielu rodziców z Bydgoszczy do mnie, do żony pisało: „Co to znaczy? Czy iść do szkoły, czy nie?”. Ludzie po prostu byli w emocjach, które wywołały grupy internetowe, wpisy, różnego rodzaju też nieprawdziwe, nielegalne treści, które się pojawiały – że ktoś namawiał, opowiadał nieprawdę, że jest jakiś zamach planowany albo ktoś przyjdzie z nożem.
Ten temat w Bydgoszczy też stanął na pierwszej rozmowie, na której miałem okazję być. Podchodziło do mnie wiele nauczycielek i nauczycieli, mówiło: „Dobrze, że pan tak ostro jedzie z tymi platformami, że pan mówi, żeby one ograniczały te nielegalne treści, bo my mamy dosyć, jak nam uczniowie pokazują te treści”. Więc dzisiaj wiele osób nam kibicowało, mówiąc, że jest to problem,
Ale czy pan, jako minister cyfryzacji, wie na przykład, skąd się wzięło w sieci określenie „krwawy piątek”? Gdzie ono pojawiło się po raz pierwszy, kto zapoczątkował zwrot, który uruchomił falę dezinformacji, strachu, wręcz paniki?
Mamy zogniskowaną całą przestrzeń, która pochodziła nie tylko z Polski, bo też widzieliśmy już, jak się to rozwijało – ruch rosyjskich botów, który też podsycał tę nienawiść po to, żeby ją później rozsiewać, rozpylać po sieci. (...). My jako społeczeństwo nie zbudowaliśmy odporności na treści, które się coraz częściej i szybciej pojawiają w sieci, i też państwo polskie musi coraz więcej inwestować w kompetencje cyfrowe, czyli na przykład w cyberlekcje, budować przekonania, co jest dezinformacją. Zresztą od grudnia też zmieniają się narzędzia, bo na przykład każdy filmik AI, który jest wygenerowany przez sztuczną inteligencję, będzie musiał być oznaczony. Każde zdjęcie – już nie będzie tak, że wrzucasz do sieci i tyle. Musisz oznaczyć. Nie oznaczysz – będzie kara. I to też jest bardzo ważne.
A jesteśmy w stanie te kary egzekwować? No to przecież nie są tylko i wyłącznie twórcy, którzy pochodzą z Polski.
To pytanie zadano mi, kiedy byłem pierwszym ministrem w Europie dwa miesiące temu i wysłałem wniosek do Komisji Europejskiej, żeby na Metę nałożyć miliard złotych, wielu wtedy doradców mówiło: „Może tego nie róbmy, w Europie tego nie robią, no bo wiesz, to są wielkie platformy”. Ja powiem tak: nawet za cenę osobistego jakiegoś hejtowania, uważam, że tak trzeba robić. To znaczy: nie może być tak, że wielka platforma pozwala u siebie, żeby było zdjęcie pedofilskie przez 48 godzin albo 72, i oni nam odpisują jako państwu, mówiąc: „No hej, my to zdejmiemy, ale jeszcze nie teraz”. Szanowni państwo, wiecie, dlaczego oni tego nie zdejmują? Bo oni na tym zarabiają. To są po prostu wielkie pieniądze, czasami idące w miliony, czasami w setki milionów złotych, np. jak w przypadku fałszywych reklam inwestycyjnych.
- Cała rozmowa jest poniżej, wcześniejsze publikujemy: TUTAJ