Jaka była bydgoska dziennikarka Aleksandra Lewińska? Przypominamy poświęconą jej książkę pt. „Nie rozumiem”, która ukazała się nakładem wydawnictwa M4Bizz Joanny Czerskiej-Thomas.
Z Aleksandrą Lewińską przepracowałyśmy razem w bydgoskim oddziale „Gazety Wyborczej” kilkanaście lat, dlatego ze wzruszeniem sięgnęłam po książkę pod redakcją prof. Romana Lepperta i Joanny Czerskiej-Thomas, pod słusznym tytułem „Nie rozumiem”. Bo jak zrozumieć śmierć tak młodej kobiety, która miała przed sobą tyle planów, tak wiele jeszcze mogła zrobić służąc swoim talentem dziennikarskim i która była wspaniałą mamą dla czworga dzieci. Ostatnie powitała na świecie zaledwie trzy lata wcześniej.
Rozmowy z profesorem
Ola była bardzo dobrą dziennikarką. Każdy czytelnik „Gazety Wyborczej" to wiedział. Jej teksty przykuwały uwagę, zatrzymywały, wywoływały refleksję. Pamiętam ją wstającą o 4 nad ranem i piszącą kolejny duży tekst do wydania magazynowego „Wyborczej”, ukazującego się w piątki. Niektóre z tych tekstów – głównie niezwykłe rozmowy z prof. Romanem Leppertem – znalazły się w książce. Ola bardzo lubiła te spotkania, często o nich opowiadała, a do profesora ciągle wracała. Warto przypomnieć sobie te rozmowy, zawarte w drugiej części książki. Na przykład o stworzonym przez profesora podczas epidemii COVID-u „Słowniku na dobre czasy” - profesor przekonywał wtedy, że musimy kontrolować to, jak mówimy o naszym świecie; nie powinniśmy mówić, że żyjemy w czasach zarazy, bo to odbiera nadzieję. Ale są też w książce rozmowy o randkowaniu w sieci, czy o tym, jacy są dziś studenci – profesor twierdzi, że zupełnie inni niż kiedyś, wyluzowani i bez kompleksów.
Jak wspomina prof. Leppert: „Gdy przeglądam maile, smsy i wiadomości w Messengerze, widzę, ile tego było. Do tego dziesiątki przegadanych godzin przez telefon oraz face to face. Ola miała dwie niesamowicie ważne w pracy dziennikarskiej umiejętności: słuchania oraz zadawania dociekliwych pytań. Miała też dar operowania słowem pisanym w taki sposób, że gdy autoryzowałem kolejne wywiady nie potrafiłem uwierzyć, że to ja potrafię w taki sposób wyrażać myśli”.
Stypendium dla utalentowanych nastolatków
Gdy Oli nagle zabrakło, poruszony prof. Roman Leppert postanowił wszystkie wywiady uporządkować i opublikować, a potem ustanowić Stypendium im. Aleksandry Lewińskiej, które raz w roku przyznawane jest utalentowanym dziennikarsko nastolatkom – uczniom szkoły średniej, potrafiącym pytać i pisać w podobny sposób, jak Aleksandra Lewińska. Bo – jak tłumaczył profesor – „właśnie piszącą, a nie spisującą dziennikarką była Ola”. Taki konkurs dla młodych odbywa się co roku, a my go w Polskim Radiu PiK relacjonujemy.
O Aleksandrze Lewińskiej - dziennikarce można by powiedzieć jeszcze bardzo wiele. Dla mnie była jednak przede wszystkim Olą - cudownym, dobrym, mądrym i fascynującym człowiekiem, z którym przegadałam i mogłabym przegadać jeszcze wiele godzin. Poruszają mnie więc bardzo zawarte w książce wspomnienia, które pozwalają wrócić do świata tak dobrze mi znanego, którego już nie ma. Wiele z osób wspominających Olę to znajomi z bydgoskiej „Wyborczej".
Tak napisał o Oli wieloletni dziennikarz Krzysztof Aładowicz: „Zazdrościłem jej tego, jak w pracy dziennikarskiej rozmawia z bohaterami swoich tekstów. Jej poziom empatii, zrozumienia złożoności ludzkich historii i wyborów był ogromny. I ten szacunek do rozmówców – kimkolwiek byli, co w życiu osiągnęli albo jakiego dna nie sięgnęli – co pozwalało jej zdobyć zaufanie swoich bohaterów”.
Joanna Czerska-Thomas – dziś bydgoska radna i społeczniczka – też kiedyś pracowała z nami w „Wyborczej”. Jak wspominała w książce: „Ola potrafiła zadawać pytania, które nie tylko dotykały sedna spraw, ale również skłaniały do myślenia na długi czas po zakończeniu wywiadu”.
Gdy już nie dało się biegać...
Zachwyciło mnie wspomnienie przyjaciółki ze studiów Dobrochny Białczyk, która w ostatnim liście do Oli napisała tak: „Opowiadałaś o swojej pracy, o tym, że gdy po przerwie w pisaniu siadasz do komputera, rozprostowujesz palce i piszesz, i słowa płyną i płyną jak muzyka, jakbyś grała na pianinie. I że to cudowne uczucie. Mam tę scenę w pamięci, gdy to opowiadasz z głową odchyloną do tyłu nieco, z błogim uśmiechem płynącym z tego poczucia jedności z klawiaturą. Wtedy dotarło do mnie, jak Ty kochasz swoją pracę”.
Inna przyjaciółka Justyna Chmiel, z którą Olą regularnie biegała po lesie, zapamiętała chwilę, gdy już biegać nie było można. „Nasze terapie leśne były pełne tak różnych rozmów. Czasem głębokich pełnych refleksji, a czasem totalnie bezsensownie przyjemnych. Pamiętam moment, kiedy już nie biegałyśmy, tylko szłyśmy, kiedy chemia nie działała i po prostu płakałyśmy. Pamiętam te wszystkie prośby Oli, wówczas dla mnie absurdalne, bo do końca nie zakładałam, że tak szybko przyjdzie je spełniać”.
Tak, jak prof. Roman Leppert, do dziś mam wiadomości od Oli w telefonie. Nawet tego nie pamiętałam, ale w jednej z nich napisałam, że śniło mi się, że byłam odwiedzić ją w nowej pracy w nowoczesnym budynku, w którym pokoje rozlokowane były w pionie, wchodziło się po drabinach, a ona akurat pisała ważny tekst polityczny. Odpisała mi wtedy: „Życie jest dynamiczne, kto wie…”. Ola często wraca do mnie w myślach i mocno wierzę, że na pewno jeszcze się spotkamy…
Magdalena Gill
„Nie rozumiem. Pamięci Aleksandry Lewińskiej" pod redakcją Romana Lepperta i Joanny Czerskiej-Thomas. Wydawnictwo M4Bizz Joanna Czerska-Thomas.
Recenzja ukazała się w audycji „Dwie strony sztuki” – program o książkach i filmach w każdy czwartek po godz. 20.00 w Polskim Radiu PiK.