Jak powstawały piosenki, które Pan tworzył z Jonaszem Koftą?
J.S. - Jestem zwolennikiem pisania piosenek z autorem tekstu. Przy takiej współpracy mam możliwości manipulacji, dokonywania zmian, czy w muzyce, czy w tekście. Nie lubię pisać np. do poezji, gdzie nie mam już możliwości wykonania żadnego ruchu. Pracując z Jonaszem nawet nie zastanawiałem się nad tym, że Jonasz jest wybitnym poetą, tekściarzem, przyjaźniliśmy się, najczęściej odbywało się to przy spożywaniu większej, czy mniejszej ilości alkoholu, ale pracowaliśmy razem. Nie zdarzało się, że Jonasz napisał tekst i przyniósł mi do skomponowania muzyki. Często całymi tygodniami spędzaliśmy wspólnie czas, czy na festiwalach, czy w domu i tak one powstawały.
To trzeba było mieć dobre zdrowie?
J.S. - (śmiech) Oj tak, w końcu wiele tych piosenek powstało. Później się rozstawaliśmy i po czasie weryfikowaliśmy. Przykro się do tego przyznać, ale dopiero kiedy Jonasz zmarł, zacząłem sobie uzmysławiać jaką potęgę mi zostawił. Te teksty się mieszczą na opuszkach palców, muzyka już tam jest. Jeśli jest dobry tekst to muzyka jest niczym „polowanie na szczupaka”, to jest tylko dodanie tego jednego skromnego elementu, który z tego tekstu wypływa. Muzyka, którą piszę nie jest łatwa do dopisania tekstu.
Musi być pewna nic porozumienia między kompozytorem, a tekściarzem?
J.S. - To nie jest kwestia wyboru, to się dzieje poza nami. Niekiedy nieznana osoba przychodzi z dobrym tekstem, ale są i takie momenty kiedy znany autor przynosi materiał niedobry. Umowa jest między nami taka, że sobie mówimy jak coś nie pasuje.
Jest Pan pomocny w domu, np. w kuchni?
J.S. - Nie, nie gotuję, nie lepię pierogów.
Za to jem?
J.S. - Nie jestem zwolennikiem konsumpcji. Nie poświęcam temu zbyt wiele uwagi. Od pięciu lat nie palę i dopiero teraz zaczynają mi smakować potrawy, do tej pory było mi wszystko jedno. Polecam rzucenie palenia. Zawsze mówię, że jak ja mogłem rzuć palenie, ponieważ paliłem straszne ilości, to inni mogą rzucić picie.
J.S. - Jestem zwolennikiem pisania piosenek z autorem tekstu. Przy takiej współpracy mam możliwości manipulacji, dokonywania zmian, czy w muzyce, czy w tekście. Nie lubię pisać np. do poezji, gdzie nie mam już możliwości wykonania żadnego ruchu. Pracując z Jonaszem nawet nie zastanawiałem się nad tym, że Jonasz jest wybitnym poetą, tekściarzem, przyjaźniliśmy się, najczęściej odbywało się to przy spożywaniu większej, czy mniejszej ilości alkoholu, ale pracowaliśmy razem. Nie zdarzało się, że Jonasz napisał tekst i przyniósł mi do skomponowania muzyki. Często całymi tygodniami spędzaliśmy wspólnie czas, czy na festiwalach, czy w domu i tak one powstawały.
To trzeba było mieć dobre zdrowie?
J.S. - (śmiech) Oj tak, w końcu wiele tych piosenek powstało. Później się rozstawaliśmy i po czasie weryfikowaliśmy. Przykro się do tego przyznać, ale dopiero kiedy Jonasz zmarł, zacząłem sobie uzmysławiać jaką potęgę mi zostawił. Te teksty się mieszczą na opuszkach palców, muzyka już tam jest. Jeśli jest dobry tekst to muzyka jest niczym „polowanie na szczupaka”, to jest tylko dodanie tego jednego skromnego elementu, który z tego tekstu wypływa. Muzyka, którą piszę nie jest łatwa do dopisania tekstu.
Musi być pewna nic porozumienia między kompozytorem, a tekściarzem?
J.S. - To nie jest kwestia wyboru, to się dzieje poza nami. Niekiedy nieznana osoba przychodzi z dobrym tekstem, ale są i takie momenty kiedy znany autor przynosi materiał niedobry. Umowa jest między nami taka, że sobie mówimy jak coś nie pasuje.
Jest Pan pomocny w domu, np. w kuchni?
J.S. - Nie, nie gotuję, nie lepię pierogów.
Za to jem?
J.S. - Nie jestem zwolennikiem konsumpcji. Nie poświęcam temu zbyt wiele uwagi. Od pięciu lat nie palę i dopiero teraz zaczynają mi smakować potrawy, do tej pory było mi wszystko jedno. Polecam rzucenie palenia. Zawsze mówię, że jak ja mogłem rzuć palenie, ponieważ paliłem straszne ilości, to inni mogą rzucić picie.