Sejm wybrał Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Podczas debaty nad jego kandydaturą przedstawiciele opozycji mówili, ze Maciej Berek nie spełnia wymogów formalnych tego stanowiska - 10 lat pracy jako radca prawny. Strona rządząca twierdziła inaczej i przekonywała, że ma na to dowody.
Sprawozdawca Jarosław Urbaniak z Koalicji Obywatelskiej mówił w Sejmie o tym, że Maciej Berek pracował jako radca prawny 17 lat.
- W kwestii tego, czy ktoś jest radcą prawnym, czy nie, to warto zapytać i zerknąć do dokumentów, które w kancelarii Sejmu są. To jest dokument z Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie, świadczący o tym, że przez 17 lat wykonywał pracę radcy prawnego - dodaje.
Natomiast szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki zwrócił uwagę, że nie ma umów potwierdzających pracę Macieja Berka jako radcy prawnego.
- Na pytania posłów opozycji, jak to jest z tym dziesięcioletnim stażem, jeżeli chodzi o doświadczenie radcowskie, właściwie nikt nie był w stanie odpowiedzieć. Otóż odpowiedź pana przewodniczącego była taka, że weryfikowała to Kancelaria Sejmu, chyba padło dokładniej, że biuro pana marszałka. Bo mam te dane o kandydacie wraz z uzasadnieniem, gdzie są umowy wykonywania tej działalności radcy prawnego - twierdzi Zbigniew Bogucki.
Według ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza prezydent chciał wpłynąć na wybór członka Trybunału Konstytucyjnego.
- Próbuje wpłynąć na suwerena, przedstawicieli narodu i zabiera głos w tej izbie, żeby zablokować demokratyczny wybór sędziego Trybunału Konstytucyjnego. To jest niebywały skandal. Żaden przedstawiciel prezydenta Rzeczypospolitej w historii nie posuwał się do takich zachowań - uważa szef MON-u.
Drugim kandydatem był zgłoszony przez Prawo i Sprawiedliwość Artur Kotowski.