Jak dowiedziało się Polskie Radio PiK, śledczym nie udało się ustalić, kto stoi za oszustwami w głosowaniu. Podejrzenia wzbudzało ponad 14 tysięcy głosów oddanych na projekty związane z zabytkowymi autobusami.
- Do przestępstwa zostały wykorzystane serwery zagraniczne. Nie mieliśmy technicznej możliwości ustalenia winnych - przyznaje Agnieszka Adamska-Okońska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy.
- Zwróciliśmy się do wszystkich ustalonych administratorów, którzy administrowali serwerami zidentyfikowanymi w tym postępowaniu, wykorzystywanymi do tego głosowania.
Okazało się, że administratorzy większości tych serwerów to podmioty zagraniczne. Prokuratura zwracała się więc o międzynarodową pomoc prawną między innymi do Cypru, Rumunii, Łotwy, Saint Vincent...
Najczęściej w odpowiedzi śledczy słyszeli, że nie da się ustalić użytkowników końcowych urządzeń, z których oddawano fikcyjne głosy.
- Nawet w Polsce administratorzy rzadko przechowują, a tym samym rzadko ujawniają dane dotyczące użytkownika końcowego. Najczęściej jest to zmienne IP, które nie pozwala na identyfikację konkretnego użytkownika - mówi Agnieszka Adamska-Okońska.
Ostatecznie, weryfikując kilkanaście tysięcy głosów, udało się wskazać jedynie jedną osobę, która...
- Wykorzystując IP urządzenia elektronicznego, oddała dwa głosy. Nie będąc do tego uprawnioną, wykorzystała dane osobowe innych osób, przetworzyła te dane, oddając właśnie głos - podała rzeczniczka bydgoskiej prokuratury.
- Mężczyźnie przedstawiono zarzut, ale ostatecznie prokuratura złożyła do sądu wniosek o warunkowe umorzenie postępowania w tej sprawie.
Sprawa nadużyć w BBO dotyczy roku 2024. W trakcie weryfikacji urzędnicy doszukali się nieprawidłowości. Pojawiło się podejrzenie wyłudzenia ponad 500 tysięcy złotych oraz podszywania się pod osoby, które rzekomo oddawały głosy na projekty zgłoszone do BBO. Miejscy urzędnicy powiadomili prokuraturę.