Dzwony już od ponad roku milczą, bo tak zdecydował sąd. Ta cisza ma potrwać do zakończenia postępowania.
Kościelne dzwony w Rudzkim Moście (dzielnica Tucholi) miały zakłócać spokój sąsiadom.
- Tutaj odbywało się szaleństwo strzępiące uszy. Dzwony waliły tak, że nie dało się rozmawiać. Akustycznie to przypominało przywoływanie na obozie ZHP harcerzy na obiad za pomocą uderzania w garnek - relacjonuje Waldemar Piotrowski, mieszkaniec osiedla Rudzki Most. - Nie szło spać, rozmawiać, żyć. Bezustannie nas zagłuszano.
Innego zdania są parafianie i sam proboszcz.
- Szkoda tych nerwów. Nie wyobrażam sobie, aby mogli mnie pochować bez dzwonów - mówią.
- Muszę bronić całej wspólnoty parafialnej. Dzwony są po to, aby bić - uważa ks. Wiesław Herold, proboszcz Parafii Opatrzności Bożej w Tucholi. - Będę dzwonił, ale w sposób ludzki. W najbliższych dniach uruchomię mały dzwon.
Więcej o tej historii opowiemy w środę (3.06.) w „Popołudniu z nami" po godz. 15.