Sala tradycji drukarskich otwarta została w Wąbrzeźnie. Można w niej zobaczyć m.in. drewniane i metalowe czcionki drukarskie oraz maszyny i narzędzia, z których korzystali drukarze jeszcze przed II wojną światową. – Jednym z naszych najcenniejszych eksponatów jest tzw. korektorka ręczna – mówi prezes Wąbrzeskich Zakładów Graficznych Leszek Dembek.
Tą ekspozycją Wąbrzeskie Zakłady Graficzne chcą uczcić 100-lecie działalności drukarni w mieście. Skąd pochodzą prezentowane przedmioty i jakie są wśród nich „perełki”? O tym mówi Leszek Dembek, prezes Wąbrzeskich Zakładów Graficznych:
– W tej sali znajdują się urządzenia, które pracowały w naszym zakładzie – stanowią większość ekspozycji, ale są tu także urządzenia, które otrzymaliśmy w darze od naszych emerytów bawiących się, tak to nazwijmy, w introligatorstwo. Jedną maszynę kupiłem w zeszłym roku z Niemiec, od kolegi, polskiego drukarza. Jest to bardzo fajny eksponat – maszyna dociskowa.
Jak mówi prezes, najcenniejszym eksponatem przedwojennym jest tak zwana korektorka ręczna, czyli prototyp maszyny drukarskiej z techniki druku wypukłego – typograficznego. Zecer, czyli składacz ręczny, który wykonał formy do druku, musiał tę formę odbić na tym urządzeniu po to, żeby korektor mógł sprawdzić, czy nie popełnił w czasie składu błędów (...).
– Inna ciekawa maszyna – linotyp, który odlewał całe wiersze. Na jednym wierszu odlanym na gorąco, był odlany tekst. Wyobraźmy sobie: jeżeli mamy szerokość kolumny w książce, to kiedyś książki składało się tylko taką metoda. Najbardziej mozolna była korekta tego złożonego tekstu. Jeżeli w danym wierszu brakowało jednego przecinka i trzeba było go wstawić, to linotypista musiał odlać cały wiersz od początku, ale robiąc to od nowa, mógł zrobić błąd w innym miejscu. Korekta była bardzo żmudna, trwała długo, nawet kilka lat (...).
Więcej w materiale Moniki Kaczyńskiej.