Reporter Polskiego Radia PiK był na urodzinach pani Marianny w Domu Seniora „Bronek” w Lubrańcu. Między nią a najmłodszymi mieszkańcami tej placówki jest ponad 30 lat różnicy.
Jak żyć, by osiągnąć taki wiek?
- Lekarze też mnie pytają: jak pani to robi? Nie wiem. Normalnie żyję, po swojemu - odpowiedziała solenizantka.
- Babcia to chodzący dynamit - mówi jej wnuk. - Gdy nas odwiedzała, to nie po to, by posiedzieć, wypić herbatę, tylko żeby coś przygotować. Musiała czuć się potrzebna - dodaje.
- Pani Marysia jest niezwykle życzliwa. Zawsze służy dobrą radą. Codziennie spaceruje. W domu seniora do niektórych odnosi się jak do swoich dzieci. Między nią, a naszymi najmłodszymi mieszkańcami jest ponad 30 lat różnicy - mówi jedna opiekunek.
- Lgną do niej ludzie dzięki jej ciepłu, jej wyrozumiałości, otwartości na drugiego człowieka - dodaje inna.
Solenizantka jest w świetnej kondycji psychicznej, w dobrym zdrowiu. Uwielbia spacery, tryska humorem.
- Marianna Lange-Stodolska urodziła się 9 października 1920 roku w Rzeżewie, małej miejscowości w powiecie włocławskim, jako najmłodsze dziecko i jedyna córka Józefa i Michaliny.
- Bracia szybko poszli do pracy, a pani Marianna pomagała rodzicom prowadzić gospodarstwo. W czasie wojny majątek rodziny zabrali Niemcy.
- Wyszła za mąż za Czesława Lange, którego poznała, gdy miała 10 lat. Wspomina, że wspólnie wypasali gęsi. Pobrali się w 1941 roku.
- Pan Czesław pracował na kolei, a pani Marianna zajmowała się wychowywaniem czterech synów. Przed emeryturą pracowała we włocławskim fajansie, gdzie stemplowała naklejki.
- Mąż pani Marianny zmarł 34 lata po ślubie. Po latach zmarli również ich dwaj synowie. Teraz ma wsparcie dwóch pozostałych i ich rodzin.