Tadzik przepracował w stadninie 15 lat. Na emeryturze jest od dwóch. Stał się końskim celebrytą, gdy na jego derce Patrycja Nikodem wymalowała farbą kilka słów, które jako pierwsze przyszły jej do głowy, kiedy po raz kolejny odebrała telefon od zaniepokojonych sąsiadów.
Tadzik pasie się wolno wokół stadniny, a na grzbiecie nosi już tylko napis: „Nie uciekłem. Mam emeryturę i wolność”. Końskiego zdrowia już nie ma. Zmaga się z astmą i licznymi alergiami, nawet na najpopularniejsze końskie przysmaki, bo za nim trudna młodość. Trafił do Łochowa w złym stanie. Zupełnie nie nadawał się pod siodło, ale była obawa, że zostanie sprzedany do rzeźni, jeśli nie znajdzie się nikt, kto wyprowadzi go na prostą. Tak stał się pierwszym członkiem stada, gdy Patrycja Nikodem zakładała stadninę. Początkowo wydawało się, że kompletnie tam nie pasuje, szybko stał się ulubieńcem dzieci.
Autorka: Dorota Witt
Emisja: „Popołudnie z reportażem", 5 października 2026
0:00
0:00
Wybierz utwór z treści strony