Rozmowa Dnia
Włodzimierz Kiełczyński: Wjeżdżając na przejazd kolejowy musimy mieć możliwość zjazdu
Jeżeli już nasz pojazd znajdzie się między zamkniętymi rogatkami, mamy ok. 15 sekund, by opuścić przejazd. - Wystarczy uderzyć w rogatkę z niewielką prędkością, wyłamać ją. Nie powinna wyrządzić samochodowi szkody - mówi Włodzimierz Kiełczyński. - Jeżeli jednak auto odmówi posłuszeństwa i nie jesteśmy w stanie go zepchnąć, możemy wysiąść i uciec poza rogatki. W przypadku, gdy mamy jeszcze trochę czasu, choć są to sekundy, możemy zadzwonić na numer 112, podając numer identyfikacyjny przejazdu, który jest widoczny na żółtej naklejce na napędzie rogatki z prawej strony - podkreśla dyrektor.
Tylko w poniedziałkowy (14 września) poranek kierowcy w całej Polsce 23 razy wyłamali rogatki na przejazdach kolejowych lub zatrzymali się na przejeździe po włączeniu czerwonego światła. Przypomnijmy, w minionym tygodniu pociąg pasażerski uderzył w ciężarówkę, która wjechała na przejazd. Jedna osoba zginęła, dziewięć zostało rannych. Maszynista pędzącego pociągu, gdy zobaczy przeszkodę, ma niewiele możliwości. - Wdroży nagłe hamowanie pociągu, a jeżeli zdąży to uda się do kabiny mechanicznej, czyli kabiny, w której znajdują się silniki trakcyjne, żeby tam chronić swoje życie - mówi Włodzimierz Kiełczyński. - W momencie uderzenia samochód jest roztrzaskiwany, lokomotywa często się wykoleja, a osoby podróżujące mogą spaść z siedzeń i być poszkodowane - dodaje.
Utrata prawa jazdy za wjazd na przejazd na czerwonym świetle? Rząd pracuje nad projektem
W tej chwili za wjechanie na przejazd przy czerwonym świetle grozi mandat w wysokości dwóch tysięcy złotych i 15 punktów karnych. Rząd ma pracować nad projektem zaostrzającym przepisy, który będzie zakładał utratę prawa jazdy na minimum trzy miesiące, gdy wjedziemy na przejazd po włączeniu sygnalizacji ostrzegawczej. -Ważna jest przede wszystkim nieuchronność kary, że każde naruszenie przepisów przez kierowcę na przejeździe kolejowo-drogowym musi zakończyć się negatywnymi konsekwencjami dla kierowcy - zaznacza gość „Rozmowy Dnia”.
Prof. Roman Leppert o wynikach testu kompetencji 15-latków: Mamy do czynienia z regresem
1/4 polskich 15-latków nie rozumie tekstu, który czyta - wynika z międzynarodowego badania PISA. Sprawdza ono umiejętności matematyczne uczniów, rozumowanie w naukach przyrodniczych i rozumienie tekstów.
Azjaci biją nas na głowę w każdej z badanych dziedzin. Co piąty polski i europejski uczeń może mieć w przyszłości problem nawet ze zrozumieniem rachunków za media. Zdaniem prof. Romana Lepperta, mimo dobrego wyniku na tle innych krajów UE, to nie ma powodu do radości.
- Jak patrzy się na rozkład danych w kolejnych badaniach, to widzimy, że w długiej, ponad 20-letniej perspektywie mamy do czynienia z regresem. Od 2000 do 2018 roku mieliśmy wzrost, teraz mamy spadek. Ja myślę, że nie ma tutaj jednej przyczyny. Mamy do czynienia przynajmniej z kilkoma przyczynami. Po pierwsze przyczyna tkwi w tym, czego uczymy. Po drugie, po co to robimy. Po trzecie, jak to robimy. Czyli pewnie gdy mówimy o tym, czego uczymy, to musielibyśmy bliżej przyglądać się kwestii podstaw programowych, czy szerzej sposobu funkcjonowania szkoły - wskazuje naukowiec.
Wskazuje również, że z tego badania wychodzą ogromne różnice między liceami, technikami oraz szkołami branżowymi. Na przykład w branżówkach 7 na 10 uczniów nie zdobywa poziomu drugiego w matematyce, a w czytaniu poniżej tego poziomu jest 68 proc. uczących się.
- Dodajmy, że ten poziom jest traktowany jako taki podstawowy do funkcjonowania w społeczeństwie, więc widać, że szkoła branżowa ma tutaj poważny problem - zaznacza prof. Roman Leppert.
Malwina Sypniewska-Pietsch i Joanna Nowak
Agnieszka Pawłowska: By mieć pracę w przyszłości, ważne są pewne kompetencje
Około 58 proc. godzin pracy w Europie, a w Polsce nawet 61 proc. można by zautomatyzować z pomocą dostępnych już technologii - wynika z tegorocznego raportu McKinsey Global Institute. Jej udział może nawet wzrosnąć. Według autorów raportu przyszłość pracy będzie polegać na współdziałaniu ludzi, agentów AI i robotów.
Czego więc warto się nauczyć, by mieć pracę za kilka czy kilkanaście lat? - Istotne są kompetencje związane z robotyzacją, automatyzacją, obsługą AI czy drukiem 3D - mówi Agnieszka Pawłowska. - Ważne też są kompetencje społeczne, bo nie będzie dobrze działającego przedsiębiorstwa bez ludzi, którzy nie będą umieli współpracować, komunikować się ze sobą - dodaje.
Wśród pięciu kluczowych kompetencji miękkich w dobie rozwoju technologii wymienia się: ciekawość i otwartość na nieoczywiste rozwiązania, odwagę do działania, kreatywność, współczucie połączone z empatią i umiejętność komunikacji z innymi ludźmi.
Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna, wspólnie z Izbą Przemysłowo-Handlową z Torunia realizuje projekt „Włącz się w rynek pracy”, skierowany do młodych ludzi z naszego regionu (w wieku od 18 do 29 lat). Ma im pomóc w znalezieniu pierwszego zatrudnienia.
- Oferujemy indywidualne doradztwo zawodowe i staż w firmie dopasowanej do umiejętności i oczekiwań - informuje gość „Rozmowy Dnia”. - Będziemy zapraszać młodych ludzi do tego, żeby wzięli udział w naszym projekcie stażowym. Na początku spotkają się z doradcą zawodowym, żeby móc odkryć ich możliwości i potencjał, a później pośrednik pracy postara się dopasować odpowiedniego pracodawcę do kompetencji tego młodego człowieka - dodaje Agnieszka Pawłowska.
Michał Słobodzian: Siłą reportażu jest opowieść i bliskie spotkanie z człowiekiem
Reportażyści Polskiego Radia PiK zostali nagrodzeni i wyróżnieni w trzecim Ogólnopolskim Konkursie na Reportaż Radiowy imienia Ireny Linkiewicz „Po prostu człowiek”. Żaneta Walentyn i Michał Słobodzian otrzymali drugą nagrodę za audiodokument "Tu się nie płacze". Wyróżnieni zostali: Adriana Andrzejewska-Kuras za reportaż "Tyle i aż tyle" oraz Michał Zaręba za opowieść "To nie moja ręka".
- Emocje już trochę opadły, ale z pewnością będziemy cieszyć się jeszcze przez kilka dni. Za nami fantastyczny czas. Cieszymy się, że nasze reportaże stanowiły 1/4 finałowej 12. Wszystkie zostały nagrodzone lub wyróżnione - mówi Michał Słobodzian. - To historyczny moment dla naszej rozgłośni. W ciągu ostatnich 3 lat zdobyliśmy kilkanaście nagród i wyróżnień. M.in. Żaneta Walentyn zajęła II miejsce w prestiżowym Prix Europa. Takiej passy nigdy nie było.
Na czym polega fenomen reportażu?
- To dłuższa forma, przy której trzeba się nieco skupić. Siłą reportażu jest opowieść i bliskie spotkanie z człowiekiem - mówi nasz redakcyjny kolega. - Podobno wszystko już w tej formie opowiedziano, ale jeszcze nie przez pryzmat każdego autora. Wciąż staramy się ten reportaż unowocześniać. Łączymy go z podcastami. Nasza percepcja się zmienia i staramy się za tym nadążać.
Cała rozmowa do wysłuchania poniżej.
Więcej naszych „Rozmów Dnia" TUTAJ.
Nagrodzone prace reportażystów Polskiego Radia PiK:
Audiodokument „Tu się nie płacze":
To opowieść o potwornych dylematach i piekle pełnym śmierci oraz muzyki. On był bydgoszczaninem, ona lwowianką. On uczył gry na altówce i komponował, ona skończyła konserwatorium i grała na skrzypcach. Nigdy się nie poznali, a mimo to ich losy splotła muzyka w nieludzkim czasie i w nieludzkim miejscu. Ona grała w orkiestrze obozowej w Birkenau, on w lagerkapeli w Auschwitz. Józef Kropiński i Helena Dunicz-Niwińska to bohaterowie audiodokumentu Żanety Walentyn i Michała Słobodziana pt. „Tu się nie płacze”.
Reportaż „Tyle i aż tyle" Adriany Andrzejewskiej-Kuras:
Reportaż „To nie moja ręka" Michała Zaręby:
Rafał Kensik: Porównanie badań z poprzednich lat pokazuje, jak niska jest sprawność dzieci
- Niestety, jest tak źle, jak pokazuje raport - przyznaje gość Agnieszki Marszał. - Porównując badania z 2025 do 2009 roku, to one pokazują, jak niska jest sprawność dzieci. Zaznaczę, że braliśmy pod uwagę tylko trzy testy: skok z miejsca, bieg wahadłowy 5x10 oraz beep test - dodaje.
A jak wypadli uczniowie z naszego regionu w testach przeprowadzonych w Kujawsko-Pomorskim Centrum Edukacji Nauczycieli w Bydgoszczy? - Wyniki były różne - są uczniowie, którzy uczęszczają na wychowanie fizyczne i którzy po zajęciach lekcyjnych aktywnie spędzają czas. U tych osób testy wypadły dobrze - mówi Rafał Kensik. - Niestety jednak większość osób migała się od zajęć i przynosiła zwolnienia, które wypisywali rodzice. U nich te testy niestety były bardzo słabe - informuje.
Gość „Rozmowy Dnia” podkreśla, że u uczniów najbardziej w oczy rzuca się brak wydolności, słaba siła, problemy z koordynacją czy nadmierna masa ciała. - Od razu widać koślawość kolan, wystające łopatki, głowę wysuniętą do przodu, zapadniętą klatkę piersiową - wymienia.
Remigiusz Rakowski
- Młody kierowca, który zdobędzie uprawnienia po 3 września, będzie wchodzić w tak zwany okres próbny, który będzie trwać 2 lata, a dla osób, które zdobędą uprawnienia jako 17-latkowie, będzie trwał maksymalnie 3 lata. Po 20. roku życia ten okres mija. Musimy pamiętać o tym, że to jest próba dla tego młodego kierowcy, żeby nabrał doświadczenia, jeździł zgodnie z przepisami i nie łamał przepisów ruchu drogowego - podkreśla kom. Remigiusz Rakowski z Wydziału Ruchu Drogowego KWP w Bydgoszczy.
- Niestety musimy powiedzieć, że tych wykroczeń policjanci ujawnili bardzo dużo. 222 wykroczenia, które dotyczyły samych kierujących hulajnogami elektrycznymi. To bardzo duża liczba. Najczęstszym wykroczeniem popełnianym przez osoby na na hulajnogach elektrycznych była jazda po chodniku z prędkością większą niż ta zbliżona do prędkości pieszego. Bardzo często widzimy, jak młodzi kierowcy zjeżdżają z jezdni ze ścieżki rowerowej na chodnik i wówczas omijają tych pieszych nie respektując ich przepisów, ich ich prawa - dodaje policjant.
Gość audycji wskazał, że najczęściej wykroczenia na jednośladach popełnia młodzież między 13 a 17 rokiem życia.
Prezes PZLA Sebastian Chmara o aferze w PKOl: Ta instytucja przestała dbać o polski sport
Prezes PKOl Radosław Piesiewicz najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie. Został zatrzymany w związku ze śledztwem w sprawie giełdy kryptowalut Zondacrypto, będącej sponsorem komitetu. Postępowanie prowadzone jest pod kątem oszustw znacznej wartości oraz prania brudnych pieniędzy.
Prezesowi komitetu śledczy zarzucają:
- przyjęcie korzyści w związku z wpływem na umowę sponsorską PKOl z Zondacrypto,
- faworyzowanie grupy wierzycieli z pokrzywdzeniem innych w związku z grożącą niewypłacalnością.
W sprawie pojawił się też luksusowy zegarek wart ok. 40 tysięcy euro, który Radosław Piesiewicz miał otrzymać od prezesa Zondacrypto. Szef PKOl nie przyznaje się do winy.
- To jest taka wielka bomba, która niejako zakończyła albo może rozjaśniła ten cały galimatias, który wokół Polskiego Komitetu Olimpijskiego od jakiegoś czasu już trwa. Kontrowersje, dyskusje, podział w PKOl były od dawna i to przyznam szczerze sytuacja wcześniej bez precedensu. Ta instytucja przestała dbać o polski sport - podkreśla Sebastian Chmara, prezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki.
Zdaniem rozmówcy ta sytuacja doprowadziła do sporów politycznych w świecie sportu. - To spowodowało, że przestaliśmy dyskutować o sporcie, a zaczęliśmy przy okazji sportu dyskutować o polityce i to jest dla sportu bardzo złe. To musimy zakończyć - dodaje.
Na wtorek, 8 września, wiceprezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Mieczysław Nowicki, zwołał posiedzenie prezydium zarządu PKOl. Polski Związek Lekkiej Atletyki będzie głosować za odwołaniem Radosława Piesiewicza.
- Osobiście uważam, że w trybie pilnym należałoby zwołać walne zebranie delegatów Polskiego Komitetu Olimpijskiego, ponieważ sprawa według mnie jest sprawą nadzwyczajną i najwyższa władza, jaką bez wątpienia jest nadzwyczajne walne zgromadzenie, powinna podjąć decyzję o tym, żeby zamknąć ten temat, ten brzydki rozdział dla polskiego sportu. Pora rozpocząć nowy, czysty, być może nawet z przyspieszonymi wyborami na prezesa PKOl - uważa Sebastian Chmara.
Polskim sportowcom grozi wykluczenie z międzynarodowych rozgrywek. Międzynarodowy Komitet Olimpijski przesłał list do członków PKOl, w którym są trzy scenariusze rozwiązania kryzysu:
- rezygnacja Radosława Piesiewicza,
- podjęcie przez organy PKOl decyzji o zawieszeniu bądź odwołaniu prezesa,
- jeśli problem nie zostanie rozwiązany, MKOl zawiesi PKOl w prawach członkowskich.
Janusz Zemke o sprawie Marka Z., byłego dyrektora bydgoskiego muzeum: „Jest paskudna”
- Każdy proces, a jest to paskudna sprawa, oznacza także, że w te swoje osobiste sprawy wikła się instytucje, a trzeba przede wszystkim je chronić oraz karać tych, którzy łamią prawo - dodał.
Jak już informowaliśmy, po rozmowie Marka Z. w ministerstwie 28 sierpnia złożył on rezygnację z pełnionego dotychczas stanowiska. Została ona przyjęta jeszcze tego samego dnia. Za zarzucany czyn mężczyźnie grozi do 8 lat więzienia.
Marek Z. od 20 lat nie jest żołnierzem w służbie czynnej. Za swoją służbę był odznaczany. Dyrektorem Muzeum Wojsk Lądowych w Bydgoszczy został w styczniu tego roku. Jego proces przed sądem w Szubinie ma rozpocząć się 8 września.
Tą sprawą zainteresowało się MON, ze względu na fakt, że Muzeum Wojsk Lądowych w Bydgoszczy podlega pod ministerstwo.
Będzie więcej ataków sabotażowych ze strony Rosji? „Widać, że eskaluje działania”
- Widać, że Rosja eskaluje swoje działania, ale stara się to robić w taki sposób, by nie dać się bezpośrednio złapać za rękę, więc często do tych aktów dywersyjnych wykorzystuje się obywateli innych państw - powiedział Janusz Zemke w „Rozmowie Dnia” Polskiego Radia PiK, nawiązując do ostatnich prawdopodobnych aktów sabotażu, do których doszło w Polsce i w Niemczech.
Mowa o podpaleniu w fabryce produkującej części do dronów w Skarżysku-Kamiennej, podłożeniu ładunków wybuchowych koło elektrowni w Brandenburgii czy uzbrojone drony na lotnisku w Lipsku. Służby polskie i niemieckie twierdzą, że to rosyjskie akcje sabotażowe. - Rosja wykorzystuje obywateli innych państw, którzy często nie mają pojęcia, kto jest zleceniodawcą - poinformował były wiceminister obrony. - Wykonawcy przeważnie robią to z pobudek czysto finansowych, materialnych i Rosja to stosuje - dodał.
Bezpieczeństwo regionalnych zakładów zbrojeniowych
Zatem, czy w obliczu zagrożeń z zagranicy zakłady zbrojeniowe w naszym regionie oraz firmy z sektora obronnego są dobrze zabezpieczone? - Piony odpowiadające za bezpieczeństwo poszczególnych zakładów zostały umocnione - zadeklarował Janusz Zemke, który obecnie jest doradcą prezesa Polskiej Grupy Zbrojeniowej. - Jednym z zagrożeń podstawowych, które spółki zbrojeniowe muszą brać pod uwagę, to jest zagrożenie kradzieży technologii. Pamiętajmy, że przeciwnicy chcą przede wszystkim pozyskać technologię, jaką my stosujemy po to, żeby starać się skutecznie jej przeciwdziałać - dodał.
Marek Wojtkowski o konflikcie we włocławskim szpitalu. Pracownicy chcą odwołania dyrektora
Na początek fakty: na czele komisji kontrolującej szpital, a powołanej przez Urząd Marszałkowski wcale nie stoi Marek Wojtkowski, a takie informacje się pojawiały, a zaraz po nich fala komentarzy, że trudno w takim razie o rzetelność bezstronność.
Marek Wojtkowski wyjaśnił na naszej antenie, że kontrolę w szpitalu we Włocławku prowadzą pracownicy merytoryczni Departamentu Zdrowia i Departamentu Audytu i Kontroli Urzędu Marszałkowskiego w Toruniu.
Potrwa do października – długo – bo i zarzutów jest sporo, między innymi o funkcjonowanie tak zwanego saloniku VIP czy narażenie lecznicy na blisko 30 milionów straty z powodu złych wycen procedur na SOR-ze.
Dyrektor szpitala Dariusz Szczepański na konferencji zwołanej kilka dni temu w bardzo emocjonalnym tonie mówił o tym, że szpital nie ma pieniędzy i ma długi, a bez pieniędzy nowy budynek, który powstaje, może nie być w pełni wykorzystywany.
Gość Agnieszki Marszał, Marek Wojtkowski, odpowiadał w „Rozmowie Dnia”, że Urząd Marszałkowski robi swoje, czyli inwestuje, a pozyskanie pieniędzy i lekarzy jest zadaniem dyrektora placówki. Pytany o to, czy może w takim razie włocławski szpital potrzebuje nowego dyrektora, odpowiedział, że na razie nic na to nie wskazuje.
Zobacz także
Wybory samorządowe w Borach Tucholskich
2014-11-16, 13:44Duże zainteresowanie wyborami odnotowano w małej miejscowości Czersk Świecki w samym sercu Borów Tucholskich. Czytaj dalej »
Wybory w powiecie świeckim
2014-11-16, 11:03Punktualnie o godz. 7.00 otwarta została jedna z najmniejszych komisji wyborczych w Krąplewicach, w powiecie świeckim. Czytaj dalej »
Mieszkańcy Bydgoszczy głosują
2014-11-16, 10:25Punktualnie o godz. 7.00 pracę rozpoczęły cztery obwodowe komisje wyborcze w Zespole Szkół Chemicznych na bydgoskich Kapuściskach. Czytaj dalej »
W Bydgoszczy pojawiły się fałszywe plakaty rzekomo należące do kandydata PiS
2014-11-14, 20:18Na bydgoskich ulicach pojawiły się sfałszowane plakaty i banery wyborcze, do złudzenia przypominające oryginalne kandydata Prawa i Sprawiedliwości do Rady Miasta Krystiana Frelichowskiego. Czytaj dalej »
Rzekoma afera wyborcza w Kowalu
2014-11-14, 16:54Burmistrz Kowala nakazał służbom komunalnym usunięcie plakatów wyborczych swojego konkurenta w wyborach samorządowych i zrobił to zgodnie z prawem. Czytaj dalej »
Grochówka na zakończenie kampanii wyborczej
2014-11-14, 16:22Warto postawić na najlepszego - mówiła w Bydgoszczy Teresa Piotrowska zachęcając do głosowania na Rafała Bruskiego. Czytaj dalej »
Ostatni dzień kampanii wyborczej i ostatnia szansa, by przekonać do siebie wyborców
2014-11-14, 15:30W ostatnim dniu kampanii przed niedzielnymi wyborami samorządowymi sztaby wyborcze poszczególnych partii zorganizowały podsumowujące konferencje prasowe. Czytaj dalej »
Bydgoski SLD kończy kampanię w nastroju piknikowym
2014-11-14, 14:43Gorąca grochówka, wata cukrowa i atrakcje dla dzieci - tak SLD kończy kampanię w Bydgoszczy. Czytaj dalej »
Dombrowicz: jesteśmy gotowi do pracy na rzecz mieszkańców miasta
2014-11-14, 14:17Kandydat na prezydenta Bydgoszczy Konstanty Dombrowicz zadeklarował podczas podsumowania kampanii samorządowej, że 'drużyna' 62 kandydatów do Rady Miasta startujących z ramienia KWW Porozumienie Dombrowicza gotowa jest do 'pracy dla… Czytaj dalej »
SLD we Włocławku zawiadamia prokuraturę ws. zapowiedzi Chmielewskiego
2014-11-14, 13:51Działacze Sojusz Lewicy Demokratycznej we Włocławku zawiadomili prokuraturę o rzekomym przestępstwie, którego miał się dopuścić kandydat na prezydenta miasta, Jarosław Chmielewski z Prawa i Sprawiedliwości. Czytaj dalej »