Czwartek, 20 lutego 2020 r.   Imieniny: Leona, Ludomira, Zenobiusza
Polskie Radio PiK » Rozmowa dnia

Rozmowa dnia

Zbigniew Girzyński [wideo]

Prof. Zbigniew Girzyński/fot. Archiwum
Prof. Zbigniew Girzyński/fot. Archiwum
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Zbigniew Girzyński
Gościem Rozmowy Dnia był poseł PiS prof. Zbigniew Girzyński. Temat to obchodzony po raz pierwszy Dzień Nauki Polskiej. Czy takie święto jest potrzebne? Czego dziś najbardziej potrzebują polscy naukowcy?

Katarzyna Prętkowska: Prof. Andrzej Sokala będzie nowy rektorem UMK - prawda czy fałsz?

Zbigniew Girzyński: Zobaczymy, to elektorzy, którzy są wyłonieni w bardzo skomplikowanej procedurze wyborczej przez społeczność akademicką o tym zdecydują. Pan profesor jest doświadczonym zarówno uczonym, wybitnym polskim prawnikiem, ale także już bardzo zasłużonym dla uczelni pracownikiem administracji, bo jest prorektorem, myślę, że jest faworytem tego wyścigu o fotel rektora, życzę mu sukcesu, tak samo, jak życzę sukcesu całej społeczności naszego uniwersytetu.

Wybory nowego rektora 12 marca i wiemy, że profesor jest jedynym kandydatem.

Stąd myślę, że ten jego wybór wydaje się dosyć oczywisty i przesadzony, ale jak mówię, to jest zawsze werdykt elektorów i należy pokorę zachować do końca, znając duże wyczucie, takt, pana profesora, pana prorektora Andrzeja Sokali, jestem przekonany, że on również go zachowuje, ja życzę panu profesorowi powodzenia.

Jakie wyzwania czekają nowego rektora?

Obecnie jesteśmy w trakcie bardzo eksperymentalnego procesu jakim jest wdrażanie nowej ustawy o szkolnictwie wyższym. Ona wprowadziła pewne, z jednej strony, nieznane wcześniej, obwarunkowania, dotyczące zwłaszcza ocen działalności naukowej poszczególnych uczonych, a także jednostek w ramach których pracują. Z drugiej zaś strony otworzyła pewne możliwości dla najlepszych polskich uczelni, tworząc pewnego rodzaju elitarną grupę uczelni badawczych, do której UMK się dostał i to, z jednej strony, stwarza szansę, bo to większe finansowanie, a z drugiej strony większa odpowiedzialność. To szansa dla nowego rektora, ale także wyzwanie. Jestem przekonany, że nie tylko sam przyszły pan rektor, ale cała społeczność akademicka zdaje sobie z tego sprawę, solidarnie, zgodnie będzie pracowała na rzecz uniwersytetu, który dla wielu z nas jest drugim domem, a biorąc pod uwagę jego znaczenie, zarówno dla miast: Torunia i Bydgoszczy, bo w obu tych miastach ma swoje kampusy, jest uczelnią o wiodącym znaczeniu dla kształtu szkolnictwa wyższego i nauki w całym naszym województwie. (...)

Janusz Zemke

Janusz Zemke. Fot. archiwum
Janusz Zemke. Fot. archiwum
PR PiK - Rozmowa dnia - Janusz Zemke
Gościem Marcina Kupczyka w „Rozmowie dnia” w Polskim Radiu PiK był Janusz Zemke. Polityk lewicy został doradcą Roberta Biedronia ds. bezpieczeństwa, a w razie zwycięstwa tego kandydata w wyborach prezydenckich, miałby zostać szefem służb specjalnych.

Marcin Kupczyk: „Były wiceszef MON Janusz Zemke będzie moim doradcą do spraw bezpieczeństwa" – zapowiedział kandydat Lewicy na prezydenta Robert Biedroń. Jak doszło do tego zaproszenia?
Janusz Zemke: W naturalny sposób. Znamy się panem posłem Biedroniem, choć nie jest to może znajomość specjalnie bliska. Niemniej, gdy poszukiwał osoby, która wspierałaby go w obszarze, związanym z bezpieczeństwem, to wydaje mi się że, byłem jednym z kandydatów, którzy musieli mu się nasunąć. Zarówno w pracy w polskim Sejmie, jak i przez ostatnie 10 lat w Europarlamencie zajmowałem się kwestiami dotyczącymi bezpieczeństwa i obronności. Do tego przez wiele lat pracowałem w MON, więc wydaje mi się, że byłem jednym z naturalnych kandydatów.

To Pan zgłosił chęć pomocy, czy ktoś Pana osobę podpowiedział?
– Zostałem zaproszony do Sejmu na rozmowę, w której uczestniczył pan Robert Biedroń i kilka innych osób. Zaproponował, żebym go wspierał, a ponieważ zawsze wspierałem kandydatów lewicowych i funkcjonowałem w tych formacjach, więc dla mnie to oczywista sprawa i czynię to z wielką chęcią.

Robert Biedroń powiedział, że Pańska wiedza da gwarancję, że inicjatywy podejmowane przez niego – jako ewentualnego prezydenta – będą realizowane skutecznie i zgodnie z interesem państwa. Mówił, że jest Pan wybitnym ekspertem. To słowa wielkiego uznania, ale też rodzaj zobowiązania.
– Nie chcę się wypowiadać na temat ocen własnych. Zawsze miło, kiedy się o sobie słyszy ciepłe słowa – tym bardziej, że kiedy jest się politykiem, to z reguły słyszy się słowa krytyczne. Nasza praca polega na tym, że co pewien czas odbywamy dyskusje i rozmowy. Pan Robert Biedroń często wypowiada się w tych kwestiach.
Ostatnio miał duże wystąpienie programowe w Świdnicy dwa dni temu. Oczywiście brałem udział w przygotowaniu pewnych tez, chociaż finalnie Robert Biedroń bardzo aktywnie pracuje nad tekstami, które głosi. Zresztą dodam, że największe wrażenie zrobiła na mnie jego niesamowita pracowitość. Ciężko pracuje, zadaje dużo różnych pytań, chce dyskutować, jestem wtedy do dyspozycji.

Co mógłby Pan doradzić, o czym by Pan mówił głowie państwa, jeśli chodzi o politykę bezpieczeństwa?
– Namawiam, żeby trzymać się kilku fundamentalnych zasad. Pierwsza jest taka, żebyśmy zawsze pamiętali, że sprawy bezpieczeństwa i obronności są nie tylko ważne dla jednej czy drugiej partii, ale dla całego społeczeństwa i dla całego państwa. W związku z tym bardzo namawiam, żeby starać się w tym obszarze – na ile się da – prowadzić politykę apartyjną. W polskim modelu mamy taką sytuację, że prezydent kieruje pracami Rady Bezpieczeństwa Narodowego i może tę radę aktywnie wykorzystywać do różnych konsultacji między-politycznie. Bardzo do tego namawiam, by nie działo się tak, że jak zmienia się rząd, to wszystko się zmienia w tym obszarze. To powinna być pewna kontynuacja i korekta oczywiście.
Zasada druga dotyczy tego, by zawsze pamiętać, że sprawy związane z obronnością i bezpieczeństwem to nie są tylko kwestie właściwe dla wojska, policji czy innych służb. Cała struktura państwa powinna brać za to odpowiedzialność i brać w tym udział.
Kolejna ważna sprawa to oczywiście sensowne wykorzystywanie pieniędzy budżetowych. Jeżeli przeznaczamy na wojsko co roku o kilka miliardów złotych więcej, to powinniśmy ciągle sprawdzać, czy te środki są wykorzystywane w racjonalny i sensowny sposób.
Nie mówiąc już o kwestii być może podstawowej - otóż w modelu polskim to prezydent akceptuje strategię bezpieczeństwa narodowego. Bardzo namawiam, żeby w tej strategii zwracać większą uwagę na elementy nowe, które się ostatnimi czasy pojawiają – m.in. różne zagrożenia w cyberprzestrzeni. Dzisiaj jest tak, że można z wielu tysięcy kilometrów bardzo sparaliżować bezpieczeństwo i funkcjonowanie państwa oraz społeczeństwa – można sparaliżować system energetyczny, komunikację itd. (...)

Stanisław Burdziej [wideo]

Dr hab. Stanisław Burdziej/fot. materiały UMK
Dr hab. Stanisław Burdziej/fot. materiały UMK
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Stanisław Burdziej
Gościem Rozmowy Dnia był dr hab. Stanisław Burdziej, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, a rozmawialiśmy między innymi o społecznym postrzeganiu reformy sądownictwa.

Michał Jędryka: Opublikowano badanie, że prawie 60% Polaków jest zdania, że reforma sądownictwa przeprowadzana przez obóz rządzący może mieć wpływ na ich życie. Przeciwnego zdania jest 23% respondentów. Tak wynika z sondażu przeprowadzonego dla Rzeczpospolitej. Pan prowadzi badania, które pokazują postrzeganie sądów przez społeczeństwo. Czy z tych badań również wynika, że tak duży odsetek badanych jest zainteresowany tym co dzieje się w sądach?

Stanisław Burdziej: Mam przed sobą wyniki badań, które zleciła fundacja Court Watch Polska, z którą współpracuję. Wynika z nich, że 72% ankietowanych, to próba reprezentatywna, ogólnopolska, miało kontakt z sądem. Ludzie powinni być zainteresowani tym jak funkcjonują sądy, bo każdy dorosły człowiek, gdzieś na jakimś etapie swojego życia zapewne będzie miał kontakt z tą instytucją i może chodzić o sprawy bardzo istotne.

Jaki obraz sądów wyłania się z badań, które pan prowadzi?

Generalnie lepszy niż moglibyśmy wnioskować na podstawie doniesień medialnych. My prowadzimy badania metodą obserwacji uczestniczącej. Są to przeszkoleni obserwatorzy, którzy przyglądają się głównie takim aspektom rozprawy, które jest w stanie zaobserwować laik. Czy rozprawa rozpoczyna się punktualnie? Czy strony mają pełnomocników? Czy stronom pozwala się zabrać głos? Czy wydaje się, że strony rozumieją co się do nich mówi? Czy rozumieją orzeczenie sądu? Zwracając uwagę na te kwestie widzimy, że znakomita większość naszych obserwatorów uważa, że sędziowie są dobrze przygotowani, starają się zachować neutralność i dawać uczestnikom postępowania równe prawa zabrania głosu, więc moglibyśmy powiedzieć, że ten wizerunek sądu, te opinie są pozytywne.

To skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle?

My badamy specyficzną metodą, więc nasi obserwatorzy nie mają żadnego interesu w obserwowanej rozprawie, badają tylko pod względem proceduralnym. Nie wiedzą, czy rozstrzygnięcia, które zapadają są zgodne ze stanem faktycznym. Tutaj strony mogą mieć różne podejście. Zdarza się, że również nasi obserwatorzy, więc osoby z zewnątrz, które przychodzą na sale rozpraw, także oni dostrzegają niepokojące sytuacje, takie w których sędzia wyraźnie faworyzował jedną osobę, albo skracał czas jednej ze stron lub posługiwał się językiem bardzo formalnym, mimo, iż strony to były osoby starsze, które mogły nie rozumieć co się do nich mówi. (...).


Zbigniew Sosnowski [wideo]

Zbigniew Sosnowski/fot. Archiwum
Zbigniew Sosnowski/fot. Archiwum
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Zbigniew Sosnowski
Jaki temat może zdominować kampanię prezydencką? W jaki sposób da się połączyć zwaśnione strony, co zapowiada prezes PSL, kandydat na prezydenta Władysław Kosiniak-Kamysz? Czy Bydgoszcz i Toruń powinny budować wspólny obszar funkcjonalny w ramach Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych czy każde miasto powinno iść swoją drogą? Gościem Rozmowy Dnia będzie wicemarszałek województwa kujawsko-pomorskiego.

Marcin Kupczyk: Zakochani mają swój dzień, ciekawe jak z tą miłością będzie w polityce, jeśli chodzi o początek kampanii wyborczej. Nie zaczęło się chyba najlepiej panie marszałku? Jaka będzie ta kampania, co ją zdominuje? Czy zdominują ją niektóre spoty wyborcze, czy zdominuje ją sądownictwo czy zdominują ostre spory, choćby takie jak ostatnio w Pucku czy Wejherowie?

Zbigniew Sosnowski: Zawsze boję się przewidywań, bo istnieje ogromna obawa, że ogólnie rzecz biorąc ta kampania będzie zdominowana przez politykę, a co gorsza - czego się najbardziej obawiam - to, że przez politykę dość mocno zmanipulowaną. Wolałbym, żeby wszyscy kandydaci rozmawiali merytorycznie o sprawach, które są ważne dla poszczególnych grup społecznych, dla kraju, bo to jest przecież najważniejsze, bo to stanowi o naszej przyszłości. Jestem głęboko przekonany, że nasz kandydat - kandydat Polskiego Stronnictwo Ludowego będzie dążył do takiej merytorycznej dyskusji, czego dał dowody już wielokrotnie podczas różnych wizyt w różnych programach radiowych i telewizyjnych.

Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział, że chce odbudować wspólnotę narodową, że chce być prezydentem dla wszystkich Polaków, takim , który połączy zwaśnione strony, ale co oznaczają te hasła, bo brzmią bardzo ładnie, ale jak to wprowadzić w życie.

Rzeczywiście nasze społeczeństwo, my Polacy, jesteśmy tak podzieleni jak nigdy, ale niestety - z przykrością to stwierdzam - że duży w tym udział ma prezydent Rzeczypospolitej pan Andrzej Duda. Otóż prezydent powinien dążyć - zdaję sobie sprawę, że polityka to spory, dyskusje, ale spory powinny mieć swoją granicę i pan prezydent, który stoi na straży majestatu Rzeczypospolitej powinien robić wszystko, co jest możliwe, aby nie sprawiać, by spór się stawał coraz bardziej ostry, ale właśnie łagodzić te spory. To pan prezydent powinien szukać tego, co łączy, tego co może doprowadzić właśnie do zbudowania tej wspólnoty, bo nieprawdą jest, że zbudujemy silne państwo, jeżeli będziemy bez przerwy się kłócić i to ten spór będzie wykraczał daleko poza granice przyzwoitości, o czym mogliśmy się przekonywać w przeszłości tej dalszej, ale i tak nieodległej. Ważne jest, żebyśmy potrafili do siebie się uśmiechnąć, wspierać, ale merytorycznie, a spór nie może doprowadzać do tego, że będziemy patrzeć na siebie tak bardzo nienawistnie.

Jak pan ocenia wydarzenia w Pucku?

Słowa, które wypowiedziałem wcześniej świadczą o moim podejściu do polityki. Jestem zdecydowanie przeciwnikiem takich agresywnych zachowań społeczeństwa wobec osób pełniących ważne funkcje publiczne. Dla mnie prezydent Rzeczypospolitej to majestat Rzeczypospolitej i wolałbym, żeby społeczeństwo krytycznie odnosiło się do pewnych działań pana prezydenta, ale z szacunkiem, bo ten szacunek musi być pokazany i ten szacunek musi wyrażać właśnie to nasze podejście do naszej ojczyzny. Źle się stało, że w ten sposób zachowali się uczestnicy tego przecież narodowego można powiedzieć święta, bo to dzień, w którym Polska 100 lat wcześniej zaślubiła się z morzem, ale co najgorsze, i to mnie martwi, że nie wszyscy z tego wyciągają wnioski. Ci, którzy dzisiaj tak krytycznie odnoszą się do tych wydarzeń powinni pamiętać także o przeszłości. Przecież 5 lat temu, kiedy była kampania wyborcza na prezydenta niestety to druga strona, strona, która dzisiaj tak bardzo krytykuje tych, którzy obecnie tak postępują, postępowała identycznie albo jeszcze bardziej nienawistnie. No niestety, jeśli się czegoś kogoś nauczy, to trzeba pamiętać o tym, że to kiedyś może wrócić i to się dzieje właśnie w tej chwili. Jako polityk mówię „nie” dla takich zachowań. Spór - jak powiedziałem - powinien mieć swoje granice.

Kosma Złotowski

Kosma Złotowski. Źródło: Facebook
Kosma Złotowski. Źródło: Facebook
PR PiK - Rozmowa dnia - Kosma Złotowski
Gościem rozmowy dnia był europoseł Prawa i Sprawiedliwości Kosma Złotowski, którego pytaliśmy między innymi o środową debatę budżetową w Parlamencie Europejskim oraz o wcześniejszą debatę w sprawie Polski.

Michał Jędryka: W Parlamencie Europejskim wczoraj dyskutowano na temat wieloletnich ram finansowych na lata 2021-2027. Przedstawiciele Komisji Europejskiej, największych grup politycznych mówili, że wspólnota europejska nie powinna dokonywać cięć w najważniejszych w programach unijnych. To chyba dobra wiadomość dla Polski?
Kosma Złotowski: No tak, bo jak się nie dokonuje cięć, to znaczy, że pieniędzy jest więcej i z tego powodu jest to dobra wiadomość. Teraz jednak cały ciężar rozmów przenosi się na Radę Unii Europejskiej – tam będą się toczyły rozmowy między szefami poszczególnych rządów. Wiadomo, że Parlament zawsze chciałby, żeby budżet był jak największy, w jak największej ilości obszarów, ale już w poprzedniej kadencji uchwalił ramy finansowe i niestety trzeba się liczyć nie tylko z tym, że Wielka Brytania odeszła, ale też z nowymi koncepcjami. Z takimi, że fundusz spójności zostaje ograniczony, czemu Polska – ale nie tylko Polska – bardzo ostro się przeciwstawia. Za to zostanie zwiększony fundusz na tzw. innowacje, a to jest też coś, na czym nam zależy. Natomiast jak to wszystko będzie wyglądało – myślę, że to jest sprawa jesieni.

To pierwsze posiedzenie plenarne Parlamentu Europejskiego bez Wielkiej Brytanii. Czy odczuwa się tę różnicę?
– Różnicę odczuwa się przede wszystkim w ten sposób, że Brytyjczyków nie ma. Nie ma wielu znanych twarzy, wielu znanych mówców, a w związku z tym nie ma też wielu uwag, na które byśmy czekali.

Wcześniej, zanim rozpoczęła się debata o budżecie, w Parlamencie Europejskim odbyła się kolejna dyskusja na temat praworządności w Polsce, w której podkreślano, że rządy współczesnej Europy nie mają takiej władzy nad sądami jak w Polsce. Co jest w niej istotne i co nowego się pojawia w tej debacie?
– Najbardziej istotne jest to, że nie pojawiają się żadne fakty – zwłaszcza ze strony tych, którzy krytykują polską reformę sądownictwa. Bo mówienie, że sądy mają być zależne od rządu, to jest najzwyklejsza brednia. Po pierwsze więc – nie ma faktów, po drugie – jest dużo emocji, ale odniosłem wrażenie, że w tej debacie emocji było mniej niż w poprzedniej, a przypomnijmy, że to już druga w tym roku – pierwsza miała miejsce w zeszłym miesiącu.
Obecna debata odbyła się przy nikłym zainteresowaniu szerokiej publiczności. Na sali było 30-40 posłów na 750 prawie. Owszem, ta debata zapala jej uczestników, ale nie pochłania uwagi Parlamentu Europejskiego jako całości. (…)

Arkadiusz Myrcha

Arkadiusz Myrcha
Arkadiusz Myrcha
PR PiK - Rozmowa dnia - Arkadiusz Myrcha
Gościem Michała Jędryki w środowej „Rozmowie dnia” był poseł Arkadiusz Myrcha z klubu Koalicji Obywatelskiej, przewodniczący sejmowej komisji ustawodawczej. Rozmowa dotyczyła m.in. bieżących prac tej komisji, a także sytuacji politycznej w kraju i standardów gry politycznej w Polsce.


Michał Jędryka: Wczorajsze posiedzenie połączonych komisji ustawodawczej oraz sprawiedliwości i praw człowieka nie należało do spokojnych. Nie brakowało mocnych słów pod adresem prezes Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, która nie pojawiła się na posiedzeniu. Musiały paść tak mocne słowa?
Arkadiusz Myrcha: Nie wiem, jakie mocne słowa pan redaktor ma na myśli, natomiast wszyscy byliśmy bardzo mocno zaskoczeni, że pani sędzia Przyłębska, łamiąc wieloletni zwyczaj parlamentarny, nie stawiła się na posiedzeniu połączonych komisji sprawiedliwości i praw człowieka oraz komisji ustawodawczej, żeby zapoznać posłów i odpowiedzieć na pytania, dotyczące corocznej informacji z działalności Trybunału Konstytucyjnego. W poprzednich latach, bez względu na to, kto pełnił funkcję prezesa, jaka była większość parlamentarna czy emocje medialne wokół Trybunału, zawsze prezes mierzył się z tym i odpowiadał czasami na bardzo trudne pytanie. Pani Przyłębska natomiast uznała – co zresztą wyraziła wprost w piśmie skierowanym do przewodniczącego komisji sprawiedliwości – że z uwagi na ataki medialne na Trybunał, nie pojawi się na posiedzeniu komisji.

Trwa kampania wyborcza i Julia Przyłębska przyjmuje taką argumentację, żeby – jako prezes - chronić tę instytucję przed atakami i deprecjonowaniem.
– To śmieszne tłumaczenie. Wiemy doskonale, że pani sędzia Przyłębska unika jakichkolwiek trudnych pytań, także obecności w tych mediach, gdzie trudne pytania mogłyby się pojawić, czy pytań ze strony parlamentarzystów opozycji.
Zresztą wczoraj posłowie PiS powiedzieli wprost, że słusznie ignoruje ona opozycję, wymieniając jakieś zarzuty pod naszym adresem, jednocześnie zapominając, że pani sędzia Przyłębska nie pełni funkcji politycznej, ale funkcję sędziego Trybunału Konstytucyjnego. To jest konstytucyjny organ, który żyje i powinien żyć w oderwaniu od polityki, i nawet jeżeli posiedzenie odbywałoby się dwa czy pięć dni przed wyborami, to powinno mieć miejsce.
To przecież nie my – posłowie opozycji – wymyśliliśmy to połączone posiedzenie. Nie my jesteśmy autorami pomysłu, że sprawozdanie jest rozpatrywane w 2020 roku, a dotyczy roku 2018. To już jest kwestia współpracy między panią Przyłębską, a panią marszałek Witek, bo to marszałek Sejmu zwołała posiedzenie połączonych komisji, kierując do nas prace robocze nad informacją z działalności Trybunału. To jednocześnie oznacza, że pani sędzia Przyłębska powinna się na tym posiedzeniu roboczym pojawić.
My musieliśmy wypełnić nasz obowiązek, byliśmy do debaty przygotowani. Posłowie przeanalizowali ten raport, mieli dobre, merytoryczne pytania do orzeczeń, które zapadły w 2018 roku, no ale nie było nam dane tych pytań zadać.

Próbuję zrozumieć też prezes Przyłębską. Może nie chce eskalacji konfliktu, który w Polsce jest coraz większy. Konflikt, który pojawia się przy okazji całej reformy sądownictwa sprowadza się do tego, że doszło do pewnego dualizmu prawnego. Niedawno wypowiadał się też Jarosław Gowin mówiąc, że żadne państwo nie może dopuścić, aby część sędziów podważała legalność powołania innych sędziów. Trudno się z tym nie zgodzić.
- Ale pamiętajmy, kto doprowadził do sytuacji tak mocnego przesilenia w Trybunale Konstytucyjnym. Nie możemy zapominać, w jakich okolicznościach obecny skład sędziowski zaczął urzędować. Pamiętamy wszyscy, jak pan prezydent Duda – w nocy, w pośpiechu, bez świadków, bez kamer – przyjmował ślubowanie bezprawnie jednak wybranych przez PiS poprzedniej kadencji trzech sędziów Trybunału. To zresztą zostało wyraźnie stwierdzone w jednym z wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Albo to, że pani sędzia Przyłębska została wybrana na funkcję prezesa z naruszeniem prawa – to też nie jest tylko zarzut opozycji, ale mówią to sami sędziowie wewnątrz Trybunału. (...)

Mikołaj Bogdanowicz [wideo]

Mikołaj Bogdanowicz
Mikołaj Bogdanowicz
PR PiK - Rozmowa dnia - Mikołaj Bogdanowicz
Gościem Rozmowy Dnia był wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bogdanowicz, a rozmawialiśmy między innymi o Europejskim Dniu Numeru Alarmowego 112.

Michał Jędryka: Numer 112 to symbol całego systemu bezpieczeństwa, który gwarantowany jest obywatelom przez państwo. Czy społeczeństwo ma do niego zaufanie?

Mikołaj Bogdanowicz: Myślę, że ta instytucja – Centrum Powiadamiania Ratunkowego, czyli numer alarmowy 112 – od wielu lat budowana i wzmacniana, przynosi dzisiaj właściwe efekty. To bardzo ważny element bezpieczeństwa naszego społeczeństwa. W 2019 roku 66 pracowników centrum przyjęło 1 347 000 połączeń.
Niestety cały czas występują – i jest ich aż 70 proc. – telefony niewłaściwie wykonane – niekiedy są to żarty, czasem pomyłki czy telefon przekazany dzieciom, ale często też niezrozumienie, czym jest numer alarmowy 112. Widzimy, że jest już poprawa, bo w 2015 roku takich telefonów było aż 85 proc., więc akcje prowadzone przez nas przynoszą efekty. Natomiast trzeba zdawać sobie sprawę, że pracownik numeru alarmowego 112 przyjmuje 16 połączeń na godzinę i tylko pięć z nich jest właściwych, co obciąża ratowników, powoduje kłopoty i może utrudnić uratowanie komuś życia.


Uporczywe i umyślne nadużywanie numeru 112 – na przykład dla żartu – jest karalne.

– W tej chwili toczą się takie sprawy, również w województwie kujawsko-pomorskim. Otrzymujemy informacje od sądów, jakie są efekty – można otrzymać karę 1500 zł. Może tutaj jest jeszcze pole do dyskusji, aby kary były zwiększone i by świadomość społeczna była większa. Ludzie muszą wiedzieć, że to nie jest numer, do którego się dzwoni na przykład dlatego, że ktoś nie odebrał odpadów komunalnych itp.

Osoba, która pracuje w Centrum Powiadamiania Ratunkowego ma naprawdę bardzo trudne zadanie i jest obciążona psychicznie. W województwie kujawsko-pomorskim te telefony są odbierane przez naszych pracowników po niespełna 10 sekundach i w kolejnych sekundach decyduje się życie i zdrowie ludzkie. To ratownik musi ocenić sytuację, czy dana interwencja jest godna do podjęcia przez kolejne służby.


Czego powinniśmy mieć świadomość dzwoniąc lub nie dzwoniąc na numer 112? W jakich sprawach powinniśmy tam dzwonić?

– Tylko pilne i nagłe sytuacje, które powodują zagrożenie zdrowia i życia ludzkiego, zagrożenie mienia i środowiska powinny być zgłaszane pod tym numerem. O to apelujemy od wielu lat i taką akcję będziemy prowadzili również w roku 2020. (...)


Wojciech Peszyński

Wojciech Peszyński. Fot. Nadesłana
Wojciech Peszyński. Fot. Nadesłana
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Wojciech Peszyński
Jak będzie wyglądała kampania prezydencka? Na jakich tematach będą koncentrowali się kandydaci na urząd prezydenta? Jakich błędów powinni unikać, a na co postawić, żeby przekonać do siebie wyborców? O tym w Rozmowie Dnia. Gościem Radia PiK był dr Wojciech Peszyński - politolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Katarzyna Piątkowska: Zaczyna się kampania wyborcza. Wiemy już, że wybory prezydenckie odbędą się 10 maja. Co nas czeka w tych najbliższych miesiącach?

Wojciech Peszyński: Na pewno zażarta i brutalna kampania - to trzeba sobie uczciwie powiedzieć.

Wokół jakich tematów będzie się koncentrowała?

Podejrzewam, że będzie się nasilał spór o sądownictwo. Ten temat jest wygodny dla obecnej partii rządzącej, opozycji, będą też miały miejsce reakcje instytucji unijnych, więc siłą rzeczy na pewno ten temat będzie się nasilał. I pytanie czy kandydatom opozycji uda coś się skutecznie narzucić, bo ostatnio w ostatnich kampaniach wyborczych mieli z tym dosyć duży problem. To PiS narzucał tematy, jak PiS się potknął, na przykład 2018 roku, to opozycja to wykorzystała kilka dni przed głosowaniem i w zasadzie oprócz takiej próby narzucenia kwestii braku refundacji kilku leków onkologicznych w debacie kandydatów w wyborach do Sejmu i Senatu w 2019 roku, to ja sobie nie przypominam takiego tematu, który by opozycja próbowała narzucić, a już nie przypominam sobie takiego, który by narzuciła skutecznie na agendę.

Porozmawiamy może samych kandydatach. Na ten moment jest ich sześcioro. Przypomnę to urzędujący prezydent Andrzej Duda, marszałek Małgorzata Kidawa-Błońska, Władysław Kosiniak-Kamysz, Robert Biedroń, Krzysztof Bosak i Szymon Hołownia. Start któregoś pana zaskoczył?

Nie. Pojawią się też nowi kandydaci. Pamiętajmy, że wybory prezydenckie z uwagi na to, że te bariery instytucjonalne wejścia na rynek wyborczy w Polsce są ułożone na dosyć niskim pułapie - zebranie 100 tys. podpisów w kraju, w którym jest uprawnionych do głosowania prawie 31 milionów osób i pamiętajmy, że każdy może podpisać każdemu. To są zupełnie inne zasady niż głosowania. Na pewno pojawia się też inni kandydaci, bo też wyczują taki swój moment, żeby pojawić się, zaistnieć w przestrzeni publicznej ,chociaż są świadomi tego, że raczej te wybory ma szansę wygrać albo obecny prezydent albo główna kandydatka opozycji.

Zatrzymajmy się na chwilę przy Szymonie Hołowni, bo teraz o nim głośno. Kampania jeszcze na dobre się nie rozpoczęła, a wydaje się, że kandydat zaliczył mówiąc kolokwialnie falstart. Jak pan oceni to całe zamieszanie, o czym świadczy to, co się wydarzyło? Mówię oczywiście o spocie wyborczym, w którym było nawiązanie do brzozy do katastrofy smoleńskiej.

To ewidentne. Nie sądzę, żeby też kandydat czy jego sztab nie był świadomy jaki symbol zamieszczają w tym materiale. Jest to symbol drażliwy. Niewątpliwie można to określić jako falstart. Poza takim fajnym, ciekawym storytellingu, który zaprezentował podczas swojej inauguracji kampanii, gdzie to było takie świeże, ożywcze, zupełnie inna kwestia autoprezentacji niż w przypadku innych kandydatów na prezydenta, trzeba sobie świadomie powiedzieć, że w nawet wyborach prezydenckich, które są niby spersonalizowane, jeżeli nie mamy dosyć dużego zaplecza partyjnego, finansowego, to będziemy powoli tracić. Nie jest też wykluczone, że w którymś momencie wyścigu o urząd prezydenta RP Szymon Hołownia po prostu się z niego wycofa.

O jakich w ogóle wyborców Szymon Hołownia mógłby powalczyć?

Wyborców nazwijmy ich umiarkowanych katolików, czyli takich, którzy uczestniczą w praktykach religijnych, identyfikują się z kościołem katolickim, ale bardziej z tym - używając kiedyś dychotomii, którą zaproponował Jan Rokita - bardziej z tym kościołem łagiewnickim niż z takim twardogłowym toruńskim kościołem. Takich osób jest dosyć dużo, które czują, że zaczyna brakować im przestrzeni i siłą rzeczy gdzieś tam się w tych instytucjach zaczynają rozpychać. Bo są bardziej pozytywnie nastawieni, nie akceptują pewnej takiej retoryki i słów, które gdzieś się pojawiają przestrzeni publicznej, jak zaraza, walka z ekologizmem, jak „ruszanie” Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, co się przydarza niektórym osobom duchownym i też nie akceptują chociażby takiej bardzo wstrzemięźliwej postawy co do walki ze zjawiskiem pedofilii w kościele, ale cały czas się identyfikują bardziej z papieżem Franciszkiem niż z osobami, które gdzieś tam mają inne punkty odniesienia.

Decydujące starcie, tak jak pan już mówił, na pewno rozegra się pomiędzy kandydatką Koalicji Obywatelskiej a urzędującym prezydentem. W piątek w regionach rozpoczęły działalność lokalne komitetu poparcia Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Jest nowy przewodniczący Platformy Obywatelskiej. Platforma mówi, że nie chce kampanii prowadzić tylko w miastach, chce ze swoją kandydatką odwiedzić każdą gminę, każdy powiat. Możemy tutaj mówić o pewnym politycznym przyspieszeniu?

To już jest już mordercze, szaleńcze, wręcz obłędne tempo kampanii wyborczej. I pytanie czy to tempo, które sama sobie kandydatka narzuca, które narzuca też urzędujący prezydent, który jest dobry w takich zwykłych spotkaniach w małych miastach lub wsiach - nazwijmy to umownie w Polsce powiatowej, czy kandydatka KO to wytrzyma? Takie szalone tempo w 2018 roku wytrzymał Rafał Trzaskowski w Warszawie. Niewątpliwie pytanie czy osoba mniej dynamiczna, bardziej doświadczona będzie w stanie sprostać tym wymaganiom obecnej architektury komunikacyjnej.

Małgorzata Kidawa-Błońska może przekonać do siebie także mieszkańców wsi i małych miejscowości? Tu Platforma zdaje się zaczyna kłaść nacisk na to.

Tutaj jest wysoki poziom mobilizacji. W małych miasteczkach i wsiach jest poczucie - nazwijmy to umownie - odzyskiwania godności przez ludzi. Są transfery socjalne, które popłynęły... Zależy po prostu jakiej retoryki użyje Małgorzata Kidawa-Błońska, bo jeżeli będzie starała się przekonać, że oprócz tego wszystkiego będą usprawnione instytucje, jak na przykład służba zdrowia, bo niejednokrotnie się zdarza, że gdzieś tam w małych miejscowościach jest jeden lekarz na całą gminę, który już dawno powinien być na emeryturze, a jeżeli coś się dzieje z dzieckiem wieczorem, to i tak trzeba jechać 30 - 40 km do większego miasteczka i tam się „kulturalnie” usadowić w kolejce na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. I jeżeli tego typu argumentami zaproponuje realną wizję naprawy tego typu stosunków rzeczywistości, to ma ma szansę trafić.

Prezydent Andrzej Duda w sondażach ma znaczną przewagę... Jak powinien prowadzić kampanię albo czego nie powinien robić, żeby tej przewagi nie stracić?

Andrzej Duda potrzebuje ponad 50 proc. głosów, żeby wygrać i tutaj pojawia się znak zapytania czy jest to w stanie zrobić? Oczywiście że jest, ale to musiałby być program taki bardziej elastyczny, skierowany do centrum. Andrzej Duda i tak cały czas w badaniach opinii publicznej ma wyraźnie większe poparcie niż Prawo i Sprawiedliwość, ale popadanie w taką retorykę Prawa i Sprawiedliwości, w podobne tony, w tę narrację zwłaszcza sądownictwa, może sprawić, że prezydent będzie tracił, no i wpisze się sam w te pułapki zostawione przez opozycję, że jest po prostu notariuszem podległą woli prezesa PiS-u, co może go w decydującej rozgrywce zgubić. To już pokazały zeszłoroczne wybory do Senatu - opozycja zwarta, zjednoczona, która zawarła pakiet senacki i na jego wzór zawarłaby pakiet prezydencki jest w stanie wygrać z Andrzejem Dudą.

Będzie druga tura wyborów?

Będzie. Na dziś szanse Andrzeja Dudy i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej są 50 na 50 w tej drugiej turze. Tu jeszcze może się bardzo dużo wydarzyć. Mamy jeszcze kwestie takich rzeczy, które czasami odwracają bieg kampanii wyborczej. Kto by pomyślał, że 5 lat temu Bronisław Komorowski pojedzie do Japonii, będzie wchodził na krzesło i pojawią się słowa o szogunie. To zmieniło bieg kampanii wyborczej. Dlaczego? Dlatego, że mamy takie pewne niezbadane, niemierzalne pojęcie w marketingu politycznym, które nazywa się barometrem obciachu. Przez to jedno posunięcie Bronisław Komorowski stał się po prostu obciachowy kandydatem. Andrzej Duda też już swoimi słowami na przykład o mówieniu w innych językach, czyszczeniu domu... ten barometr obciachu zaczyna się przechylać w jego stronę. Nie powinien robić tego, żeby tworzyć taką logikę głosowania - PiS kontra reszta świata, bo ma dużo większy potencjał, a na razie wszystko robi, żeby kolejne wybory wokół takiej dychotomii się odbywały. I jeżeli będzie tak robił, no to po prostu przegra.

Jan Szopiński [wideo]

Jan Szopiński./fot. archiwum PR PiK
Jan Szopiński./fot. archiwum PR PiK
Rozmowa Dnia - Jan Szopiński
Gościem Rozmowy Dnia był poseł Nowej Lewicy, Jan Szopiński. Parlamentarzystę pytaliśmy m.in. o proces konsolidacji lewicy, o przygotowania do wyborów prezydenckich oraz o to, czy po odejściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej może wzrosnąć rola Polski we wspólnocie.

Marcin Kupczyk: Właśnie sąd zmienił statut Sojuszu Lewicy Demokratycznej zmieniając nazwę partii na Nowa Lewica. W ciągu dwóch miesięcy możliwa jest konsolidacja SLD z Wiosną Roberta Biedronia - tak mówił wcześniej Włodzimierz Czarzasty. Skąd ta zmiana, i dlaczego?

Jan Szopiński: Sąd zmienił nazwę Sojusz Lewicy Demokratycznej na Nowa Lewica. Stało się tak zgodnie z oczekiwaniami, i zgodnie z kongresami, które odbyły się z jednej strony w SLD, i z drugiej strony w partii Wiosna Roberta Biedronia. (...) Sojusz Lewicy Demokratycznej jako partia nie przestał istnieć, on po prostu zmienił nazwę, zmienił szyld i zmienił zapisy statutowe. Jeśli idzie o zmianę nazwy, to odtąd będziemy się nazywali Nowa Lewica, jako ugrupowanie obydwu partii, natomiast jeśli chodzi o szyld to będzie to ten, którego używaliśmy w kampanii wyborczej, czyli szyld Lewicy.

Robert Biedroń jeszcze wcześniej mówił, że wkrótce nastąpi konsolidacja całej lewicy, wszystkich ugrupowań lewicowych w naszym kraju. Tymczasem teraz, kiedy już powstała Nowa Lewica, chociażby ugrupowanie Adriana Zandberga pozostaje jakby z boku, w klubie parlamentarnym owszem, ale do wspólnego ciała partyjnego nie przystępuje.


Trudno mi z tą sytuacją dyskutować, i odpowiadać za kolegów z partii Razem, natomiast jest dzisiaj tego typu sytuacja, że klub parlamentarny w Sejmie będzie się nazywał Nowa Lewica Razem, czyli będą tam również przedstawiciele Razem, natomiast Razem zachowuje swoją odrębność, ale odrębność idącą w takim kierunku, że z jednej strony jesteśmy razem w klubie, z drugiej strony przedstawiciele partii Razem są w komitetach wyborczych Roberta Biedronia, aktywnie działają na rzecz Roberta Biedronia. Oni są również jako reprezentanci tej partii u nas, w komitecie poparcia Roberta Biedronia, i jak rozumiem od poniedziałku będą działać w sztabie wojewódzkim, okręgowym, na rzecz poparcia Roberta Biedronia.

Przytoczę teraz sondaż IBRiS - u: Andrzej Duda 42 proc., Małgorzata Kidawa-Błońska 26 proc., trzecie miejsce Robert Biedroń 8 proc., Szymon Hołownia 6 proc., Władysław Kosiniak-Kamysz 5 proc., i Krzysztof Bosak 5 proc. Czy Robert Biedroń przez najbliższe trzy miesiące zdoła poprawić swój wynik? Przypomnijmy, 8 proc., oczywiście 9,7 i 10 proc. też w niektórych sondażach także uzyskuje, ale to jednak wciąż mało.

Po pierwsze, każdy kto startuje w wyborach zakłada, że w tych wyborach osiągnie sukces, i my również taki sukces zakładamy, stąd też w poniedziałek rejestruje się sztab wyborczy Roberta Biedronia i komitet wyborczy Roberta Biedronia. Od poniedziałku będziemy zbierać podpisy poparcia dla naszego kandydata. I od poniedziałku zapraszam wszystkich zainteresowanych na terenie województwa kujawsko-pomorskiego do naszego sztabu przy ulicy Paderewskiego 28, czyli do siedzibie Nowej Lewicy, aby się kontaktować w kwestii dotyczącej uzyskania list poparcia, na których można będzie zbierać podpisy. Natomiast odpowiadając na pytanie, kiedy startował w wyborach Aleksander Kwaśniewski, w swojej pierwszej kadencji, to na ten czas miał podobne poparcie. Mam nadzieję, że to poparcie Roberta Biedronia będzie rosło, a nie malało. Pod tę nadzieję są podporządkowane wszystkie zadania, działania, które realizujemy jako partia. Nie zakładamy sobie, że będzie to wyścig obydwu partii, natomiast zakładamy, że to będzie konsolidacja, która jest konsolidacja normalną. Dla tych obydwu partii, które się konsolidują, bynajmniej nie jest to kampania wyborcza, natomiast jest to kampania wyborcza Roberta Biedronia i o tym mówimy jasno i zdecydowanie. (...)


Michał Krzemkowski [wideo]

Michał Krzemkowski. Fot. Archiwum
Michał Krzemkowski. Fot. Archiwum
Polskie Radio PiK - Rozmowa dnia - Michał Krzemkowski
Gościem Rozmowy Dnia był Michał Krzemkowski, radny województwa i przew. klubu PiS w sejmiku województwa. Tematy to m.in. prace nad nową strategią województwa oraz współpraca bydgosko-toruńska w ramach Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych.

Katarzyna Prętkowska: Jak dziś jechało się drogą z Bydgoszczy do Torunia?

Michał Krzemkowski: Są dwie drogi.

Którędy pan jechał?

S10. Dziś była ta droga przejezdna, jechało się całkiem dobrze. Przede mną cztery czy pięć TIR-ów, więc tempo jazdy było znacznie ograniczone.

Kierowcy mówią o tej drodze: „droga śmierci”. Często słyszymy o poważnych wypadkach. Ostatni był kilka dni temu. Kiedy pojedziemy ekspresówką?

Myślę, że jest to perspektywa pięciu czy sześciu lat, trwają prace nad przygotowaniem tej drogi do budowy. Było sporządzone studium techniczno-ekonomiczno-środowiskowe, w tej chwili czekamy na decyzję środowiskową, podobno ma być ona wydana jeszcze w tym kwartale.

Są pieniądze na budowę?

Są plany by ta droga była realizowana w partnerstwie publiczno-prywatnym jako jedna z pięciu dróg w Polsce, więc rząd pieniędzy na budowę tej drogi nie musi posiadać, ponieważ tę drogę będzie budować firma wybrana w przetargu, która ją za własne środki wybuduje, a później będzie pobierać corocznie opłaty za jej eksploatację.

Ale pieniądze, żeby później się rozliczyć trzeba mieć.

Środki będą zapewnione, sukcesywnie w budżecie państwa, na każdy rok, więc nie ma tego problemu, że na początku trzeba przeznaczyć wielkie pieniądze by rozpocząć budowę.

Widzi pan potrzebę modernizacji tej trasy?

Oczywiście, jest tam ogromny ruch, droga łączy Pomorze Zachodnie z Warszawą i tam się łączy ruch transportowy z ruchem lokalnym. Tam często samochody osobowe chcą wyprzedzać TIR-y i dochodzi do wypadków. Ta droga ekspresowa jest niezbędna. (...).
1234567