Gościem Rozmowy Dnia był marszałek Piotr Całbecki. Rozmawialiśmy o regionalnym pakiecie antykryzysowym i inicjatywach samorządu województwa związanych z pandemią koronawirusa.
Katarzyna Prętkowska: Panie marszałku, jak udało się Panu dojechać do studia. Czy ktoś pana po drodze zatrzymywał, pytał, dokąd pan jedzie?
- Nic takiego się nie wydarzyło. W ostatnim czasie mamy komunikację marzeń, nie ma korków, samochodów jest na ulicach bardzo mało. Jest wprowadzony stan niemalże wyjątkowy, co nas wczoraj zaskoczyło. Do stopniowania ograniczeń już się przyzwyczailiśmy, ale to, co usłyszeliśmy wczoraj, w pierwszej chwili zabrzmiało bardzo restrykcyjnie, zakaz opuszczania pomieszczeń. Te interpretacje się na szczęście pojawiły, wyjaśniono, jak powinniśmy się zachowywać. To, co najważniejsze, te zasady uświadamiają nam powagę sytuacji. Musimy wszyscy zachować rozsądek i dostosować się do wprowadzonych zasad dla naszego dobra, dla naszego zdrowia.
Jak pan ocenia ostatnie decyzje rządu?
Bardzo się cieszę, że te konieczne decyzje zapadły szybciej, niż w innych państwach. Popatrzmy na to, co się dzieje dziś u naszych sąsiadów zachodnich. W Niemczech zakażeń jest przeszło 30 tys., śmiertelność dzienna to 20- 30 osób. Granica państwa nie jest żadną granicą dla wirusa. Dobrze, ze wyprzedzamy trochę decyzje podejmowane na zachodzie jako akt desperacji, czy rozpaczy nawet w tej chwili.
Czy w tej sytuacji, w tych warunkach powinny się odbyć wybory prezydenckie?
Gdyby miały się odbyć dziś, byłoby to na pewno niemożliwe. Nie można ograniczać tak dużej grupie ludzi praw wyborczych. Mamy przepisy nakazujące pozostanie w domu. Rozumiem także obowiązek wyborczy, ale jeśli istnieją przepisy konstytucyjne, prawne, pozwalające na przesuniecie wyborów z nadzwyczajnych powodów, powinniśmy z tego skorzystać i dać możliwość zagłosowania wszystkim Polakom, bo jest to najważniejszy akt wyborczy - wybranie prezydenta kraju. Można to zrobić jedynie w stabilnej sytuacji wewnętrznej. Uważam, ze takie decyzje będą podjęte, chociaż życzyłbym sobie, żeby nie musiały być. Gdyby się okazało, ze epidemia wygasa, byłoby to wielkie święto i z przyjemnością poszlibyśmy do urn. (...)