Środa, 15 lipca 2020 r.   Imieniny: Henryka, Włodzimierza, Dawida
Polskie Radio PiK » Rozmowa dnia
Park Linowy

Rozmowa dnia

Grzegorz Braun

Grzegorz Braun. Fot. grzegorzbraun.pl
Grzegorz Braun. Fot. grzegorzbraun.pl
Rozmowa Dnia - Grzegorz Braun
Gościem „Rozmowy dnia” w Polskim Radiu PiK był poseł Grzegorz Braun (Konfederacja). Rozmawialiśmy m.in. o zaproszeniu do rozmów, sformułowanym przez Prezydenta RP przed wyborami i powtórzonym bezpośrednio po nich.


Prof. Zbigniew Girzyński

Zbigniew Girzyński/fot. Archiwum
Zbigniew Girzyński/fot. Archiwum
Rozmowa Dnia - Zbigniew Girzyński
Gościem Rozmowy Dnia był poseł prof. Zbigniew Girzyński, z którym rozmawialiśmy m.in. o politycznych skutkach wyniku wyborów prezydenckich.

Michał Jędryka: 14 lipca to symboliczna data - Rewolucja Francuska. Część historyków uważa rewolucję za fundament demokracji, część za siłę niszczycielską skierowaną przeciwko cywilizacji Zachodu. Jakie jest pana zdanie na ten temat?

Moje zdanie jest dosyć nietypowe: ja dostrzegam i pewne negatywy, i pozytywy. Tych negatywów jest oczywiście więcej: mnóstwo ludzi straciło życie, niszczono nieraz w sposób bezmyślny, dorobek wieków, pokoleń. Sam miałem okazję zwiedzać chociażby bazylikę Saint Denis pod Paryżem, która jest nekropolią francuskich królów, których od czasów Chlodwiga tam chowano, i ciało biednego królach Chlodwiga i jego następców, nieraz po 1500 lat w sarkofagach, wywleczono, zalewano wapnem palonym, niszczono...

Ten wątek jest zresztą przedmiotem wspaniałej powieści Sire Jeana Raspail'a...

Oczywiście, były takie akty barbarzyństwa, o których trzeba zawsze pamiętać, i które trzeba zawsze potępiać, ale dostrzegam, także jako historyk, z pewnej perspektywy czasu, pewien ważny element, którego na przykład zabrakło w polskiej historii tamtego okresu. Zwróćmy uwagę na historię Francji schyłku XVIII wieku, na którą najechały wszystkie państwa Europy, aby walczyć w obronie prawowitego władcy króla. Francja obroniła swoją niepodległość, swoją suwerenność. I choć to się nie podobało wszystkim mocarstwom dookoła, Francja zachowała swój status, taki jaki sobie życzyła, nawet jeżeli on był, niestety, zbudowany także na tego typu wydarzeniach.

Tymczasem Polska, dokładnie w tym samym okresie, nie była tak opanowana przez prądy rewolucyjne tak daleko idące, a swoją niepodległość traci na interwencję sąsiednich mocarstw. Dostrzegam te negatywy, ale rewolucja francuska doprowadziła także do czegoś ważnego, a mianowicie do upodmiotowienia obywateli, czego nie było do tej pory. Oczywiście, tu będą zawsze spory, czy nie lepiej by było, gdyby jeden człowiek, król, zawsze rządził, bo społeczeństwo nie do końca może wiedzieć, co jest dla niego dobre. Krytyków demokracji nie brakuje, ale jednak to jest wielki dorobek także rewolucji francuskiej, który dostrzegam i będąc konserwatystą w tym zakresie, jako republikanin, widzę także pewne pozytywy. Zresztą przynosiła nam rewolucja francuska, a zwłaszcza epoka napoleońska nadzieję na świt niepodległości. Tą nadzieją było Księstwo Warszawskie, dla mieszkańców naszych miast, zwłaszcza dla Torunia, bardzo istotne i ważne. Wprawdzie jego żywot nie był długi, ale na bazie tego Księstwa Warszawskiego potem powstało Królestwo Kongresowe, które nie będąc suwerennym państwem, przez kolejne dwie prawie dekady zapewniało pewną ciągłość instytucjonalną funkcjonowania państwa polskiego. O wiele łatwiej było potem to państwa odbudowywać (...).

Radosław Sajna [wideo]

Prof. Radosław Sajna./fot. PR PiK
Prof. Radosław Sajna./fot. PR PiK
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Radosław Sajna
Gościem Rozmowy Dnia był w powyborczy poniedziałek politolog prof. Radosław Sajna, z którym rozmawialiśmy o podanych przez PKW wstępnych nieoficjalnych wynikach wyborów prezydenckich i o możliwych scenariuszach politycznych po wyborach.

Łukasz Schreiber [wideo]

Łukasz Schreiber/fot. Archiwum
Łukasz Schreiber/fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Łukasz Schreiber
Gościem Rozmowy Dnia był minister Łukasz Schreiber, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów. Rozmawialiśmy o kończącej się kampanii prezydenckiej. - Polska ambitna, czy Polska „niedasizmu” — tak ją podsumował.

Michał Jędryka: Dziś ostatni dzień kampanii prezydenckiej. Według spekulacji medialnych, Rafał Trzaskowski zaczyna już meblować kancelarię prezydencką. Ma kandydata na szefa tej kancelarii. Co Pan na to?

Łukasz Schreiber: Zawsze w takich momentach przypomina mi się to, co powiedział kiedyś Cyceron, że „zawsze łatwo poznać głupca - to ten, kto myśli, że wie, jak się zakończą wybory”. Co ja mogę więcej powiedzieć? Gratuluję mu dobrego samopoczucia. Niech na papierze meblują gabinety. Mają zdaje się gabinet cieni, niech taki prezydencki gabinet cieni też umebluje, a ja mam nadzieję, że nie będzie miał takiego problemu, żeby to urzeczywistnić.

Niemniej jednak wszyscy politycy Prawa i Sprawiedliwości podkreślają, że sprawa jest poważna i że w przypadku, gdyby Rafał Trzaskowski wygrał wybory, dojdzie do jakiejś wyjątkowej eskalacji konfliktu. Zgadza się Pan z taką hipotezą?

- Biorąc pod uwagę to, w jaki sposób zachowują się współpracownicy pana Rafała Trzaskowskiego, co oglądamy na co dzień – to, co wyczynia pan Nitras, jeden z jego głównych sztabowców - to przechodzi ludzkie wyobrażenia, które do tej pory mieliśmy. Jeżeli ci ludzie - z nim na czele - mają trafić do kancelarii prezydenta, a wiele na to wskazuje, to jest to rzeczywiście bardzo ponury scenariusz.

Dodajmy do tego samo zachowanie i już dziś jawną butę, którą pokazuje pan Trzaskowski. Choćby ostatnio jego zachowanie wobec dziennikarza lokalnej gazety czy portalu, który zadał panu Trzaskowskiemu bardzo zasadne pytanie, dotyczące obietnic wyborczych, które składał niespełna dwa lata temu. Dziennikarz usłyszał, że te wybory są po to, żeby nie zadawać takich pytań. Pana Trzaskowskiego zirytowało takie pytanie, więc powiedział dziennikarzom, żeby się spieszyli, bo ich czas już się kończy. Do tego dodajmy jeszcze to, że pan Trzaskowski kłamie na każdym kroku i nieprawdopodobną ofensywę nienawiści w mediach wspierających go. To, co zrobił jeden z dzienników, jest nawet nie do opisania…

Myśli Pan o okładce „Faktu”?

- Myślę o okładce tego dziennika, którego nazwy nawet nie mam zamiaru wymieniać i promować go w żaden sposób. Gazeta, która próbuje pouczać dziennikarzy i wyznaczać standardy, drukuje egzemplarz na wybory po to, by go w jakimś gigantycznym nakładzie roznosić bezpłatnie wśród mieszkańców, jest to tylko paszkwil i atak, a redaktor naczelny tejże gazety tytułuje to hasztagiem „wypad”. Jeżeli to nie jest obejście finansowania kampanii wyborczej, to co nim jest?

Gdy na to wszystko spojrzymy i pomyślimy, że poziom buty i arogancji tych ludzi po odniesieniu ewentualnego zwycięstwa jeszcze bardzo mocno wzrośnie, to co będą robili? Ich głównym celem będzie to, żeby doprowadzić do przedterminowych wyborów parlamentarnych, by rozbić rząd premiera Mateusza Morawieckiego. Będzie to stricte partyjna prezydentura. Nie ma żadnego sygnału, by miało być inaczej. (...)



Krzysztof Gawkowski [wideo]

Krzysztof Gawkowski./fot. archiwum PR PiK
Krzysztof Gawkowski./fot. archiwum PR PiK
Rozmowa Dnia - Krzysztof Gawkowski
Gościem Rozmowy Dnia był Krzysztof Gawkowski, przewodniczący klubu parlamentarnego Lewicy. Jej tematy, to: wynik kandydata Lewicy, dobiegająca końca kampania wyborcza, przewidywania zachowań wyborców i sondaże.

Marcin Kupczyk: Panie pośle, wierzy pan sondażom? Bo nie raz wielkie sondażownie mocno się myliły, chociaż przy pierwszej turze wyniki nie były zbytnio przestrzelone?

Zależy o jakie sondaże pan pyta? Ostatnio widziałem dwa sondaże, według których wygrywał Andrzej Duda i dwa na korzyść Rafała Trzaskowskiego.

O, to ja więcej powiem, codziennie mamy po cztery sondaże, w dwóch jest remis, w jednym wygrywa jeden kandydat, w drugim drugi, i tak codziennie, codziennie...

Sondaż prawdziwy będzie w niedziele. Widać, że ludzie chcą głosować, frekwencja będzie duża i bardzo dobrze. Wybory - demokratyczne święto. Chyba najważniejsze. To wybory dwóch kandydatów. Wybory prezydenckie są takie bardzo proste, bo wiadomo, kogo do czego wybieramy, co będzie później, kto i gdzie będzie zasiadał. Jestem wielkim zwolennikiem tego, żeby chodzić na wybory. Zawsze chodziłem i wszystkich moich przyjaciół, znajomych i bliskich zachęcam do udziału w wyborach. Byłem teraz w Bydgoszczy na wielkim spotkaniu. Później rozmawialiśmy o wyborach. Kilka osób nawet mówiło, że chcę na Dudę głosować. Odpowiedziałem: Słuchajcie, róbcie jak chcecie, byle byście tylko poszli, ale jestem przekonany, że te wybory wygra Rafał Trzaskowski.

"Nie wierzę że Rafał Trzaskowski podpisze ustawę o równości, że podpisze ustawę o związkach partnerskich, nie wierzę że Rafał Trzaskowski będzie popierał postulaty socjalne i lewicowe, które Lewica zgłaszała" - to pańskie słowa. Nie ma pan wiary w Rafała Trzaskowskiego?

Ale ten cytat się kończył następującymi słowami...

"Gdyby wybory odbyły się dzisiaj, głosowałbym na Rafała Trzaskowskiego..." - to także pana słowa...

Dlatego, że wolę w pałacu prezydenckim mieć osobę...

Której Pan nie wierzy?

Która nie będzie łamała konstytucji. Mamy dwóch kandydatów: jednego światopoglądowo dalekiego ode mnie i drugiego, który jest demokratycznie daleko ode mnie. Wybieram tego dalej światopoglądowego, gdyż będzie szanował Konstytucję, będzie szanował demokrację, nie będzie szybko podpisywać złych ustaw (...).


Arkadiusz Myrcha

Arkadiusz Myrcha
Arkadiusz Myrcha
PR PiK - Rozmowa Dnia - Arkadiusz Myrcha
Gościem „Rozmowy dnia” w Polskim Radiu PiK był poseł Arkadiusz Myrcha (PO). Tematy to kampania wyborcza i bieżąca sytuacja polityczna. - Rafał Trzaskowski nie boi się używać słów, że jest niesiony nową falą, także w polskim społeczeństwie, które oczekuje nowego rozdziału, nie odcinając się oczywiście od tego dobrego, co zrobione zostało przez ostatnie kilkanaście lat - mówił.

Katarzyna Prętkowska: Zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że Donald Tusk jest ojcem politycznym i mentorem Rafała Trzaskowskiego?
Arkadiusz Myrcha: Donald Tusk jest byłym przewodniczącym PO, byłym wieloletnim premierem naszego rządu, także tego rządu, w którym pracował Rafał Trzaskowski, więc na pewno ich drogi polityczne mają wiele wspólnego. Natomiast kto jest mentorem czy ojcem politycznym pana prezydenta Warszawy? O to należałoby zapytać samego kandydata.

Takich słów użyli wczoraj bydgoscy radni Prawa i Sprawiedliwości - między innymi Tomasz Rega i Jerzy Wenderlich. Sformułowali list do byłego premiera z pytaniami, na które miał nie odpowiedzieć Rafał Trzaskowski.
- Ciężko mi się do tego odnieść, bo nie znam inicjatywy, natomiast prezydent Warszawy wielokrotnie podkreślał w swoich publicznych wystąpieniach, że w polskiej polityce era Donalda Tuska, ale także Jarosława Kaczyńskiego, wygląda na zamknięty rozdział i polska polityka potrzebuje zupełnie nowego otwarcia. Nowego pokolenia, nowego spojrzenia, zakopania sporu, który przez ostatnie lata zdominował scenę polityczną.
Rafał Trzaskowski nie boi się używać słów, że jest niesiony nową falą, także w polskim społeczeństwie, które oczekuje nowego rozdziału, nie odcinając się oczywiście od tego dobrego, co zrobione zostało przez ostatnie kilkanaście lat.

Kandydat Koalicji Obywatelskiej mówi o zmianach, ale wczoraj na przykład poparcia udzielił mu Bronisław Komorowski. To nie jest marketingowy błąd?
- Oczywiście nie, Bronisław Komorowski w wyborach prezydenckich zdobył zaufanie milionów Polaków. W bezpośrednim starciu pokonał Jarosława Kaczyńskiego.

A potem przegrał z Andrzejem Dudą.
- Ale cały czas cieszy się zaufaniem milionów Polaków. Każde takie wsparcie osoby, która pełniła ważne funkcje jest ważne, czy to z lewej czy z prawej strony. (...)

Bartosz Kownacki

Bartosz Kownacki./fot. archiwum PR PiK
Bartosz Kownacki./fot. archiwum PR PiK
PR PiK - Rozmowa Dnia - Bartosz Kownacki
Gościem Rozmowy dnia był poseł Bartosz Kownacki. Rozmawialiśmy o zbliżających się wyborach prezydenckich i o ich politycznych konsekwencjach. - Obecna kampania przypomina mecz, w którym jedna drużyna w drugiej połowie wymieniła całą jedenastkę zawodników. To nie jest do końca uczciwe — mówił.

Michał Jędryka: Co się stanie, jeżeli wybory wygra Rafał Trzaskowski?
Bartosz Kownacki: Nie jest to nic nadzwyczajnego. Takie sytuacje w historii polskiego parlamentaryzmu ostatnich 30 lat miały miejsce. Zdarzało się, że prezydent był z jednego obozu, a rząd z zupełnie innego. Nigdy jednak ta współpraca nie była najlepsza i w tym wypadku - śmiem twierdzić, że dojdzie do wcześniejszych wyborów. Boję się, że nie da się rządzić w sytuacji, gdy z opozycji pochodzi Senat i prezydent. Wtedy rząd, który ma większość – ale ta większość też nie jest jakaś nadzwyczaj duża, bo to jest przewaga pięciu, w porywach może do sześciu posłów, którzy głosują za projektami przygotowanymi przez Zjednoczoną Prawicę - nie będzie mógł rządzić.
Bo jak to robić w sytuacji, gdy reformy, które są przygotowywane - bo Polska cały czas, szczególnie w dobie koronawirusa, przygotowuje kolejne pakiety zmian, ułatwiające funkcjonowanie i modernizujące nasz kraj – prezydent będzie wetował, a będzie to robił, bo taki będzie miał cel. Będzie to bowiem obliczone na strategię, by rząd Prawa i Sprawiedliwości czy Zjednoczonej Prawicy w perspektywie kilku miesięcy przestał istnieć. Będzie więc próba doprowadzenia do wcześniejszych wyborów, a konsekwencją tego nie będzie lepszy rząd - na przykład Koalicji Obywatelskiej w sojuszu z SLD czy też z Lewicą, z PSL czy Konfederacją, tylko rząd nastawiony na trwanie i na korzystanie z owoców władzy, a nie nastawiony reformatorsko.
W ostatnich pięciu latach liczba zmian i reform, które zostały przeprowadzone, jest nieporównywalna, ale do tego potrzebny jest prezydent z jednego obozu. Nie zawsze musi on mówić tym samym głosem, bo wielokrotnie zdarzało się, że prezydent bądź wetował ustawę, bądź wymuszał pewne zmiany, ale jednak patrzył w jednym kierunku. Natomiast jeżeli będzie prezydent, który nie patrzy w tym samym kierunku - więcej – prezydent wywodzący się z obozu, który chce przejąć władzę w Polsce, to w perspektywie kilku miesięcy będziemy musieli przygotować się do następnych wyborów i - nie daj Boże - do wielkiego chaosu i kryzysu.

I do bez przerwy trwającej kampanii wyborczej, którą mamy już od trzech lat.
- I której Polacy mają dosyć. Dla nas polityków to jest naturalny żywioł, kampania trwa dla nas przez całe cztery lata pełnionej funkcji. Polacy jednak rzeczywiście już powoli zaczynają mieć tego dosyć, bo przez ostatnie półtora roku mieliśmy kampanię - poczynając od samorządowej, poprzez eurowybory, wybory parlamentarne i teraz wydłużoną kampanię prezydencką.
Rząd i państwo musi się też nastawić tak – i tak są obliczone wybory - żeby był czas na spokojne rządzenie, zarządzanie i reformowanie państwa. Jeżeli będziemy cały czas od wyborów do wyborów, to nie będzie to z korzyścią dla nas wszystkich, dla Polski.
Wydaje się, że w tych trudnych czasach – gdy cały świat, Europa, również Polska zmierzają do bardzo poważnego kryzysu - potrzebna jest stabilizacja i spokój.

Nie doszło do debaty pomiędzy kandydatami na prezydenta. Sztab Rafała Trzaskowskiego w ostrych słowach krytykuje odrzucenie przez prezydenta debaty w Lesznie, tymczasem telewizja publiczna proponowała debatę w Końskich. Jak Pan to skomentuje?
- Są wymogi ustawowe, które przewidują, że TVP jako telewizja publiczna ma obowiązek przeprowadzenia debaty i to ona reguluje, gdzie, w jakim miejscu i na jakich zasadach, ale to ona musi ją przeprowadzić, a obowiązkiem kandydatów jest stawić się na tej debacie.
To jest jedna kwestia, a druga – mam wrażenie, że to taka licytacja na debatę: „moja lepsza od twojej”. Wolałbym, żeby politycy, którzy startują w wyborach na urząd prezydenta, skoncentrowali się po pierwsze na rozmowie z ludźmi, a po drugie - na wypełnianiu ustawowych obowiązków. Jeżeli kodeks wyborczy mówi, że ma być zrealizowana debata i że ma być to debata w telewizji publicznej, to - z tego co się orientuję - telewizja TVN nie jest telewizją publiczną, ale jest to telewizja z kapitałem, reprezentującym Stany Zjednoczone. Oczywiście może różnego rodzaju programy realizować, natomiast obowiązek zorganizowania debaty spoczywa na telewizji publicznej i to powinno kończyć jakiekolwiek dyskusje. (...)

Prof. Mieczysław Ryba

Prof. Mieczysław Ryba/fot. Amoll2005, Wikipedia
Prof. Mieczysław Ryba/fot. Amoll2005, Wikipedia
Polskie Radio PiK - Rozmowa dnia - prof. Mieczysław Ryba
Naszym rozmówcą był profesor Mieczysław Ryba, politolog z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Wyższej Szkoły Medialnej w Toruniu. Rozmowa między innymi o brudnych chwytach kampanii wyborczej.

Michał Jędryka: Przed naszą rozmową przeglądałem pana dokonania naukową. Moją uwagę zwrócił referat, który pan wygłaszał w ubiegłym roku zatytułowany „Problem granic moralnych w polityce. Rozważania na przykładzie nacjonalizmu polskiego, niemieckiego i ukraińskiego”. Zostawmy te nacjonalizmy, ale jak pan ocenia, właśnie w kontekście granic moralnych, piątkową okładkę „Faktu”, która wywołała taką burzę.

prof. Mieczysław Ryba: Oczywiście było to przekroczenie wszelkich granic w tym zakresie. Przede wszystkim mówimy o prawdzie, bo ten przekaz był całkowicie fałszywy. Wiemy o tym, że dla tej rodziny pokrzywdzonej ułaskawienie, którego dokonał prezydent było błogosławieństwem. Oni są wdzięczni, ich relacje z tego, co wiemy, jakie świadectwo dają, układają się bardzo dobrze, więc z pewnego dobrodziejstwa, które się stało uczyniono po prostu skandal. Tu już jest rzecz, która nie powinna mieć miejsca i żadne szanujący się jak pismo nie powinno się tego dopuszczać. Po drugie oczywiście był to atak na głowę państwa, ponieważ zestawienie prezydenta - czy w ogóle kogokolwiek, nawet gdyby nie był prezydentem - w sposób fałszywy z pedofilią, a tak to mniej więcej ikonograficznie wyglądało. Wyglądało to tak, jakby prezydent był wręcz odpowiedzialny za jakąś pedofilię czy za uniewinnianie pedofilów. Wyglądało to katastrofalnie to od strony wizerunkowej, więc przekroczona została kolejna granica. Wreszcie mamy kampanię wyborczą, a więc brutalizacja metod działania w kampanii wyborczej, przekraczająca wszelkie granice moralne nie powinna mieć miejsca, bo wiemy do czego to może ostatecznie doprowadzić.

Czy tego typu publikacje - zdaniem pana profesora- mają w ogóle wpływ na głosy wyborców? Jesteśmy już na finiszu kampanii, w momencie, kiedy właściwie wszyscy, których można było przekonać są chyba przekonani. Tym bardziej, że ta kampania była taka długa.

To nie jest do końca prawda, bo są też tacy wyborcy, zwłaszcza w wyborach prezydenckich, bo to są wybory o największej frekwencji, którzy podejmują decyzję można by nawet powiedzieć w ostatniej chwili. Na sposób w dużym stopniu emocjonalny, ponieważ ich rozeznanie jest nie tak duże, nie są zainteresowani bieżącym życiem politycznym, gdzieś tam coś do nich dociera, a „Fakt” wiemy, że to nie jest prasa jakaś pogłębiona intelektualnie, tylko działa dokładnie tabloidowo, obrazkowo, więc starano się to wykorzystać w taki właśnie sposób, ażeby zadziałać na tego widza - odbiorcę. Jak to może wpłynąć? Moim zdaniem antyskutecznie, bo przekroczono wszelkie granice. To zostało obnażone. Wydaje mi się, że media publiczne i sama Kancelaria Prezydenta obnażyły tę manipulację w sposób bardzo precyzyjny, a jeśli tak, to dla przeciętnego Polaka, wyborcy takie zachowanie nie licuje i często wywołuje efekt odwrotny...

Tym bardziej, że sztab Rafała Trzaskowskiego nie odciął się od tej publikacji.

Tak, wręcz przeciwnie, jak gdyby zgłaszał swoje wątpliwości co do tego ułaskawienia. W tym względzie myślę, że przeszacowano i podjęto ten ryzykowny ruch i hejt, ale prawdopodobnie zdecydowano się na niego, bo gdzieś tam pewnie to zaplecze medialne Rafała Trzaskowskiego diagnozuje porażkę, więc w takiej sytuacji podejmuje się nawet bardzo ryzykowne działania. No a nuż się uda...

Ireneusz Stachowiak [wideo]

Ireneusz Stachowiak./fot. archiwum
Ireneusz Stachowiak./fot. archiwum
Rozmowa Dnia - Ireneusz Stachowiak
Gościem Rozmowy Dnia był Ireneusz Stachowiak - prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Toruniu. A jej tematy, to nowe programy Moja Woda i Eko - Klimat oraz polityka: ostatnie dni przed drugą tura wyborów prezydenckich.

Marcin Kupczyk: Skoro prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, a o tej wodzie ostatnio dużo jest mowy, nie tylko w naszym regionie, bo w całym kraju: w jednych miejscach tej wody jest zdecydowanie za mało, w innych zdecydowanie za dużo, na przykład na południu Polski, to zapytam o programy związane z wodą. Jeden z nich, wprowadzony właśnie przez Wojewódzki Fundusz, to program priorytetowy Moja Woda na lata 2020 - 24. Proszę powiedzieć, czym jest ten program, dla kogo jest?

Kilka miesięcy temu mówiliśmy o tym, że brakuje wody w całym kraju. Teraz mamy okres nawalnych opadów. Program Moja Woda to program adresowany do właścicieli domów jednorodzinnych, którzy chcieliby dokonać modernizacji swoich instalacji odprowadzania wody w taki sposób, aby tę wodę zmagazynować na terenie własnej działki, czyli żeby jej nie odprowadzać do kanalizacji deszczowej, bądź kanalizacji ogólnospławnej, sanitarnej. Chodzi o to, by w tych okresach nawalnych deszczów zmagazynować wodę, którą potem wykorzystamy do podlewania ogródków, warzywniaków czy trawników. W ramach tego programu można uzyskać dofinansowanie do 5000 zł, czyli 80% kosztów kwalifikowanych, i sfinansować między innymi budowę zbiorników naziemnych, podziemnych i oczywiście całej instalacji doprowadzenia do tych zbiorników wód opadowych. To jest niezwykle ważne, abyśmy jak najmniej tej wody odprowadzali do kanalizacji, ponieważ w czasie nawalnych opadów kanalizacji przyjmująca wodę może mieć zbyt małą przepustowość, a wtedy woda zaczyna wybijać i zalewa posesje, dochodzi do takich tragedii, jakie obserwujemy w tej chwili szczególnie na południu Polski (...).

Paweł Borys [wideo]

Paweł Borys
Paweł Borys
PR PiK - Rozmowa Dnia - Paweł Borys
W czwartek rozmawialiśmy z Pawłem Borysem, prezesem Polskiego Funduszu Rozwoju o tarczy antykryzysowej, a także o bydgoskiej Pesie. - Zaangażowaliśmy się we wsparcie Pesy już dwa lata temu. Uważamy, że to firma o olbrzymim potencjale i świetnych produktach - mówił.

Michał Jędryka: Zanim przejdziemy do bydgoskiej Pesy, bo w tej sprawie Pan przyjechał do Bydgoszczy, chciałem zapytać, jaka jest rola instytucji, którą Pan kieruje - Polskiego Funduszu Rozwoju - w całej tarczy antykryzysowej, o której tyle ostatnio słyszymy?
Paweł Borys: Polski Fundusz Rozwoju otrzymał od rządu ważne zadanie - zorganizowania systemu wsparcia sektora przedsiębiorstw i ochrony miejsc pracy, poprzez wypłatę subwencji finansowych dla mikro, małych, średnich przedsiębiorstw. W ostatnich miesiącach - poprzez system bankowy - wypłaciliśmy takie subwencje ponad 300 tys. firm w całej Polsce, na kwotę aż 55 miliardów złotych. To znacząca kwota, bo to ponad połowa wszystkich środków, które w ramach tarczy antykryzysowej rządu trafiły do gospodarki w ostatnich trzech miesiącach.

Słyszymy, że miliard dziennie jest przekazywany do polskiej gospodarki - większość tych pieniędzy idzie przez Wasz fundusz?
- Duża część, oprócz tego Zakład Ubezpieczeń Społecznych wypłaca środki na dofinansowanie miejsc pracy, ale rzeczywiście znaczące kwoty poszły w ramach tzw. tarczy finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju. Zbudowaliśmy nowoczesny system wsparcia sektora przedsiębiorstw, bo firmy mogą jeszcze do końca lipca składać wniosek poprzez bank, w którym mają rachunek. Wniosek jest rozpatrywany w ciągu 24 godzin i w ciągu dwóch dni środki są na rachunku.
Dziennie takich subwencji wypłacamy średnio około 5 tys. firm, na kwotę około miliarda złotych. Zapraszamy wszystkie firmy, które odczuły skutki pandemii do skorzystania z tarczy finansowej. Można się o tym dowiedzieć w banku, w którym firma ma rachunek.
W tej chwili rozpoczęliśmy też, po zgodzie Komisji Europejskiej, program dla dużych przedsiębiorstw. Mamy 25 miliardów złotych, już 300 firm z całej Polski się do nas zgłosiło. Będziemy udzielali pomocy publicznej w postaci pożyczek płynnościowych, preferencyjnych, bądź podnoszenia kapitału po to, aby firmy możliwie bezpiecznie przeszły przez kryzys.

Taką dużą firmą jest bydgoska Pesa?
- Jedną z takich firm jest Pesa. Zaangażowaliśmy się w jej wsparcie już dwa lata temu. Uważamy, że jest to firma o olbrzymim potencjale, świetnych produktach - zarówno, jeżeli chodzi o tramwaje, lokomotywy, pojazdy szynowe - która udowodniła, że potrafi wejść też na rynki zagraniczne, ale w pewnym momencie znalazła się na mocnym zakręcie, wpadła w problemy finansowe. (...)


1234567