Senator Andrzej Kobiak z Koalicji Obywatelskiej obawia się bankructw firm, związanych z koniecznością podwyżek płac. Mówił o tym dziś w "Rozmowie dnia" Polskiego Radia PiK.
Andrzej Kobiak [wideo]
Michał Jędryka: "Silni Razem" to dobre czy złe hasło? Do końca nie wiadomo, czy jest spontaniczne czy wykreowane? Skąd się wziął ten hashtag?
Andrzej Kobiak: Trudno mi powiedzieć, nie uczestniczyłem w tworzeniu tego hasła. Mam własne - "Senator dialogu" i na tym staram się koncentrować.
Skoro ma Pan takie hasło i jest senatorem dialogu, to pewnie ubolewa Pan, że stan debaty publicznej wymyka się spod kontroli?
– Stąd moje działania w odwrotnym kierunku. Powinniśmy umieć rozmawiać nawet, jeżeli się różnimy. Kultura debaty powinna być całkiem inna. Zresztą to są idee, które mi przyświecały już od poprzednich wyborów i nie straciło to niestety na aktualności.
Co powinno być Pana zdaniem głównym tematem debaty publicznej?
– Wbrew pozorom - sytuacja gospodarcza i rozwój gospodarczy, bo dobrobyt narodu nie bierze się z podwyżek przyznawanych przez rząd, tylko z siły gospodarki. Dlatego ubolewam, że gospodarka trochę odeszła na dalszy plan w kontekście spraw społecznych, obyczajowych. Szkoda, bo to ona tworzy silny naród i podstawy dobrobytu.
A może odeszła na dalszy plan, bo sytuacja gospodarcza kraju jest w tej chwili bardzo dobra?
– Nie do końca bym się z tym zgodził. Niektóre wskaźniki rzeczywiście są dobre, co wynika z boomu gospodarczego w całej Europie. Jeżeli jednak spojrzymy wyrywkowo, to są wskaźniki, które powinny niepokoić. Choć rośnie produkcja i sprzedaż, to wyniki finansowe firm są coraz gorsze. Polskie firmy coraz bardziej się zadłużają, co nie jest dobrym objawem. Nie chcę być złym prorokiem, ale jest takie powiedzenie: "operacja się udała, ale pacjent nie przeżył", tym samym może być tak, że nasza gospodarka się rozwija, ale firmy bankrutują.
To zawsze się dzieje...
– Zgoda, jest tylko kwestia czy więcej powstaje nowych firm czy więcej bankrutuje w ostatnim czasie. Niestety tendencja jest niekorzystna. Mało tego – obawiam się, że po propozycjach finansowych, które mają obowiązywać w przyszłym roku, sytuacja polskich firm się jeszcze pogorszy. Rozumiem potrzebę podwyżek i że to, co zostało obiecane i zadeklarowane, musi się stać. Firmy jednak, przynajmniej część, nie jest do tego przygotowana, ponieważ kontrakty zawiera się często na pół roku czy na rok do przodu. Te, które zawierały kontrakty międzynarodowe, nie przewidziały tak dużych podwyżek płac, a więc tak dużego wzrostu kosztów. To może być bardzo niebezpieczne (...)...