Niedziela, 24 stycznia 2021 r.   Imieniny: Felicji, Franciszka, Rafała
Uwaga w nocy i nad ranem oblodzenie!
Uwaga w nocy i nad ranem oblodzenie!
Uwaga w nocy i nad ranem oblodzenie!
Polskie Radio PiK » Rozmowa dnia
Plichta

Rozmowa dnia

Mikołaj Bogdanowicz

Mikołaj Bogdanowicz, wojewoda kujawsko -pomorski./fot. PR PiK/archiwum
Mikołaj Bogdanowicz, wojewoda kujawsko -pomorski./fot. PR PiK/archiwum
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Mikołaj Bogdanowicz
Gościem Rozmowy Dnia był wojewoda kujawsko pomorski Mikołaj Bogdanowicz. O sytuacji epidemicznej w regionie.

Michał Jędryka: Przeczytałem rano twitta: „Gorączkowe telefony. Poszukiwanie możliwości dostępu respiratora dla chorego pacjenta... To nie Lombardia, to Kraków dzisiaj”. Czy rzeczywiście jest tak dramatyczna sytuacja, również u nas czy?

Mikołaj Bogdanowicz: W regionie kujawsko-pomorskim tak dramatyczna nie jest. Kilka dni temu mieliśmy przejściowe trudności, było to spowodowane przekształceniem profilu szpitali, szczególnie szpitala w Grudziądzu, który przestawił się na leczenie przede wszystkim koronawirusa. W Małopolsce, niestety, mamy w tej chwili 1200 przypadków na dobę. U nas w województwie ta liczba to 300. Na pewno ma to wpływ na liczbę chorych, którzy trafiają do szpitala, na liczbę osób, które potrzebują respiratora. Na pewno jest tam trudniejsza sytuacja niż u nas. Moim zdaniem mimo tego, że sytuacja jest niełatwa na tym etapie jesteśmy dobrze przygotowani (...)

Robert Telus

Robert Telus Fot. Wikipedia
Robert Telus Fot. Wikipedia
PR PiK - Rozmowa Dnia - Robert Telus
Gościem Magdaleny Ogórek był poseł Robert Telus z Prawa i Sprawiedliwości, a tematem rozmowy była kwarantanna premiera i praca rządu w czasie epidemii.

Magdalena Ogórek: Powiedział Pan publicznie, że przeszedł koronawirusa. Jak się Pan teraz czuje? Czy w porównaniu do stanu sprzed choroby czuje się Pan inaczej?
Robert Telus: Bardzo dziękuję za zaproszenie, szczególnie dlatego, że Bydgoszcz jest mi bliska. Z grupą przyjaciół z Bydgoszczy od wielu lat organizujemy rekolekcje dla niepełnosprawnych. Pozdrawiam więc wszystkich słuchaczy, a szczególnie tych z fundacji, którzy przyjeżdżają na rekolekcje do nas.
Co do choroby – minęły trzy tygodnie i jeszcze pozostał mi kaszel. Zrobiłem sobie nawet ostatnio prześwietlenie płuc – jak się okazało nie ma pozostałości choroby, płuca są czyste, bardzo się z tego cieszę, ale kaszel się przedłuża. Mam nadzieję, że w końcu sam minie.
Bardzo apeluję do wszystkich, że - jeżeli nawet nie chcą dbać o swoje zdrowie, bo mamy różnych ludzi w Polsce i różnie podchodzą do sprawy - to dbajcie o innych! Maski naprawdę chronią - nie tylko was, ale także innych. To jest bardzo ważne - nie rozpowszechniajmy tej choroby, bo ona nie jest łatwa do przejścia. Ja akurat przeszedłem ją bez wielkich konsekwencji, ale przez pierwsze pięć dni naprawdę było ciężko, bo pojawiły się bóle głowy, mięśni, kości, temperatura, brak smaku. To wszystko jest mocno uciążliwe, choć mam dosyć silny organizm. Osoby starsze powinny jednak o siebie mocno dbać.
Zwracam się szczególnie do młodzieży - jeżeli nie dbasz o siebie, bo wiesz, że jesteś silny, to zadbaj o osoby starsze. Dlatego obowiązek noszenia maseczek i wszystkie rygory, zasady, które są ustalane. Niektórzy mówią, że to wbrew Konstytucji i że to ograniczenie ich wolności, ale tak nie jest. Na czerwonym świetle też jest zasada, że nie przechodzimy.

W jednym z wywiadów powiedział Pan, że spokojnie wchodził przed chorobą na drugie, trzecie piętro, a dzisiaj musi się zatrzymać, bo brakuje oddechu. To też pozostałość po chorobie?
- Czuję się po chorobie o wiele słabszy, ale mam nadzieję, że to minie. Opowiem jeszcze jedną historię, działającą na wyobraźnię. Najbardziej bałem się, gdy nagle zachorowała moja półroczna wnuczka. Miała bardzo wysoką gorączkę, a ja wcześniej z nią przebywałem. Był taki mocny strach o nią i z tyłu głowy taka myśl – „zaraziła się ode mnie”.
Dbajmy o tych najmłodszych i o najstarszych. Mam teścia w domu, który ma 80 lat. Bardzo się o niego bałem, żeby się ode mnie nie zaraził, bo byłoby mu dużo trudniej przejść Covid-19. Na szczęście nie zaraził się i tę chwilę jest wszystko dobrze.

Łukasz Szumowski jest w szpitalu, wczoraj gruchnęła wiadomość, że premier Mateusz Morawiecki jest na kwarantannie. Na szczęście test szefa rządu jest negatywny, ale dzisiaj media już pytają, czy będzie stan wyjątkowy w Polsce? Pojawiają się takie pytania, bo zamknęły się Czechy, zamknięty jest Liverpool, zaczyna hamować świat. Jaka jest strategia Polski na ten trudny czas?
- Na te chwilę trudno powiedzieć, czy będzie stan wyjątkowy, czy nie. Trzeba tę sprawę rozważyć. Tak naprawdę musimy uważać między sobą, bo wiele zależy od rządu i jego działań, ale najwięcej zależy od nas – czy jesteśmy ostrożni, czy dbamy o innych, czy naprawdę uważamy, żeby się nie zarazić. Znowu podam swój przykład - gdy miałem pierwsze objawy, typowo wskazujące na przeziębienie, to nie wychodziłem z domu. Nawet wtedy, gdy lekarz powiedział, że to tylko przeziębienie, cały czas myślałem sobie, że to może być koronawirus i nie daj Boże, żebym kogoś zaraził. To spowodowało, że od momentu zachorowania i pojawienia się pierwszych objawów, z nikim się nie spotykałem i nikogo nie naraziłem na chorobę. (...)

Maria Mazurkiewicz

Maria Mazurkiewicz/fot. Archiwum
Maria Mazurkiewicz/fot. Archiwum
Rozmowa Dnia - Maria Mazurkiewicz
Gościem Rozmowy Dnia w Polskim Radiu PiK była Maria Mazurkiewicz - kujawsko-pomorski wicekurator oświaty. Rozmawialiśmy o szkolnej rzeczywistości w dobie pandemii i o tym, jak wygląda aktualna sytuacja epidemiologiczna w szkołach, jakie nastroje panują wśród uczniów i nauczycieli.

Agnieszka Marszał: Zaczynamy od pandemii, od koronawirusa, i od tragicznej informacje z wczoraj - 44-letnia pedagog z Osieka nad Wisłą i dwudziestoletni uczeń Zespołu Szkół nr 30 specjalnych w Bydgoszczy to ofiary koronawirusa z naszego regionu. Proszę powiedzieć, jak wygląda sytuacja w tych szkołach, jak będzie w najbliższych dniach organizowana nauka?

Kiedy Sanepid przekazuje informacje o tym, że wśród nauczycieli pracowników, bądź uczniów był ktoś z pozytywnym wynikiem testu, dyrektor szkoły w uzgodnieniu z powiatowym inspektorem sanitarnym ustala, które grupy, jaka część szkoły wchodzi w lekcje zdalne, pozostanie w domu. I tak samo będzie też w tych szkołach.

Sanepid to jest bardzo ważne ogniwo całego tego łańcucha, jeśli chodzi o pandemie, a dyrektorzy szkół narzekają trochę na ten kontakt z Sanepidem. Nie wiem, jak to jest naszym regionie, ale to może zaraz pani powie. Dzisiaj na pierwszej stronie Dziennika Gazety Prawnej jest artykuł, pt. „Bunt dyrektorów". Oni nie chcą już czekać na decyzję z Sanepidu, skarżą się, że te decyzje są podejmowane za długo, że nie zawsze są zgodne z odczuciami dyrektorów, którzy chcieliby, żeby pewne klasy wyłączyć szybciej, przejść na system zdalny, na system hybrydowy, podczas gdy Sanepid takich decyzji nie podejmuje. Jak to w pani ocenie wygląda w naszym regionie?

Myślę, że sytuacja jest trudna, i jeszcze rok temu, nawet jeżeli przeprowadzane byłyby jakieś symulacje, nikt nie potraktowałby ich poważnie. Trudno dziś jednoznacznie rozliczać kogokolwiek z tego, czy dobrze czy źle podejmuje pewne decyzje. Staramy się, zarówno od strony oświatowej, jak i sanitarnej, działać najlepiej, jak to jest możliwe. Potrzebny jest na pewno spokój. Dyrektorzy też powinni w jakimś w miarę spokoju organizować pracę w szkole. Rzeczywiście, powiatowe jednostki Sanepidu czasami są trudne do kontaktu, w sensie takim, że są przepracowane, mają rzeczywiście bardzo dużo pracy, czego do tej pory ci pracownicy nie doświadczali, ponieważ skupieni byli na zupełnie innych działaniach. Oni nagle musieli przejść swoistą rewolucję, podobnie jak rewolucję musieli przejść nauczyciele, którzy jeszcze do niedawna odżegnywali się, że wystarczy im kreda i tablica (...).

Jan Krzysztof Ardanowski

Jan Krzysztof Ardanowski/fot. Archiwum
Jan Krzysztof Ardanowski/fot. Archiwum
Rozmowa Dnia - Jan Krzysztof Ardanowski
Gościem Rozmowy Dnia był Jan Krzysztof Ardanowski, były już minister rolnictwa, a rozmawialiśmy o sytuacji, która powstała po głosowaniu tzw. piątki dla zwierząt i doprowadziła do rolniczych protestów.

Michał Jędryka: Napisał pan list do senatorów, w którym apeluje pan o głębokie zastanowienie się nad zapisami nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, tzw. piątki dla zwierząt. Nad czym szczególnie chciałby pan jeszcze się zastanowić, i czy to w ogóle możliwe.

Jest to możliwe, ponieważ ustawa jest nadal procedowana, jeszcze cały proces legislacyjny się nie odbył. Jest senat, później projekt ustawy wróci do sejmu, później tekst trafi do prezydenta. Wydaje mi się, że mam obowiązek interweniować, jako ten, który sprawami wsi i rolnictwa zajmował się w Prawie i Sprawiedliwości bardzo długo. Jestem współautorem programu rolnego Prawa i Sprawiedliwości i przez ponad dwa lata ten program zrealizowałem. Wygląda na to, że rolnicy broniąc mnie, uważają, że najgorzej tej swojej funkcji nie spełniałem. Czuję się w obowiązku bardzo precyzyjnie wytłumaczyć senatorom, na czym ta ustawa, jej negatywne skutki będą polegały.

No właśnie, te złe negatywne skutki - jaki jest, pana zdaniem, ten najważniejszy?

To są trzy właściwie rzeczy. Sama ustawa jest pomieszana z poplątanym. Nie wiem, kto to pisał, jacyś ludzie młodzi się odzywają, co świadczy o tym, że pojęcia nie mają o tworzeniu ustaw. Tu jest też, niestety, działalność również dziennikarzy i próba przekonania społeczeństwa, że chodzi o zwierzęta futerkowe. Ta ustawa jest nazywana nawet „ustawą futerkową", co jest absolutnym uproszczeniem, by nie powiedzieć, kłamstwem.

No ale ustawa ta zakłada wygaszanie przemysłu futrzarskiego...

To jest jeden z wątków, najłatwiejszy do zaakceptowania przez społeczeństwo, bo ludzie którzy nie mają wiedzy, mówią: „Tak, może te futra są niepotrzebne, może to fanaberia, a zwierzęta cierpią." Jeżeli likwidujemy jakiś dział gospodarki, dział działającym w zgodzie z prawem, to przecież nie jest działalność przestępcza, to wygaszanie przez państwo tego typu działalności musi się wiązać z jakimś okresem przejściowym, co jest chyba oczywiste. Poza tym, w Polsce ludzie nie wiedzą o tym, że zwierzęta futerkowe są usypiane. To jest najbardziej humanitarny sposób ich ubijania, a słyszę jakieś głosy o obdzieraniu ze skóry, i to chyba żywcem - tak się sugeruje.

Takie komunikaty działają na podświadomość. Warto wiedzieć, że w Polsce, zwierzęta futerkowe mięsożerne zjadają około 400 tys. ton odpadów mięsnych, których ludzie nie chcą jeść, bo my chcemy piersi kurze, udka kurze, czasami skrzydełka do piwa, natomiast resztę muszą zjeść norki. Jeżeli nie zjedzą norki, trzeba te resztki spalić w piecu, w zakładach utylizacyjnych. Ekologiczne to na pewno nie będzie, no i już tutaj zacierają ręce niemieckie firmy, które wykupiły znaczną część polskiego sektora utylizacji. To będzie kosztowało rocznie, w samym drobiu, około miliard złotych, więc o tyle trzeba będzie podnieść cenę drobiu. Nasi producenci zbankrutują. Już zacierają ręce firmy rosyjskie, które mówią, że jak w Polsce produkcja drobiu się nie opłaca, to oni nam zaoferują kurczaki z Rosji. I proszę bardzo: na utylizacji zarobią firmy niemieckie, a na kurczakach firmy rosyjskie. Pytanie, co mają robić w takim razie polscy rolnicy? (...)

Adrian Mól [wideo]

Adrian Mól. Źródło: www.bydgoszcz.uw.gov.pl
Adrian Mól. Źródło: www.bydgoszcz.uw.gov.pl
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Adrian Mól
Gościem Rozmowy Dnia był rzecznik prasowy wojewody kujawsko-pomorskiego. Rozmowa o sytuacji epidemicznej w województwie kujawsko-pomorskim.

Michał Jędryka: Liczby zakażeń o których ostatnio słyszymy brzmią coraz bardziej dramatycznie? Trudno mówić o odpowiedzialności, ale jednak można powiedzieć, że odpowiedzialny jest każdy z nas?

Adrian Mól: Tak, każdy z nas jest odpowiedzialny. Teraz my mamy wpływ na to czy ta fala zachorowań się zmniejszy, wyhamuje. Już teraz mogę powiedzieć, że dziś będziemy mieli kolejny rekord osób zakażonych w naszym województwie, prawdopodobnie też w Polsce. Wydaje się, że te trzy prymitywne i bardzo proste rzeczy: dystans, dezynfekcja i noszenie maseczek - to potrafi nas uchronić w 80% od zakażenia, nie tylko koronawirusem, ale również innymi wirusami. Takie wytyczne przekazuje tez WHO.

Portal „Ciekawe liczby” opublikował sondaż z którego wynika, że 17% Polaków uważa, że nie ma żadnej epidemii. Czy to nam zagraża?

Trudno powiedzieć czy zagraża, czy nie zagraża, każdy ma prawo do własnych poglądów. Wiemy, że organizowane są różne strajki, manifestacje, takie spotkanie ma tez być w jednym z miast naszego regionu. Natomiast nie zmienia to faktu, że jesteśmy zobowiązani do noszenia maseczek.

Optymistycznie brzmi to, że ten sam sondaż pokazuje, że mimo tych 17% osób, które nie wierzą w epidemię, 82% nosi maseczki, czyli mimo, że nie wierzą - noszą maseczkę.

Możemy mieć pewnie różne wątpliwości. Od samego początku jak walczymy z wirusem to tych informacji było niewiele. Teraz, po kilku miesiącach, tych informacji jest więcej, zatem zachęcam do korzystania z wiarygodnych źródeł. (...).


Joanna Borowiak

Joanna Borowiak./fot. Nadesłane
Joanna Borowiak./fot. Nadesłane
Rozmowa Dnia - Joanna Borowiak
Gościem „Rozmowy dnia" w Polskim Radiu PiK była poseł Joanna Borowiak z PiS. Wśród tematów m.in. protest uczniów, nauczycieli i naukowców przeciwko nominacji Przemysława Czarnka na ministra edukacji i nauki oraz protest rolników przeciwko tzw. „piątce dla zwierząt".

Agnieszka Marszał: Pani poseł, zasiada pani w sejmowej Komisji do spraw edukacji i nauki, i od edukacji chcę zacząć - „Czarny tydzień w polskich szkołach" - uczniowie, nauczyciele, naukowcy sprzeciwiają się wyborowi profesora Przemysława Czarnka na ministra edukacji i nauki. Czy to rzeczywiście, pani zdaniem, dobry, najlepszy z możliwych wyborów na to stanowisko, w tych trudnych dla wszystkich, także dla edukacji czasach?

Jestem nauczycielem i nauczycielem akademickim, i uważam, że wybór pana profesora Czarnka na stanowisko ministra edukacji i nauki, czyli osoby, która będzie zarządzała dwoma bardzo ważnymi resortami, to jest bardzo dobry wybór. Powiedziała pani: „czarny tydzień w szkołach" i „przedstawiciele nauki protestują". To jest tylko pewien wąski wycinek, dlatego że przedstawiciele świata nauki także popierają kandydaturę pana profesora Przemysława Czarnka. Jestem przekonana, że to wszystko się uspokoi w momencie, kiedy pan profesor Czarnek obejmie tekę ministra, kiedy wszyscy zobaczą, jaką w rzeczywistości jest osobą, jak dobrze będzie kierował tymi resortami.

Żyjemy w demokratycznym kraju, w którym każdy może wyrażać swoje opinie, swoje poglądy i właśnie tego dzisiaj jesteśmy świadkami. Są osoby, które twierdzą, że ta kandydatura jest niewłaściwa, są osoby, które twierdzą, że jak najbardziej się nadaje, popierają kandydaturę pana profesora Przemysława Czarnka, znają jego karierę naukową, jego dorobek naukowy, wiedzą, jaką jest osobą, jakie ma zdolności organizacyjne. Przypomnę, że był przez cztery lata wojewodą lubelskim. Pokazał i w tym zakresie swoje umiejętności, umiejętności administracyjne, organizacyjne. To jest ważne, i przyczyni się do dobrego kierowania resortem. A jeżeli chodzi o kwestie, które są poruszane przez protestujących, a nie jest to duża grupa, jeszcze raz podkreślam...

Ale to ważny głos, bo zgadzam się z panią, że oczywiście są ci, którzy popierają, są ci którzy protestują - zresztą pojawił się także list naukowców, którzy absolutnie przyklasnęli temu wyborowi, natomiast to znowu są dwa głosy, i to jest kolejny wycinek naszej politycznej rzeczywistości, który bardzo spolaryzował społeczeństwo. Pytanie: czy w dobie pandemii, która się znowu rozkręca, potrzebny nam jest kolejny podział?

Ja nie uważam, żeby sytuacja związana z nominacją profesora Czarnka spolaryzowała społeczeństwo (...).

Kosma Złotowski

Kosma Złotowski. Fot. Nadesłane
Kosma Złotowski. Fot. Nadesłane
PR PiK - Rozmowa Dnia - Kosma Złotowski
Magdalena Ogórek rozmawiała z europosłem Kosmą Złotowskim - między innymi o bulwersującej wypowiedzi wiceszefowej Parlamentu Europejskiego Katarzyny Barley o finansowym głodzeniu Polski i Węgier.

Magdalena Ogórek: Chciałabym Pana prosić o skomentowanie i rozszerzenie słów wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego Katariny Barley o zagłodzeniu finansowym Polski i Węgier. Wczoraj Ryszard Czarnecki dorzucił do tego, że przydałaby się pani Katarinie Barley wycieczka do Auschwitz Birkenau. Może to jest ten problem? Może Niemcy – oczywiście nie wszyscy - nie odrobili do końca lekcji historii?
Kosma Złotowski: Nie chodzi tu nawet o lekcję historii, choć te słowa oczywiście w kontekście niemieckim, historycznym są przerażające, ale o koncepcję przyznawania środków unijnych w zamian za tzw. „praworządność”. Mówię celowo „tak zwaną”, bo nikt tak naprawdę nie wie, co to słowo miałoby oznaczać. Wymyślił je - już prawie pięć lat temu - obecny prezydent Warszawy - pan Trzaskowski. Powoływanie się na pomysły, które pochodzą od polskiej opozycji jest dla takich polityków bardzo wygodne.

Czy była jakaś reakcja Parlamentu Europejskiego na słowa Katariny Barley?
- Na razie nie było. Na razie jest reakcja naszej grupy - europejskich konserwatystów i reformatorów. Wczoraj pan przewodniczący Ryszard Legutko poruszył tę sprawę na konferencji przewodniczących, złożył wniosek o odwołanie pani Barley z zajmowanego stanowiska wiceprzewodniczącej. Przewodniczący powiedział, że z nią porozmawia, zapozna się z tą sprawą i że konferencja przewodniczących wróci do tego w najbliższym czasie.

Ja się zastanawiam, dlaczego w ten sposób? Jak była np. wymiana myśli między Ryszardem Czarneckim a Różą Thun, żyły tym wszystkie media, było to komentowane. W efekcie Ryszard Czarnecki stracił stanowisko w Parlamencie Europejskim. Teraz mamy do czynienia ze słowami, które naprawdę poruszyły i obraziły wiele osób.
- No tak, ale tamta sytuacja też trwała przez jakiś czas. Ryszard Czarnecki również został wezwany, by przeprosić panią Różę, ale tego nie zrobił. Ostatecznie odbyło się głosowanie w Parlamencie Europejskim i zastosowanie procedury, która zwykle nie jest stosowana – takiej, w której nie liczyły się głosy wstrzymujące, bo gdyby się liczyły, to Ryszard Czarnecki nie zostałby odwołany (…).

Prof. Mieczysław Ryba

Prof. Mieczysław Ryba/fot.amoll2005, Wikipedia
Prof. Mieczysław Ryba/fot.amoll2005, Wikipedia
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - prof. Mieczysław Ryba
Gościem Rozmowy Dnia był prof. Mieczysław Ryba, politolog z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu oraz Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Rozmowa o nowym rządzie jego perspektywach.

Michał Jędryka: Jak pan ocenia zmiany w rządzie - nie tylko pod względem personalnym, ale przede wszystkim strukturalnym i merytorycznym?

prof. Mieczysław Ryba: Jest kilka rzeczy, które są mocno dyskutowane. Pierwsza to jest obecność w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, która zmienia pewną konfigurację i ustawienie różnych ministerstw, zwłaszcza gdy mówimy o tych tzw. resortach siłowych, z ministerstwem sprawiedliwości w szczególności. Wiemy, że Jarosław Kaczyński będzie miał nadzór nad tym. A druga rzecz to jest kwestia jego nadrzędnej pozycji w sensie politycznym, która wynika z tego, że jest szefem partii, że ma niekwestionowany autorytet. Będzie niby wicepremierem, ale wszyscy spodziewają się, że w jakimś sensie będzie sprawował taką funkcję nadpremiera...

Czy to oznacza osłabienie funkcji czy pozycji Mateusza Morawieckiego?

To jest już pytanie jak to będzie realnie wyglądać. W sensie startowym to rzeczywiście z jednej strony jest wzmocnienie Mateusza Morawieckiego w relacji do Zbigniewa Ziobry, bo wiemy, że tutaj był jakiś spór. Wiemy też, że Jarosław Kaczyński trzyma stronę Mateusza Morawieckiego... Z drugiej strony pewnie nie będzie to do końca wygodna sytuacja dla premiera, bo pytanie jest kto tak naprawdę jest liderem w tym w tym obozie czy w samym rządzie? Wydaje mi się, że to praktyka rozstrzygnie czy to będzie tak czy inaczej, jeśli bierzemy pod uwagę Mateusza Morawieckiego, bo myślę że dla Zbigniewa Ziobro rzeczywiście będzie to taki dyskomfort i pewna większa kontrola nad tym, co on robi (...)

Wojciech Koper [wideo]

Wojciech Koper/fot. PR PiK/archiwum
Wojciech Koper/fot. PR PiK/archiwum
Rozmowa Dnia - Wojciech Koper
Gościem Rozmowy Dnia w poniedziałek był Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny w Bydgoszczy Wojciech Koper. Temat to rekordowe przyrosty przypadków koronawirusa na Kujawach i Pomorzu.

Katarzyna Prętkowska: 229 - tyle potwierdzonych zakażeń koronawirusem mieliśmy minionej doby na Kujawach i Pomorzu. Czy dziś padnie kolejny rekord?

Dziś, za dobę, czyli za niedzielę będziemy mieli 109 przypadków dodatnich.

I to jest ta dobra informacja - mamy spadek, ale jednak ten weekend był rekordowy. Skąd ten wzrost w ubiegłym tygodniu? Jak to się stało, że z regionu, który raczej był w dole tej listy pod względem liczby zakażenie, staliśmy się liderem w Polsce?

Myślę, że za ten wzrost odpowiadają duże ogniska, które wystąpiły w regionie, a wiadomo, że jeżeli są duże ogniska, to liczba przypadków dodatnich jest bardzo duża. To jest prawie 100 przypadków w DPS w Tonowie, ponad 80 w Wilkowiczkach i jeszcze jest bardzo dużo ognisk w szpitalach - ponad 16 szpitali w regionie, i jeden zakład opiekuńczo-leczniczy. Sumując te wszystkie miejsca, uzyskujemy takie duże liczby.

Słyszeliśmy w weekend o ognisku w Raciążku, jaka tam jest w tej chwili sytuacja?

- Chodzi o tamtejszy zakład opiekuńczo - leczniczy. W tym momencie sytuacja jest opanowana, są wszystkie wymazy pobrane, 41 wyników mamy pozytywnych i czekamy na resztę wyników, który dzisiaj pewnie wpłyną.

Czy tamtejszym podopiecznym grozi ewakuacja? W jakim są stanie?

O to, w jakim są stanie podopieczni to już by trzeba zapytać lekarzy, co do ewakuacji, nie mamy takich informacji, żeby była planowana, podobnie w dwóch pozostałych dps-ach nie była planowana ewakuacja, ponieważ ciężko byłoby znaleźć miejsca w izolatorium dla osób, które mają jakieś niepełnosprawności umysłowe, i ciężko by było taką osobę umieścić w izolatce (...).

Witold Kołodziejski

Witold Kołodziejski/fot. Archiwum
Witold Kołodziejski/fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Witold Kołodziejski
W czwartek wieczorem zakończył się Konkurs Artystycznych Form Radiowych Grand PiK 2020 w Bydgoszczy. O Konkursie rozmawialiśmy z Witoldem Kołodziejskim - przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Michał Jędryka: Z jakimi wrażeniami wyszedł Pan po Gali Konkursu Grand PiK 2020?
Witold Kołodziejski: Trudno, żeby były inne niż pozytywne. Zawsze tutaj z przyjemnością przyjeżdżam, bo to jest elita, arystokracja form radiowych i działalności misyjnej mediów publicznych. Z dużą satysfakcją, zadowoleniem i z błogim uczuciem spełnienia słucham reportaży radiowych. W tym roku dodatkowo miałem jeszcze refleksję, związaną z tym, że na obecnie toczonych wszelakich konferencjach dotyczących mediów podkreśla się temat nr 1, którym jest koronawirus, pandemia, lockdown i konsekwencje dla mediów.
Jadąc do Bydgoszczy uświadomiłem sobie, że o ile epidemia obnażyła szereg słabości naszej cywilizacji, naszych nawyków, niebezpieczeństw, które powoduje cywilizacja, czyli przemieszczanie się, częstość kontaktów itd., o tyle w tym samym czasie pokazała mocne strony naszych społecznych nawyków. Jedną z nich są media elektroniczne, w tym radio.

W Konkursie było kilka reportaży czy słuchowisk historycznych. Jak Pan ocenia ten fakt, że ich autorzy coraz częściej nawiązują do historii?
- Historyczne reportaże prezentowane podczas Konkursu cechowały się nowatorstwem – albo jeśli chodzi o formę, albo jeśli chodzi o odkrywanie nowych treści. Bardzo ciekawy był reportaż o rodzinie, która ukrywała w czasie wojny Żydów. Nie byłoby w tym nic odkrywczego, bo o tym wiemy, gdyby nie to, że ta rodzina mieszkała kilkadziesiąt metrów obok innej - bardzo znanej, która również ukrywała Żydów i skończyło się to dla niej bardzo tragicznie. Wszyscy zostali rozstrzelani. O tamtych wiemy wszyscy – cała Polska o nich mówi, nawet świat, a o tych, o których opowiadał reportaż, nie wie nikt. To cisi bohaterowie tamtych czasów - więc nawet w takich tematach, wydawałoby się, że już dobrze znanych, wiele możemy odkryć i się nauczyć.
Tak naprawdę to nam obrazuje całą sytuację, w której w całym tragizmie jeszcze bardziej pokazany jest heroizm tych rodzin. Oni pomimo płenej świadomości zagrożenia - byli przecież świadkami egzekucji swoich sąsiadów dokładnie za czyn, który sami popełniali - to nie przestali pomagać. Dalej ukrywali, aż do końca wojny. Coś niesamowitego, jak wgłębimy się w cały opis, w typowo radiową intymną narrację bohatera, który opowiada o latach dzieciństwa i właściwie - jakby przypadkiem - naprowadza nas na te szokujące prawdy.

To wróćmy jeszcze do pandemii. Pan jako przewodniczący i cała Krajowa Rada - jakie macie oczekiwania wobec mediów na ten trudny okres?
- Oczekiwania mieliśmy i one się spełniły. Przede wszystkim – żeby być blisko ludzi i informować ich o pandemii. Wszyscy czekali i łaknęli informacji, i je dostawali. (...)
567891011