Poniedziałek, 01 marca 2021 r.   Imieniny: Antoniny, Radosława, Dawida
Polskie Radio PiK » Rozmowa dnia
Plichta

Rozmowa dnia

Marcin Sypniewski [wideo]

Marcin Sypniewski
Marcin Sypniewski
Gościem Rozmowy Dnia był polityk Konfederacji, Marcin Sypniewski. Rozmawialiśmy o szczepionce chroniącej przed koronawirusem, sytuacji w Unii Europejskiej i polskim wecie do unijnego budżetu.

Michał Jędryka: Prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz postuluje, żeby wydłużyć ferie zimowe do 8 tygodni, żeby zrekompensować przedsiębiorcom brak wakacji. To dobry pomysł?

Marcin Sypniewski: Te rozwiązania, które rząd stosuje w walce z pandemią zaczynają być coraz bardziej absurdalne. Do nich należy to, że w jednym terminie wszyscy mają mieć ferie, bo to spowoduje, że na stokach będzie tłok. Te obostrzenia nie są prowadzane, dlatego że eksperci tak mówią, tylko decyduje o tym, jak w przypadku stoków narciarskich, telefon od prezydenta Dudy, który chce pojeździć sobie na nartach i w związku z tym stoki będą jednak otwarte. Uważam, że dużo lepsze jest rozłożenie tych ferii na dłuży termin, ze względu na to, że bez tego na stokach będą tłumy, poza tym przedsiębiorcy faktycznie przez tę decyzję ucierpią, a już cierpią przez zamknięcie gospodarki, przez wszystkie regulacje.

Premier Morawiecki mówi, że szczepienia mają być dobrowolne, cieszy to pana?

Poczekamy na regulacje, bo premier Morawiecki bardzo dużo mówi. W lipcu mówił, że ustalenia szczytu unijnego są bardzo dobre, a teraz je bardzo mocno krytykuje. Sam już nie wiem kiedy ta szczepionka ma być dostępna. Najpierw miała być dostępna w styczniu, później 18 stycznia, a wczoraj mówił, że w lutym lub w marcu. Przede wszystkim Konfederacja nie chce, żeby te szczepienia były przymusowe. Uważamy, że to każdy powinien sam zdecydować czy chce się zaszczepić, czy chce zaszczepić swoje dzieci. Przymusowe szczepienia byłyby bardzo niebezpieczne, dlatego, że tak naprawdę nikt nie wie nic na temat tych szczepionek. One nie przeszły całego cyklu badań, przecież nie zostały nawet przetestowane na zwierzętach, a co dopiero na ludziach. My nie będziemy szczepić ludzi anonimowych, będą szczepione nasze dzieci, będą szczepione nasze babcie, członkowie naszej rodziny, którzy cierpią na inne choroby, nikt tak naprawdę nie zbadał wpływu innych leków na osobę, która przyjmie szczepionkę. Ludzie powinni mieć prawo do informacji o tym w jaki sposób ta szczepionka może wpłynąć, jakie skutki uboczne może spowodować. My się też nie zgodzimy na to, żeby osoby, które nie będą chciały się zaszczepić miały być w jakikolwiek sposób dyskryminowane i będziemy takie przepisy zwalczać. (...).

Jan Szopiński [wideo]

Jan Szopiński
Jan Szopiński
PR PiK - Rozmowa Dnia - Jan Szopiński
Gościem Rozmowy dnia był poseł Jan Szopiński z Lewicy, z którym rozmawialiśmy m. in. o wzroście notowań tej formacji w sondażach.


Michał Jędryka: Sondaż firmy United Surveys dla Dziennika Gazety Prawnej opublikowany przedwczoraj daje Lewicy prawie 10 proc. poparcia w wyborach parlamentarnych. Gdyby odbyły się w najbliższym czasie, to byłby znaczny wzrost, bo w poprzednim badaniu tej samej pracowni były 4 proc. Co miało wpływ Pana zdaniem na taki wynik?

Jan Szopiński: Trudno mi powiedzieć. To, w jaki sposób wyborcy głosują na partię z reguły jest pochodną tego, co dzieje się w Sejmie i poza Sejmem. Myślę, że wyborcy dostrzegają naszą pracę w Sejmie, stawianie w tym trudnym czasie ustaw, które służą Polsce i Polakom. Myślę też, że to jest pochodna wszystkiego, z czym mamy do czynienia w okręgach wyborczych, czyli aktywności posłów, stawiania spraw lokalnych, prezentowania ich na forum Sejmu i przenoszenie tego, co się dzieje w okręgach wyborczych do Sejmu.


Zapytam o ustawę, która miała przynieść niedzielę handlową 6 grudnia w Senacie. Lewica wczoraj zgłosiła poprawki do tej ustawy. Chodzi o to, żeby był wypłacany specjalny dodatek dla pracujących w niedzielę. Dlaczego?

- Z głosów z jednej strony handlowców, z drugiej strony - naszych wyborców wynika, że w niedzielę jednak sklepy powinny być otwarte, szczególnie przed świętami. Chodzi o rozlokowanie liczby osób na zakupach.

Jeśli chodzi o dodatek - to ma być wynagrodzenie dla tych, którzy podejmują ponadnormatywne zobowiązania, ponadnormatywną pracę - chcą pracować w niedzielę. Stąd też taka inicjatywa podjęta przez klub Lewicy.


Rozumiem, że chodzi o czas epidemii?

- Na razie mówimy głównie o czasie epidemii, bo musimy z epidemii wyjść - zarówno zdrowotnie, jak i gospodarczo. Jednocześnie wychodząc z niej najednym i drugim poziomie, nie możemy wzajemnie stwarzać sobie zagrożenia, które powodowałoby wzrost liczby zakażonych. Stąd też poszukiwania z jednej strony w kwestii dotyczącej „jak szczepić i czy szczepić”, z drugiej strony – w kwestii „kto ma leczyć w szpitalach i przychodniach”, no i wreszcie z trzeciej - poszukiwania rozwiązań, które służyłyby gospodarce. (...)


Mariusz Kałużny

Poseł Mariusz Kałużny Fot. Adrian Grycuk/Wikipedia
Poseł Mariusz Kałużny Fot. Adrian Grycuk/Wikipedia
PR PiK - Rozmowa Dnia - Mariusz Kałużny
Gościem Magdaleny Ogórek był poseł Mariusz Kałużny z Solidarnej Polski. Rozmowa dotyczyła między innymi dokończenia reformy wymiaru sprawiedliwości.

Magdalena Ogórek: W poniedziałek weszła w życie ustawa antyprzemocowa - niezwykle ważny dokument, niezwykle ważne ustalenia. Po raz pierwszy w Polsce dochodzi do sytuacji, kiedy w przypadku przemocy domowej sprawca zostanie natychmiast odizolowany od ofiary. Dlaczego przez tyle lat żadna z ekip, które cały czas mówiły o tym, że przemoc domowa jest ważnym tematem, nie mogły takich ustaleń wprowadzić w życie?
Mariusz Kałużny: Rzeczywiście to bardzo ważna ustawa. Ciężko mi odpowiedzieć, dlaczego nie weszła w życie. Bardzo wiele – zwłaszcza na Lewicy – mówi się o prawach kobiet i o tym, żeby bronić ofiary, ale za tym nie idą żadne czyny. Zresztą Lewica słynie z tego, że jak rządziła, żadnego ze swoich postulatów nie wprowadziła.
Jako Solidarna Polska pracowaliśmy nad tą ustawą w zespole. Udało się ją przeprowadzić przez Sejm i wcielić w życie i to jest bardzo ważne. Słusznie rozeznaliśmy, bo Ministerstwo Sprawiedliwości też dysponuje funduszem i wieloma zadaniami z zakresu przeciwdziałania przestępczości, pomagania ofiarom przemocy i przestępczości i stąd ta diagnoza. Wiedzieliśmy, gdzie jest tak naprawdę problem i dlaczego pomoc ofiarom nie działa. Działo się tak dlatego, że często oprawca wracał - po krótkiej czy dłuższej interwencji – do domu. To powodowało, że ofiary bały się zgłaszać jakąkolwiek przemoc, bo nic się nie zmieniło, za chwilę działo się to samo.

Były takie sytuacje, że sprawca po takiej historii zabijał swoją ofiarę.
- Poruszającą historię opowiedział minister Ziobro na konferencji. Gdy był młodym prokuratorem, przyszła do niego pani, prosiła o pomoc, była ofiarą przemocy swojego partnera. Wówczas przełożeni wskazali ministrowi Ziobro, że tak naprawdę rozwiązania, które funkcjonują nie są wystarczające i mogą zaszkodzić, bo ten, który stosuje przemoc będzie wiedział, że ofiara to zgłosiła. Była więc pewna bezradność. Minister Ziobro opowiadał, że spotkanie miało miejsce w piątek, a w poniedziałek dowiedział się od kolegi, że ta kobieta została zabita. Są więc dramaty w społeczeństwie, które odbywają się w czterech ścianach i ciężko czasem pomóc, jak nie ma dobrych rozwiązań…

Minister Romanowski wczoraj mówił mi, że być może czasem nie rozwiązuje się jakiegoś tematu, żeby można było cały czas mówić politycznie i robić z niego polityczny użytek. Mam nadzieję, że tak nie było, ale prawdą jest, że to PiS było atakowane np. w związku z konwencją stambulską, a w tym momencie ten rząd wprowadza zapisy, wyznaczające najwyższe standardy ochrony prawnej najsłabszych w UE.
- Oczywiście, my jesteśmy przeciwnikami konwencji stambulskiej i niejednokrotnie mówiliśmy dlaczego. Podam obrazowy przykład – z konwencją stambulską jest jak z robieniem dobrego bigosu. Mamy świeżą kapustę, bardzo dobrą kiełbasę i bardzo dobre grzybki i wrzuca pani cztery muchomory. Zjadłaby Pani taki bigos? Tak samo konwencja stambulska – powołuje się na słuszne zapisy, w jakiejś części jest dobra, natomiast pod płaszczykiem pomocy, ochrony, tolerancji wprowadza zapisy złe.
Trzeba jasno powiedzieć, że Lewica bardzo wiele zakłamuje. Zobaczmy na przykład przemoc domową – występuje najczęściej tam, gdzie są nałogi – alkoholizm, narkomania, to idzie w parze. Natomiast Lewica próbuje stworzyć obraz nieprawdziwy - wskazuje, że tam gdzie jest tradycyjna, polska rodzina, tam mąż bije żonę. To jest straszne i skandaliczne. Tam, gdzie jest polska, tradycyjna rodzina i gdzie ludzie budują relacje w oparciu o miłość i odpowiedzialność, tam przemocy nie ma i każdy normalny człowiek to wie. Lewica jednak próbuje porządkować pewne zjawiska do swojego obrazu świata – fałszywego, zakłamanego. (...)

Zbigniew Ostrowski [wideo]

Zbigniew Ostrowski/fot. Archiwum
Zbigniew Ostrowski/fot. Archiwum
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Zbigniew Ostrowski
Gościem Rozmowy Dnia był wicemarszałek województwa kujawsko-pomorskiego Zbigniew Ostrowski. Rozmawialiśmy o sytuacji wojewódzkich placówek kultury w okresie zarazy, a także o sieci połączeń kolejowych w nowym rozkładzie jazdy.

Michał Jędryka: W czasie sesji Sejmiku sporo czasu poświęcono sprawom instytucji kultury, bo ich funkcjonowanie w obecnym czasie wymaga pewnej uwagi. Część instytucji jakoś sobie radzi, ale jest to dla nich czas trudny.

Zbigniew Ostrowski: Dyskusja na temat sytuacji zwłaszcza małych instytucji kultury rozpoczęła się kiedy pani przewodnicząca Elżbieta Piniewska przedstawiła stanowisko Sejmiku w sprawie wsparcia instytucji kultury. Chcieliśmy w tym stanowisku, które zostało chyba jednogłośnie przyjęte, upomnieć się o te małe domy kultury działające przede wszystkim w gminach. Duże instytucje kultury w dużych miastach pewnie sobie poradzą, choć to nie jest łatwy czas dla nikogo. Natomiast te mniejsze, gdzie sprawa pandemii nie tylko pokrzyżowała plany ekonomiczne gmin, ale także plany artystyczne, znajdują się w trudnej sytuacji. To stanowisko skierujemy do ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Chcemy zwrócić uwagę pana ministra na to, że pomaganie, czy tworzenie funduszy różnego rodzaju na wsparcie kultury w dobie pandemii nie może polegać na tym, że z mapy znika jakiś obszar. Duże dyskusje na temat sytuacji kultury wzbudziły ostatnie działania ministerstwa m.in. w sprawie podziału funduszu wsparcia kultury. Tam się znalazły na tej liście różne podmioty artystyczne. Maciejowi Figasowi, dyrektorowi Opery Nova, pogratulowałem, że z tego funduszu otrzymał około 150 tys zł., czyli trzy razy mniej niż zespół Bayer Full. Tego nawet nie potrzeba komentować.


Mówiono już o tym dosyć dużo. To co pan wspomniał o mniejszych instytucjach, bo gminne instytucje to są przede wszystkim domy kultury, muzea...


Domy kultury na wsi są miejscem szczególnym. To jest centrum kultury dla danej miejscowości. Sytuację tych miejsc oceniam jako wicemarszałek odpowiedzialny za kulturę, bowiem przy ewentualnych przekształceniach bibliotek w gminach, opinię musi wydawać jedna, bądź druga wojewódzka biblioteka publiczna. Było wiele prób łączenia instytucji kultury i bibliotek, przecież nie dlatego, że ktoś ma takie widzimisię, że ktoś sobie to wymyślił, po prostu chodziło o szukanie oszczędności. To był dowód, wiele lat temu, na to, że te instytucje są w specyficznej sytuacji. Jest takie powiedzenie, że jeśli mamy oszczędzać to rozpoczynamy od reklamy i kultury, a potem idziemy wyżej, dlatego tym instytucjom należy pomóc i my im pomagamy. Tym, którzy tworzą kulturę podczas pandemii, jako urząd marszałkowski, też staramy się pomóc. Pandemia zatrzymała realizację wielu projektów, którym zostało przyznane nasze wsparcie. Z każdą z imprez rozmawialiśmy, żeby w jakiś sposób ratować te projekty. (...).


Sławomir Sadowski [wideo]

dr Sławomir Sadowski, Fot. Archiwum
dr Sławomir Sadowski, Fot. Archiwum
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Sławomir Sadowski
Gościem Rozmowy dnia był politolog dr Sławomir Sadowski, a rozmawialiśmy o powstających i rozpadających się koalicjach oraz scenariuszach w polskiej polityce na najbliższe tygodnie.


Michał Jędryka: Sytuacja dot. budżetu UE nie zmienia się. Ciągle mamy stanowisko Polski i Węgier, ale pojawiła się też informacja, że Portugalia zaczyna przychylać się do polskiego stanowiska. Jak ta sytuacja będzie się rozwijać?

dr Sławomir Sadowski: W tej chwili jesteśmy w okresie negocjacji. Te negocjacje powodują, że te stanowiska się albo usztywniają, albo następuje pewne złagodzenie. Warto podkreślić, że to co Komisja Europejska proponowała w sprawie praworządności w lipcu, to jest zupełnie co innego niż teraz. Tylko, że nie nastąpiło zaostrzenie, a zdecydowany krok wstecz. O ile początkowo mówiono o praworządności jako takiej, co można było rozumieć jako różnorodne naciski w ogóle w sprawach nie związanych z budżetem, to teraz, to ostatnie wynegocjowane porozumienie mówi wyłącznie o przestrzeganiu prawa w wypadku pozyskiwania środków europejskich. Przypomnę, jesteśmy na etapie negocjacji, strony zdefiniowały swoje pozycje negocjacyjne i teraz dzieje się to do czego nie mamy dostępu, czyli rozmowy zakulisowe. Sądzę, że jak zwykle w UE skończy się to pozytywnie, obie strony spotkają się w miejscu, gdzie będzie to dla nich do zaakceptowania.

Sytuacja premiera Morwieckiego wydaje się dosyć trudna. Podlega naciskom nie tylko w UE, ale również naciskom wewnętrznym Zjednoczonej Prawicy.

Taka rola polityka, zwłaszcza rządzącego. W dużej społeczności europejskiej istnieją różne interesy i przedstawiciele tych interesów naciskają na tych, którzy decydują. Premier zatem musi się spodziewać, że będą naciski ze strony tych, którzy uważają, że trzeba stanowisko utwardzić, ale też inne. Ani jedna, ani druga strona nie ma do końca racji. Premier Morawiecki teraz lawiruje, aby z jednej strony, pozyskać te środki, a z drugiej, nie utracić większości w Parlamencie.

Czy to nie jest tak, że kompromis, który zostanie wypracowany będzie miał również konsekwencje w polityce polskiej? Czy wzmocni o pozycję premiera, PiS, czy przeciwnie?

Gdyby udało się uzyskać gwarancje, że te naciski ze strony Komisji Europejskiej, w sprawie praworządności, nie będą jakieś bezwarunkowe i zdołało się pozyskać pieniądze, to pozycja premiera uległaby wzmocnieniu. Generalnie pewnie zakończy się to w ten sposób, że każdy z negocjatorów coś uzyska, tak by każdy mógł do domu pojechać z dobrą nowiną przed świętami. (...).

Józef Łyczak

Senator Józef Łyczak./fot. Kancelaria Senatu/Wikipedia
Senator Józef Łyczak./fot. Kancelaria Senatu/Wikipedia
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Józef Łyczak
Gościem Rozmowy Dnia był senator Józef Łyczak. Rozmawialiśmy o debacie senackiej nad ustawą covidową oraz o tym jak skończy się sprawa „piątki dla zwierząt”?

Michał Jędryka: W Senacie debatowano nad „ustawą covidową”. Skończyło się tym, że opozycja oskarża stronę rządzącą o łamanie prawa, a tym łamaniem prawa ma być nowelizowanie ustawy jeszcze nie opublikowanej. Co pan sądzi o tym sporze?

Józef Łyczak: Ja akurat nie pracuję w komisji zdrowia, pracuję w komisji rolnictwa i komisji środowiska. Zacznę od tego, że ten rząd wprowadzając tarcze osłonowe już wiosną, te tarcze były bardzo drogie, że tak powiem, ta pomoc wyniosłą wtedy blisko 160 mld., co spowodowało, że uratowanych zostało od 5,5 do 6 mln. miejsc pracy, że przeżyliśmy ten pierwszy atak pandemii, chyba najmniej boleśnie w Europie. Teraz mamy kolejny atak, ale myślę, że już najgorsze mamy za sobą, pracujemy w tym kierunku, żeby pomóc. Ja wiem, do czego pan zmierza. W tej ustawie zostały wprowadzone zmiany zmierzające do usunięcia tych zapisów, które weszły już w Sejmie...

Chodzi o wynagrodzenia medyków, które zostały zbyt hojnie przyznane.

Zmieniamy to z prostej przyczyny, żeby było sprawiedliwie, a poza tym budżet nie jest z gumy i dlatego, te podwyższone uposażenia będą dotyczyły, ale tylko tych medyków, którzy otrzymają skierowanie do pracy w drodze decyzji administracyjnej.

Wspomniał pan o tym, że COVID-19 wpływa na gospodarkę, że mamy kryzys z tym związany, pan jest jednak związany z producentami rolnymi, sam pan prowadzi gospodarstwo. Czy skutki kryzysu są widoczne na tym rynku?

Nie da się ukryć, że skutki kryzysu są widoczne wszędzie. Cieszę się, że ta pomoc tarczowa spowodowała, że w Polsce, mimo różnych prognoz, bezrobocie aż tak nie wzrosło. Mieliśmy na mój wniosek specjalne posiedzenie komisji rolnictwa w której brał udział minister rolnictwa i przedstawiłem tę arcytrudną sytuację na wsi jeżeli chodzi o produkcję zwierzęcą, stawiałem wnioski, podpowiadałem ja wybrnąć z tej sytuacji. Dziś trzoda chlewna kosztuje 3,20 - 3,40 zł to są najniższe ceny w wolnej Polsce! (...).

Maciej Świątkowski [wideo]

Maciej Świątkowski/fot. Archiwum
Maciej Świątkowski/fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Maciej Świątkowski
Gościem Rozmowy Dnia był bydgoski radny, profesor Maciej Świątkowski, a rozmawialiśmy między innymi o tym, czy Uniwersytet Medyczny w Bydgoszczy jest realny i potrzebny.

Michał Jędryka: Trwa cały czas debata na temat powstania lub nie bydgoskiego Uniwersytetu Medycznego, odrębnego od Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Dwa dni temu posłanka Iwona Michałek skrytykowała działania, które mają doprowadzić do wyłączenia Collegium Medicum ze struktur UMK. Pan miał inną koncepcję - żeby w Bydgoszczy, niezależnie od Collegium Medicum, powstał drugi Uniwersytet Medyczny.

Maciej Świątkowski: Na początek może kilka słów historii. Z bydgoską uczelnią medyczną jestem związany od roku 1972. Najpierw jako student, potem jako pracownik kliniki prof. Romańskiego, a od 1989 roku pełniłem funkcję kierownika katedry przez ponad 20 lat. Jednocześnie brałem udział wewszystkich gremiach, czy radach wydziału, senacie uczelni medycznej, też senacie UMK. Jestem też szefem związku zawodowego „Solidarności”, dlatego też mogłem uczestniczyć z głosem doradczym w tych gremiach i sprawę śledziłem.

Pomijam fakt, że w sposób nie do końca właściwy została przekazanabydgoskauczelnia do Torunia. Wszyscy pamiętamy, że notowania SLD wówczas pikowały w dół, więc podnoszono jew ten sposób, że warunkowouczelnie umieszczanooczkowyżej w hierarchii. Była taka sytuacja, że Akademia Bydgoska przekształciła się wtedy w Uniwersytet Kazimierza Wielkiego, ale w zamian za to UMK zażądało uczelni medycznej, strasząc nas, że zostaniemy zlikwidowani itd.

Potem trochę oszustwo polegało na tym, że w ustawie były tak naprawdę dwie – jedna, która likwidowała Akademię Medyczną i druga, która powoływała Collegium Medicum w strukturze UMK. Nie wiem, czy ówczesny prezydentBydgoszczyKonstanty Dombrowicz o tym wiedział? To jest sprawa nie do końca nam wiadoma. (...)

Potem, jak obserwowałem uczelnię bydgoską – Collegium Medicum w strukturze UMK – to ona upadała. Nawet na tym etapie Colegium Medicum utworzone przyuniwersytecie w Olsztynie jest wyżej notowane w Rankingu Perspektyw niż bydgoskie – my jesteśmy gdzieś na 80 miejscu. Ten upadek, jak analizowałem, wynika z traktowania nas przez UMKjako szkoły zawodowej, natomiast nie ma żadnego istotnego rozwoju naukowego, co wynikało choćby z tego, że Collegium Medicum nie dostało ani grosza na aparaturę badawczą w Bydgoszczy. (…)

Pan mówi o rankingach, a pani poseł Iwona Michałek argumentuje, że UMK znalazło się w gronie 10 elitarnych uczelni badawczych…

- Pani Michałek miała taki sztandar, jak była posłanką, że nie może być Uniwersytetu Medycznego w Bydgoszczy, tylko musi być w ramach UMK. Zresztą miała wsparcie - niech Pan zobaczy, ile razy minister Gowin był w Toruniu…

Ależ oczywiście, minister Gowin wspierał ten projekt...

- Posłanka Michałek był odznaczona najwyższymi odznaczeniami toruńskimi i i rektor UMK wprost powiedział, że pierwsze informacje miał zawsze od niej i dzięki temu mógł działać. (...)


Zbigniew Gryglas

Zbigniew Gryglas. Fot. Archiwum
Zbigniew Gryglas. Fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Zbigniew Gryglas
Magdalena Ogórek rozmawiała ze Zbigniewem Gryglasem, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych. Rozmowa dotyczyła między innymi budowy szpitali covidowych.

Magdalena Ogórek: Obecnie pojawiło się wiele ataków, dotyczących szpitali tymczasowych. „Gazeta Wyborcza” komentuje, że powstają w Warszawie „na wyścigi”, ale dlaczego dopiero teraz? Wydaje się, że media lewicowo-liberalne szukają dziury w całym, a tymczasem chodzi o zdrowie i życie Polaków. Jak rzeczywiście wygląda sytuacja ze szpitalami tymczasowymi?
Zbigniew Gryglas: Dokładnie - chodzi o zdrowie i życie Polaków. Każdy odpowiedzialny rząd, każde państwo, które myśli o przyszłości i dba o swoich obywateli, musi zabezpieczyć przyszłość. Często podkreślam, że szpitale są obiektami zapasowymi, ale musimy je posiadać. Musimy być przygotowani na najgorszy scenariusz, który przecież jeszcze może nastąpić, bo - jak mówi minister zdrowia – nie jest wykluczona trzecia fala pandemii. Nie jest też wykluczone, że będziemy chorowali na grypę i inne sezonowe choroby, więc miejsca w szpitalach będą zwyczajnie potrzebne. Osobiście w Ministerstwie Aktywów Państwowych mam przyjemność koordynować proces budowy takich obiektów przez spółki skarbu państwa - dziewięć spółek i jeden Bank Gospodarstwa Krajowego. Te kilka podmiotów wybuduje w całym kraju aż kilkanaście szpitali tymczasowych. Dla mnie koordynacja tego procesu w całym kraju to wielkie wyzwanie menadżerskie. Bankowcy, ludzie zajmujący się na co dzień paliwami, czy innymi kwestiami nie znają się na budowie szpitali, ale potrafią organizować projekty inwestycyjne i to nam dobrze wychodzi. Pracujemy pod kierownictwem służb medycznych, lekarzy, którzy doskonale radzą sobie z takimi zadaniami.

Wczoraj było ponad 10 tys. zachorowań. Czy jeżeli będziemy solidarni w tej quasi-narodowej kwarantannie i jeżeli jeszcze do tego poświęcimy ferie, jest szansa, że zachorowania będą spadać?
- Tak, to jest kwestia społecznej solidarności. Irytują mnie ludzie, którzy narzekają, że w ich mieście nie ma lodowiska, czy w tym roku nie pojadą na narty. Proszę zdać sobie sprawę z powagi sytuacji, walczymy o zdrowie i życie Polaków! Widzę na co dzień personel medyczny – lekarzy, pielęgniarki, którym jestem winien olbrzymi szacunek. Poświęcają swoje zdrowie, często ryzykują życie, żeby nam pomóc. Jesteśmy im winni solidarność, więc zróbmy to, co każdy z nas może zrobić indywidualnie – chrońmy siebie i swoich najbliższych, chrońmy rodaków, bo pandemia jest bardzo zdradziecka. Widzimy skalę ofiar na całym świecie, niestety również w naszym kraju. Proszę nie sugerować się tą lekką poprawą, to jeszcze nie jest koniec pandemii. Tak naprawdę o końcu pandemii będziemy mogli mówić, gdy zachorowania spadną do zera. Dziś to ciągle kilkaset osób, które umiera dziennie w całym kraju.

Lekarze mówią, że do wiosny trzeba będzie bardzo uważać, a to wcale nie znaczy, że kiedy wiosna się skończy, to wirus zupełnie nas opuści. Nie znamy jeszcze zachowania tego wirusa, więc może z nami zostać jeszcze na jakiś czas. Czy szczepionkę wita Pan entuzjastycznie, czy przygląda się jej z ostrożnością?
- Rząd Polski uczyni wszystko, by Polacy mieli dostęp do szczepionki. W tej chwili na rządowych zespołach zarządzania kryzysowego zajmujemy się całą logistyką szczepień. Ruszą pod koniec stycznia – taki jest rządowy plan.
Muszę przyznać, że byłem sceptyczny do szczepień, ale wraz z wiedzą, którą nabywam o szczepionkach, jestem bardziej spokojny. Jest niezbędne, abyśmy się zaszczepili. Ta szczepionka jest trochę inna, niż znane nam z przeszłości, które polegały na tym, że wszczepiano nam zarazki danej choroby, pozwalające, by nasz organizm się uodpornił. W tym przypadku sytuacja jest trochę inna. Podany zostanie naszemu organizmowi pewien kod, który umożliwi walkę z chorobą, więc to nie jest tak bardzo inwazyjna szczepionka. Ja się przekonałem, dam się zaszczepić, oczywiście poczekam na swoją kolejkę, jak wszyscy. Będziemy zaczynali od grup najbardziej narażonych – lekarzy, pielęgniarek, później osoby starsze, które chorują najciężej i w końcu kolejne grupy tak, żeby cała populacja mogła być odporna na tę straszną zarazę. (...)

Paweł Szramka

Paweł Szramka. Fot. Nadesłane
Paweł Szramka. Fot. Nadesłane
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Paweł Szramka
Gościem Rozmowy Dnia był Paweł Szramka z Kukiz'15, a jednym z tematów możliwe konfiguracje polityczne w obecnej kadencji parlamentu.

Michał Jędryka: Ponoć miało się odbyć spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z Pawłem Kukizem i zakończyć ofertą cichego poparcia dla kluczowych projektów rządowych. Czy według pana wiedzy rzeczywiście takie spotkanie się odbyło?

Paweł Szramka: Z tego co się orientuję Paweł Kukiz rozmawia ze wszystkimi liderami politycznymi, którzy tylko chcą rozmawiać o zmianach w Polsce, więc prawdopodobnie z Jarosławem Kaczyńskim również się spotykał, natomiast jestem przekonany, że chodziło o kwestie ustrojowe, o które postulujemy już od pięciu lat, jak tylko jesteśmy w Sejmie, które miałyby dać większe możliwości wywierania wpływu na władzę przez obywateli.

Chodzi o referenda, chodzi o coś więcej?

Referenda również. Przede wszystkim ordynacja wyborcza, choć tutaj niewątpliwie będzie to najcięższe do przeforsowania, natomiast nawet w kontekście ostatnich wydarzeń widzimy coraz bardziej jak te referenda - gdyby miały faktyczną moc - mogłyby się w Polsce przydać, ponieważ mamy całą masę strajków na ulicy i to w czasie pandemii, kiedy jednak powinniśmy ograniczać tak tłumne zgromadzenia. Gdybyśmy mieli instytucję referendum, która w Polsce by działała, której wynik byłby obligatoryjny lub chociaż politycy musieliby nim się zająć, to mielibyśmy zupełnie inną kwestię. Wystarczyłoby, że raz na rok rozpisalibyśmy takie ogólnopolskie referendum z kluczowymi pytaniami i odpowiedzi na te pytania byłyby wskazówkami dla polityków, jak należy się zachowywać i jak należy wprowadzić zmiany w Polsce tak, żeby były one wprowadzane zgodne zgodnie z wolą narodu.

Ale te kwestie, o których pan mówił, wymagałyby chyba zmian w konstytucji, bo żeby referendum było wiążące, to właśnie ustawa zasadnicza musiałaby być zmieniona i chyba perspektyw w tej chwili na zmiany konstytucji w Polsce za bardzo nie widać ze względu na brak odpowiedniej większości w parlamencie.

Z jednej strony tak, natomiast jeśli podnieślibyśmy poważną dyskusję o tym, czy dać więcej głosów obywatelom i na to nie zgodziłyby się co niektóre partie, to myślę, że byłby to strzał w kolano dla tych partii, bo myślę, że Polacy coraz bardziej dostrzegają to, że jedyne co mogą, to wrzucić głos raz na 4 lata, a później politycy mogą robić co im się tylko podoba. Polacy mogą w całej swojej populacji wyjść na ulicę, protestować przeciwko jakiegoś rozwiązaniu, a władza może, ale nie musi się pod tym ugiąć, ponieważ nie ma aktualnie dla Polaków żadnego sprawnego i skutecznego rozwiązania, żeby wywierać wpływ na władzę. Jedyny nasz instrument demokratyczny to jest udział w wyborach i ten instrument kończy się po wrzuceniu głosu do urny. Później przez 4 lata robią co chcą. Polacy oczywiście mogą protestować, mogą sprzeciwiać się tym decyzjom, natomiast przy tym ustroju, przy tym rozwiązaniu, gdzie referendum ma bardzo małą moc w Polsce, jesteśmy postawieni jako obywatele pod ścianą.

To jest rzeczywiście pewien element programowy, który od początku głosicie, natomiast chciałem wrócić do tego pierwszego pytania, bo jednak są pewne bieżące realia w polityce i czy jest szansa na to, że posłowie Kukiz'15 mogliby poprzeć w koalicję rządzącą, gdyby ta utraciła większość, na przykład gdyby nie porozumiała się z Solidarną Polską.

W mojej ocenie jest to źle postawione pytanie, bo my nigdy nie patrzymy na to, kto składa ustawę, kto proponuję rozwiązania, tylko jakie to są rozwiązania na Polski, dlatego jeśli PiS zaproponuje ustawy bądź też reformy, które będą zgodne z naszymi ideami i będziemy uważać, że są konstruktywne, że będą pomagały w rozwoju Polski, to nasze poparcie będzie, natomiast na pewno nie podchodzimy do sprawy w ten sposób, że poprzemy PiS tylko po to, żeby im się przypodobać. Nie ma takiej opcji. Moglibyśmy wystartować z PiS-em już w ostatnich wyborach, natomiast nie zgodziliśmy się na to, ponieważ PiS nie popiera naszych postulatów. Jeśli będzie zielone światło, że partia rządząca czy też rządząca większość jest w stanie przeforsować przez Sejm postulaty Kukiz'15 z 2015 roku, które cały czas głosimy, to jest oczywiście miejsce na współpracę, tak jak powtarzaliśmy od początku, natomiast obecnie za bardzo tego nie widać.

Halina Peplińska

Halina Peplińska. Fot. Archiwum
Halina Peplińska. Fot. Archiwum
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Halina Peplińska
Gościem Rozmowy Dnia była Halina Peplińska - przewodnicząca Kujawsko-Pomorskiego Oddziału Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych. Tematem rozmowy była zapowiedź wejścia w spór zbiorowy z pracodawcami i groźba strajku generalnego.

Marcin Kupczyk: Związek Pielęgniarek i Położnych poinformował, że rozpoczyna przygotowania do sporów zbiorowych na terenie całego kraju. Bezpieczne warunki pracy, wynagrodzenia, godziwe traktowanie przez kadrę kierowniczą i szereg innych postulatów. Skąd ta decyzja o tak radykalnych krokach w dobie pandemii?

Halina Peplińska: Jest pandemia, ale problemy pielęgniarek trwają od wielu, wielu lat i właśnie należałoby się dziwić, dlaczego takie nierozsądne, nieroztropne działania Ministerstwa zdrowia i rządu skłaniają nas do tych działań. Dziwi nas informacja wiceministra Kraski, który jest zdziwiony takimi dzałaniami, że w dobie epidemii to jest nierozsądne. Tak naprawdę to my powinniśmy zadać pytanie ministrowi Krasce, czy jego zdaniem jest rozsądne i roztropne to co się dzieje w dobie epidemii w walce o życie pacjentów. Dla nas, dla pielęgniarek dobro pacjentów jest zawsze najważniejsze. Jednak nie możemy być traktowane jako grupa zawodowa, która ma udawać, że nic się nie dzieje, ze sobie ze wszystkim radzimy. System upada i jest niewydolny. Sytuacja jest dramatyczna w naszych grupach zawodowych i w ochronie zdrowia.

Gdy usłyszałem o przygotowaniach do strajku generalnego to się przeraziłem. Wyobraziłem sobie to co mamy w tej chwili z pandemią, z ciężko chorymi ludźmi i pielęgniarki, które mówią o strajku. Moment jest zły.

No może moment jest zły, ale każdy moment jest zły. Teraz sytuacja stała się dramatyczna. Pandemia jeszcze bardziej to ukazała.

To są zaniedbania wieloletnie.

Tak, ale w tej chwili na to nakładają się działania ministerstwa i rządu, które powodują, że środowisko jest bardzo wzburzone. Jeśli powiemy o warunkach pracy, normach zatrudnienia, które przez wiele lat wypracowywano, liczba pielęgniarek na łóżko, w tej chwili ministerstwo to zawiesiło. W psychiatrii miały normy wejść, a nawet ich nie wdrożono, a już mamy informacje, że Konwent Marszałków wniósł o ich przesunięcie do 2024 roku. Mamy dane z Mazowsza, gdzie wyliczono, że na samą psychiatrię potrzeba ponad 400 pielęgniarek. Działania, która są teraz podejmowane nie przysporzą nam ludzi do zawodu. W tym roku kształcenie pielęgniarek i położnych ukończyło prawie 5 tys. osób. A ile podjęło pracę? Ponad 900 osób. Gdzie jest reszta? Reszta nie chce przyjść do tego zawodu, który jest notorycznie niszczony i dławiony. (...).
45678910