Czwartek, 09 grudnia 2021 r.   Imieniny: Wiesława Leokadii Joanny
Sejm uchwalił ustawę obniżającą akcyzę na paliwa i prąd, która jest elementem tarczy antyinflacyjnej rządu.
Sejm uchwalił ustawę obniżającą akcyzę na paliwa i prąd, która jest elementem tarczy antyinflacyjnej rządu.
Sejm uchwalił ustawę obniżającą akcyzę na paliwa i prąd, która jest elementem tarczy antyinflacyjnej rządu.
Polskie Radio PiK » Rozmowa dnia
Plichta

Rozmowa dnia

Karol Karski

Karol Karski/fot. Archiwum
Karol Karski/fot. Archiwum
Rozmowa dnia - Karol Karski
Gościem Rozmowy Dnia był europoseł Karol Karski, a rozmawialiśmy m.in. o kryzysie na granicy polsko-białoruskiej.

Magdalena Ogórek: Trwa atak hybrydowy ze wschodu. Mamy coraz bardziej drastyczne próby sforsowania zapory na granicy Polski z Białorusią. Dlaczego migranci czepiają się tak agresywnych metod, żeby do Polski się przedostać. To Polska jest krajem ich marzeń?

Karol Karski: Zauważmy rzecz podstawową, to Aleksander Łukaszenka, prezydent Białorusi, podjął działania, które do tej pory były prowadzone przez zwykłe organizacje przestępcze. W tym momencie to państwo białoruskie zajęło się przemytem ludzi. To jest biznes na ogromną skalę. Nielegalny rynek sprowadzania imigrantów do UE jest szacowany na kilkanaście miliardów euro rocznie. Łukaszenka z różnych powodów postanowił zaprząc swoje państwo w ten biznes, jest on realizowany przez biura podróży podległe administracji prezydenckiej, przez służby białoruskie. Tak próbuje się wykuć nowy kanał przerzutowy nielegalnych migrantów do UE. Łukaszenka tak się „odwdzięcza” UE za sankcje i jednocześnie ma z tego dochodowy biznes. Migranci chcą być w UE, chcą tu żyć, wiedzą, że w Europie żyje się lepiej pieniądze rosną na drzewach, nawet nie trzeba sięgać ręką do gałęzi, one same spadają, wystarczy je podnosić. Taki obraz jest wykreowany. Ten rynek jest tak rozgałęziony, że kiedyś w Europejskiej Agencji Wsparcia Azylowego pokazywano nam nawet reklamy, które są emitowane w telewizjach, radiach, gazetach w różnych państwach, nakłaniające do korzystania z nielegalnych kanałów przerzutowych, wtedy to jeszcze nie był kanał białoruski. Taki migrant przyjeżdża do UE. Z jego punktu widzenia ważne jest, aby w sposób niepostrzeżony przedostać się do Niemiec i tam się ujawnić, zarejestrować w systemie jako kandydat na uchodźcę, w tym momencie państwo niemieckie przejmuje odpowiedzialność za taką osobę, a cały system pomocy społecznej przed taka osobą się otwiera. (...).

Michał Woś

Michał Woś/fot. Wikipedia
Michał Woś/fot. Wikipedia
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Michał Woś
Gościem „Rozmowy Dnia” był Michał Woś, wiceminister sprawiedliwości. Rozmawialiśmy o nowym budynku Sądu Rejonowego w Toruniu oraz o reformie wymiaru sprawiedliwości i jej perspektywach w kontekście sporu z Unią Europejską.



Michał Jędryka: Na czym będzie polegać planowana szeroka reforma wymiaru sprawiedliwości?

Michał Woś: O szczegółach można mówić wtedy, kiedy ustawy będą położone na stół, kiedy rząd je przyjmie albo kiedy trafią do parlamentu – natomiast z medialnych informacji, zapowiedzi prezesa Jarosława Kaczyńskiego czy ministra Ziobry, słyszeliśmy o reorganizacji w polskim sądownictwie, po to, żeby lepiej wykorzystać potencjał blisko 10 tys. sędziów, których mamy w Polsce. Mamy jeden z najwyższych w Europie wskaźnik liczby sędziów ma 10 tys. obywateli, mamy jeden z najdroższych systemów sądownictwa, sprawowania wymiaru sprawiedliwości Europie, więc wydajemy dużo, a efekty, jakieś jaskółki, się pojawiają – ale jakie są, to Polacy odczuwają, więc trzeba z tych dużych nakładów i z tego dużego potencjału, który drzemie w polskich sędziach, wykorzystać jak najwięcej, po to, żeby obłożenie sprawami było wyrównane, sprawiedliwe, żeby nie było tak, że sędzia w jednym z wielkich miast właściwie od rana do wieczora ma wokandę za wokandą, na weekend jeszcze bierze akta, a w tym samym czasie sędzia z malutkiego sądu, gdzieś w Polsce, czasem ma jedną wokandę w tygodniu, a czasem nie. Trzeba lepiej wykorzystać ten potencjał, który ma polskie sądownictwo, po to, żeby sądy były bliżej obywateli, żeby była sprawiedliwość i żeby była ona wymierzana sprawnie, bez przewlekłości, bez zbędnej zwłoki.

Jan Filip Libicki

Jan Filip Libicki/fot. Adam Nurkiewicz, Wikipedia
Jan Filip Libicki/fot. Adam Nurkiewicz, Wikipedia
PR PiK - Rozmowa Dnia - Jan Filip Libicki
Gościem „Rozmowy dnia” był senator Jan Filip Libicki, a rozmawialiśmy o przeciągającym się kryzysie w stosunkach Polski z Komisją Europejską.

Michał Jędryka: Premier Morawiecki wezwał Brukselę do wycofania gróźb, sankcji prawnych i finansowych. Jak Pan postrzega ten coraz bardziej napięty konflikt, trwający od wielu miesięcy?
Jan Filip Libicki: Postrzegam go na dosyć prostym przykładzie. Przypomnę, że swego czasu niektóre sejmiki, gdzie Prawo i Sprawiedliwość ma większość, podjęły tak zwane uchwały anty LGBT, po czym się z tych uchwał wycofały. Wydaje mi się, że tutaj też będzie taka sytuacja, że rząd będzie chciał pozyskać środki z Krajowego Planu Odbudowy jak najszybciej – bo jest oczywiste, że kiedyś je dostaniemy, natomiast istotne jest kiedy? Premier Morawiecki zasygnalizował w Strasburgu na przykład gotowość likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego i jestem przekonany, że Prawo i Sprawiedliwość pójdzie na dalsze ustępstwa w tej kwestii i wszystko się skończy kompromisem.

Pytanie, w którym miejscu nastąpi ten kompromis? Jednocześnie bowiem mamy taką sytuację, że w polityce wewnętrznej część opozycji staje po stronie Komisji Europejskiej.
- Uważam, że ten spór w dużej mierze jest toczony na użytek polityki wewnętrznej. Toczy go zarówno Prawo i Sprawiedliwość, które w ogóle tematykę europejską postrzega bardziej w kategoriach narzędzia do rozgrywki w ramach wewnętrznych, jak i rzeczywiście niektórzy moi koledzy z opozycji też mają taką tendencję.

Nie sądzi Pan jednak, że jest to igranie z ogniem, ponieważ nie sposób nie przyznać racji tym, którzy mówią, że gra toczy się o suwerenność?
- Czy gra toczy się o suwerenność, czy nie? – jakiś element racji w tym jest. Instytucje unijne mają tendencję do poszerzania zakresu kompetencji, natomiast jeśli się ten problem dostrzega, to należy go rozwiązywać tak, jak się rozwiązuje wszystkie kwestie w Unii - czyli na drodze dyplomatycznej i zakulisowego budowania koalicji na rzecz zmiany tej sytuacji, a nie wymachiwania szabelką i pokrzykiwania „nie oddamy ani guzika”. (...)

Agnieszka Bryc

Agnieszka Bryc/fot. Archiwum
Agnieszka Bryc/fot. Archiwum
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Agnieszka Bryc
Gościem „Rozmowy Dnia” była dr Agnieszka Bryc, politolog z UMK. Tematy to wydarzenia na polsko-białoruskiej granicy oraz sprawa gazociągu Nord Stream II.

Marcin Kupczyk: Sejm uchwalił specjalną ustawę w sprawie budowy muru na granicy z Białorusią. Ma to być solidna i wysoka zapora, wyposażona w system monitoringu oraz wykrywania ruchu, naszpikowana elektroniką. Koszt 1,6 mld zł. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch powiedział, że rozwiązanie konfliktu na drodze politycznej, poprzez wywarcie presji społeczności międzynarodowej na władze Białorusi będzie wymagało czasu. A co ma w ręku społeczność międzynarodowa? Czy kolejne sankcje, bo jest już o nich mowa, czy cos oprócz nich?

dr Agnieszka Bryc: Wbrew pozorom społeczność międzynarodowa ma wiele instrumentów w dłoni. Problemem jest tylko to czy chcemy tych środków użyć. Nie byłoby kryzysu migracyjnego na granicy polsko-białoruskiej, gdyby prezydent Łukaszenka został już nie uznawany przez całkiem sporą grupę państw między innymi władze polskie za głowę państwa, gdyby Łukaszenka nie chciał przymusić całej Unii Europejskiej albo w ogóle państw europejskich do tego, żeby zasiadły do rozmów z nim, żeby porozmawiać o tym jak wygląda przyszłość finansowa Białorusi. Może odnowić jakieś projekty finansowania? Mamy atuty, tylko teraz z problemem jest uzgodnienie szczegółów i doprowadzenie do sytuacji jest takiej, żeby na przykład nie pojawiły się państwa sceptyczne wobec tego, co dzieje się na wschodniej flance Unii Europejskiej, na przykład takie, które mogłyby nam wypominać, że nie okazywaliśmy solidarności w 2015 roku, więc one teraz nie czują się pewnie zobowiązane. Jeszcze nie ma takiej sytuacji, ale to może być pewna kłopotliwa okoliczność, która mogłaby napisać spowolnić proces uzgadniania nowych albo mocniejszych sankcji.

Stały przedstawiciel Rzeczypospolitej przy UE Andrzej Sadoś przedstawił ambasadorem państw unijnych informacje o sytuacji na granicy. Na przykład mówił tak: „ Po raz pierwszy kryzysem migracyjnym zarządza podmiot państwowy, czyli Białoruś. Po drugie reżim Łukaszenki nie cofa się i by osiągnąć swoje cele próbuje destabilizować Polskę, Litwę, Łotwę oraz w zasadzie całą Unię i po trzecie - Łukaszenka wykorzystuje dzieci przyciągając na Białoruś rodziny i obiecując im łatwy dostęp do Unii, a potem zmusza do nielegalnego przekraczania granicy”. Po dyskusji wszystkie głosy były w duchu zrozumienia dla powagi sytuacji - mówił po tym spotkaniu jeden z dyplomatów. Czy to pocieszające?

Pocieszające będzie wtedy, kiedy kryzys się zakończy i kiedy będziemy mogli powiedzieć, że prezydent Łukaszenka doszedł do wniosku, że presja migracyjna się nie opłaca. Dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć, że kryzys przetrwaliśmy i że w zasadzie jesteśmy stroną, która wyszła z tej sytuacji zwycięsko.

Czy Łukaszenka chce być drugim Erdoganem, który straszył Europę zalaniem jej przez falę imigrantów, zatrzymał ich u siebie i zarobił na tym realne pieniądze. Czy tak będzie chciał robić Łukaszenka?

Na to liczy, bo mechanizm porozumienia pomiędzy Brukselą a Ankarą polegał na tym, że faktycznie Turcja brała na siebie ciężar migracyjny. To ona borykała się później z problemami społecznymi, gospodarczymi. Za 3 mln imigrantów została w sowicie opłacana, ale jednocześnie Erdogan próbował wyciągnąć i więcej, próbował wywierać presję na Brukselę, to jest jedno. No ale prezydent Łukaszenka doszedł do wniosku, że można grać w taki sposób, natomiast nie jest w stanie wygenerować tak dużej fali migracyjnej. Flanka wschodnia jakkolwiek byśmy nie byli zaangażowani w ten kryzys dzisiaj, czyli byli tym obiektem presji, to Łukaszenka nie jest w stanie wygenerować tak dużej fali, z jaką mierzyła się Europa w 6 lat temu.

Jaka jest tym wszystkim rola prezydenta Putina?

Niektórzy mogliby się zastanawiać, co ma wspólnego prezydent Putin z tym, co się dzieje na granicy Białorusi, ale pamiętajmy, że nawet jeżeli nie widać wpływów, to tak bez niepotrzebnego demonizowania władz rosyjskich musimy mieć pełną świadomość, że Białoruś i Rosja to są naczynia połączone. To nie dzieje się tak, że Aleksander Łukaszenka wymyślił sobie i teraz testuje bez przyzwolenia, poparcia z Moskwy. Wnioski będą wyciągały nie tylko służby białoruskie, ale przede wszystkim służby rosyjskie i sytuacja wygląda tak, że od tej konfrontacji teraz obaj przywódcy będą później zastanawiali się, jak modyfikować tę presję i na przykład realizować ją nie na odcinku flanki wschodniej, ale przecież jest cała wielka granica, nazwijmy to rosyjsko-zachodnia i tego samego mogą się spodziewać nasi koledzy na przykład w basenie Morza Czarnego i być może tam będą kolejne odsłony presji migracyjnej, tylko teraz w tym nowym wydaniu, znacznie bardziej dopracowane...

Zbigniew Girzyński

Zbigniew Girzyński
Zbigniew Girzyński
Rozmowa Dnia - Zbigniew Girzyński
Gościem Rozmowy Dnia był poseł prof. Zbigniew Girzyński, a rozmawialiśmy o trwających debatach w Parlamencie Europejskim i możliwości kompromisu co do programu odbudowy.

Michał Jędryka: Nie milkną echa wtorkowej debaty w Parlamencie Europejskim, która była konsekwencją chyba nie tylko wyroku polskiego Trybunału Konstytucyjnego, ale trwającego od wielu miesięcy przesilenia pomiędzy polskim rządem i Komisją Europejską. Jak pan postrzega tę debatę i cały ten konflikt?
Zbigniew Girzyński: Jak słusznie pan redaktor zauważył, wyrok Trybunału Konstytucyjnego był jedynie pretekstem do zorganizowania tej debaty, bo od dłuższego czasu rząd polski jest w sporze z częścią elit europejskich, które w sposób jednoznaczny opowiedziały się za pewną częścią polskiej sceny politycznej, częścią, która jest dominująca na opozycji, ale nie wypełnia całej przestrzeni opozycyjnej - mam na myśli głównie Platformę Obywatelską i Lewicę.
Część polityków europejskich najwyraźniej uznała, że można wykorzystać obecną sytuację do tego, aby pomóc opozycji odzyskać władzę, którą straciła sześć lat temu. Zdaje się, że politycy ci wykorzystują obecną sytuację związaną z planem odbudowy, który powinien zostać wdrożony we wszystkich krajach Unii Europejskiej, do takiej dosyć zasadniczej rozgrywki z obecnymi władzami, co jest, niestety, ze szkodą dla Polski. Jeśliby się okazało, że Polska zostałaby rzeczywiście pozbawiona środków z Europejskiego Programu Odbudowy, w którym na równych zasadach, tak jak było umówione, powinny partycypować wszystkie kraje UE, to straci nie rząd Prawa i Sprawiedliwości, nie opozycja, która tę sprawę tak bardzo mocno podnosi - opozycja związana z Platformą Obywatelską i z Lewicą - tylko stracą wszyscy Polacy, bo każdy z nas byłby beneficjentem tych środków pomocowych, które Polska, tak jak każdy inny kraj Unii Europejskiej, dostać powinna.

Może opozycja liczy na to, że stracą wszyscy Polacy, ale rząd Prawa i Sprawiedliwości straci władzę, i o to może właśnie chodzi?

Obawiam się, że takie myślenie dominuje dzisiaj wśród części polityków opozycyjnych, podkreślam - części - bo sam się zaliczam do opozycji, ale bynajmniej nie mam zamiaru w tego typu działaniach brać udziału, bo one są szkodliwe, i to szkodliwe strategicznie. To jest takie myślenie kategoriami dziecinnymi, że na złość mamie odmrożę sobie uszy. Tylko że prędzej czy później, każdy z nas zapłaci za tego typu politykę (...).

Beata Kempa

Beata Kempa./fot. beatakempa.pl
Beata Kempa./fot. beatakempa.pl
PR PiK - Rozmowa Dnia - Beata Kempa
Gościem „Rozmowy Dnia” była europoseł Beata Kempa, a rozmawialiśmy o debacie na temat Polski w Parlamencie Europejskim.

Magdalena Ogórek: Wczoraj było świetne wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego w Strasburgu, jednak dwie kwestie są bardzo niepokojące. Po pierwsze - co było można zauważyć – brak jakiejkolwiek chęci dialogu ze strony części lewicowej Parlamentu Europejskiego i występy polskiej opozycji, z których wynikało, że Polsce nie życzy najlepiej.
Beata Kempa: Wczoraj odbywała się bardzo ważna debata dotycząca prymatu konstytucji 27 państw narodowych – bo debata miała charakter nieco szerszy, niż tylko polski – my byliśmy tylko przykładem, bardzo fundamentalnym. Co do kwestii sporu, który jest w UE – dodam, że to kolejny spór, bo jest kilka, w tym jeden cywilizacyjny – pojawiła się tu kwestia dotycząca zakresu funkcjonowania traktatów, a także to, co z czym mamy do czynienia w ostatnim czasie, czyli próby nadinterpretacji traktatów, albo obejścia ich czy też działań, które są zupełnie poza traktatowe.
I tu pojawia się rola konstytucji państwa narodowego, która pełni rolę nadrzędną w przypadku również dużych trudności interpretacyjnych, a może przede wszystkim jest niezwykle ważna dla Komisji Europejskiej, a także Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Wyrok polskiego Trybunału Konstytucyjnego rozpoczął wielką dyskusję, która już moim zdaniem w żaden sposób nie zostanie wytonowana w wielu krajach Unii Europejskiej. (…) Pojawia się wiele głosów w różnych państwach, bo również inni dostrzegają już zapędy federalistyczne, albo nawet do tworzenia super państwa w Europie.
Jest w Parlamencie Europejskim duży spór, a zwolenników super państwa po stronie lewicowo-liberalnej jest cała masa, co wczoraj wybrzmiało. To był wściekły atak, a nie merytoryczna dyskusja, do czego jesteśmy już trochę przyzwyczajeni, bo takie dyskusje mamy niemal na każdej sesji Parlamentu Europejskiego, natomiast na pewno wczoraj polska opinia publiczna miała okazję przyjrzeć się, jak to wygląda. Tak będzie dopóki w innych krajach członkowskich będą wygrywać te frakcje. Jednocześnie widzimy, też kryzys migracyjny, ale też potężny kryzys pocovidowy powoduje, że sympatie poszczególnych obywateli państw narodowych przesuwają się ku prawicy, ku konserwatystom, ku centrum. To jest w tej chwili sytuacja groźna, ale to nie znaczy, że nie mamy stawiać stanowiska fundamentalnego w sprawie zastopowania zapędów do budowania super państwa z rządem Brukseli.

Ale do czego to zaprowadzi, bo nawet samo wystąpienie Ursuli von der Leyen było bardzo presyjne? Nie było słychać zrozumienia.
- (…) Przede wszystkim wczoraj absolutnie nie było widać szacunku, który zawsze był podstawą Unii Europejskiej. To był dyktat, do tego podsycany niestety przez europosłów polskiej opozycji, którzy dawali przyzwolenie do tych ataków, w dodatku podbijali tę piłeczkę jeszcze bardziej, co było absolutnie nieprzyzwoite, antypolskie i nie do przyjęcia, i miało się to nijak do merytorycznej dyskusji. (…)

Marcin Sypniewski

Marcin Sypniewski/fot. archiwum
Marcin Sypniewski/fot. archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Marcin Sypniewski
Ceny energii to temat coraz bardziej gorący i tym gorętszy, im bliżej jesteśmy zimy. Prawo i Sprawiedliwość złożyło w sejmie projekt ustawy o zakazie wyłączeń prądu zimą, a Konfederacja projekt ustawy o zwolnieniu energii elektrycznej z VAT-u. Gościem rozmowy dnia był bydgoski polityk Konfederacji Marcin Sypniewski.

Michał Jędryka: Ceny energii rosną - począwszy od cen paliw samochodowych, poprzez ceny gazu, skończywszy na cenach prądu. „Rzeczpospolita” dzisiaj opublikowała wyniki dosyć interesującego sondażu. Zadano w nim pytanie, kto ponosi największą odpowiedzialność za rosnące rachunki za energię. 63 proc. wskazało na rząd, a tylko 30 proc. na Unię Europejską. Uważa Pan, że większość odpowiadająca, że to rząd ma rację?
Marcin Sypniewski: Z pewnością rząd ma takie instrumenty, żeby zatrzymać wzrost cen, to właśnie proponuje Konfederacja. Wczoraj prezentowaliśmy ustawę, którą można nazwać „ustawą o obniżenie rachunków za prąd”. Przewiduje ona zwolnienie z VAT-u energii elektrycznej, dzięki czemu rachunki przestaną rosnąć, a niestety zapowiada się kolejny skok. Tak samo rząd ma instrumenty, żeby powstrzymać drożyznę na stacjach benzynowych, rosnące ceny paliw. Wystarczy zastosować to, co mówił prezes Kaczyński kilka lat temu - że można po prostu obniżyć akcyzę i wówczas ceny paliwa przestaną tak gwałtownie rosnąć. Natomiast Unia Europejska oczywiście też ponosi częściowo winę za rosnące ceny, gdyż skok na przykład cen prądu to jest między innymi wynik polityki klimatycznej Unii Europejskiej, na którą się niestety pochopnie zgodziliśmy i musimy walczyć o zmianę, rozciągnięcie w czasie przynajmniej, bo widzimy, że wychodzimy na tym bardzo źle…

… bo okazuje się że około 60 proc. ceny na przykład energii elektrycznej to są certyfikaty CO2.
- Tak, i my proponujemy to, co jest realne, co można zrobić w Polsce. Można jedną ustawą, tak naprawdę króciutkim przepisem spowodować, że obniżymy rachunki za prąd i zatrzymamy wzrost cen energii elektrycznej. Natomiast, żeby obniżka była jeszcze większa i ceny znowu gwałtownie nie rosły, potrzebna jest już interwencja rządu na szczeblu unijnym i walka, żeby koszty związane z polityką klimatyczną Unii Europejskiej były mniejsze i rozciągnięte w czasie. Tak naprawdę, żeby Polacy płacili mniej za prąd konieczna jest kombinacja dobrej woli rządu i silnych, twardych negocjacji z Unią Europejską.

Wróćmy do tego, co Pan powiedział o zmniejszaniu VAT-u. Łatwo się mówi, natomiast trudniej wykonać z punktu widzenia budżetowego, bo budżet trzeba czymś innym zbilansować.
- Trzeba sobie postawić pytanie, czy rząd jest od tego, żeby bronić budżetu, czy żeby bronić jednak interesów ludzi. Niestety prąd jest takim dobrem, za które płacą wszyscy. Każdy widzi na rachunkach, ile płacił w zeszłym roku, ile dwa lata temu, a ile płaci w tym roku. To jest rzeczywiście wzrost rzędu między 100 a 200 zł. Dla polskiej rodziny to jest bardzo dużo (...).

Mieczysław Ryba

Prof. Mieczysław Ryba/fot. Wikipedia
Prof. Mieczysław Ryba/fot. Wikipedia
Rozmowa dnia - Mieczysław Ryba
Gościem Rozmowy Dnia był prof. Mieczysław Ryba, politolog z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Akademii Kultury Społecznej i Medialnej. Rozmawialiśmy o szansach na przezwyciężenie kryzysu w stosunkach Polski z Komisją Europejską oraz o sytuacji na wschodniej granicy.

Michał Jędryka: Są pewne sygnały, że UE nie będzie już wstrzymywać pieniędzy dla Polski, czy rzeczywiście może tak być?

Mieczysław Ryba: Tego nie wiemy, sygnały takie się pojawiają, one chyba są pochodną coraz większych niepokojów i nie tylko w Polsce, ale w ogóle w Europie, co by nie powiedzieć takie wstrzymywanie środków z praworządnością nie ma nic wspólnego. To jakiś rodzaj bezprawia, które niepokoi wiele środowisk, wiele osób związanych z różnymi państwami, które też są czasem pod pręgieżem. Ważny jest też czynnik ekonomiczny. Pamiętajmy o tym, że Polska jest bardzo istotnym elementem w obiegu gospodarczym. Pojawiają się głosy, również w kręgach niemieckich, że uszczuplanie funduszy polskich w ogromnej mierze będzie będzie uderzać w gospodarkę niemiecką, która korzysta z wymiany handlowej z Polską, więc jest to system naczyń połączonych, ale jak jest naprawdę, i czy zwycięży zdrowy rozsądek, czy nie zwycięży, tego nie wiemy.

Jarosław Kaczyński mówi, że będziemy twardo walczyć w sprawach podstawowych, ale mówi też o kompromisie, że to być kompromis satysfakcjonujący obie strony. Jaka powinna być polityka Polski wobec UE, wobec KE?

Nie bardzo jest się gdzie cofnąć, bo pamiętajmy, że spór dotyczy w tej chwili orzeczenia TK w sprawie wyższości polskiej konstytucji nad prawem unijnym, gdybyśmy się cofnęli w tym miejscu, to znaczy, że trybunały orzekły w analogiczny sposób, a więc superpaństwo europejskie, które chce się tworzyć polegałoby na tym, że inne prawa mają w tym superpaństwie, w tej federacji Francuzi, inne Niemcy, a w ogóle praw nie posiadają Polacy. (...).

Jan Mencwel

Jan Mencwel Fot. Marcin Kupczyk
Jan Mencwel Fot. Marcin Kupczyk
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Jan Mencwel
Gościem „Rozmowy Dnia” był Jan Mencwel - działacz warszawskiego Stowarzyszenia Miasto Jest Nasze i autor książki „Betonoza. Jak się niszczy polskie miasta”. Rozmawiamy o problemie usuwania zieleni z polskich ulic.



Marcin Kupczyk: Twierdzi Pan, że zwiększenie roli zieleni w przestrzeni miejskiej powinno odbywać się zarówno poprzez decyzje polityczne, nacisk społeczny oraz zmiany kulturowe. Jak Pan sobie to wyobraża?

Jan Mencwel: Myślę, że przede wszystkim powinniśmy zmienić swoje wyobrażenie ideału miasta, do którego dążymy. Zadać sobie pytanie: Co to znaczy miasto przyszłości? Wiele rzeczy tkwi w naszych głowach i jeżeli myślimy sobie o tym, jak może się zmienić nasze miasto, to rzadko kiedy mamy w głowie właśnie taką wizję, że może się ono jeszcze bardziej zazielenić niż dzisiaj. Tymczasem to jest dokładnie to, co teraz dzieje się na przykład w miastach Zachodu, takich jak Londyn, Paryż, Wiedeń. To są miasta, które zazieleniają się na potęgę i to jest realizowane jako świadomą politykę władz. To czego nam brakuje, to po prostu wiary w to, że to jest możliwe, i wywarcia presji na władze, że jako mieszkańcy oczekujemy właśnie takich zmian, że nie oczekujemy wycinania drzew, nie tego, że będziemy mieli więcej metrów kwadratowych betonu, tylko tego, żeby miasta się zazieleniały i żeby przede wszystkim chroniły ten zasób, który już mają, czyli stare drzewa, parki i skwery...

Paweł Lisicki

Paweł Lisicki/fot. Jarosław Kruk, Wikipedia
Paweł Lisicki/fot. Jarosław Kruk, Wikipedia
Rozmowa dnia — Paweł Lisicki
Gościem Rozmowy Dnia był Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika Do Rzeczy, a rozmawialiśmy między innymi o konflikcie polskiego rządu z Komisją Europejską.

Michał Jędryka: Jest Pan w Bydgoszczy z okazji projekcji filmu „Luter”. To pewnego rodzaju recenzja rewolucji luterańskiej. Czy takie spojrzenie na Lutra Pana zdaniem jest adekwatne w dzisiejszym świecie?
Paweł Lisicki: Spojrzenie obecne w filmie jest całkowicie inne, niż to, z którym się zazwyczaj spotykamy. Jestem zresztą również autorem książki „Luter – ciemna strona rewolucji”, która była napisana całkowicie niezależnie od filmu, ale dochodzę do podobnych konkluzji, co jego autor. Najkrócej mówiąc – sądzę, że bardzo mylą się ci, którzy uważają, że rewolucja Lutra miała wyłącznie charakter przypadkowy, polityczny, niezrozumiały i że dziś należy traktować to, co się działo w XVI wieku jako coś bardzo już przebrzmiałego i jako element braku zrozumienia dla głębi i wielkości myśli Marcina Lutra. Mamy do czynienia w oczywisty sposób z zerwaniem ciągłości przez Lutra i tym sposobem myślenia, który – gdyby go przyjąć tak, jak Luter chciał – to doprowadziłoby do rozpadu i upadku zachodniego chrześcijaństwa.

Czy to znaczy, że wszystkie spory polsko-niemieckie, które miały miejsce w ostatnich wiekach, w ostatnim nawet stuleciu, można uważać z przedłużenie tamtej rewolucji i jakiś jej skutek?
- Na pewno nie wprost – bo trzeba odróżnić dwie rzeczy: samego Lutra i jego bunt od luteranizmu. To nie jest to samo. Tak często bywa, że później uczniowie jakiegoś nauczyciela nie przyjmują wprost wszystkiego, co mówił. Natomiast uważam, że ważnym komponentem utrudniającym Polakom zrozumienie Niemiec jest komponent luterański, protestancki. Oczywiście trzeba pamiętać, że Niemcy to nie sam Luter – prawie połowa ich w pewnym okresie to przecież byli katolicy. Ale przyjęcie luteranizmu jako oficjalnej religii w większej części Niemiec w ogromny sposób wpłynęło na całą późniejszą historię – a na polską historię w oczywisty sposób. Przecież pierwszym państwem, które oficjalnie przyjęło doktrynę luterańską był Zakon Krzyżacki, który się jednocześnie sekularyzował i powstały w ten sposób Prusy. Jak wielką rolę miały one dla polskiej historii? Na ogół niestety bardzo negatywną, nie trzeba tłumaczyć.

Czy to, co dzieje się teraz między Polską a Komisją Europejską ma też jakieś odniesienie do sporów katolicko-luterańskich?
- Bardzo musielibyśmy długo na ten temat dyskutować. Jeśli mielibyśmy w skrócie powiedzieć, co wyróżniało myśl Lutra to było to przekonanie o skrajnym subiektywizmie, czyli że nie istnieje wiążące wszystkich ludzi niepodważalne prawo naturalne, czy moralne, ale że każdy może je sam sobie wykreować i stworzyć na nowo. (...)
1234567