Sobota, 06 marca 2021 r.   Imieniny: Róży, Jordana, Agnieszki
Polskie Radio PiK » Rozmowa dnia
Spółdzielnia

Rozmowa dnia

prof. Jacek Woźny

prof. Jacek Woźny
prof. Jacek Woźny
PR PiK - Rozmowa Dnia - prof. Jacek Woźny
Gościem Rozmowy Dnia był rektor Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Przy okazji Dnia Nauki Polskiej rozmawialiśmy o problemach nauki i pracowników naukowych.

Michał Jędryka: 19 lutego obchodzimy Dzień Nauki Polskiej, ustanowiony w ubiegłym roku z okazji rocznicy urodzin Mikołaja Kopernika. Czego życzyłby Pan sobie, uczelni i swoim kolegom-naukowcom w to święto?
Prof. Jacek Woźny: W pierwszym rzędzie życzyłbym wszystkim nam, a szczególnie najwybitniejszym kolegom takich osiągnięć, jakie miał Mikołaj Kopernik. Bez konieczności zapisywania ich poprzez noty i punkty. Jego największe dzieło nie było punktowane, a jednak weszło do historii świata i cywilizacji.

Pana jako historyka chyba najbardziej dotyka to, co się obecnie w nauce dzieje, bo odkrycia archeologiczne - na przykład w Bydgoszczy - nie interesują nikogo w Brazylii. Trudno więc opublikować to w międzynarodowym czasopiśmie?
- Osobiście jako autor, obok innych kolegów - archeologów i historyków, wielokrotnie publikowaliśmy swoje teksty w Kronice Bydgoskiej – ku wiedzy bydgoszczan i ku poszerzeniu wiedzy o Bydgoszczy. Kronika nie ma setek punktów, ma ich zaledwie kilka czy kilkanaście, jest to więc problem. Jako naukowcy musimy jednak pogodzić pracę na rzecz regionu i miasta - bo jest to nieodzowne, to „sól pracy naukowej” dla miejscowego społeczeństwa - z wielką nauką, prowadzoną na skalę polską i ponad polską.

Na pewno nauka polska – tak, jak całe życie społeczne - jest dotknięta sytuacją epidemiczną. Na pewno bardzo mocno dotknęło to działalność dydaktyczną uczelni. Czy również wpłynęło na badania naukowe?
- Jeśli chodzi o naukę na naszej uczelni, to ona się toczy, nawet staramy się zwiększyć środki. W tej chwili myślimy choćby o unowocześnieniu bazy serwerowej uniwersytetu, bo informacji przybywa, a serwery są nieco już zawodne. Mamy ku temu środki, w najbliższym czasie będziemy chcieli inwestować choćby z obligacji, na których użycie dostaliśmy zgodę i to jest wielki sukces uczelni.
Obecnie wydajemy owoce swojej pracy sprzed kilku lat. Za kilka lat okaże się pewnie, jak epidemia wpłynęła zwłaszcza na nauki społeczne - na badania populacyjne, gdzie jest kłopot z kontaktem z dużymi zbiorowościami ludzkimi. (…)

Bartosz Kownacki

Bartosz Kownacki/fot. Archiwum
Bartosz Kownacki/fot. Archiwum
Polskie Radio PiK - Rozmowa dnia - Bartosz Kownacki
Gościem Rozmowy Dnia był poseł Bartosz Kownacki, członek sejmowej komisji obrony narodowej, a rozmawialiśmy między innymi o wolności mediów.

Michał Jędryka: Dużo się ostatnio mówi o wolności mediów, pan o tym również mówił na konferencji prasowej. Wolność mediów jest gwarantowana przez rozwiązania prawne, ale czy gwarantem wolności mediów mogą być koncerny medialne, które zachowują się tak, jak się zachowują, np. Facebook czy Twitter, które dowolnie zamykają konta, czy usuwają treści?

Bartosz Kownacki: Właśnie, z wolności mediów może korzystać ten kto ma odpowiedni guzik, przycisk czy hasło i to ten decyduje co będzie w przestrzeni publicznej, a co nie. Bez względu czy dotyczy to mediów społecznościowych czy gazet, to zawsze jest ta osoba, która decyduje i która jest właścicielem danego medium, która nie podlega bezpośredniej kontroli, choć później można pewnych praw dochodzić sądownie, czy w inny sposób, ale mleko już się rozlało, prawdy zostały przedstawione w sposób nierzetelny lub zablokowane. Gorzej jeśli to ma charakter sprecyzowanego, skonkretyzowanego działania. Mam takie wrażenie, że wolność mediów w innym zakresie dotyczy prawdy historycznej, w innym zakresie dotyczy polityków konserwatywnych, a w innym poglądów lewicowych, polityków lewicowych, treści z tym związanych. Mam wrażenie, że tym wolno dużo więcej. Słusznie podnosi się, że kiedy przedstawia osoba o poglądach lewicowych swoje treści to ich blokowanie byłoby ograniczeniem wolności mediów, ale też treści konserwatywne, czy historyczne, również mają prawo w przestrzeni publicznej funkcjonować. Przypomnę jakiś czas temu zablokowanie konta, przecież nie mojego przyjaciela politycznego, pana Korwina-Mikke, konta, które miało najwięcej odbiorów w Polsce i zostało zablokowane, bo rzekomo treści, które tam były głoszone nie były dla właścicieli tego medium do zaakceptowania. Nie podlegało to ocenie, żadnej instytucji niezależnej, np. sądu, czy dane konto ma być zamknięte, czy dana informacja może być usunięta czy nie? Wydaje się, że taka prewencyjna kontrola właściciela jest kształtowaniem na swoją modłę opinii publicznej, takie przykłady mieliśmy ostatnio w Stanach Zjednoczonych.

Wspomniał pan o sprawach natury historycznej. Może o tym się mało mówi, ale może to mieć wpływ np. na sposób przedstawiania przez Polskę jej interesów wobec innych państw, chociażby słynnej sprawy, gdy mówi się o tzw. „polskich obozach koncentracyjnych”.

Właśnie, nie znam algorytmu na Facebooku, który by blokował nieprawdziwą informację właśnie o tym, żeby z urzędu taka została ona zablokowana. Może warto właścicielom Facebooka zasugerować, żeby taki algorytm stworzyli. Wydawałoby się, że oceny historyczne, tak oczywiste, bo dotyczące wydarzeń jednoznacznie ocenianych sprzed 80 lat, nie powinny budzić żadnych emocji i powinny być przedstawiane, by następne pokolenia wiedziały, co to jest ustrój totalitarny, czym grozi totalitaryzm, jak żyło się w tamtym ustroju? Wiem, że młodzi ludzie nie interesują się teraz historią, nie czytają książek, ja teraz czytam „Archipelag Gułag” Sołżenicyna, rzecz niesamowita, warto żeby każdy sobie przypomniał. Rozumiem, że młodzi ludzie dostępu do takich informacji nie mają, z racji lenistwa, innych zainteresowań, ale do tego medium powszechnego, jakim jest Facebook, Twitter, dostęp mają i to on kształtuje ich świadomość, ich rozumienie świata, ich widzę o przeszłości. Jeżeli tam blokuje się informacje tak oczywiste, to znaczy że te media są pogrążone, w takim ukrytym, ostre słowo, totalitaryzmie. To co nam wygodne możecie mówić, reszty nie - bo jest niewygodne. Są nie takie zdjęcia, nie takie sformułowania, to wypacza historię, a później, nawet takim państwom jak Polska, utrudnia dochodzenie prawdy, budowanie tej prawdy i konsekwencji, bo to nie tylko chodzi o prawdę historyczną, tylko konsekwencje tej prawdy, np. dotyczące roszczeń, zwrotu mienia, stereotypu Polaka, czy to bohater, który walczy o wolność czy alkoholik, który nienawidzi Żydów. (...).

Justyna Orłowska

Fot. KPRM
Fot. KPRM
Rozmowa Dnia - Justyna Orłowska
Gościem Rozmowy dnia była Justyna Orłowska, pełnomocnik rządu do spraw Gov-Techu, a rozmowa dotyczyła zastosowania nowych technologii w polskiej administracji publicznej.

Magdalena Ogórek: Government Technology - czym jest, czym się pani zajmuje na co dzień i dlaczego to jest takie istotne?

Justyna Orłowska: Naszym słuchaczom nie trzeba pewnie tłumaczyć, że to bardzo istotna dziedzina życia. To są technologie administracji publicznej, sektora publicznego. Jako Centrum Gov - Tech jesteśmy odpowiedzialni za to, by identyfikować wyzwania, przed jakimi staje państwo. Administracja to państwo Polskie, a państwo to firma, której klientami są obywatele. Musimy służyć im w taki sposób, by dostarczać najlepsze usługi, nie muszę dodawać, że są to usługi świadczone cyfrowo.

Usługi świadczone cyfrowo. Czy pani jako pełnomocnik Gov - Tech w czasie pandemii stanęła przed zupełnie nowymi wyzwaniami niż wcześniej?

Zdecydowanie tak, to dotknęło całego sektora publicznego, prywatnego, każdego z nas w Polsce. To, co jeszcze rok temu było dość odległą wizją, w ciągu kilku tygodni stało się codziennością. I nie chodzi tylko o wszystkim już teraz znane teleporady medyczne, czy nauczanie zdalne, spotkania zdalne, albo z naszej perspektywy: okienko w bydgoskim Urzędzie Miasta zamienione w okienko w smaftfonach, w komputerach. To było ogromne wyzwanie, przygotować się do różnego rodzaju sytuacji związanych z przejściem, niekiedy z dnia na dzień, na zdalność, na przeniesienie się do świata wirtualnego (...).

Marcin Sypniewski

Marcin Sypniewski/fot. archiwum
Marcin Sypniewski/fot. archiwum
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Marcin Sypniewski
Gościem Rozmowy Dnia był Marcin Sypniewski - polityk Konfederacji, wiceprezes partii Wolność. Czy Konfederacja uratuje rząd Zjednoczonej Prawicy?



Michał Jędryka: Poseł Konfederacji Artur Dziambor powiedział, że nie poprze żadnego rządu technicznego, nie technicznego, który popierałaby Lewica. W ten sposób rozwiał chyba nadzieje części opozycji, czy części kibiców opozycji, którzy spodziewali się, że może nastąpić jakaś wolta za sprawą rozłamu w Porozumieniu. Jeżeli Konfederacja tego nie poprze, to nie uda się przejęcie władzy przez opozycję.

Marcin Sypniewski: Zgadza się. Nie wierzę, żeby w tej kadencji w ogóle doszło do zmiany rządu, dlatego że pan Gowin nie pierwszy raz jest w pewnym konflikcie z PiS-em. Zazwyczaj kończyło się to tak, że dostawał jakieś kolejne spółki czy kolejne ustępstwa i wówczas ta koalicja trwała nadal. Natomiast Artur Dziambor powiedział to, z czym ja i cała Konfederacja zgadza się w 100 procentach. Dla nas wielkim zagrożeniem dla Polski jest Lewica, która tak naprawdę jest cichym sojusznikiem PiS-u, jeżeli chodzi o sprawy gospodarcze, dlatego że głosuje za większością podwyżek podatków i ustaw, które ograniczają wolność. Sam program Lewicy jest bardzo niebezpieczny dla Polski. Nigdy nie wejdziemy do rządu, nie będziemy popierać rządu, w którym będzie Lewica.

Sytuacja na polskiej scenie politycznej w ogóle nie będzie łatwa, by zebrać 50 proc., nawet po wyborach.

Tak. Moim zdaniem Lewica jest najsłabszym członem ogłoszonej przez Platformę koalicji, gdyż Lewica najchętniej kontynuowałaby gospodarcze dokonania rządu PiS-u, gdyż Lewica lubi taką gospodarkę, w której są wysokie podatki, w której zabija się przedsiębiorczość, w której ogranicza się wolność gospodarczą. Co do tego nigdy się nie porozumiemy, natomiast druga rzecz to Lewica chce też skazać nas na eksperymenty społeczne, na wprowadzanie tych wszystkich lewicowych pomysłów na organizację rodziny, na prawa dla osób LGBT, na walkę z wolnością słowa i przeciwko temu zawsze protestujemy i dlatego nie wyobrażamy sobie popierania jakiegokolwiek rządu, w którym będzie Lewica...

Wojciech Jaranowski

Wojciech Jaranowski/fot. Archiwum
Wojciech Jaranowski/fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Wojciech Jaranowski
Gościem Rozmowy Dnia był Wojciech Jaranowski - wiceprzewodniczący sejmiku województwa kujawsko-pomorskiego, przewodniczący NSZZ „Solidarność” Pracowników Oświaty i Szkolnictwa Wyższego Kujaw i Ziemi Dobrzyńskiej. Rozmawialiśmy o szczepieniu nauczycieli przeciw Covid-19 i Programie Rozwoju Gospodarczego Województwa.

Agnieszka Marszał: Wiemy już, że kolejni uczniowie nie wrócą do szkół w lutym. Chyba można było spodziewać się takiej decyzji, chociaż pewnie zupełnie innej chciałaby i większość rodziców, i większość uczniów. A jakie są nastroje wśród nauczycieli?
Wojciech Jaranowski: Z rozmów z nauczycielami wynika, że też chcieliby wrócić do normalnej nauki stacjonarnej, jeśli chodzi o wszystkie klasy szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Za szkołą więc tęsknią nie tylko uczniowie, rodzice, ale również i nauczyciele.

Czy Pana zdaniem powrót do nauki stacjonarnej powinien być uzależniony od tego, jak będą przebiegać szczepienia wśród nauczycieli?
- Oczywiście. Narodowy program szczepień obejmuje jak najbardziej nauczycieli i wydaje się, że to powinno być równoległe i powiązane. Szczepienia nauczycieli, ale także również pracowników administracji i obsługi mogą spowodować szybszy powrót do nauki stacjonarnej wszystkich klas. Uważam, że mamy dobry wynik, jeśli chodzi o zgłoszenia nauczycieli do programu, bo chęć zaszczepienia się zgłosiło 65 proc. wszystkich…

...w skali kraju, w pierwszej turze, w której zgłaszali się głównie nauczyciele, którzy już uczą stacjonarnie, czyli ci z klas 1-3.
- Przede wszystkim, ale również inni. Poza tym od dzisiaj jest możliwość dalszej rejestracji na szczepienia. Bardzo zachęcam , aby zaszczepiła się większość nauczycieli oraz pracowników administracji i obsługi, bo to oznacza możliwość szybkiego powrotu do normalnej nauki stacjonarnej. Oczywiście pojawiły się również negatywne opinie nagłaśniane przez inny związek zawodowy, ale jeśli chodzi o nasz związek, to jesteśmy jak najbardziej za programem szczepień. Niezależnie jaka to szczepionka, to zawsze jest to ochrona przed utratą zdrowia, a nawet życia, więc uważam, że dobrze się stało, że nauczyciel znaleźli się we wcześniejszej grupie. (...)

Kosma Złotowski i Joanna Taczkowska [wideo]

fot. Wikipedia, Archiwum
fot. Wikipedia, Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Kosma Złotowski i Joanna Taczkowska-Olszewska
Gośćmi Rozmowy Dnia byli europoseł Kosma Złotowski oraz prof. Joanna Taczkowska – Olszewska, z którymi rozmawialiśmy między innymi o projekcie podatku od reklam, zwanym też podatkiem cyfrowym.

Michał Jędryka: Dwa dni temu media prywatne w Polsce zorganizowały protest. Czy został on zauważony również w Unii Europejskiej?
Kosma Złotowski: Tak, został zauważony – przede wszystkim dlatego, że zauważyli go polscy posłowie. No cóż - wydaje mi się on dość histeryczny.


Polscy europosłowie próbują wzbudzić oburzenie państw UE, tymczasem Austria wdroży taką samą stawkę, jak planuje Polska. Z kolei Czechy i Węgry planują po 7 proc., Francja i Hiszpania mają takie same podatki. O co tak naprawdę chodzi?
KZ: Chodzi o to, żeby wzbudzić w UE poczucie, że w Polsce nakłada się podatki na media, które są niesprzyjające polskiemu rządowi, czyli że próbuje się zniszczyć wolne media. To jest oczywiście bzdura. Z tym podatkiem mamy do czynienia w wielu krajach europejskich, chodzi też o te duże media. Rozumiem, że protestują, bo nikt nie lubi płacić podatków, zwłaszcza takich, których do tej pory nie było. Natomiast wiązanie tego z wolnością słowa to lekka przesada, chodzi wyłącznie o pieniądze.

Najbardziej sprzeciwiają się temu podatkowi Stany Zjednoczone, bo największe media mają właśnie tam swoją siedzibę. Czy w związku z tym nie powinno być odwrotnie, że UE powinna solidarnie przeciwstawić się naciskom USA?
- W UE od dawna już trwa debata, w jaki sposób zmusić największe koncerny - wiadomo, że największe to amerykańskie – żeby płaciły podatki tam, gdzie zarabiają pieniądze. To jest dość trudne, bo prawa dziś obowiązujące pozwalają tym koncernom tak manipulować, by płaciły podatki tylko u siebie. (...)

Wczoraj wieczorem marszałek izby wyższej Tomasz Grodzki oświadczył w wieczornym orędziu, że nie chodzi o pieniądze, że stawką jest wolność, prawda, a tzw. wolne media płacą w Polsce podatki – CIT, VAT, opłaty za koncesje i inne daniny publiczne. Można przyznać rację marszałkowi?
Joanna Taczkowska-Olszewska: Zasadniczo oczywiście chodzi o prawdę – żeby media w Polsce mówiły prawdę i przedstawiały prawdę polityczną, gospodarczą i historyczną na arenie polskiej i międzynarodowej. Wrócę do zasadniczej tezy, która dominowała w Polsce na początku lat 90., gdy dokonywano prywatyzacji mediów w Polsce, a nie było wtedy jeszcze zbudowanego polskiego kapitału. Mówiono wtedy, że kapitał nie ma narodowości. Dzisiaj takie przekonanie jednak zostaje albo złagodzone, albo osoby, które je głosiły wycofują się z tego, bo kapitał ma narodowość.
Na świecie państwa próbowały na różne sposoby nie tylko regulować kwestie dotyczące opodatkowania mediów. Media są obecnie jednym z największych graczy gospodarczych, są obecnie największym lobbystą w ogóle. To są podmioty, które prowadzą własną politykę gospodarczą i mają ogromne zyski. Podam przykład, bo sama to analizowałam, badając sprawozdania finansowe koncernów medialnych, działających w Polsce, ale także mających swoje siedziby poza granicami Polski. Wykazywane ich zyski to są kwoty rzędu setek milionów euro – tyle tylko, że to są zyski wykazywane w państwach, w których rzeczywiście mają one swoje siedziby. (...)




Radosław Bogusławski [wideo]

Radosław Bogusławski/fot. Archiwum
Radosław Bogusławski/fot. Archiwum
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Radosław Bogusławski
Gościem „Rozmowy Dnia” był kierownik Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Bydgoszczy. Z okazji Europejskiego Dnia Numeru Alarmowego 112 rozmawialiśmy o pracy dyspozytorów i ratowników oraz o konieczności promocji tego numeru.



Michał Jędryka: Dziś Europejski Dzień Numeru Alarmowego 112. Pan kieruje Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Bydgoszczy. To dosyć potężna instytucja, bo pracuje w niej kilkadziesiąt osób.

Radosław Bogusławski: W Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Bydgoszczy pracuje obecnie 65 operatorów. Warunki pozwalają nam na zatrudnienie takiej liczby operatorów. Maksymalnie może ich być 74, taki jest limit dla naszego województwa. Europejski Dzień Numeru Alarmowego 112 jest ważnym dniem. Jest to dzień, w którym możemy przekazać podstawowe informacje, kiedy należy używać tej linii alarmowej, a kiedy nie. Wciąż bowiem mamy bardzo dużo niezasadnych zgłoszeń.

Z jakimi sprawami ludzie dzwonią pod 112?

- Statystyki wskazują, że 65 proc. to zgłoszenia niezasadne, to wciąż duża liczba, chociaż z roku na rok ona spada. Najczęściej dzwonią dzieci i osoby starsze. Kampania społeczna nt. numeru alarmowego 112 jest zatem bardzo potrzebna. Niestety ludzie wciąż dzwonią po taksówkę, dzwonią, żeby zamówić pizzę. Wciąż mamy problem z takimi połączeniami...

A jakie sytuacje upoważniają nas do dzwonienia pod 112 i w jakich sytuacjach koniecznie powinniśmy zadzwonić?

Podstawowa sprawa - dzwonimy tylko w momencie zagrożenia życia, zdrowia, mienia lub bezpieczeństwa, kiedy w danej chwili dzieje się coś złego, potrzebujemy służb na miejscu.

Barbara Socha

Barbara Socha, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej./fot. Wikipedia
Barbara Socha, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej./fot. Wikipedia
Rozmowa Dnia: Barbara Socha
Gościem Rozmowy Dnia była Barbara Socha - wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej, a rozmawialiśmy między innymi o wnioskach na świadczenie z Programu „Rodzina 500 plus” na nowy okres zasiłkowy.

Magdalena Ogórek: Mamy piękną zimę za oknem, ale jak będziemy się oddawać zimowemu szaleństwu, pamiętajmy o tym, co trzeba zrobić, bo nie wszyscy z nas pamiętają, że trzeba aplikować do programu 500 plus. Wniosek odnawiać należy co roku, żebyśmy nie wypadli z systemu. 1,5 miliona wniosków o świadczenie 500 plus w ciągu tygodnia już zarejestrowano w systemie. Państwa i moim gościem jest pani minister Barbara Socha, Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej. Przypomnijmy, co należy zrobić?

Barbara Socha: Przypominamy i będziemy przypominać, bo czasu jest dużo, ale zawsze to, co zrobione to zrobione. Rzeczywiście, półtora miliona wniosków o świadczenie 500 plus już wpłynęło, nabór trwa do końca czerwca. Te osoby, które zdążą złożyć wniosek do końca czerwca, więc czasu mamy jeszcze dużo - mają gwarancję ciągłości wypłat świadczeń. Najlepiej zrobić to od razu, bo wtedy ta ciągłość będzie, i nie będzie potrzeby żadnego wyrównywania tych świadczeń. Okres świadczeniowy zaczyna się od 1 czerwca, czyli te wnioski, które kiedyś składaliśmy - to z tytułu tych wniosków wypłaty będą do końca maja. Nowy rok świadczeniowy 500 plus zaczyna się pierwszego czerwca, i przed tym pierwszym czerwca najlepiej zdążyć ze składaniem wniosku. Można to robić drogą elektroniczną, a od 1 kwietnia jeszcze drogą tradycyjną, papierową. Oczywiście, my zachęcamy do tego, żeby składać wnioski elektronicznie (...).

Joanna Taczkowska - Olszewska

Joanna Taczkowska- Olszewska./fot. archiwum
Joanna Taczkowska- Olszewska./fot. archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Joanna Taczkowska-Olszewska
Gościem Rozmowy Dnia była prof. Joanna Taczkowska - Olszewska, medioznawca i prawnik, a rozmawialiśmy o kolejnej próbie podejmowanej przez polityków opozycji, rozmontowania mediów publicznych w Polsce.

Michał Jędryka: Czy wyobraża sobie Pani Polskę bez mediów publicznych? Tego chcą politycy PO, którzy zorganizowali wczoraj konferencje prasowe i przedstawiali program Koalicji 276.
Joanna Taczkowska-Olszewska: Absolutnie nie! Gdyby doszło do realizacji tego pomysłu to byłby chyba ewenement w Europie, bo Polska nie jest jedynym państwem, które posiada media, czy też dokładniej – redakcje nadające i przygotowujące programy realizujące misję publiczną i w jakimś stopniu, czy w jakiś sposób, w określonym systemie – finansowane przez całą społeczność danego kraju.
Systemy finansowania są różne, niemniej we wszystkich państwach europejskich są takie media, na których zależy całemu społeczeństwu. Jest to zbiorowy wysiłek w ich utrzymaniu. Media te mają pewne obowiązki, czy też swego rodzaju umowę zawartą za pośrednictwem określonej instytucji, tzw. regulatora rynku mediów, w której zobowiązują się do realizowania określonych zadań programowych. Te zadania mają spełniać oczekiwania większości społeczeństwa, ale również są realizowane wobec np. - tak, jak w naszym przypadku – Polonii, czyli wszystkich Polaków mieszkających poza granicami kraju. Te zadania są też spełniane wobec szczególnych odbiorców – takich, którzy mają szczególne wymagania, czy też znaleźli się w szczególnej sytuacji. Dodatkowo są też takie zadania, które mają służyć rozwojowi nowych technologii – są one nałożone na media publiczne, które są zobowiązane, żeby wprowadzać pewne rozwiązania technologiczne, które są z pożytkiem dla odbiorców, ale również dla całego państwa.
Media publiczne są więc nie tylko potrzebne do tego, żeby realizować określone założenia programowe, ale mają cały szereg innych zadań. Ten więc, kto myśli o mediach publicznych w sposób jednokierunkowy, myśli bardzo płytko. Nie należy mediów publicznych widzieć tylko w takim kontekście – jako jednego z wielu podmiotów w systemie mediów danego kraju, nie widząc tych różnych zadań, które są na media publiczne nakładane i do których media publiczne powinny być zobowiązane.

Opozycja zarzuca mediom publicznym, że są stronnicze, że zbyt mocno prezentują to, co jest interesem strony rządzącej, natomiast sytuacja w Polsce jest taka, że jeśli nawet media publiczne to robią, to ogromna część mediów prywatnych jest po drugiej stronie, czyli opozycyjnej, prezentując pogląd liberalny. Czy ta sytuacja jest zdrowa, powinna tak wyglądać?
- Moim zdaniem taka sytuacja, jaka w tej chwili w Polsce istnieje, jeśli chodzi o pewne treści programowe i realizowaną linię programową, czyli zasadniczo określoną wizję świata, Polski, kultury, udziału także obywateli w określonych przedsięwzięciach, jest prawidłowa.
Pewnie mało kto wie, że wszystkie media publiczne są zobowiązane do podpisywania kart powinności – to jest wykaz zadań na cztery lata, które należy zrealizować. Jest porozumienie, które podpisuje się z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji...

Polskie Radio PiK też podpisało takie porozumienie.
- Wracając do zasadniczego pytania, myśmy ulegali takiemu przekonaniu przez bardzo wiele lat – począwszy od 1989 roku, że mamy w Polsce pluralizm tylko dlatego, że było wiele tytułów prasowych wydawanych w Polsce, wiele stacji radiowych nadających programy. W rzeczywistości mało kto wiedział, że te media różnie się nazywające, należą do tego samego koncernu, który ma określonego - jednego właściciela. (…) Ta sytuacja nie zapewniała pluralizmu mediów w Polsce. (…)

Jarosław Wenderlich

Jarosław Wenderlich/fot. PR PiK/archiwum
Jarosław Wenderlich/fot. PR PiK/archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Jarosław Wenderlich
Gościem Rozmowy Dnia był minister Jarosław Wenderlich, z którym rozmawialiśmy o rządowym programie nowego ładu, a także, z uwagi na to że jest radnym bydgoskiej Rady Miasta, o Moście Uniwersyteckim w Bydgoszczy.

Michał Jędryka: Premier postanowił wystąpić z „programem nowego ładu”, który ma pomóc wyrwać się z zaklętego kręgu rozmowy tylko o szczepionkach i obostrzeniach, i spojrzeć w przyszłość. Jak będzie powstawał ten program?
Jarosław Wenderlich: Szczegóły będą prezentowane przez premiera Mateusza Morawieckiego. Na tę chwilę mieliśmy ogólne przedstawienie koncepcji. Trwają uzgodnienia – przez komitet polityczny PiS, a właściwie jego prezydium – tu jest wstępna akceptacja. Dokument ma trafić na radę koalicyjną.
Trzeba wziąć pod uwagę – po pierwsze fakt, że pandemia wywołała określone skutki dla gospodarki, wprowadzono szereg obostrzeń, z drugiej strony – szła wielka pomoc dla firm, olbrzymie kwoty - ponad 182 mld zł. Ale obostrzenia były, łańcuchy dostaw zostały w jakiś sposób zerwane, bo pandemia jest wydarzeniem na skalę ogólnoświatową. Bez wątpienia trzeba odbudować gospodarkę po obostrzeniach, zdefiniować na nowo priorytety polityki państwa.
Będą przedstawione szczegółowe założenia przez pana premiera. Będzie to swego rodzaju ofensywa programowa, też legislacyjna. Ale – jak już wskazałem – trzeba uzbroić się w cierpliwość.
Wspomnę też, że pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce pojawił się 4 marca 2020 r., 14 marca zaczął obowiązywać stan zagrożenia epidemicznego, a już w połowie marca rząd przedstawił tarczę antykryzysową, która weszła w życie 1 kwietnia. Podobnie tutaj – z „nowym ładem” potrzeba działań wyprzedzających, które wprowadzą Polskę na tory dalszego dynamicznego rozwoju, jak to miało miejsce przed wybuchem pandemii.

Rozumiem, że finansowane to będzie przede wszystkim ze środków odbudowy, które zapewnia również Unia Europejska?
- Mówi pan zapewne o krajowym planie odbudowy – on też jest przygotowany, ale tutaj – jak już wskazałem – szczegóły przedstawi pan premier.

Tymczasem w polityce Platforma Obywatelska proponuje Koalicję 276. Po samej stronie opozycyjnej spotyka się z dość sceptycznym przyjęciem. Co na to strona rządowa?

- Widziałem już szereg memów, które zalały Internet po konferencji pana przewodniczącego Budki i pana przewodniczącego Trzaskowskiego. M.in. mem, który mówi, że 276 to liczba kilometrów w linii prostej od Czajki, gdzie doszło do skażenia środowiska przez wylew nieczystości, do martwej Wisły. To oczywiście jest prześmiewcze, ale pojawiają się inne kwestie – m.in. takie, że robi się konferencję, na której przestawia się logotypy partii nie wyrażających na to zgody. Widać, że opozycja nie ma pojęcia, jak przedstawić jakiekolwiek założenia programowe. (...)
1234567