Sobota, 15 maja 2021 r.   Imieniny: Zofii, Nadziei, Izydora / W rozgłośni bydgoskiej powołano Redakcję Telewizyjną (1973)
Polskie Radio PiK » Dla rodziny
Ogłoszenie własne nadawcy
2021-04-11, 15:00 Ewa Dąbrowska/Redakcja

Polski Misjonarz Miłosierdzia: „Papuasi dziękują mi, że z nimi żyję” [wywiad]

Ks. Robert Ablewicz MSF w Papui-Nowej Gwinei/fot. Facebook
Ks. Robert Ablewicz MSF w Papui-Nowej Gwinei/fot. Facebook
Ks. Robert Ablewicz MSF w Papui-Nowej Gwinei/fot. Facebook
Ks. Robert Ablewicz MSF w Papui-Nowej Gwinei/fot. Facebook
Ks. Robert Ablewicz MSF w Papui-Nowej Gwinei/fot. Facebook
Ks. Robert Ablewicz MSF w Papui-Nowej Gwinei/fot. Facebook
Ks. Robert Ablewicz MSF w Papui-Nowej Gwinei/fot. Facebook
Ks. Robert Ablewicz MSF w Papui-Nowej Gwinei/fot. Facebook
Ks. Robert Ablewicz MSF w Papui-Nowej Gwinei/fot. Facebook
Ks. Robert Ablewicz MSF w Papui-Nowej Gwinei/fot. Facebook
Ks. Robert Ablewicz MSF w Papui-Nowej Gwinei/fot. Facebook
Ks. Robert Ablewicz MSF w Papui-Nowej Gwinei/fot. Facebook
- Dla Papuasów Jezus reprezentuje świat białych, jest z nimi i dla nich. Bez trudu otworzyli się na Niego, bardzo wierzą i też doświadczają wielu łask i cudów – opowiadał misjonarz Świętej Rodziny ks. Robert Ablewicz MSF, podczas wizyty w Bydgoszczy.
Ewa Dąbrowska: Ksiądz posługuje w Papui-Nowej Gwinei od ośmiu lat. To już jest Księdza ziemia?
Ks. Robert Ablewicz MSF: Nigdy nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie, bo moje serce jest polskie i zawsze takie będzie. Jednocześnie jednak, jeżeli oddajesz serce Papuasowi, on odpowiada tym samym, więc część mojego serca już tam jest. Otworzyłem się na nich, pokochałem ich, dałem pokochać i mam nadzieję, że tam wrócę. Nie jest to na razie takie proste, ale wierzę, że się uda.

W jednym z wywiadów opowiadał Ksiądz, że to sam Chrystus powiedział Mu, że będzie misjonarzem?
- Z powołaniem nigdy nie jest tak samo – nie ma szablonu, który Pan Bóg przykłada do każdego człowieka. Każdego z nas wzywa na innym etapie życiowym. Był taki moment w moim życiu, że Pan Bóg zaczynał poruszać moje serce, zmieniać je, kształtować i pociągać do siebie. Fascynowało mnie dobro i ludzie, którzy je czynili. W dzisiejszym świecie jest wiele zła i to nie problem w nim uczestniczyć, ale czynienie dobra to jest wyzwanie. Był taki moment, gdzie to przekonanie zaczynało być coraz mocniejsze w moim sercu i - nie wiem, jak to wyjaśnić - ale wiedziałem, że będę misjonarzem. Potem zupełnie przypadkowo spotkałem Zgromadzenie Misjonarzy Świętej Rodziny, którego nie znałem i dziś dziękuję Panu Bogu, że jestem na misjach. Czuję, że to jest czas, aby tam być.

Misjonarze Świętej Rodziny w tym roku świętują 100-lecie pobytu w Polsce. Papież Franciszek ogłosił Rok Świętej Rodziny. Dla Papuasów rodzina jest ważna?
- Rodzina jest dla nich wszystkim, bo jest pierwszą i najważniejszą wspólnotą, w której wzrastają. Ich rodziny wyglądają jednak inaczej niż w Polsce – przede wszystkim są dużo większe, bo Papuasi żyją w klanach. Klan jest tam tak zbudowany, że - poza prawdziwą mamą – za matkę dziecka uważana jest także siostra jego mamy. Podobnie brat taty, czyli u nas wujek, jest też uznawany za ojca dla malucha.
Dzieci są tam bardzo ważne, mają ich wiele. To jest niesamowite, jak wiele miłości i troski matki dają swoim dzieciom, co też jest pewnym wyzwaniem i nie jest łatwe, ale nie ma wątpliwości, że gdy pojawia się tam dziecko, to jest radość.

Jak oni żyją? Docierają do nas obrazki osób, które są roznegliżowane, pomalowane, skaczą, mówią w swoich językach, żyją w buszu i nie wiedzą co to elektryczność czy telefon komórkowy. Tak właśnie jest?
- W niektórych miejscach jeszcze tak, ale do wielu – m.in. w góry, gdzie pracujemy - cywilizacja dawno dotarła. To też jest problem, ponieważ dzisiaj można kupić bardzo wiele, ale eksploatacja jest zbyt droga. Na przykład Papuas ma telefon komórkowy, ale nie ma gdzie go naładować, więc można zobaczyć taki obrazek, że ktoś ma baterię z telefonu albo telefon do patyka przywiązany i baterie paluszki połączone kablem, albo jakiś mały solar podpięty.
Problem polega też na tym, że my w Europie do tej technologii dorastaliśmy, może podejmowaliśmy błędne decyzje, ale uczyliśmy się Internetu – tego, co jest w nim dobre, a co złe, a oni dostali wszystko od razu. Kończy się to tak, że często – zwłaszcza młodzież – sięga po to, co najgorsze.

Ksiądz był twarzą kampanii „Misjonarz na Wielki Post”. W jaki sposób tłumaczy Ksiądz praktyki pokutne – post, jałmużnę, modlitwę - w Papui-Nowej Gwinei?
- Udział w tej kampanii był dla mnie wielkim zaskoczeniem i wyróżnieniem. Pamiętam, że gdy byłem jeszcze w Papui, nagle ktoś nieznany do mnie napisał, że mnie wylosował i modli się za mnie. Bardzo mnie to poruszyło, bo wiadomość dotarła do mnie akurat w takim czasie, kiedy potrzebowałem modlitwy i kiedy była ona odpowiedzią na konkretną sytuację i moje wołanie do Boga. Czasem żartobliwie mówię, że trafiłem do tej kampanii, jak Piłat do „Credo”. Nie spodziewałem się tego, ale bardzo się cieszę i dziękuję za to Panu Bogu. To przepiękna akcja, piszą do mnie osoby świeckie, zakonne, które też podejmują modlitwę.
Jeśli chodzi o kwestie, związane z Wielkim Postem, to zdecydowanie łatwiej jest mówić o poście, umartwieniu w Papui-Nowej Gwinei, niż tutaj. Oni na czas Wielkiego Postu wiele potrafią sobie odmówić, choć kosztuje ich to wiele wysiłku. Na przykład bułaj – narkotyk, który żują, co jest już w ich kulturze, albo papierosy czy alkohol, produkowany przez nich – w Wielkim Poście z tego rezygnują. Nawet z lepszego jedzenia.

AIDS, malaria, trzęsienia ziemi - to są te problemy, które towarzyszą tym ludziom. Jak Ksiądz im tłumaczy, że to nie jest kara Boża, że Chrystus jest przyjacielem?
- Nie muszę bronić Pana Boga w Papui-Nowej Gwinei, to tu w Europie często spotykam się z atakami na Niego. Tam na przykład, kiedy ktoś zachoruje, ludzie przyjmują to jako element ich życia. Oczywiście - mają cały system duchów, różnych wróżbitów, czarów, szamanów itd. Czasem są też trudne sytuacje, związane z z zemstą, ale akurat Pan Bóg jest Tym, który pomaga – jest najlepszą Cząstką, którą mają. Oni bardziej będą obwiniać człowieka, zło, niż Boga, którego proszą o pomoc. Jeśli Bóg uzna za stosowne, to pomaga – tak myślą w Papui.
Jeśli z kolei u kogoś z badań, nawet tych przeprowadzonych w szpitalu, nie uda się zdiagnozować choroby, to wierzą, że musi on pojednać się z ludźmi. Niezdiagnozowana choroba jest dla nich związana z jakimś nieporozumieniem, przekleństwem, zawiścią albo zazdrością.

A COVID-19? Papuasi uważają, że to choroba białych, więc Ksiądz jest niejako zagrożony?
- Tam u nas w górach nie mieliśmy przypadków zakażeń, były tylko w stolicy. Jesteśmy oddzieleni - nie było drogi, tylko można było dotrzeć samolotem, ale loty były wstrzymane. Oni jednak dobrze wiedzą, co się dzieje w Europie, Ameryce, Australii. Początkowo mówili, że nie będą chorować, bo to choroba białych – założyli, że to kwestia DNA i koloru skóry. Z czasem zrozumieli, że jest inaczej, w tej kwestii raczej nie czułem się zagrożony.
Bardziej niż sam wirus martwiła mnie zablokowana droga – jedyna z wybrzeża do nas w góry, dzięki której dociera transport, benzyna itd. i dzięki czemu oni mają swoje lokalne biznesy. Gdy transport został zablokowany, nie mogli pracować, autobusy nie mogły jeździć, nie można było się też przemieszczać między prowincjami, więc coraz bardziej się denerwowali i zaczynali niszczyć wszystko wokół, żeby wyrazić dezaprobatę wobec lokalnych władz.
Jednocześnie jednak widzieli, że my jesteśmy z nimi w tym trudnym czasie i dziękowali nam za to. Prowadziliśmy modlitwy, nabożeństwa, ludzie przychodzili też prosić o indywidualne błogosławieństwo. Wiedzieli, że Bóg im pomoże, a jeżeli w danym momencie tej pomocy nie będzie, to mówili, że widocznie tak ma być i trzeba czekać, może innym razem.

Problem Papui-Nowej Gwinei to też sekty i satanizm. Ksiądz jest egzorcystą, a jednocześnie też misjonarzem miłosierdzia.
- Mamy tam papuaski kalt – to taki polski satanizm, który w ostatnim czasie jest bardzo modny. Każdy misjonarz wezwany jest, aby głosić Ewangelię, sprawować sakramenty – w tym sakrament pokuty, modlitwę sakramentem namaszczenia chorych. Stykamy się z przeróżnymi rzeczywistościami duchowymi, w których żyją Papuasi. Nie znalazłem jednak nigdy silniejszego niż Jezus!
Z kolei jeśli chodzi o miłosierdzie, nie jest łatwo głosić je w Papui, bo to kultura, w której miłosierdzia nie ma. Jest rekompensata na skutek wojny, bitw plemiennych. Nie ma przebaczenia, bo ono zakłada, że nie dostaje się nic w wymiarze materialnym. Mówię tam jednak często o miłosierdziu i miałem wiele sytuacji, w których ludzie przebaczali w imię Jezusa Chrystusa. W innym przypadku nie mieliby ani motywu, ani możliwości, żeby to zrobić.
Gdy w wiosce dowiedzieli się, że lecę do Rzymu, bo zostałem mianowany misjonarzem miłosierdzia i będę reprezentował Papuę, to byli bardzo dumni i szczęśliwi, bo jeszcze nikt od nich z buszu nie został wyróżniony przez Papieża w taki sposób. To było dla mnie niesamowite. Miałem wtedy rekolekcje w swojej parafii, ale też w okolicznych parafiach i ciągle czułem ich wsparcie i dumę. Oni bardzo się cieszą, że żyję z nimi. Właśnie za to mi najczęściej dziękują, że z nimi jestem.

BRZOZA DLA DZIECI Z PAPUI-NOWEJ GWINEI
Mieszkańcy podbydgoskiej Brzozy pomogą w utrzymaniu sierocińca w Papui-Nowej Gwinei, prowadzonego przez ks. Roberta Ablewicza MSF. 160 osób będzie przez trzy lata wpłacać miesięcznie po 25 zł. Do pełnej listy brakuje jeszcze dwudziestu kilku osób.
- W tym domu dziecka obecnie przebywa 13 dzieci, które zostały wyrzucone niejako ze swoich plemion. To jest bardzo trudna sytuacja w Papui, bo jak nie ktoś ma plemienia, to nie ma nic – opowiadał ks. Robert Ablewicz. - Te dzieci przeżyły często bardzo dramatyczne historie – rodzice nie żyją, mama została spalona, bo oskarżono ją o czary i że ma zło w sobie. Ktoś wtedy zabrał dzieci - gdyby tego nie zrobił, też by je spalono, bo również były oskarżone, że mają zło w sobie. Moja pomoc polega na tym, że zbieram pieniądze, żeby im kupić to, co jest potrzebne - najczęściej jedzenie, czasem ubrania, buty czy plecaki. Pamiętam sytuację, gdy miałem już uzbierane pieniądze, ale byłem bardzo zajęty i ciągle brakowało mi czasu, żeby do nich pojechać. Wewnętrznie jednak czułem, że powinienem to zrobić jak najszybciej. Kupiłem więc jedzenie – tam robi się zakupy na dwa trzy miesiące za ok.4,5 tys. zł. Kupuje się 50-kilogramowe worki z ryżem, mąką, makarony, olej, środki czystości itp. Gdy przyjechałem, wyszła do mnie Rebeka, która prowadzi ten dom i zaczęła płakać. Gdy zapytałem, co się stało, odpowiedziała, że „wczoraj skończyło nam się jedzenie”. Mówiła też: „kończyło nam się już wcześniej, ale nie miałam odwagi znowu pisać, prosić, dzwonić; wczoraj ugotowaliśmy ostatni kubek ryżu i pomodliliśmy się, żeby Pan Bóg nam pomógł, a dziś ty przyjeżdżasz samochodem wypełnionym jedzeniem”. To są takie momenty, w których Pan Bóg troszczy się o te sieroty.

Kto chciałby wesprzeć inicjatywę, może wpłacać pieniądze bezpośrednio na konto parafii, wpisując w tytule: Sierociniec Papua-Nowa Gwinea - nr konta: 60 1240 3493 1111 0010 9051 6204.

ROZMOWA EWY DĄBROWSKIEJ Z KS. ROBERTEM ABLEWICZEM MSF W AUDYCJI Z CYKLU „PIERWSZY DZIEŃ TYGODNIA"

Dla rodziny

2021-05-14, godz. 06:44 16 maja minie 130 lat, odkąd na ulicach Torunia pojawiły się pierwsze konne tramwaje Wystawa, przejażdżki zabytkowymi autobusami będą głównymi punktami programu komunikacyjnego święta Torunia, które zaplanowano na weekend 15 -16 maja. » więcej 2021-05-13, godz. 17:16 Zakochani w starych samochodach nie mogli się napatrzeć! [zdjęcia] Zabytkowe samochody i motocykle można było podziwiać w środowy wieczór (12.05.) w Bydgoszczy. Stylowe, stare auta prezentowały się na parkingu przed Torbydem. » więcej 2021-05-11, godz. 07:20 Rejs „Słonecznikiem” po Brdzie. Propozycja rodzinnej wycieczki [film z drona, zdjęcia] Tramwaj wodny „Słonecznik” pojawił się na Brdzie w Bydgoszczy po rocznej przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa. » więcej 2021-05-09, godz. 19:27 Na szlakach powiatu świeckiego. Z tym przewodnikiem można przekraczać granice! Trzy w jednym - taki jest pierwszy Przewodnik po Ziemi Świeckiej. Na prawie 300 stronach przedstawione zostały trzy rodzaje szlaków turystycznych w tej okolic ... » więcej 2021-05-09, godz. 16:28 Mały lemur Leoś uratowany. Noce spędza w domach pracowników zoo Ma zaledwie miesiąc, a już wiele przeszedł. Mowa o lemurze wari czarno-białym, który przyszedł na świat w Ogrodzie Zoobotanicznym w Toruniu. Leosia odrzuciła ... » więcej 2021-05-09, godz. 09:18 Za mało bydgoszczan zgłasza się po bransoletki życia. One ratują życie! Bransoletki życia monitorują stan zdrowia seniorów, szczególnie tych mieszkających samotnie, i ostrzegają, gdy dzieje się coś złego. Bydgoszczanie wciąż mogą ... » więcej 2021-05-08, godz. 19:00 Dla Mikołaja: biegacze na starcie dobroczynnego biegu w Myślęcinku 11 - miesięczny Mikołaj cierpi na bardzo rzadką wadę genetyczną nogi (fibular hemimelia). Chłopiec nie ma kości strzałkowej, nóżki różnią się długością, a ta ... » więcej 2021-05-07, godz. 14:47 Stworzą punkt widokowy w Myślęcinku. Między wejściem do botanika a stokiem Punkt widokowy zostanie przygotowany w sobotę (8 maja) w bydgoskim Myślęcinku. Leśny Park zaprasza bydgoszczan, by się włączyli w jego tworzenie. Zbiórka o go ... » więcej 2021-05-07, godz. 07:52 Grecki minister turystyki: od 14 maja wjazd do Grecji będzie łatwiejszy - Polscy turyści od 19 kwietnia mogą wjeżdżać do Grecji, ale od 14 maja będzie to łatwiejsze, bo otwieramy cały sektor turystyczny i do tego czasu zniesiona z ... » więcej 2021-05-06, godz. 07:46 Tramwaj wodny znowu na Brdzie. Dwie trasy, sprawdź godziny rejsów Pierwszy rejs bydgoskim tramwajem wodnym po długiej przerwie odbędzie się w piątek (7 maja). Na razie po Brdzie będzie pływał tylko jeden Słonecznik. » więcej
1234567