duży kontrast mapa strony
Strona startowa » Rozmowa dnia

Rozmowa dnia

Piotr Całbecki

Piotr Całbecki. Fot. archiwum PR PiKRadni województwa przyjęli nowy podział granic okręgów wyborczych do sejmiku. W jesiennych wyborach samorządowych, radnych województwa będziemy wybierać w sześciu 5-mandatowych okręgach. Czy najnowszy podział jest mniej kontrowersyjny? M.in. o tym w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK z marszałkiem województwa Piotrem Całbeckim.

Magda Jasińska: Podczas ostatniej lipcowej sesji sejmiku radni przyjęli podział okręgów wyborczych w wyborach do sejmiku województwa. Trzeba przyznać, że podział, który zaproponował komisarz wyborczy zdaje się być bardziej naturalny...

Piotr Całbecki: Pewnie tak jest i chcielibyśmy, aby okręgi nie budziły wątpliwości, ponieważ czytając ustawę literalnie - sejmik, a wcześniej ja w formie propozycji - przyjęliśmy trochę inne zasady ich tworzenia. Uznaliśmy, że podstawową zasadą jest uwzględnienie reprezentatywności siły wyborczej głosów w danym okręgu. Chodzi o to, aby każdy głos miał mniej więcej porównywalną siłę, biorąc pod uwagę okręgi wyborcze. Propozycja przyjęta teraz przez sejmik jednak tę zasadę - nie powiem że lekceważy, bo uwzględnia - ale w mniejszym stopniu niż propozycja z pierwszej uchwały.

Okręgi nie muszą być równe? W związku z tym słyszałam już głos jednego z radnych z Bydgoszczy, żeby utworzyć okręg Bydgoszcz z powiatem, tak jak Toruń.

Muszą być równe, ponieważ wynika to z ustawy. Okręgi wyborcze muszą być pięciomandatowe, a jeśli inaczej nie można ustanowić tych okręgów, biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców w sąsiadujących ze sobą powiatach, bo podstawą tworzenia okręgów są powiaty, wówczas mogą być liczniejsze.

Rewitalizacja linii kolejowej Bydgoszcz - Szubin - Kcynia może zostać sfinansowana z Regionalnego Programu Operacyjnego. Co takiego się wydarzyło, że ta inwestycja trafiła na listę?

Inwestycja jest dziś na liście rezerwowej RPO, co nie znaczy, że nie będziemy jej realizować. Nadarzyła się okazja, że możemy sfinansować prace dokumentacyjne, związane z renowacją tej linii. (...) Ta możliwość pojawiła się ze względu na pewne regulacje sejmiku i rządu z Komisją Europejską. Przygotowana dokumentacja będzie służyć do realizacji tej inwestycji w przyszłej perspektywie unijnej, czyli po roku 2020. Opracowanie dokumentacji to krok niezbędny. Trudno nawet sobie wyobrazić, by dokumentacja o wartości przynajmniej 100 mln zł została potem odstawiona na półkę. Nikt nie zakłada takiego stanu rzeczy.

Na liście podstawowej znajduje się kilka inwestycji kolejowych w naszym województwie, m.in. odcinek linii kolejowej między Toruniem a Chełmżą, między Jabłonowem Pomorskim a Grudziądzem i tak dalej. Okazuje się, że te założenia musimy skorygować, dlatego że ilość dziś dostępnych środków w Regionalnym Programie Operacyjnym na wszystkie te cele jest zbyt mała, ponieważ w ostatnich latach drastycznie wzrosły ceny wykonania tych inwestycji. Musimy dokonać pewnej korekty planów, za to zostaje pewien margines środków, które dzięki temu chcemy przeznaczyć na wykonanie dokumentacji technicznych po to, aby kiedy będziemy negocjować kolejną perspektywę unijnych środków dla naszego regionu, mając argument w postaci gotowych dokumentacji technicznych budowy - przebudowy linii kolejowych, nie zabrakło już pieniędzy w nowej perspektywie. A to jest raczej pewne - jak popatrzymy na wszystkie dokumenty strategiczne polityki spójności po roku 2020, okazuje się, że linie kolejowe, połączenia kolejowe, transport publiczny znów będą absolutnym priorytetem.

Panie marszałku, gdyby nie dwóch radnych to pana wynagrodzenie nie zostałoby obniżone. Platforma się wstrzymała, podobnie Prawo i Sprawiedliwość i jedynie dwóch radnych zagłosowało za obniżką.

Myślę, że przyjęli na siebie ogromną odpowiedzialność. Bardzo im za to dziękuję. Mamy takie prawo w Polsce, które wymaga wręcz heroicznych zachowań. Nie będę oceniał ustawodawstwa w tym zakresie, bo dotyczy ono bezpośrednią mojej osoby, mojego wynagrodzenia. Myślę jednak, że jest to nie fair, kiedy zasady zmienia się w trakcie gry. Dziękuję tym radnym, którzy tak naprawdę uchronili Urząd Marszałkowski od trudnych decyzji, no bo ostatecznie ktoś musi wykonać te uchwały, a są to takie osoby jak skarbnik jak sekretarz. Serce dyktowało radnym coś innego, ale dobrze, że ta uchwała została podjęta. Pierwsza chyba w historii, że 2 radnych na 33 decyduje o takiej kwestii.

Jak będzie wyglądała lista Platformy Obywatelskiej w wyborach do sejmiku województwa?

Trudno mi dzisiaj jeszcze powiedzieć. Z całą pewnością będziemy starali się poprosić ponownie o mandat zaufania. Sądzę, że radni, którzy dotąd reprezentują mieszkańców w sejmiku wypełniają bardzo dobrze swoją rolę i będziemy na pewno proponować tych, którzy już się sprawdzili, mają duże zaufanie. Do wyborów idziemy razem z Nowoczesną.

Na koniec chciałabym spytać panie marszałku jak się czuje pan jako darczyńca prezentu niechcianego... Mówię o muralu, o którym tak głośno w Bydgoszczy [mural przy ul. Nakielskiej - dop. red.]. Nastąpiło chyba "niedogadanie" między pana służbami a plastykiem miejskim. Nie wiadomo po czyjej stronie leży wina.

Sprawa jest nagłaśniana przez kilka redakcji i mają do tego prawo. Zresztą w ocenie dzieł artystycznych możemy i nawet powinniśmy się różnić. Dla siebie wykonałem koszulkę z tym razem muralem. Bardzo mi się podoba i nie mam problemów, żeby ją nosić, kiedy jest ku temu odpowiednia okazja. Sądzę, że cała sytuacja to niezrozumienie tego, co chcieliśmy przez ten mural powiedzieć. Każdy ma prawo do subiektywnej oceny dzieła artystycznego. To wizja bydgoskiego artysty, który w ten sposób wyraził swoją wizję, swoją pamięć i emocje w stosunku do świętego Jana Pawła II - patrona naszego województwa. Utożsamiam się z tym dziełem, ponieważ uważam, że młodzi ludzie też mają prawo wyrazić swoje emocje - tak widzą Jana Pawła II, dlaczego mielibyśmy zmieniać ten punkt widzenia? (...) Mural upamiętnia Jana Pawła II, to jedno z wielu wydarzeń artystycznych towarzyszących świętu naszego województwa. Nie rozumiem całej wrzawy wokół niego.

Jan Krzysztof Ardanowski

Jan Krzysztof Ardanowski- Dopłaty obszarowe, ulgi w kredytach i inne formy pomocy dla rolników - zapowiedział minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. Gość Rozmowy Dnia mówił też o potrzebie powołania rolniczego holdingu, który ustabilizuje rynek i o planach wytwarzania w Polsce żywności najwyższej jakości.

Marcin Kupczyk: Około 2 mln upraw w Polsce dotknęła susza. Gospodarstw, które ucierpiały być może jest 100 tys. w skali całego kraju. Na jaką pomoc mogą liczyć?
Jan Krzysztof Ardanowski: To klęska dla rolników, natomiast szczęśliwie dla konsumentów deszcze, które padają od kilku tygodni uratowały rośliny zbioru późnego, czyli ziemniaki, buraki, warzywa, kukurydzę. Nie będzie więc dramatu na rynku żywności i wzrostu cen ze względu na sytuację w rolnictwie.
Niemniej rolnikom trzeba pomóc. Po oszacowaniu, pomoc będzie zaoferowana w dość szerokim zakresie. Wielu rolników najbardziej ekscytuje, czy będzie dopłata do hektarów. Tym odpowiadam - tak, przy największych stratach będzie.
Równocześnie wiem też, że są rolnicy, którydopłata szczególnie nie interesuje. Dla tych, których czeka w tym roku spłata kredytów preferencyjnych, również na pokrycie szkód po poprzednich klęskach, ważna jest prolongata, przesunięcie na kolejne lata. Z kolei ci, którzy mają stada bydła, potrzebują pieniędzy na zakup paszy. Ich także nie interesuje dopłata do hektarów. Mówią: „my chcemy dużych kredytów, bardzo nisko oprocentowanych”. Ostatecznie będą one na wysokości pół procenta, czyli to już naprawdę wysoka pomoc państwa, bo resztę płaci właśnie państwo.
Ci, którzy dzierżawią od skarbu państwa grunty, chcieliby zrezygnowania z czynszu dzierżawnego, bo nie mają z czego zapłacić. Niektórzy chcieliby, by przesunąć ratę wykupu gruntu. Część rolników mówi wprost: „ważniejszą pomocą byłoby to, by gmina umorzyła podatek rolny – jedną czy dwie raty”.

Uzbierało się tych rodzajów pomocy. Wszystkie będą realizowane?
- To, co państwo może zrobić, będzie udostępnione ze strony rządu. Umorzenie podatków to jednak działanie wójta czy burmistrza. Czasem słyszę takie słowa: „niech im minister finansów zrekompensuje”, ale przecież samorząd jest fragmentem państwa, ma dochody pochodzące z ustaw, podatków i w trudnej sytuacji mieszkańców, powinien się podzielić również ze swoich dochodów (…).

Decyzja o wielkości środków przeznaczonych na pomoc będzie już we wtorek.
- Był przygotowany projekt rozporządzenia już na poprzednią Radę Ministrów, ale jeszcze nie wszystkie gminy podjęły szacowanie. Trzeba było tydzień dołożyć.

Nasz region jest szczególnie dotknięty klęskami, bo występują tu od kilku lat. Nikt z rolników poszkodowanych nie zostanie bez pomocy – to pańskie słowa.
- To jest deklaracja rządu, premiera Morawieckiego. Rolnictwo ma się stać stabilnym sektorem gospodarki, dającym dochody rolnikom i budżetowi państwa. Rolnictwo może być siłą napędową znacznej części gospodarki, nie tak jak do tej pory jest przedstawiane jako problem, kłopot, zmartwienie.
Nie mamy aż tak wielu innych szans na rozwój gospodarki, a polska żywność, dobrej jakości, bezpieczniejsza i smaczniejsza niż z wielu innych krajów, może być naszą wizytówką i lokomotywą. Dlatego program, który przygotowałem również zasadza się na tym, że mamy stać się europejskim, a może i światowym liderem w produkcji żywności wysokiej jakości. Nie jesteśmy wielkim krajem rolniczym, więc żeby uzyskać dochody, musimy szukać jakiejś polskiej specjalności. Żywność wysokiej jakości, ta droższa, również ekologiczna, może być naszą szansą (…).

Bogumiła Nowakowska

Bogumiła Nowakowska- Picie alkoholu, przecenianie własnych możliwości, brawura i pływanie w niebezpiecznych miejscach - to najczęstsze przyczyny utonięć. Ratowniczka i instruktorka pływania Bogumiła Nowakowska w Rozmowie Dnia radziła, jak kąpać się bezpiecznie.

W ciągu ostatniego tygodnia utonęli aż czterej młodzi mieszkańcy naszego wojewodztwa. W czwartek strażacy wydobyli z jeziora w Wąsoszu ciała dwóch nastolatków.

Marcin Kupczyk: Dlaczego dochodzi do takich tragedii?
Bogumiła Nowakowska: Jest wiele przyczyn utonięć. Zarówno w komunikacji, jak i w wodzie, najczęstszą jest nietrzeźwość. Wystarczy jedno piwo, by mieć ograniczone możliwości kontroli tego, co robimy, naszej sprawności fizycznej i psychicznej. Myślimy, że nad wodą jedno piwo nie przeszkodzi w dobrej zabawie, niestety to błąd, który powoduje wiele tragedii.
Drugą przyczyną utonięć jest niedocenianie wody. Pływamy w rzekach, gdzie są prądy i nie mamy fizycznej możliwości dotarcia z powrotem do brzegu. Nie wiemy też, jak zachować się, gdy wciągnie nas wir rzeczny - wtedy zaczyna się panika, utrata kontroli nad ciałem. Jest możliwość wybrnięcia z tego, ale musimy wiedzieć, jak to zrobić.
Przeceniamy również swoje możliwości - wypływamy za daleko, później mamy problem z dotarciem do brzegu. Pływamy w miejscach niedozwolonych - nie chodzi nawet o takie, gdzie nie ma ratowników, ale miejsca zaznaczone, gdzie kąpiel jest zakazana. Nie pływajmy tam! Z jakiegoś powodu znaki tam stoją. Czasem są to miejsca bardzo wypłycone, gdzie są zarośla, w których możemy się plątać. To bardzo niebezpieczne.
Również pływanie w wyrobiskach czy na szlakach wodnych stwarza duże zagrożenie. Przepływają statki, żaglówki i mogą nas nie zauważyć.

Pogoda ma znaczenie dla naszego bezpieczeństwa?
- Nie wolno pływać podczas burzy. Nie pływajmy też podczas mgły, gdy nie widzimy brzegu i nie wiemy, jak daleko odpłynęliśmy. Nie wchodźmy do wody podczas mocnych wiatrów, które mogą nas znosić.

Co sami możemy zrobić dla naszego bezpieczeństwa?
- Pływajmy tylko na kąpieliskach strzeżonych tam, gdzie jest ratownik. Ratownicy mają wyznaczone godziny pracy - przeważnie w godz. 10.00-18.00. Wywieszona jest wtedy biała flaga i ratownik odpowiada za nasze bezpieczeństwo (...).
Druga ważna rzecz, nie należy pływać w zbyt zimnej wodzie. Często ludzie wchodzą do wody już w kwietniu, gdy ma 14 stopni, albo mniej i nie jest nagrzana. Optymalna temperatura wody to 22-25 stopni.

Modne są obecnie materace i inne zabawki dmuchane na wodzie. Są bezpieczne?
- Bardzo niebezpieczne jest wypływanie na materacach, słynnych łabędziach i innych zwierzakach, bo możemy odpłynąć i nie będziemy mieli siły wrócić. Ponadto, gdy płyniemy, słońce nas nagrzewa i gdy się przewrócimy, następuje wstrząs termiczny, a to bardzo groźne.
Nie są bezpieczne także kółka do pływania dla dzieci. Były przypadki, gdy maluchy chciały pomachać do rodziców, kółko było za duże i dziecko wpadało pod wodę. Jeśli rodzic był daleko, nie zdążył do dziecka dopłynąć. Poza tym w kółku maluch może obrócić się do góry nogami. Najbezpieczniejsze dla dzieci są rękawki, które nie spadną. (...)

Andrzej Pussak

Andrzej Pussak/fot.Materiały Instytutu LotnictwaZłe warunki atmosferyczne i małe doświadczenie pilota były przyczyną niedzielnego zdarzenia w Bydgoszczy. Samolot Cessna w ostatniej fazie lądowania zahaczył przodem o pas lotniska i uległ uszkodzeniu. Pilotującej go kobiecie na szczęście nic się nie stało. Problem wypadków lotniczych był tematem czwartkowej Rozmowy Dnia, której gościem byl Andrzej Pussak - zastępca przewodniczącego Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

Marcin Kupczyk: Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych bada okoliczności zdarzenia, do którego doszło w niedzielę na bydgoskim lotnisku. Jak informowaliśmy samolot typu Cessna uderzył o pas startowy i uległ uszkodzeniu. Co udało się do tej pory ustawić?

Andrzej Pussak: Właściwie zakończyliśmy wszelkie ustalenia, dlatego że samo zdarzenie lotnicze było bardzo czytelne i bardzo często występuje w procesie szkolenia lotniczego. Pani uczeń wykonywała samodzielny lot po okręgu, profil lądowania był poprawny, natomiast samo lądowanie, muszę tutaj wytłumaczyć, składa się co najmniej z kilku elementów. Po wyprowadzeniu samolotu na tak zwaną prostą do lądowania, w osi pasa, utrzymuje się lot szybowy, następnie jest tzw. wyrównanie samolotu, wytrzymanie, lądowanie, dobieg, kołowanie i hamowanie.

W ocenie świadków, wynika to również ze zdjęć monitoringu, samo lądowanie i wszystkie elementy lądowania były bardzo poprawne. Natomiast zmienne warunki atmosferyczne - raz świeci słońce, a za chwilę pada deszcz - i prawdopodobnie gwałtowny ruch powietrza tzw. turbulencja spowodowała, że samolot został skierowany poprzez przednią goleń ku ziemi. Konstrukcja samolotu jest szalenie wytrzymała, ale przednia goleń Cessny 150 nie wytrzymała zdarzenia z pasem. Samolot pochylił się na masce, zakończył dobieg na śmigle.

Jeżeli chodzi o uszkodzenia samolotu to są one znaczne i dlatego w klasyfikacji zdarzeń lotniczych zakwalifikowaliśmy je jako wypadek lotniczy, a nie wynika to z uszczerbku na zdrowiu pilotującej samolot kobiety. Służby medyczne przebadały ją na miejscu i nie stwierdziły żadnych uszkodzeń ciała. W lotnictwie jest jednak pewna żelazna zasada, że każdy z personelu latającego, który uległ zdarzeniu lotniczemu albo brał udział w zdarzeniu lotniczym musi przejść tzw. badania okolicznościowe. Ta pani wykona takie badania i będzie mogła dalej wykonywać loty.

Wracając do niedzielnego zdarzenia był to typowy błąd. Błąd powstaje na każdym etapie szkolenia lotniczego, ale zdarza się również błąd rutynowy, gdzie bardzo duże doświadczenie pilota doprowadza do takiej rutyny, że może dojść do pomyłki. Zawsze podkreślam, że błąd lotniczy nie może być utożsamiany z naruszeniem przepisów. Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych nie orzeka o winie - ma znaleźć przyczynę zdarzenia i zastosować profilaktykę. Dlatego, mimo że współpracujemy z organami ścigania - z prokuratorem i policją, w pewnym momencie nam jest "nie po drodze", bo prokurator będzie sięgał do Kodeksu karnego, a my absolutnie nie jesteśmy upoważnieni do orzekania o winie.

Panie przewodniczący, komisja bada ogromne spectrum wypadków: od zdarzeń na spadochronie, motolotni, małych samolotach po duże samoloty rejsowe i pewnie jeszcze szereg innych. Czy mają państwo dużo pracy każdego roku?

Są dwie komisje. Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego obejmuje Lotnictwo Sił Powietrznych, Marynarki Wojennej, Wojsk Lądowych, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (policja i Straż Graniczna). Z kolei Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych bada wszystkie wypadki poza tymi, które dotyczą lotnictwa państwowego, czyli samoloty komunikacyjne, aerokluby, ośrodki szkolenia lotniczego - wszystkie, których statki powietrzne znajdują się w Rejestrze cywilnych statków powietrznych, czyli są oznakowane symbolem SP - rejestracją przyznaną Polsce.

(...) Mamy tych wypadków bardzo dużo, bo poprzez samoloty komunikacyjne, lotnictwo "miękkie" - paralotnie, lotnie, motolotnie, balony, spadochrony...

Jakie są najczęstsze przyczyny wypadków i incydentów lotniczych?

Błąd ludzki. Przepisy lotnicze zostały szalenie zliberalizowane. Jestem zwolennikiem liberalizacji tych przepisów, ale ona musi mieć gdzieś swoje granice. Kiedyś, żeby mieć licencję zawodową trzeba było przejść proces kręcenia akrobacji, wykonywania przeciągnięć i korkociągu. W tej chwili ten etap szkolenia lotniczego jest zminimalizowany, co powoduje bardzo często niedostatki w sytuacjach awaryjnych, wynikające z braku dostatecznego treningu.

Czy zdobycie licencji pilota jest zbyt łatwe?

Uważam że, tak jak prawo jazdy, uprawnienia lotnicze - świadectwa kwalifikacji czy licencje, powinny być ogólnie dostępne, ale dla ludzi rozsądnych i dla ludzi posiadających odpowiednie wyszkolenie, zarówno praktyczne i teoretyczne. Proces kontroli w lotnictwie jest dosyć mocny w zakresie corocznych egzaminów, jak również sprawdzania wiedzy teoretycznej. Tu nie miałbym zastrzeżeń, natomiast poszedłbym z kolei w kierunku decyzji podjętych przez NTSB - Narodową Radę Bezpieczeństwa Transportu Stanów Zjednoczonych, która ostatnio coraz głośniej mówi o tym, że trzeba zrewolucjonizować cały proces szkolenia lotniczego i wrócić do doskonałych praktyk w zakresie nauki przeciągnięć i wykonywania korkociągów. Chodzi o sytuacje, kiedy brakuje paliwa, jest jeszcze wysokość, pilot ogląda się za lotniskiem i odruchowo ściąga drążek na siebie powodując zmianę kątów natarcia i samolot wpada w korkociąg. Pilot, który tego treningu nie przechodzi, w sytuacjach krytycznych nie radzi sobie z samolotem.

Czy latanie jest dla wszystkich?

Oczywiście! Jedynym czynnikiem, który może dyskwalifikować jest jedynie brak predyspozycji.

Andrzej Mioduszewski

Andrzej MioduszewskiCzy większość w Senacie wyrazi zgodę na zarządzenie przez Prezydenta Andrzeja Dudę ogólnokrajowego referendum konsultacyjnego w sprawie konstytucji? Jak przebiegały prace nad tym wnioskiem? Czy 10 i 11 listopada Polacy będą odpowiadać na 10 prezydenckich pytań? Także o zmianach w ordynacji wyborczej dotyczącej zmiany zasad wyboru posłów do Parlamentu Europejskiego w okręgach wyborczych i wprowadzenia zasady, że w każdym okręgu wyborczym wybiera się co najmniej trzech posłów, m. in. o tym w Rozmowie Dnia. Gościem Polskiego Radia PiK był senator Andrzej Mioduszewski z PiS.

Magda Jasińska: Senat nie zajął się wnioskiem Prezydenta RP o zwołanie referendum konsultacyjnego w ważnych sprawach dotyczących Konstytucji. Dlaczego tak się stało?

Andrzej Mioduszewski: Nie dotarliśmy do tego punktu, później pojawił się wniosek o przesunięcie i to przeszło, przegłosowaliśmy ten wniosek. Opozycja była trochę przeciwna, ale głosowanie załatwia takie sprawy.

Rzecznik Prezydenta Krzysztof Łapiński stwierdził, że Prezydent Andrzej Duda liczy, że Senat da możliwość Polakom wypowiedzenia się w referendum. Jakie są na to szanse?

My senatorowie PiS mamy z tym projektem postanowienia o referendum problem. Już wczoraj się zebraliśmy w klubie senackim PiS, żeby omówić jak do tego podejść, jak głosować. Po dość mocnej dyskusji stwierdziliśmy, że nie podejmujemy tej decyzji, zostawiamy ją, wysłuchamy argumentów i dopiero wtedy zdecydujemy.

Przypomnę, że Senacka Komisja Ustawodawcza nie zarekomendowała zgody Senatu na zarządzenie przez Prezydenta referendum.

Tak, nie zarekomendowała w związku z tym, że większość senatorów PiS wstrzymała się od głosu, nie wiedząc jak do tego podejść, bo są mocne dylematy.

Co jest główną przeszkodą w rozpisaniu tego referendum?

Popieramy ideę, żeby najpierw porozmawiać z obywatelami i potem żeby to było opracowywane, a nie tak jak było w poprzedniej Konstytucji, że najpierw elity prawnicze "układały" tę Konstytucję, a potem to przedstawiano obywatelom. (...). Co do pytań nikt z PiS też nie ma zastrzeżeń. (...). Problem jest natomiast z terminem. Dobrze wiemy, że 11 listopada to jest Święto Niepodległości, w dodatku setna rocznica odzyskania niepodległości, a jeżeli to się pokryje z wyborami no to trudno będzie na przykład utrzymać ciszę wyborczą. Będą jakieś konflikty. Z góry trzeba założyć, że opozycja będzie to wykorzystywać. To święto nie będzie przebiegało tak jak by nam zależało. Więcej jest też powodów organizacyjnych, zgłasza je też Państwowa Komisja Wyborcza, nie ma ogłoszonych terminów wyborów samorządowych, ale to tak wygląda, że odbędą się w ostatnich dniach października, albo już w listopadzie, to spowoduje, że w zasadzie do urn Polacy pójdą trzy razy, w ciągu miesiąca czy trzech tygodni. To także jest właśnie duży problem organizacyjny - nie wiadomo czy te same lokale, czy te same komisje, zakładamy, że wszyscy powinni świętować, a nie siedzieć i liczyć głosy - to są te dylematy. (...). Nie ma decyzji władz politycznych, nie ma decyzji senatorów, czekamy.

Radosław Sajna

dr Radosław Sajna- Propozycja prezydenta Andrzeja Dudy, dotycząca referendum konstytucyjnego, to próba zerwania z postkomunizmem. Nie należy się jednak spodziewać wielkiej frekwencji - mówi dr hab. Radosław Sajna, politolog i medioznawca z bydgoskiego UKW, gość Rozmowy Dnia w PR PiK.

Marcin Kupczyk: Obecna konstytucja wymaga poprawy albo całkowitej wymiany? Tego chce prezydent Andrzej Duda.
Radosław Sajna: Można spojrzeć na to z dwóch różnych perspektyw. Z jednej strony - stabilność państwa opiera się na stabilności konstytucyjnej przepisów prawa. W USA na przykład konstytucja jest niezmiennna od ponad 200 lat, a dla porównania - republiki latynoamerykańskie często zmieniają konstytucję i nie są stabilne. Każda zmiana dla konstytucji to zmiana także reguł przepisów prawa.
Z drugiej strony - staram się rozumieć ideę zmiany konstytucji, z punktu widzenia prezydenta i współczesnej, aktualnej władzy. Chcą zerwać z postkomunizmem, a nowa konstytucja ma być niepostkomunistyczna. Aktualna jest postkomunistyczna nawet w sensie symbolicznym, bo podpisana przez prezydenta, który reprezentował symbolicznie postkomunizm, czyli przez Aleksandra Kwaśniewskiego.

Prawicy nie było w parlamencie, gdy powstawała obecna konstytucja. Nie było nas w NATO, ani w Unii Europejskiej.
- No właśnie. Trochę się zmieniło w Polsce i jest to zrozumiałe.

Powiedzmy, że senat się zgodzi i zostanie wyznaczona data referendum. Polacy wezmą w nim udział?
- Raczej wątpię. Jeśli będzie frekwencja na poziomie 10 procent, to będzie dobrze. Myślę, że zadecyduje pragmatyzm ludzi. Nie ma sensu iść na referendum, które i tak nie będzie wiążące. Przecież nie na drodze referendum zmienia się konstytucję w Polsce. Musi być dwie trzecie w parlamencie "za", a takiej większości nie uzyska się ani w aktualnym parlamencie, ani w następnym.
Poza tym to referendum jest trudne. Niewielu Polaków interesuje się na tyle polityką i ustrojem państwa, by odpowiedzieć na szereg pytań z tym związanych. Dlatego mam podpowiedź dla prezydenta, by szybko zmienił formułę i zrobił referendum online. Jak wypowie się 100 tys. osób, to będzie mógł ogłosić sukces, a jak przyjdzie 10 proc. uprawnionych do głosowania, to będzie wielka klapa (...).

Jest szansa na zakończenie obecnego sporu politycznego?
- Raczej nie. Walka o sądy to walka o wielkie interesy. Sądy mają przecież wpływ, jak te interesy będą realizowane - czy uda się zrobić pewne reformy, że jedni dużo stracą, a inni zyskają. To spór o sprawy bardzo ważne - o to, kto będzie dominował w Polsce (...).

Paweł Skutecki

Paweł Skutecki Fot. ArchiwumDlaczego Polska miałaby zrezygnować z obowiązkowych szczepień? Czy referendum konsultacyjne w sprawie Konstytucji RP powinno zawierać 10 pytań i czy proponowana data 10-11 listopada jest dobrym terminem do jego przeprowadzenia? Także o wyborach samorządowych. Rozmowa Dnia z Pawłem Skuteckim - posłem Kukiz'15.

Magda Jasińska: Dlaczego Polska ma zrezygnować z obowiązkowych szczepień? Pan wspiera ruchy antyszczepionkowe.

Paweł Skutecki: Nie ma ruchów antyszczepionkowych. Ja nie znam takich osób, które chciałby delegalizacji szczepień. My złożyliśmy obywatelski projekt ustawy w Sejmie podpisany przez ponad 120 tys. Polaków, który mówi o pewnym uporządkowaniu w ogóle systemu szczepień w Polsce, żeby on był logiczny i spójny, a media skupiły na tym, że chcemy braku obowiązku, na wzór tego co jest w większości krajów Unii Europejskiej. To nie jest projekt, który jest przeciwko szczepionkom czy szczepieniom, zachęcajmy - szczepmy, natomiast nie wszystkich, nie każdego, nie wszystkim! (...).

Nie przekonują pana słowa ministra zdrowia, że dobrowolność szczepień wpływa pozytywnie na populację i że stosunek korzyści do ewentualnych negatywnych skutków w przypadku stosowania szczepień wskazuje na to niosą one zdecydowanie więcej pozytywnych efektów?

Ja tego nie neguję, że jest więcej pozytywnych niż negatywnych efektów szczepień.

To może utrzymać obowiązek szczepień?

Nie możemy utrzymywać obowiązku szczepień w sytuacji, gdy ten system jest tak kulawy, kiedy lekarz nie ma czasu na zbadanie dzieciaka - o tym napisaliśmy w projekcie - żeby lekarz był zobowiązany do konkretnego wywiadu przed szczepieniem i po szczepieniu i żeby był potem ślad tego w dokumentacji medycznej, bo dziś nie ma. (...).

Komisja Europejska chce zwalczania zjawiska uchylania się od szczepień?

KE ma problemy zupełnie innej natury. Chodzi o zagrożenie epidemiologiczne w krajach, które w niekontrolowany sposób przyjęły tak wiele osób z innych kręgów kulturowych, oni mają zupełnie inne problemy. W większości krajów Unii nie ma obowiązku szczepień, a ta tak zwana "wyszczepialność" jest porównywalna do tej w Polsce.

Nawet pański klub się od pana odciął.

Klub się nie odciął od projektu, bo projekt jest obywatelski.

Mamy oświadczenie, że nie ma (klub dop. red) nic wspólnego z projektem ustawy znoszącej obowiązek szczepień.

Bo nie ma, bo to jest projekt obywatelski. Gdybyśmy chcieli zrobić projekt poselski to pewnie byśmy to zrobili, natomiast w tej kadencji jest taki układ w Sejmie jaki jest i projekty Kukiz'15 lądują w śmietniku, albo w zamrażalce (...). Mało który projekt tak szybko zdobył tyle podpisów. Mam nadzieję, że PiS zachowa się honorowo, dotrzyma słowa i nie wyrzuci projektu do kosza zanim zajmie się nim komisja. (...).

Pod jakim szyldem do wyborów samorządowych pójdzie w Bydgoszczy Kukiz'15?


W Bydgoszczy szykujemy dużą niespodziankę. O ile mnie nos nie myli to przemeblujemy lokalną scenę polityczną dość poważnie. Nie chcę zdradzać więcej szczegółów, ale nie rzucam takich słów na wiatr, bo szykujemy coś bardzo fajnego!

Ale nie idziecie w Bydgoszczy pod szyldem Kukiz'15?

Nie, w Bydgoszczy będziemy szli jako bardzo szeroka koalicja bardzo różnych ruchów obywatelskich, szyld Kukiz'15 by nam trochę dodał i trochę ujął, ale nie chcemy tego upolityczniać. (...).

Wojciech Mojzesowicz

Wojciech MojzesowiczStworzenie holdingu, który ustabilizuje rynki rolne, dopłaty do paliw dla rolników i pomoc tym, których gospodarstwa ucierpiały z powodu suszy - to część planu dla rolnictwa, ogłoszonego w środę przez ministra rolnictwa. Czego potrzeba polskiej wsi? Jak należy pomagać rolnikom? Na te i inne pytania odpowiedział gość Rozmowy Dnia, były szef resortu, rolnik i działacz rolniczy, Wojciech Mojzesowicz.


Marcin Kupczyk: Minister Jan Krzysztof Ardanowski oraz premier rządu Mateusz Morawiecki odwiedzili nasz region, byli w Głogowie pod Toruniem, gdzie złożyli kilka obietnic, a wszystkie one dotyczą pomocy rolnikom. Opracowane mają być mechanizmy kompensacji dla tych, którzy zostali dotknięci suszą tak aby jeszcze w tym roku mogli dostać pieniądze, również mechanizmy w postaci utworzenia Krajowej Grupy Spożywczej, której celem będzie pomaganie rolnikom w ich kłopotach, jak pan ocenia te pomysły?


Wojciech Mojzesowicz: Życzę ministrowi jak najlepiej, bo życzę dobrze polskiej wsi, ale chcę powiedzieć, że tutaj należałoby przejść do szczegółów, bo jeżeli nie ma co wypracować z systemu, jeżeli chodzi o pomoc suszową, dlatego że ten system był wypracowany z jedną zmianą, że gospodarstwa, które mają produkcję zwierzęcą bardzo często nie przekraczały straty 30%, w związku z tym nie trzeba nic nowego wymyślać tylko trzeba na to przeznaczyć pieniądze. Na terenie kraju mamy straty, do tej pory było tak: nieubezpieczeni dostawali 500 zł, a ubezpieczeni 1000 zł. Jeżeli są na to pieniądze, to jest proste, żadnych nowych mechanizmów nie trzeba wymyślać, tylko szybko działać, w październiku powinny pojawić się pieniądze.

Sugeruje pan, że pieniędzy może nie być?

Nie wiem, nie znam budżetu i nie mam o tym pojęcia. Jestem przekonany, że jak premier towarzyszy ministrowi to wspólnie się informują jaki jest problem, jaka jest skala, ile potrzeba pieniędzy.

Minister Jan Krzysztof Ardanowski zapowiedział podniesienie zwrotu akcyzy w paliwie rolniczym. Zwrot akcyzy zostanie podniesiony z obecnych 86 do 100 litrów paliwa rolniczego dla tych którzy nie mają produkcji zwierzęcej, a dla tych którzy mają bydło zostanie dołożone dodatkowo 30 litrów paliwa.


Każda złotówka się przyda, ale to jest tylko 14 zł do hektara, dlatego że 86 litrów to złotówka, ta decyzja to jest o 14 zł więcej, biorąc pod uwagę, że paliwo było za 4 zł, dziś jest za 5 zł, w związku z tym spokojnie państwo może to zapłacić. Jeżeli chodzi o dopłatę do produkcji zwierzęcej, ale tu mówi się tylko o bydle, to bardzo dobry kierunek, natomiast skutki finansowe niewielkie, dlatego, że pojawia się pytanie: czy 30 litrów i pełna rekompensata tych 30 litrów, bo to jest niedopowiedziane, czy 30 litrów i zwrot akcyzy? Jeżeli 30 litrów i pełna rekompensata to ponad 100 złotych, to spora kwota do każdej sztuki dużej. Jeżeli natomiast rekompensata złotówkowa - to jest 30 zł do dużej sztuki, to przy cenach wołowiny to jest trzy i pół litra paliwa.

Mateusz Morawiecki i Jan Krzysztof Ardanowski zapowiedzieli także, że z niektórych spółek skarbu państwa oraz z rynków hurtowych powstanie holding spożywczy, mowa tu była między innymi o takich przedsiębiorstwach jak Polski Cukier czy choćby Elewarr, ma to być jeden z mechanizmów, który ma wesprzeć producentów żywności. Zacytujmy jeszcze raz: "Tworzymy porozumienie gospodarcze, które ma zająć się wsparciem i stymulowaniem rynku" - mówił Jan Krzysztof Ardanowski - "do holdingu zostaną zaproszeni jako współwłaściciele polscy rolnicy".

Myślę, że pomysł bardzo dobry, natomiast każdy z tych pomysłów musi mieć pełną analizę ekonomiczną. Głównym takim motorem ma być Krajowa Spółka Cukrowa - trzeba wyraźnie dzisiaj powiedzieć, że ona jest w bardzo dobrej kondycji, natomiast dzisiaj koszt produkcji cukru jest ponad złotówkę: 1,20 - 1,25, a cukier dzisiaj sprzedaje spółka poniżej kosztów produkcji, ze względu na dumpingowe ceny występujące na rynku. Pomysł świetny, natomiast do tego wszystkiego trzeba dołożyć rachunek ekonomiczny, dlatego, że samą nazwą nie zawalczy się rynku. Według mojej oceny współwłaścicielami Krajowej Spółki Cukrowej są rolnicy, w związku z tym wszelkie decyzje o połączeniach, o przyłączeniach powinny być konsultowane z tą organizacją, z plantatorami którzy są właścicielami i pracownikami, takim właścicielem jest też skarb państwa, dlatego, że dołączanie firm, które są nierentowne byłoby zgubne, dlatego podmiotów przetwórczych, gdzie właścicielem jest skarb państwa, praktycznie już nie ma albo jest bardzo mało i trzeba wyraźnie powiedzieć, że pytanie kto by sfinansował budowanie przedsiębiorstw przetwórczych, albo kto by sfinansował odkupowanie, ale rentownych przedsiębiorstw, co nie zdarza się, bo prywatny właściciel tego nie sprzeda, ale jeżeli by sprzedawał, kto to sfinansuje? Dlatego, że ten koncern nie będzie w stanie sfinansować zakupu, przejmowania firm w których jeszcze są resztówki skarbu państwa, które nie są firmami rentownymi, bo to by się skończyło fatalnie z punktu widzenia ekonomicznego.

Krzysztof Sędzikowski

Krzysztof Sędzikowski. Fot. Ireneusz SangerPolski Fundusz Rozwoju i Pesa podpisały we wtorek umowę inwestycyjną, przewidującą zaangażowanie się PFR w finansowanie bydgoskiej spółki. Fundusz zainwestuje w nią prawie 300 mln zł, przejmując prawie 100 proc. akcji. Czy to koniec kłopotów bydgoskiej Pesy? Na czym ma polegać zmiana strategii rynkowej spółki? Czy Pesie uda się na czas wywiązać z wszelkich zobowiązań? M.in. o tym w Rozmowie Dnia z Krzysztofem Sędzikowskim - prezesem Zarządu Pesy.

Magda Jasińska: To była z całą pewnością informacja dnia - Polski Fundusz Rozwoju i Pesa Bydgoszcz we wtorek podpisały umowę. Fundusz zainwestuje w bydgoską spółkę prawie 300 mln zł, przejmując prawie 100 proc. udziałów w tej firmie. Panie prezesie, czy to rzeczywiście było najlepsze wyjście z tej trudnej sytuacji w jakiej znalazła się Pesa?

Krzysztof Sędzikowski: W zasadzie od zeszłego roku wiadomo, że to była jedyna droga. Pozyskanie inwestora było uzgodnione pomiędzy bankami i dotychczasowymi udziałowcami firmy. To wynikało z problemów płynnościowych w zeszłym roku i banki dały dodatkowe finansowanie pod warunkiem, że będzie dokapitalizowanie, czyli pojawi się inwestor, który do kapitalizuje spółkę i wraz z bankami poniesie pewne ryzyko związane z zarządzaniem i przyszłością tej spółki.

Aczkolwiek od początku nie myśleliście chyba akurat o tym jednym inwestorze?

Ja reprezentuje spółkę, natomiast wybór inwestora należy ściśle do udziałowców i to oni zdecydowali spośród kilku, tak jak sami mówili, inwestorów o podobnych ofertach, ale to nie jest sprawą Zarządu. Sprawą Zarządu jest przyszłość firmy, jej wyniki finansowe, ich oprawy w tej chwili natomiast taką, myślę że dobrą decyzję, podjęli udziałowcy i wybrali spośród kilku jednego inwestora.

Polski Fundusz Rozwoju jest dobrze znany Pesie, bo współpracujecie od 2016 roku...

Tak, nawet jest wspólne przedsięwzięcie, czyli firma, która leasingu je lokomotywy. Ta współpraca było dużo wcześniej, czyli Polski Fundusz Rozwoju jakby ma dużą wiedzę na temat Pesy i myślę, że to też pomogło podjąć decyzję w porównaniu z innymi inwestorami.

Po wtorkowym podpisaniu umowy pojawiły się różne komentarze. Jak czytamy eksperci powątpiewają czy ten biznes jest aż tak dobry. Pojawiła się też informacja, że to była decyzja tak naprawdę polityczna, z najwyższego szczebla politycznego.

Mi jest to nawet trudno ocenić. Powiem jasno z punktu widzenia biznesowego, takiego merytorycznego, że Pesa jest wspaniałą firmą, w którą warto zainwestować. Zbudowana z ZNTK przez ponad 20 lat firma, która ma produkty, które cieszą się powodzeniem nie tylko w Polsce i za granicą. Firma wpadła w pewne problemy z różnych powodów.

Chciwość?

Nie, nie nazwałbym tak tego. Po prostu różne biznesy - i prywatne i państwowe - przeżywają czasami problemy i Pesa wpadła w taką pętlę właśnie i kiedy brakuje gotówki, to jest trudno realizować kontrakty. To jest bardzo specyficzny biznes. On wymaga dużego finansowania, ponieważ dopiero jak skończymy budowę pociągu możemy wystawić fakturę, sprzedać ten pociąg, a wcześniej trzeba mieć pieniądze, żeby pokryć wszystkie koszty i kupić komponenty do montażu tych pojazdów. Ta specyfika biznesu powoduje, że musimy bardzo precyzyjnie nim zarządzać, czyli brać wiele pod uwagę. Jeżeli wybieramy kontrakty czy chcemy startować w przetargach musimy patrzeć, żeby nie nawarstwiła się na przykład budowa pojazdów, aby nie przekroczyć zdolności produkcyjnych, bo będziemy mieli opóźnienia. Musimy brać kontrakty, które jesteśmy w stanie wykonać. Nie możemy realizować zbyt dużo innowacyjnych kontraktów, gdzie musimy robić nowe projekty, a bardziej powtarzalne. Zresztą to, o czym teraz mówię, to są zmiany, które wprowadzamy w tej chwili, aby nie powtórzyła się taka sytuacja. Pesa jest naprawdę dobrą firmą, w którą warto zainwestować i dlatego też PFR walczył o tę firmę, bo równie dobrze mógł być to inny inwestor.

Czyli już nie będzie innowacyjnych pomysłów wdrażanych w życie?

Będą, ale w mniejszej proporcji. Innowacyjny pomysł oznacza, że musimy więcej zainwestować i rentowność uzyskujemy dopiero po kilku latach. Bardziej powtarzalne produkty oznaczają, że wykorzystujemy inwestycje, które zrobiliśmy wcześniej i rentowność powinna rosnąć. Chodzi tylko o zmianę proporcji, a nie rezygnację z innowacyjności i wykonywania nowych pojazdów i przedstawiania ich na rynku. Pesa będzie dalej to robić, tylko musimy nieco zmienić proporcje.

Czy w Polsce jest miejsce na dwie podobne firmy, macie konkurenta w postaci Newagu. Czy w przyszłości państwo nie będzie myślało o waszym połączeniu?

Ten biznes [produkcji pojazdów szynowych - dop. red.] konsoliduje się w Europie. To jest pierwsza rzecz i pewnie dalej będzie się konsolidował. Ja mam podejście bardzo rynkowe. Uważam, że jeżeli ktoś byłby monopolistą, to wówczas nie będzie efektywny. Uważam, że zawsze jest miejsce dla jednego, dwóch czy nawet trzech konkurentów i to jest dobra sytuacja - zarówno z punktu widzenia klientów, jak i samych firm. Jeśli jesteśmy monopolistą, to jakby usypia się taką rynkową czujność, a gdy potem nagle przychodzi jakiś konkurent z zewnątrz wówczas pojawiają się kłopoty. Myślę, że jest miejsce dla kilku producentów.

Na razie nie ma mowy o kolejnych zwolnieniach, mimo że jest mowa o restrukturyzacji, ale ona nie zawsze oznacza zwolnienia.

Używamy słowa "restrukturyzacja", często próbujemy go unikać. W przypadku Pesy restrukturyzacja oznacza dosyć takie, powiedzmy, radykalne zmiany, ale te radykalne zmiany akurat nie dotyczą pracowników, szczególnie pracowników produkcyjnych. Pesa może miała za duże przychody kilka lat temu, a powinna mieć przychody w okolicach 2 mld zł, takie też ma zdolności produkcyjne, aby obsłużyć mniej więcej tej wielkości montowanie pojazdów. To powoduje - jeżeli przyjmiemy takie założenie - że my nie musimy zwalniać pracowników. Czasami mamy nawarstwienia poszczególnych projektów i musimy zatrudniać ludzi z zewnątrz, nawet na kilka miesięcy. Ta restrukturyzacja nie dotyka pracowników produkcyjnych, trochę dotknęła administrację i stanowiska kierownicze, dlatego że spłaszczyliśmy strukturę, ona musi być bardziej efektywna. Musi być lepszy przepływ informacji, większa odpowiedzialność ludzi na stanowiskach kierowniczych i tutaj troszeczkę "odchudziliśmy" firmę i ona już pracuje dużo sprawniej.

Teraz chodzi o wypełnienie tego kontraktu z Deutsche Bahn, ale czy prawdą jest, że Pesa bliska jest pozyskania zamówień na kolejne pociągi ATR we Włoszech?

Myślimy o tym. Jesteśmy na rynku włoskim. Nasze pociągi sprawują się tam dobrze, jeśli chodzi o niezawodność czy dostępność tych pociągów. To naprawdę są dobre wyniki. Na pewno będziemy się zastanawiać nad kolejnymi projektami. Jednakże najpierw musimy uporządkować to, co mamy. My naprawdę mamy spory portfel zamówień w tej chwili. Wygranych kontraktów jest na około 3,5 mld zł, a tak jak powiedziałem 2 mld zł to są roczne obroty, których nie powinniśmy raczej przekraczać. Mamy portfel zamówień, myślimy o przyszłości. Będziemy się zastanawiać jak ewentualnie podejść do tego włoskiego zamówienia.W tej chwili mamy bardzo dużo kontraktów w trakcie realizacji. Ten z Deutsche Bahn, wokół którego powstało bardzo dużo mitów, ale to jest naprawdę dobry kontakt, z wielkim wysiłkiem realizujemy i doprowadzimy do końca.

Czyli teraz rozmyślne ewentualne branie kolejnych kontraktów?

Jedną ze zmian, którą wprowadziliśmy w Pesie od początku roku, w trakcie tego procesu restrukturyzacji i zmiany pewnej strategii jest to, że my nie musimy startować we wszystkich przetargach. Nabranie zbyt wielu projektów powoduje, że potem nie jesteśmy w stanie ich realizować w odpowiednim czasie, odpowiedniej jakości. W związku z tym bardzo mocno się przyglądamy. Dotyczy to klientów, ale też musimy patrzeć na cenę, czyli rentowność poszczególnych kontraktów. Musimy zarabiać pieniądze. Pesa czy byłaby dalej prywatna czy państwowa, zresztą PFR jest specyficznym funduszem, on jest funduszem publicznym, ale ma swój niezależny komitet inwestycyjny, Pesa ma być rentowna. Tak, jak deklarowano na spotkaniach - zwrot zainwestowanego w Pesę kapitału jest najważniejszy dla tego funduszu. Jeżeli tak będzie, to ja jestem spokojny o przyszłość Pesy.

Najbliższe decyzje Zarządu to...

Dla nas, dla Zarządu, jest to pewien etap - bardzo ważny, bo została podpisana umowa. Kolejne ważne rzeczy to musimy zawrzeć umowy na finansowanie z bankami, gdzie mamy już wstępne porozumienie, warunki w tych umów. Także z firmami ubezpieczeniowymi, bo ten biznes, tak jak powiedziałem, potrzebuje wcześniejszego finansowania - takiego na poszczególne projekty. To są te rzeczy związane z przyszłym właścicielem, z bankami, natomiast wewnątrz my mamy plan, który powstał jeszcze pod koniec ubiegłego roku - plan restrukturyzacji. Bardzo skutecznie go realizujemy, czyli obniżamy koszty, poprawiamy zarządzanie firmą, jakość planowania, zarządzanie projektami. To wszystko się dzieje i dla nas, dla Zarządu i pracowników, jest to ciągły proces poprawy tej firmy, doskonalenia i myślę, że Pesa ma naprawdę dobrą przyszłość i jest to dobra inwestycja dla kogokolwiek. Czy byłby to państwowy fundusz czy prywatny, Pesa jest dobrą inwestycją.

Ten dobry czas dla Pesy będzie widoczny już w przyszłym roku?

W tej chwili potrzebna jest szybkość działań. Pesa potrzebuje pieniędzy nie na to, żeby zasypać jakąś dziurę finansową. Pesa potrzebuje pieniędzy, żeby złożyć zamówienia i kupić komponenty do budowy pojazdów. To jest najważniejsze, bo wtedy zrealizujemy nasze kontrakty. Naprawdę wygląda to bardzo dobrze. Jeżeli ten cały proces dalej będzie szedł szybko, czyli z inwestorem i bankami, to widzę bardzo szybki postęp, jeżeli chodzi o wyniki finansowe Pesy i jej pozycję, już przyszłym roku.

Marek Iwiński

Marek Iwiński. Fot. Adam DroździkTrwa remont nawierzchni Starego Rynku w Bydgoszczy. Jak będzie wyglądał Rynek po zakończeniu prac? Czy stanie na nim Pomnik Króla Kazimierza Wielkiego? Czy reklamy przestaną szpecić miasto, a tabliczki z numerami domów otrzymają nową, jednolitą szatę? O to Marcin Kupczyk zapytał gościa "Rozmowy dnia" w Polskim Radiu PiK. W bydgoskim studiu pojawił się Plastykiem Miejski, Marek Iwiński.

Marcin Kupczyk: Jak zmienia się miasto? Jak zmienia się bydgoska starówka? Jak powinna wyglądać wizytówka Bydgoszczy? Trwa remont nawierzchni Starego Rynku. Co zobaczymy, gdy wszystko będzie gotowe, jak to będzie wyglądać?

Marek Iwiński - Rynek na pewno wypięknieje, będzie wyglądał zupełnie inaczej niż dotychczas. Przede wszystkim zostaną wyrównane poziomy rynku, zostanie optycznie zmniejszona również płyta główna, która stanowi element zagospodarowania rynku. Przede wszystkim zostanie zmniejszona optycznie, poszerzone zostaną chodniki. Wyznaczone również zostanie miejsce na 18. Południk, który będzie również podświetlany. Zostaną również ujednolicone kawiarenki, one też zostaną podświetlone. Zniknie z centralnej części rynku latarnia. Sama nawierzchnia będzie bardzo elegancka, granitowa płyta, która ozdobi rynek - to też nada pewnego charakteru tej przestrzeni.

Czy będzie to przeszkadzać dla paniom na "szpileczkach"?

- Nie, problem ten zupełnie zniknie, bo płyta po prostu będzie równa, będą to po prostu granitowe płyty, które zostaną odpowiednio usadowione i to stworzy taką równą płaszczyznę.

Co z Pomnikiem Walki i Męczeństwa?

- Pomnik zostanie przesunięty o 12 metrów w stronę pierzei zachodniej. Zyska też w pewnym sensie na wizualnej stronie, bo zostanie odpowiednio podświetlony, cokół lekko obniżony, także będzie wyglądać nadal majestatycznie...

Jeśli chodzi o Pomnik Walki i Męczeństwa, zadam proste pytanie - dlaczego będziemy go przesuwać o te 12 metrów? Co to da?

- Pierwotnie ten układ był taki, że koło pomnika był ustawiony szaniec z kamieni. Kompozycyjnie to wyglądało wtedy dobrze, na dzień dzisiejszy chcemy tę płytę uporządkować, ale też w miejscu zbrodni gdzie miało to miejsce, chcemy również upamiętnić to w formie tablicy, która będzie wmurowana w nawierzchnię. Myślę, że kompozycyjnie jeśli chodzi o rynek to, że przenosimy pomnik, jest to pozytywne rozwiązanie.

Ale pojawi się za to nowy pomnik...

- Jest taka koncepcja, żeby przenieść pomnik Kazimierza Wielkiego na płytę Starego Rynku, jest to uzasadnione również historycznie, bo na osi ulicy Mostowej pierwotnie stał pomnik i widzimy szansę, żeby przywrócić. oczywiście Kazimierz Wielki, lokator miasta Bydgoszczy. Stwierdziliśmy, że na rynku brakuje takiej dominanty, brakuje czegoś co by skupiało wzrok i myślę, że to jest godne miejsce, bardziej godne niż to wcześniejsze, gdzie stoi pomnik. Zresztą pomniki tego typu stoją na rynkach i chcieliśmy, żeby wokół pomnika zbudować takie delikatne schodki, żeby ludzie też mogli siadać wokół niego. Rozmawialiśmy też z radnymi i część osób jest bardzo przychylna, to był dobry pomysł, dobry czas właśnie w trakcie remontu, rewitalizacji płyty rynku, żeby pomnik przenieść.

To może się stać bardzo już niedługo...

- Może się stać bardzo niedługo. Liczę na Radę Miasta, że zagłosują pozytywnie. Wszystko przed nami.

No właśnie, Rada Miasta... zdaje się, że sporo radnych i to niezależnie od opcji politycznych, jest za przeniesieniem pomnika.

- Tak, wcześniej robiliśmy taki sondaż, rozmawialiśmy z radnymi - niezależnie od opcji politycznych - i radni są przychylni temu pomysłowi. Wysłaliśmy również pismo do Prezydenta jako Rada ds. Estetyki z taką intencją, żeby przenieść pomnik. Wiem, że prezydent również na Radzie Miasta poruszył ten temat... Myślę, że Bydgoszcz zasługuje na to, żeby w centrum stanął pomnik króla zwłaszcza, że Bydgoszczy jest miastem królewskim, założonym przez króla. Jak najbardziej jestem za!

Ruch samochodowy...

- Na rynku ruch samochodowy zniknie, to jest jak gdyby normalny element współczesnych czasów, gdzie wyłącza się część miasta z ruchu. Jest to bardzo dobre rozwiązanie. Tworzymy formę takiego deptaku, bardzo otwartą dla pieszych, by mogli się swobodnie poruszać. Dzisiaj wiadomo jak to jest, niekiedy pojawiają się nie wiadomo skąd samochody, ludzie muszą ustępować na boki, to jest nie do końca bezpieczne.

Wiem, że pojawił się pomysł na wykonanie tabliczek z numerami domów takich, aby one były w jednolitej szacie.

- Tak, to jest świetny pomysł, bo chcemy podkreślić charakter historyczny miasta. Chcę, żeby te tabliczki były bardziej stylizowane, mówi o strefie staromiejskiej, żeby pojawił się również herb miasta, ale herb w koronie, co w odniesieniu do przeniesienia pomnika stworzy pewną całość. Również mała architektura, jak ławki i kosze, kwietniki - też mają one stworzyć jaką wspólną harmonijną całość.

Pozostaje trzymać kciuki, żeby te wszystkie plany udały się, żeby miasto wypiękniało. Będziemy również przyglądać się temu procesowi.

1234567
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę