duży kontrast mapa strony
Strona startowa » Rozmowa dnia

Rozmowa dnia

Mikołaj Bogdanowicz

Mikołaj BogdanowiczZwiązkowcy z regionu zatrudnieni w administracji czekają na podwyżki płac.Wojewoda kujawsko-pomorski obiecał pomoc w ustaleniu terminu spotkania, a minister pracy Elżbieta Rafalska prosi o cierpliwość. Kolejne gminy i powiaty regionu doczekają się pieniędzy na budowę lokalnych dróg - dziś w Urzędzie Wojewódzkim podpisanie umów. Tym sprawom jest poświęcona Rozmowa Dnia Polskiego Radia PiK. Jej gościem jest wojewoda Mikołaj Bogdanowicz.

Marcin Kupczyk: Jak dowiedzieliśmy się wczoraj wieczorem, nie dojdzie do spotkania pracowników administracji z budżetówki z minister Elżbietą Rafalską. Szefowa resortu poprosiła związkowców o cierpliwość. Pracownicy administracji sfery budżetowej domagają się podwyżek płac.(...)Chcą odmrożenia kwoty bazowej, bo to od niej zależy wysokość pensji.

- Mikołaj Bogdanowicz: Wyjaśnijmy, jaka jest sytuacja w sferze budżetowej, bo ja tutaj występuje w podwójnej roli: jestem reprezentantem rządu w terenie, który decyduje o ruchach w obszarze podwyżki wynagrodzeń, ale jestem też pracodawcą dla prawie 700 osób zatrudnionych w urzędzie. Oprócz tego jeszcze współpracuję z administracją zespoloną, gdzie jest kilka tysięcy osób w podobnej sytuacji. I rzeczywiście od 9 lat w administracji rządowej tych podwyżek nie było. Mamy w tej chwili rynek pracownika nie procodawcy. Rozwój gospodarczy powoduje, że rosną wynagrodzenia w sferze przedsiębiorstw. W sferze samorządowej od lat te podwyżki były w jakiś sposób regulowane, więc dzisiaj sytuacja w samorządach jest troszeczkę lepsza. A sfera rządowa została w trudnej sytuacji i tutaj trzeba też zrozumieć pracowników. To wszystko wymaga nie małych nakładów finansowych. Realizujemy ważne programy dla państwa i chcemy się z nich wywiązać. Nie możemy składać obietnic bez pokrycia. Wczorajsze spotkanie z panią minister Rafalską odbyło się rzeczywiście późnym wieczorem w Warszawie. Pani minister Rafalska jak najbardziej spotka się z osobami, które protestują. Jednak bardzo prosiła o czas, do momentu załatwienia problemu osób niepełnosprawnych. Po tym zajmie się tą sprawą, pani minister znajdzie czas dla bydgoskich związkowców.

(...) Panie wojewodo,dzisiaj spory zastrzyk na budowę dróg lokalnych, gminnych i powiatowych. W Urzędzie Wojewódzkim uroczyste podpisanie umów z przedstawicielami samorządów. Na ile pieniedzy i na jakie drogi mogą liczyć samorządy w naszym regionie.

- W obszarze budowy dróg rząd w naszym województwie zrobił naprawdę bardzo dużo i to jest ten element strategii zrównoważonego rozwoju, aby wspierać i wzmacniać tereny wykluczone, które rozwijają się wolniej od większych miast. W tym roku kolejne 48 milionów złotych trafia w ramach przebudowy dróg gminnych i powiatowych.Dzisiaj podpisujemy 24 umowy z samorządami powiatami i gminami. Lącznie w ramach tego programu w tym roku zostanie zrealizowane 37 kompleksowych zadań zadań. Z tego co wiemy, środków na te drogi będzie jeszcze więcej.

Ponad 48 milionów złotych. Dzisiaj około 30 umów na taką kwotę zostanie podpisane. Rozumiem, że to będą kawałeczki dróg po kilka kilometrów w każdej z tych gmin, które dziś podpisują umowy.

- Powiaty robią z reguły drogi o dłuższym kilometrażu. Gminy troszeczkę mniejsze. Powiaty, które jako pierwsze otrzymały dofinansowanie to jest powiat chełmiński i aleksandrowski, powiat świecki, toruński, nakielski, inowrocławski. Czekają w kolejce kolejne powiaty do podpisania tych umów. (...)

Sebastian Gawronek

Sebastian GawronekWojewoda kujawsko-pomorski obiecuje pomoc pracownikom administracji zatrudnionym w sferze budżetowej. Część związkowców Solidarności domaga się podwyżek płac. Delegacja pracowników usłyszała wczoraj, że wojewoda Mikołaj Bogdanowicz umówi ich na spotkanie z minister pracy Elżbietą Rafalską. Jakie są oczekiwania związkowców zatrudnionych w administracji? - mówił gość Rozmowy Dnia w Polskim Radiu PiK Sebastian Gawronek - wiceprzewodniczący Zarządu Regionu Bydgoskiego NSZZ Solidarność.

Marcin Kupczyk: 14 Lutego powstał Komitet protestacyjny pracowników sfery budżetowej Regionu Bydgoskiego NSZZ Solidarność. Komitet reprezentuje 30 organizacji związkowych z regionu - przedstawicieli m.in. pracowników oświaty, służby zdrowia, administracji skarbowej, administracji pracującej w pomocy społecznej, kulturze czy też pracowników cywilnych policji. Panie przewodniczący, czego domagają się związkowcy?

Sebastian Gawronek: Związkowcy domagają się przede wszystkim wzrostu płac i odmrożenia tzw. kwoty bazowej, to jest dla nas sprawa zasadnicza w tej chwili. W tym roku tego będziemy się domagać.

- Wzrostu płac dla jakich grup zawodowych?

- Wzrostu płac dla pracowników sfery budżetowej. Tutaj mówimy w dużej mierze o pracownikach korpusu służby cywilnej [administracji - dop.red.], gdzie kwota bazowa, od której uzależnione jest ich wynagrodzenie, obliczona jest poprzez mnożnik i podam przykłady (...), bo statystyki są zakłamane. Proszę sobie wyobrazić, że w 2002 roku kwota bazowa dla pracowników sfery budżetowej wynosiła 1603 zł i po kilkunastu latach, czyli w 2018 roku wynosi 1873 zł. Łatwo sobie policzyć, że jeżeli pracownik sfery budżetowej ma mnożnik na przykład 1,12, to ledwo co zarabia kwotę minimalnego wynagrodzenia. Dlatego nasz postulat jest taki, żeby kwota bazowa została realnie odmrożona, żeby zgodnie z ustawą była podnoszona taki sposób, aby wynosiła co najmniej tyle, ile wynosi wynagrodzenie minimalne lub zbliżała się do tej kwoty.

- Wczoraj przedstawiciele związkowców byli w Urzędzie Wojewódzkim w Bydgoszczy, spotkali się przez chwilę z wojewodą kujawsko-pomorskim. Co Państwo usłyszeli?

- Zamierzenia wczorajszego spotkania były takie, że pracownicy Urzędu Wojewódzkiego, przede wszystkim związki zawodowe, wspierane przez komitet protestacyjny spotkały się z dyrektorem Urzędu Wojewódzkiego, negocjując kwoty podwyżek. Niestety te rozmowy zakończyły się fiaskiem. Pani dyrektor stwierdziła, że nie ma środków na to, żeby w tym roku pracownikom wzrosły wynagrodzenia. Dlatego poprosiliśmy o spotkanie z panem wojewodą. Pan wojewoda przyjął to zaproszenie. Pojawił się na spotkaniu. Korzystając z okazji, że pan wojewoda jest przedstawicielem rządu w terenie, poprosiliśmy pana wojewodę o pomoc w zorganizowaniu spotkania z panią minister Rafalską. Ja tylko przypomnę, że komitet protestacyjny już w lutym zwrócił się do pana premiera Morawieckiego o spotkanie. Dostaliśmy pisemne zapewnienie, że to spotkanie odbędzie się z panią minister Rafalską. Telefonicznie potwierdzono, że spotkanie miało odbyć się do końca kwietnia. Niestety zostaliśmy zlekceważeni, więc poprosiliśmy o pomoc pana wojewodę.

- Wojewoda wczoraj obiecywał wam, że dziś postara postara się ustalić termin spotkania z minister Rafalską.

- Tak, mimo tego, że zawsze mogliśmy liczyć na pana wojewodę i ta współpraca układała się wzorcowa, postawiliśmy ultimatum, że wtorek jest ostatnim dniem, do którego będziemy czekać na wyznaczenie terminu spotkania.

- Będziemy śledzić rozwój wypadków.

(...)

- Przypomnę jeszcze raz, że od 2002 roku tak naprawdę pracownicy sfery budżetowej nie zostali objęci systemową regulacją płac. To są tylko indywidualne wzrosty płac. Mamy już dość czekania i obietnic, że ta kwota będzie większa od przyszłego roku.(...) Cały czas pozostajemy na tym samym poziomie, kwota bazowa się nie zmienia, nasze postulaty są jasne. Powiedzieliśmy już dawno dosyć - czekamy na regulację, podjęcie rozmów jeszcze w tym roku. Wyznaczyliśmy datę 1 czerwca. Niestety, i powiem to zdecydowanie, jesteśmy lekceważeni. Oczekujemy na termin spotkania. Jeżeli to nie nastąpi, podejmiemy odpowiednie działania statutowe, prawne.

Krzysztof Kukucki

Krzysztof KukuckiPrzedwyborcze sondaże od kilku miesięcy sygnalizują możliwy powrót Sojuszu Lewicy Demokratycznej na wielką scenę polityczną. Jak wygląda sytuacja we Włocławku? Czy trwają już przygotowania do wyborów samorządowych? Jakie pomysły na Włocławek ma SLD? Na te pytania odpowiedział gość Rozmowy Dnia w Polskim Radiu PiK, Krzysztof Kukucki - kandydat SLD na prezydenta Włocławka.

Marcin Kupczyk: Przedwyborcze sondaże od kilku miesięcy sygnalizują możliwy powrót Sojuszu Lewicy Demokratycznej na wielką scenę polityczną, czy lewica w wydaniu SLD jest Polakom potrzebna? Jak to wygląda na lokalnym kujawsko-pomorskim rynku? Czy Sojusz znów stawia na młodych? Czego potrzeba takiemu miastu jak Włocławek? Panie przewodniczący przedstawił pan niedawno hasło oraz swój plan dla miasta, hasło brzmi: Lepszy Włocławek. No i przede wszystkim te sześć filarów o których pan niedawno mówił: "przyjazne komfortowe miasto", "skuteczna edukacja", "dostępne mieszkania", "szczęśliwi seniorzy", "zdrowi mieszkańcy", "zadowoleni pracownicy i przedsiębiorcy", w takim razie ja się przeprowadzam do Włocławka.


Krzysztof Kukucki: Zapraszam, zapraszam. To nie jest bajka, to są realne oczekiwania mieszkańców Włocławka. My - Sojusz Lewicy Demokratycznej - jesteśmy jedyną partią w mieście, która cyklicznie, co pół roku spotyka się z mieszkańcami na każdym osiedlu, rozmawiamy, wysłuchujemy się, szereg rzeczy udało już się zrealizować, między innymi bezpłatne przejazdy autobusami MPK dla dzieci do ukończenia szkoły podstawowej, między innymi wprowadzenie obowiązku stosowania klauzul społecznych w zamówieniach publicznych. Będąc w opozycji, czy nie będąc w opozycji, staramy się wspierać rozwój naszego miasta, to znaczy inicjatywy i z naszych projektów uchwał te dwie rzeczy zostały zrealizowane. Natomiast te sześć filarów o których pan redaktor mówił, które mają zbudować lepszy Włocławek, to jest bardzo realny plan, który dzisiaj być może wydaje się nierealny, natomiast my mamy konkretne rozwiązania chociażby w zakresie zachęcania czy rozwoju przedsiębiorczości w naszym mieście. Włocławek zawsze był miastem ludzi przedsiębiorczych. Zawsze to było miasto przemysłowe, właśnie z tego to się brało i dzisiaj wiemy, że wspieranie biznesu to nie tylko pomieszczenia, nie tylko infrastruktura, ale również realne wymieszanie trzech światów: świata akademickiego, finansowego i przemysłowego. Tak chcemy pobudzać gospodarczo Włocławek, ale jak pan redaktor zadeklarował, że przeprowadzi się do Włocławka, to taki jest właśnie cel budowy tego lepszego Włocławka, by stwarzać takie warunki, żeby osoby, które z różnych przyczyn, na przykład dlatego że będą wracać z emigracji, z tego ekonomicznego wygnania na którym się znaleźli, chociażby w Wielkiej Brytanii, to żeby wybierali miasto takie jak Włocławek czyli średniej wielkości miasto, ale z zadbaną infrastrukturą, gdzie mieszkania są dostępne, gdzie ta opieka zdrowotna jestem na na wysokim poziomie, gdzie najważniejszy jest człowiek i najważniejsze jest to jak się człowiekowi w naszym mieście żyje.

Przyjazne, komfortowe miasto, czy takim wydaje się panu w tej chwili Włocławek? Czy to jakiś plan na daleką przyszłość?

Mamy dużo do nadrobienia, w zakresie mieszkań wdrażamy też program autorstwa SLD Włocławskie Mieszkanie, który opiera się na trzech filarach: czyli mieszkań na wynajem, mieszkań na wynajem z dojściem do własności i przez to wymuszenie takiej cyrkulacji, rotacji w mieszkaniach znajdujących się w zasobie miasta, to jest takie realny plan, żeby zwrócić też uwagę na osoby które dzisiaj znajdują się poza systemem pomocy samorządu w zakresie tego co jest najważniejsze. Jednym z najważniejszych problemów Polaków jest dostęp do mieszkań. Wdrażanie tego programu nie przebiega jak byśmy sobie życzyli, bo obecnie SLD w Radzie Miasta nie ma większości i ten dobry projekt jest blokowany m. in. przez radnych PiS, natomiast dziś mogę zadeklarować, że po wyborach, będziemy dalej realizować ten program. (...). Nie może być tak, że inwestycje, które są realizowane z pieniędzy mieszkańców, są realizowane wbrew ich woli. Mieliśmy w tej kadencji, w poprzednich również, takie przykłady, gdzie mieszkańcy byli pomijani, był dyktat projektantów, a to nie może być tak, że projektant czy wykonawca dyktuje jak ma być realizowana inwestycja, bo ta inwestycja ma służyć mieszkańcom i tak właśnie będzie i to proponujemy, ale "przyjazne i komfortowe miasto" to też dobra infrastruktura kulturalna, dostępna komunikacja, nasz klub radnych zabiega od dłuższego czasu by zwiększyć środki na komunikacje publiczną, tak żeby autobusy jeździły częściej, były bardziej dostępne, ale też żebyśmy zadbali o ekologię, bo ekologia w tym przyjaznym mieście jest istotna.

Tomasz Latos

Tomasz LatosKandydat PiS na prezydenta Bydgoszczy, jak twierdzi, już rozpoczął przygotowania do kampanii wyborczej. Zapowiada, że będzie chciał być prezydentem wszystkich bydgoszczan. Jaka jest jego wizja miasta?

Marcin Friedrich: Będzie pan prezydentem wszystkich bydgoszczan? Takie będzie pana hasło wyborcze? Już w kilku wypowiedziach podkreślał pan, że będzie pan chciał łączyć.

Tomasz Latos: To nie będzie moje hasło wyborcze, aczkolwiek będę o tym dużo mówił i będę to bardzo podkreślał.

- Ale jak chce pan łączyć? Aleksander Kwaśniewski mówił, że chce być prezydentem wszystkich Polaków, później prezydent Andrzej Duda mówił, że tak się po prostu nie da. Miasto jest tak skomplikowaną strukturą, gdzie chyba nie da się połączyć wszystkich interesów.

- OK, ale jednak jest różnica między samorządowcem a politykiem parlamentarnym czy też prezydentem Rzeczypospolitej. Samorządowiec powinien starać się, o ile to jest możliwe, maksymalnie oderwać od bieżącej polityki. To oznacza ni mniej ni więcej jak bycie dobrym gospodarzem, dobrym urzędnikiem, kimś kto realizuje wizje nie tylko swoje, ale przede wszystkim wizje bydgoszczan i rozmawia z różnymi środowiskami. Nie może być tak, że tylko z tego powodu, że jest podział również w radzie miasta na radnych koalicyjnych i radnych opozycyjnych, to działa się właśnie według tego schematu i dzieli pomysły na dobre lub złe w zależności od tego, kto przedstawia. Tak samo jak współpraca z jednej strony z sejmikiem, z drugiej strony z parlamentem wymaga też dużej koncyliacyjności i otwarcia, niezależnie kto rządzi w danym miejscu. Ja przypominam, że zdarzało się, że pan prezydent zbyt ostro osobiście angażował się różne, przecież niedotyczące miasta spory polityczne i oczywiście ma prawo i wręcz powinien mieć swoje poglądy polityczne, też swoje poglądy mam i nie będę się ich wyrzekał, natomiast to nie jest istota pracy prezydenta. Istotą pracy prezydenta jest to, co zresztą teraz robimy - spotykamy się na osiedlach, zbieramy różne opinie od mieszkańców, co jest dla nich ważne, te różnice są...

- Co wynika z tych spotkań? Czego mieszkańcy oczekują od kandydata na prezydenta?

- Myślę, że między innymi mieszkańcy oczekują właśnie tego, że będzie ktoś, kto będzie w jakim sensie pierwszym obywatelem miasta, który przedstawi wizję rozwoju tego miasta, które ma wielkie ambicje. Przypominam jesteśmy 8. co do wielkości miastem w Polsce, a nie rozwijamy się w taki sposób, jak byśmy chcieli. Opinie są czasami bardzo brutalne, sprowadzające nas do miasta powiatowego - to jest nieprawda, jesteśmy dużym wojewódzkim miastem, ze swoimi ambicjami, możliwościami i szansami. Oczywiście jest pytanie, czy my te szanse wykorzystujemy, jeżeli chodzi o rozwój infrastruktury, inwestycje, inwestorów. Przecież posiadamy park przemysłowy - ilu ich ściągamy i na ile robimy to efektywnie? To jest kwestia rozwoju kultury, to jest również kwestia rozwoju sportu i wielu innych dziedzin.

(...) Tak się składa, że będąc radnym miasta, nie tylko byłem szefem komisji zdrowia, ale również zasiadałem w komisji sportu, podobnie w Sejmie. Jestem kibicem i ubolewam nad upadkiem Zawiszy, Polonii...

- Jaka jest recepta, aby te kluby wróciły na miejsca, które zajmowały?

- Pierwsza rzecz, to w ramach szukania zgody, o której powiedziałem, trzeba wygasić spory. W Zawiszy jest nieustający spór, którego efektem jest to, że nawet młodzież musi trenować poza obiektami Zawiszy i mecze też poza obiektami Zawiszy są rozgrywane. Trzeba to zmienić. Trzeba nie tylko szukać wsparcia finansowego i sponsoringu, ale na początek spróbować dogadać się wokół tego, co chcemy osiągnąć i wyznaczyć sobie realną perspektywę - nie bardzo krótką, że co roku awans, ale też nieodległą, która na końcu będzie oznaczała ponownie ekstraklasę w Bydgoszczy. To samo jeżeli chodzi o żużel. Pamiętam chociażby jak prezydent Bruski w swojej kampanii obiecywał, nie tylko że Polonia będzie się wspaniale rozwijała, ale wręcz Tomasz Gollob będzie jeździł w Polonii... Teraz ze względu na stan jego zdrowia wiadomo, że jest to niemożliwe. Polonią kieruje Władysław Gollob, natomiast perspektyw zupełnie nie widać. Byłem niedawno na meczu i w najniższej klasie rozgrywkowej też nie możemy sobie poradzić. Też tu potrzeba impulsu. Prezydenta oczywiście nie załatwi wszystkiego za wszystkich, to zupełnie nie o to chodzi, ale trzeba stworzyć pewne dobre warunki sponsorskie, rozwoju, naprawy infrastruktury. To wszystko moim zdaniem można zrobić. To wszystko można zrobić również wokół festiwalu Camerimage. Ja też zrobię wszystko, aby on z Bydgoszczy się nie wyprowadził choćby na jeden rok, natomiast metody, które tutaj przyjęto też nie są dyplomatycznie skuteczne. Tak bym to najbardziej oględnie określił. (...) Myślę, że można w każdej sprawie o tym powiedzieć... Młyny Rothera są cały czas w opłakanym stanie (...) Biorąc pod uwagę ostatnie 8 lat, to można powiedzieć, że w tej sprawie niewiele się działo. Przechodząc do dużej polityki martwi mnie to, że Platforma mówi o likwidacji urzędu wojewódzkiego, bo w naszym konkretnym województwie to by oznaczało ni mniej ni więcej tylko podporządkowanie całego województwa Toruniowi i urzędowi marszałkowskiemu. To de facto mówi Platforma: niepotrzebne urzędy wojewódzkie, potrzebne wyłącznie urzędy marszałkowskie. Przypominam - Urząd Marszałkowski mieści się w Toruniu. Już pomijając to kto w nim będzie, kto nim będzie rządził po najbliższych wyborach i mam nadzieję, że dokonamy tam zmiany również i optymalnie byłoby, gdyby marszałkiem województwa był przedstawiciel Bydgoszczy, ale tak czy inaczej likwidacja urzędu wojewódzkiego będzie oznaczała przesunięcie i oddanie całej władze przesunięcie do Torunia. Nie wiem czy posłowie Platformy Obywatelskiej wytłumaczyli Grzegorzowi Schetynie, że są takie dwa województwa - lubuskie i kujawsko-pomorskie, gdzie tego typu pomysły wyborcze, pomijając to, że są one na szczęście niekonstytucyjne, oznaczają rzeczywiście degradację w tym przypadku Bydgoszczy.

Prof. Zbigniew Naworski

Prof. Zbigniew Naworski/fot. researchgate.netCzym była Konstytucja 3 Maja? Co przyniosła I Rzeczypospolitej? O tym w Rozmowie Dnia opowiadał Robertowi Erdmannowi prawnik i historyk prawa, prof. Zbigniew Naworski z UMK.

Robert Erdmann: Dziś święto Konstytucji 3 Maja. Jak prawnik i historyk prawa ocenia ten akt?
Prof. Zbigniew Naworski: Ocena jest nie do końca jednoznaczna. Z jednej strony był to akt, który reformował w sposób bardzo głęboki przede wszystkim ustrój polityczny Polski. Z drugiej strony - siłą rzeczy po uchwaleniu musiał natychmiast spowodować reakcję państw ościennych, które były gwarantami tak zwanych praw kardynalnych RP, a Konstytucja 3 Maja, czy dokładnie wszystkie ustawy, które się tak określa, były z tymi prawami kardynalnymi w jawnej sprzeczności. Z tego względu ocena musi być mieszana, nie do końca jednoznaczna.
Problem polega na tym, że procesjonalny historyk, w zwłaszcza historyk prawa, zawsze przegrywa z mitami, a konstytucja została wyidealizowana i zmitologizowana przez późniejsze wydarzenia i pokolenia, której głęboko tkwiły w tradycji romantycznej historii Polski.

Powróćmy do samego aktu - do przepisów konstytucji. Wprowadzała ona m.in. dziedziczenie tronu. Nawet wyznaczała, że nową dynastią ma być dynastia saska, na polskim tronie miał zasiąść Fryderyk August. To były fundamentalne zmiany.
- Zmiana była dość zasadnicza, aczkolwiek wybór monarchy nie był zbyt rozsądny. Powoływano się na tradycję unii polsko-saskiej. Oczywiście rezygnacja z wolnej elekcji stanowiła fundamentalną zmianę, ale czy to miało być panaceum na wszystkie nasze bolączki z przeszłości, to miałbym wątpliwości.

A takim panaceum nie było dziedziczenie korony, ustanowienie rządu, skarbu, wojska? To wszystko jest w tej konstytucji.
- Nie do końca. Zawsze się zapomina, że najpierw wymyślono aukcję 100 tys. wojska, nie wiedząc skąd się weźmie na to pieniądze, po czym wprowadzono ofiarę dziesiątego grosza, czyli podatek, który miał tę armię utrzymać. Niestety ustawa została napisana typowo po polsku – o tym, jakie kto ma dochody, decydował sam właściciel, który przekazywał te informacje władzom skarbowym. Oczywiście, jak się okazało, tych pieniędzy nie starczyło nawet na połowę autoramentu (...).

Prof. Wojciech Polak

prof. Wojciech Polak. Fot. ArchiwumW Dniu Flagi Rzeczypospolitej Polskiej rozmowa o symbolach i barwach narodowych z prof. Wojciechem Polakiem historykiem z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu i członkiem Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej.

Robert Erdmann: Dzisiaj święto flagi. Skąd się wzięły barwy narodowe?


Prof. Wojciech Polak: Barwy narodowe wzięły się z godła Polski, biały orzeł na czerwonym tle, po prostu w zwyczaju było to że w formie flagi, chorągwi barwy przenoszono właśnie z godła czy z herbu prawda i w tym wypadku dokładnie w ten sposób postąpiono, zresztą to nie jest jedyny przykład, taki przykład w można podawać dużo więcej.

A czy był taki okres w historii różnych krajów na przykład europejskich, ale też i pozaeuropejskich, gdzie i flagi, i godła były uchwalane, były przyjmowane przez państwa?

Czasami te flagi są konstruowane, że użyję takiego słowa, w sposób taki dosyć sztuczny, według jakiś koncepcji. Litwini gdy utworzyli swoje państwo u schyłku pierwszej wojny światowej, barwy narodowe uzasadnili tym, że są to kolory najczęściej spotykane w przyrodzie litewskiej. Można dyskutować, bo w przyrodzie są wszystkie kolory, no ale oni takie uzasadnienie wybrali i koniec. Czasami te zwłaszcza młode państwa, młode wspólnoty wymyślają jakieś jakieś flagi, jakieś motywy, bo nie mają innego wyjścia, ale byłaby starą ponad 1000-letnią tradycję państwową, nasze godło narodowe, także jest bardzo stare i my nie musimy tutaj żadnych rzeczy sztucznie wymyślać, fantazjować.

Godło jest stare, orzeł też w tym godle jest stary, ale to nie znaczy, że on nie ulegał zmianom.

Tak, no ta ewolucja jest widoczna, inny był orzeł w czasach piastowskich, inny w czasach jagiellońskich, inny był w czasach wolnej elekcji, nawet po odzyskaniu niepodległości do 1927 roku były nieco inny, ostatnia zmiana dotyczy tej korony, którą właśnie komuniści usunęli, a my u schyłku 1989 roku, już w wolnej, suwerennej Polsce przywróciliśmy, ale zawsze był to orzeł biały i nikt nie dyskutował nad tym, że to może być jakiś inny motyw.


Nie jest też tajemnicą, że to nie jest koniec zmian, bo prace nad zmianą, przynajmniej jeśli chodzi o flagę, trwają na czym one polegają?

Tutaj jest problem z barwą czerwoną, z barwą białą nie ma problemu, to powinien być kolor czerwony zwany cynober, ustawa o fladze narodowej z 1980 roku uchwaliła rodzaj czerwieni przy pomocy fali świetlnej, która tam określa ten rodzaj czerwieni, wykonana ściśle flaga biało czerwona według tej ustawy, właściwie troszkę przechodzi w karmazyn, w taki kolor ciemniejszy, bardziej wyrazisty od tradycyjnego, więc chyba tutaj lekki błąd popełniono, więc teraz się dyskutuje czy troszeczkę nie zmienić tej definicji, to są drobiazgi, przeciętny Polak tego tego nie zauważa, chociaż czasami w czasie uroczystości widać, że ta czerwień flagi jest taka troszkę ciemniejsza i to jest widoczne w urzędach, te flagi są bardzo ściśle według ustawy wykonywane.

Prof. Roman Ossowski

Prof. Roman Ossowski Fot. Maciej WilkowskiPochody z hasłami i szturmówkami czy święto świętego Józefa Rzemieślnika? Z czym kojarzy nam się 1 maja ? Jaką rolę odgrywa w naszym życiu praca i co zrobić, jeśli nie daje nam ona satysfakcji? Rozmowa Dnia z prof. dr hab. Romanem Ossowskim z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.

Maciej Wilkowski: Dziś Święto Pracy, panie profesorze ono nam się chyba częściej kojarzy z czasami słusznie minionymi i pochodami, które organizowane były właśnie tego dnia i podchodzimy, możemy podchodzić, do tego święta negatywnie. Czy to słuszne podejście?

Prof. Roman Ossowski: Ja to rozumiem, dlatego że zawłaszczono bezczelnie to święto, a nie zwrócono uwagi na jego wymowę, na jego genezę. Wraz z powstaniem kapitalizmu, który był wtórny w stosunku do feudalizmu, kiedy powstawały manufaktury i fabryki, zaczął się tragiczny okres w dziejach osób i rodzin, a mianowicie bezwzględny wyzysk, nierówności społeczne - to wszystko, co nawet dziś obserwujemy. To wszystko zaczęło się w XIX wieku. Hasłem liberalizmu była "własność i wolność" - zwłaszcza tych, którzy tę własność posiadają. Na tym tle był bunt, podwójny - z jednej strony Karol Marks i Fryderyk Engels - "Manifest Komunistyczny" - upaństwowić, zabrać i tak dalej, bo wyzyskiwacze, to jest niesprawiedliwe i tak dalej, a z drugiej strony myśl kościoła. I chciałbym zwrócić uwagę na cudownego papieża Leona XIX, który postawił kwestię robotniczą i od tego zaczęła się nauka społeczna kościoła i w swojej encyklice "Rerum novarum" z 1891 roku prosił właścicieli środków produkcji, aby byli moralni, ażeby tworzyli dobre warunki do życia, że musi być większa sprawiedliwość i równość, bo t jest podstawa egzystencji rodziny, a z drugiej strony robotnikom mówił - Pamiętajcie, to oni wam dają pracę, możecie mieć szczęśliwe, zdrowe rodziny, możecie się rozwijać i apelował o ład, ale nie o upaństwowienie. Po prostu te dwie tendencje się ścierały. gdy po rewolucji bolszewickiej, a w Polsce zwłaszcza po 1945 roku to święto zawłaszczone niesłusznie. Żeby zapobiec tej laicyzacji papież Pius XII w 1955 roku ogłosił 1 maja świętem Józefa Rzemieślnika.

Czym jest praca w życiu człowieka? Od strony laickiej praca jest źródłem jego rozwoju. Poprzez pracę człowiek się doskonali, dzięki pracy może założyć rodzinę, może egzystować, wchodzi w więzi międzyludzkie, w hierarchii prestiżu znajduje się na określonym poziomie. To wszystko jest wielkim darem, to są zyski. W języku bardziej teologicznym jest to przedłużenie aktu tworzenia, jest to po prostu wpisane w naturę ludzką, że człowiek musi przedłużać boski akt tworzenia i to wszystko co czyni to na chwałę Bożą i w osobistą pomyślność. Człowiek musi być zawsze w drodze. Jeżeli weźmiemy emeryturę, to już jako psycholog zawsze podkreślam - w niej nie ma niczego złego pod warunkiem, że człowiek będzie tak zaangażowany w czyn, jak w czasie pracy. W pracy robimy to, co nam każą, natomiast poza pracą robimy to, co pragniemy, ale od przebudzenia do zaśnięcia cały czas trzeba być w drodze...

Michał Zaleski

Michał Zaleski Fot. ArchiwumToruń w 2021 zorganizuje Halowe Mistrzostwa Europy w Lekkiej Atletyce. Jak duże to wyzwanie dla miasta, jakie warunki będzie musiało spełnić, czy konieczne będą dodatkowe inwestycje i wreszcie - ile to będzie kosztowało? Rozmowa Dnia z prezydentem Torunia Michałem Zaleskim.

Maciej Wilkowski: W piątek zapadła decyzja - Toruń zorganizuje Halowe Lekkoatletyczne Mistrzostwa Europy w 2021 roku. Panie prezydencie, można powiedzieć do trzech razy sztuka, bo poprzednio dwukrotnie się nie udało. Co zdecydowało, że tym razem Toruń okazał się lepszy od holenderskiego miasta Apeldoorn?

Michał Zaleski: Może nie tyle sztuka w trzech podejściach, ile po prostu konieczna jest jak zwykle wytrwałość, a więc nie można powiedzieć po pierwszej nieudanej próbie, jak to w sporcie, nie - już dalej nie będziemy, nie będę startował, i ta stara teza się potwierdza. Trzeba wytrwale dążyć do celu i tak to się spełnia w przypadku organizowania przez Toruń Halowych Mistrzostw Europy w Lekkiej Atletyce w 2021 roku. To decyzja podjęta przez Radę Europejskiej Lekkiej Atletyki w Berlinie w miniony piątek, która była rozpatrywana wszechstronnie, a więc prezentacja - Marek Plawgo i Monika Pyrek pokazywali to, co istotne dla tego typu zawodów - przygotowaną bazę, halę lekkoatletyczna w naszym mieście, pokazywali oczywiście uroki miasta, w tym warunki hotelowe, sposób skomunikowania z Toruniem i po dyskusji Rada stosunkiem głosów 11:4 podjęła decyzję o przyznaniu organizacji tej imprezy Toruniowi. Warto wspomnieć, że poprzednie poprzednie zawody tej rangi w Polsce odbyły się w 1975 roku, a więc przerwa była długa, ale to dobrze, bo przynajmniej kibice polscy czują potrzebę zajrzenia na zawody lekkoatletyczne.

- Panie prezydencie ja miałem sposobność przeglądania się z bardzo bliska i od zaplecza Halowym Mistrzostwom Świata, które w 2014 roku zostały rozegrane w sopocko-gdańskiej hali. Wiem, że to bardzo duże wyzwanie. No właśnie, jak duże to wyzwanie dla Torunia, czy miasto już teraz mogłoby takie zawody zorganizować, czy też jednak te niecałe 3 lata są jeszcze potrzebne do tego, aby perfekcyjnie je zorganizować?


- Ja także zajrzałem do Sopotu na Mistrzostwa Świata, niedługo - jeden dzień oglądałem zawody, ale oczywiście byliśmy w całym roku przygotowań do Mistrzostw Świata w Sopocie 2014 roku, ponieważ te nawierzchnie lekkoatletyczne, które oglądał pan redaktor i miliony kibiców za pośrednictwem telewizji to są te same nawierzchnie, które w tej chwili, żartobliwie mówiąc, zagrają na Mistrzostwach Europy Halowych w Lekkiej Atletyce w Toruniu. Wówczas wypożyczyliśmy je Sopotowi, i to było jeszcze przed montażem tych nawierzchni na stałe u nas. Tam się sprawdziły - wielu sportowców mówiło, że są to nawierzchnie szybkie i to się potwierdza również w trakcie organizacji Copernicus Cup - mityngu lekkoatletycznego, zaliczanego do diamentowej szóstki mityngów lekkoatletycznych w hali na świecie. Natomiast czy można by zorganizować te zawody, a więc Mistrzostwa Europy już teraz. Myślę, że to nie jest tak prosta i łatwa impreza, aby ta odpowiedź była tożsama z pytaniem, czyli tak - można zorganizować. Trzeba na to czasu rzeczywiście, dlatego nie bez przyczyny decyzje są podejmowane wcześniej. Ten czas przygotowań trzeba wykorzystać na to, aby dokładnie wszystko, co jest w obiekcie raz jeszcze posprawdzać, uzupełnić. Będziemy ponosili określone wydatki, na pewne uzupełnienia, ale to jest oczywiste. Będzie to później służył obiektowi przez wiele wiele lat. Trzeba przygotować także powierzchnie treningowe, a więc pewnie wykorzystamy do tego obiekt sąsiedniego TOR TOR-u, tam rozłożymy nawierzchnie lekkoatletyczne. Kończy się również budowa nieodległej hali tenisowej (...) Oczywiście rezerwacja miejsc noclegowych, zapewnienie warunków pobytowych poza zawodami sportowymi zawodniczkom i zawodnikom, a będzie ich około 1,2 - 1,3 tys., do tego cały sztab towarzyszący im, oczywiście obsługa zawodów, kolejne około 1,2 tys. osób. Będą mieli pewnie możliwość także zwiedzenia Torunia, do tego się przygotowujemy, czy wzięcia udziału w wydarzeniach kulturalnych, artystycznych w naszym mieście.

- Panie prezydencie, czy wiadomo ile to będzie kosztowało, ile miasto będzie musiało wydać pieniędzy w związku z organizacją tych halowym mistrzostw?


- Na to też potrzebny jest czas, aby ustalić koszty, jest precyzyjna specyfikacja podziału zadań, a więc to kto co przygotowuje. Zapewniony jest udział w finansowaniu przedsięwzięcia w dwóch grupach - to są pieniądze publiczne, skarb państwa, samorząd lokalny szczebla miejskiego i wojewódzkiego, to oczywiście także organizacje sportowe. Natomiast są do tego jeszcze przewidziane, i to niemałe, pieniądze komercyjne, a więc pochodzące od sponsorów tych zawodów. Cześć kosztów poniosą też ekipy narodowe. (...) Natomiast same kwoty będą znane dopiero za jakiś czas.

- Zmieńmy temat. Panie prezydencie, nie zapytam pana czy tylko kiedy oficjalnie ogłosi pan swój start w wyborach prezydenta Torunia.

- A dlaczego nie spyta pan czy? No to jest pytanie jak zawsze potrzebne i myślę że w tej sytuacji, kiedy do tej pory nie poinformowałem o swoim udziale w nadchodzących wyborach samorządowych na pewno na miejscu, więc no trzeba zawsze chyba jednak zacząć od takiego pytania, przynajmniej nadal z tym pytaniem pozostaję. Ta decyzja jeszcze ciągle przede mną i teraz czas zastanowień i ustaleń. Był ten czas już raz, kiedy nie wiadomo było jakie będą warunki wyborów samorządowych w Polsce. Ustawodawca je dookreślił precyzyjnie na koniec stycznia, a teraz pozostaje ten drugi wątek, czyli ocena tego, co przede mną, bo kadencja jest wydłużona, jest pięcioletnia, też o tym pamiętajmy. (...) Wszystkie okoliczności trzeba zważyć, zmierzyć.Ja mam za sobą już ponad 15-letnie doświadczenie w kierowaniu miastem i każda kolejna tego typu decyzja jest dla mnie naprawdę coraz bardziej odpowiedzialna i istotna, ze względu na wartość i rangę miasta.

- Prezes PiS Jarosław Kaczyński prezentując kandydatów swojej partii w wyborach prezydenckich powiedział, że do ostatniej chwili trwały z panem negocjacje. Co stanęło na przeszkodzie, że to nie pana zaprezentował, czy też nie powiedział, że to pana będzie wspierać w jesiennych wyborach?

- Tego fragmentu wypowiedzi nie znam, aczkolwiek słyszałem wypowiedź i usłyszałem tam, że do ostatniej chwili trwały ustalenia kto będzie kandydatem Prawa i Sprawiedliwości lub popieranym przez Zjednoczoną Prawicę, i zresztą bardzo miła dla mnie wypowiedź się pojawiła, że do tej pory dobrze się współpracowało ze mną, ale jest decyzja ugrupowania, że własny kandydat będzie także wystawiony. Myślę, że jest to decyzja polityczna i tutaj ani ją oceniać ani kontestować...

Piotr Król

Piotr Król. Fot. ArchiwumCzy bydgoska PESA po związaniu się z Polskim Funduszem Rozwoju została uratowana przed upadkiem? Czy wywiąże się z zawartych kontraktów, m.in. ostatniego na remont ponad 120 wagonów dla PKP InterCity? O tym w Rozmowie Dnia z posłem PiS Piotrem Królem.

Maciej Wilkowski: Czy bydgoska PESA po związaniu się z Polskim Funduszem Rozwoju została uratowana przed upadkiem?

Piotr Król: (...) Myślę, że wypłynie na szerokie wody - tak odpowiem, bo tak jak kiedyś publicznie powiedziałem - PESA była w takim momencie, że już była zbyt wielka na Polskę i jeszcze trochę za mała na to, żeby zawojować świat, a ta inwestycja i to zainwestowanie w PESĘ przez PFR pozwoli wyjść z kłopotów i wypłynąć na szerokie wody. Tak bym to ujął.

- Polski Fundusz Rozwoju ma przejąć 70 proc. akcji PESY. Jakie będą kolejne kroki według pana posła?

- Dwa słowa na temat tego rynku. Proszę pamiętać, że zachodzą na nim procesy konsolidacji jeśli chodzi o głównych konkurentów - producentów taboru szynowego. Ten główny konkurent polski, tutaj celowo unikam nazwy, żeby nie było zarzutu o jakąś kryptoreklamę, był w jeszcze większych kłopotach. Był zmuszony zamknąć jeden z zakładów. PESA zdecydowała się na o wiele trudniejszą drogę, nie zdecydowała się na grupowe zwolnienia. Mimo tego, że miała kłopoty utrzymała moc produkcyjną - i ten ruch i z drugiej strony wejście PFR-u pozwoli jej na zrealizowanie naprawdę dużych kontraktów, o te kontrakty począwszy od rynku tramwajowego, a skończywszy na kontrakcie dla niemieckich kolei są podpisane i są realizowane. Naprawdę z pełnym przekonaniem uważam, że przed PESĄ dobra przyszłość, jeżeli ta koncepcja PFR-u, bo ona może być realizowana w dwóch wariantach, zostanie zrealizowana. Na początek najprawdopodobniej będziemy mieli do czynienia z holdingiem PESY i Zakładów Cegielskiego w Poznaniu. Tutaj można domniemywać, że Cegielski skupi się na remontach, PESA pewnie się skupi na budowie nowego taboru, bo tutaj przecież ma świetne osiągnięcia. No i będzie pytanie co z Newagiem z południa kraju, czy tutaj też ta konsolidacja nastąpi czy też on będzie funkcjonował oddzielnie.

- Czyli PESA, Newag i Cegielski tworzyłyby holding?

- W mojej ocenie to byłby na tyle duży podmiot, który byłby już w stanie konkurować nie tylko w Europie, ale i na świecie. A takie procesy konsolidacyjne na tym rynku zachodzą. Proszę pamiętać, że wcześniej do PESY zgłaszali się i ci główni konkurenci zachodni, ale między innymi bardzo intensywnie próbowali wejść na ten rynek Chińczycy, którzy na brak środków nie narzekają i bardzo chcieliby mieć jakąś fabrykę w Europie.

- Rozmawiamy o PESIE, bo pan poseł był zaangażowany w rozmowy między PESĄ a Polskim Funduszem Rozwoju. Może nie bezpośrednio, ale jednak tym tematem bardzo się pan interesował. Czy istniało zagrożenie, że jednak Polski Fundusz Rozwoju "nie wejdzie" w PESĘ?

- Zanim się do tego odniosę, dwa słowa... Na bydgoskich portalach zauważyłem w kontekscie PESY pojęcie nacjonalizacji i trochę mnie to szczerze mówiąc uderzyło, no bo wszyscy pamiętamy okres PRL-u i nacjonalizacja ma niezwykle pejoratywny wydźwięk. Tutaj jest zdecydowanie inaczej. Po pierwsze nikt niczego nie robi tutaj siłowo, odbywały negocjacje - twarde męskie, ale jednak negocjacje. Odbywały się w pełnym uzgodnieniu z właścicielami PESY, do których wielki szacunek, to zawsze trzeba podkreślać, że oni kiedyś zaryzykowali swoim własnym majątkiem, swoimi własnymi domami, żeby tę firmę uratować... Dotychczasowi właściciele pozostaną mniejszościowym akcjonariuszami, ale pozostaną w firmie.

- Ale była taka koncepcja, że Polski Fundusz Rozwoju ma przejąć 100 proc. akcji PESY?

- Z tego co wiem, to toczyły się różnego rodzaje negocjacje. Właściciele mieli prawo negocjować z kim chcieli, czyli negocjowali też poza PFR-em. Potem nastąpiło podpisanie listu intencyjnego i zawarcie porozumienia. PFR stawiał też pewne warunki, ale doszło do kompromisu, który dla Bydgoszczy i dla PESY będzie korzystny.

Krzysztof Stańczyk

płk. Krzysztof Stańczyk. Fot. facebook.comIlu mieszkańców naszego regionu chce zapisać się do Wojsk Obrony Terytorialnej? Kto może, a kto nie może zostać "terytorialsem"? Na czym będą polegały szkolenia? Na te pytania odpowiada gość Macieja Wilkowskiego w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK, pułkownik Krzysztof Stańczyk - dowódca 8. Kujawsko-Pomorskiej Brygady Obrony Terytorialnej.

Maciej Wilkowski: Panie pułkowniku chciałbym się zapisać do 8. Kujawsko-Pomorskiej Brygady Obrony Terytorialnej, którą pan dowodzi, czy są jakieś przeszkody?

Płk. Krzysztof Stańczyk: - Świetnie, zapraszam do WKU w Bydgoszczy, gdzie należy złożyć wniosek o przyjęcie do terytorialnej służby wojskowe.

Pytanie, czy PESEL nie stanie na przeszkodzie?

- Pesel absolutnie nie przeszkadza, oficerowie do 60 lat, szeregowi od 18 do 55.

Panie pułkowniku zaczęliście przyjmować kandydatów w naszym województwie. Jak będzie wyglądała ta struktura brygady w naszym regionie?

- Brygada będzie się składała z trzech batalionów oraz czterech samodzielnych kompanii. Całość brygady będzie liczyć około 2500 - 2800 żołnierzy.

Te 3 bataliony to gdzie?

- W Grudziądzu, Toruniu i Inowrocławiu.

Już można się zapisywać, gdzie i jak to zrobić? Zaczynamy pewnie od wniosku o powołanie do terytorialnej służby wojskowej. Mówiłem, że będę się zapisywać, czyli: imię nazwisko, kiedy się urodziłem, gdzie mieszkam, zwracam się do właściwego komendanta WKU. No i teraz uzasadniam swój wniosek. Trzeba jeszcze dołączyć kopię dyplomu szkoły i kopię dowodu osobistego.To chyba wszystko?

- Trzeba osobiście dołączyć wymagane dokumenty i po złożeniu takiego wniosku dostaje pan informację, kiedy, o której godzinie i gdzie będą kwalifikacje do brygady. Już trwają takie kwalifikacje.

Panie pułkowniku, ale do WKU już wcześniej zgłaszały się osoby, które wyrażały chęć służenia w WOT-cie. Co z nimi?

- Te osoby są powiadamiane na bieżąco o trwających kwalifikacjach i przychodzą na kwalifikację, a przede wszystkim zapoznanie się z warunkami służby w jednostce, systemem szkolenia oraz kiedy rozpocznie się to szkolenie.

Teraz formowany jest pierwszy batalion. Gdzie?

- Pierwszy będzie formowany w Toruniu, ale niezależnie od tego wszyscy kandydaci z całego województwa mogą się zgłaszać tutaj do tego batalionu, ponieważ przyjmujemy wszystkich kandydatów. Czyli, jeśli ktoś mieszka w Tucholi, może zapisać się w Toruniu. Ktoś mieszka w Grudziądzu - może zapisać się w Inowrocławiu.

Tu nie ma problemu?

- Oczywiście, że nie. Zgłasza się do właściwego WKU, gdzie powołujemy wszystkich kandydatów do terytorialnej służby wojskowej w brygadzie.

Mówił Pan, że zgłaszają się nawet ludzie spoza naszego województwa?

- Mamy też kandydatów z innych regionów. Ostatnio byli kandydaci z województwa lubuskiego.

Czy są jakieś specjalne wymagania? Czy macie jakieś specjalne zapotrzebowanie? Na przykład chcielibyście, żeby zgłosiło się jak najwięcej chemików, jak najwięcej byłych żołnierzy, czy też jak najwięcej na przykład kierowców zawodowych?

- Oczywiście, że tak. Te uprawnienia są bardzo mile widziane, jeśli chodzi o kierowców zawodowych, czy o specjalności unikatowe. Natomiast w pierwszym okresie, czyli na tym szkoleniu podstawowym, skupiamy się przede wszystkim na szkoleniu strzeleckim, udzielaniu pierwszej pomocy i uczeniu zachowania się na polu walki. Natomiast te specjalności, o których pan wspomniał wcześniej, będą rozpatrywane w kolejnym etapie.

Jak wygląda takie szkolenie? Pierwsze, z tego co wiem, odbędzie się we wrześniu?

- Tak, zgodnie z przyjętym modelem szkolenia w wojskach obrony terytorialnej, szkolenie składa się ze szkolenia podstawowego, szkolenia specjalistycznego i zintegrowanego. I w ramach tego szkolenia podstawowego osoba, która miała kontakt z wojskiem, przychodzi na szkolenie wyrównawcze, 8-dniowe. Natomiast, tak jak pan nigdy nie miał do czynienia z wojskiem, zapraszamy na szkolenie 16-dniowe, które kończy się przysięgą wojskową.

Zgłaszają się do wojska obrony terytorialnej ludzie, którzy normalnie pracują, chodzą codziennie do pracy. Wyjazd na takie szkolenie wiąże się z tym, że do tej pracy nie pójdą. Mogą być też wzywani do różnego rodzaju akcji. Czy pracodawca musi zwolnić takiego pracownika? Czy też może powiedzieć, że ten pracownik jest mu potrzebny i go nie puścić?

- Pracodawca ma obowiązek zwolnić takiego pracownika i dostaje odpowiednią gratyfikację. Pracownik nic nie traci. Pracodawca zyskuje. Pracodawca dostaje pieniądze, a żołnierz też - za gotowość i za to szkolenie otrzymuje gratyfikację finansową. Warunkiem również jest, żeby stawił się na to szkolenie rotacyjne. Odbywa się ono w sobotę, niedzielę i nie koliduje z pracą.

Założenie jest również takie, aby ci żołnierze wojsk obrony terytorialnej pomagali na przykład przy zwalczaniu skutków klęsk żywiołowych. W ubiegłym roku w naszym regionie nie mieliśmy żołnierzy wojsk obrony terytorialnej - mówię o ubiegłorocznych, sierpniowych nawałnicach - ale jeśli byśmy mieli tych żołnierzy, to oni dostaliby wezwanie, aby usuwać skutki tych nawałnic?

- Oni byliby wezwani w pierwszej kolejności do usuwania tych skutków nawałnic i pomocy miejscowej ludności.

A jeśliby żołnierz wojsk obrony terytorialnej powiedział - gdy otrzymuje telefon - ja teraz nie mogę, bo wyjeżdżam z rodziną na weekend?

- On podpisuje z nami kontrakt. To jest umowa i po takiej informacji my zrywamy z tym żołnierzem kontrakt i dziękujemy za służbę.

Około 700 osób znajdzie się w 8. Kujawsko-Pomorskiej Brygadzie Obrony Terytorialnej. Jaką popularnością się w tej chwili cieszy? Ilu ludzi się już do tej pory do was zgłosiło?

- Bardzo dużą popularnością. W tej chwili, po tygodniu, mamy około 100 wniosków. Dodam jako ciekawostkę, że mamy już jednego lekarza i jednego prawnika w swoich strukturach. (...)

1234567
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę