Czwartek, 03 grudnia 2020 r.   Imieniny: Franciszka, Ksawerego, Kasjana
Polskie Radio PiK » Rozmowa dnia
Ogłoszenie własne nadawcy

Rozmowa dnia

Barbara Socha

Barbara Socha, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej./fot. Wikipedia
Barbara Socha, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej./fot. Wikipedia
PR PiK - Rozmowa Dnia - Barbara Socha
Magdalena Ogórek rozmawiała z minister Barbarą Sochą, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej. Tematem Rozmowy Dnia były m.in.
zagadnienia demograficzne.

Magdalena Ogórek: Dużo pracy w ministerstwie, bo ruszył nabór do programu Maluch Plus. Czym jest ten program?
Barbara Socha: Maluch Plus to program, który już od kilku lat gości u nas z coraz większym sukcesem. Po trzykrotnym zwiększeniu jego budżetu - w tej chwili jest to 450 milionów rocznie - powstaje co roku kilkanaście, a nawet już więcej - tysięcy miejsc opieki nad małymi dziećmi do lat trzech. Najczęściej są to oczywiście żłobki - powstają zarówno w gminach, gdzie tworzone są przez samorządy, ale od kilku lat niepubliczne żłobki mogą tworzyć też osoby prywatne, którym często dajemy dotacje w ramach programu Maluch Plus na przykład na adaptacje istniejących lokali.
W tym roku nowość polega na tym, że już we wrześniu ruszył nabór ofert dla wszystkich, którzy są zainteresowani otwarciem żłobka w przyszłym roku. Zachęcamy takie osoby do zainteresowania się i zgłoszenia do urzędów wojewódzkich, które zbierają oferty. Chcemy jak najwcześniej rozstrzygnąć ten konkurs. Budżet przewiduje rok na zrealizowanie inwestycji, a zatem chodzi o to, żeby dać cały rok na proces inwestycyjny.
Druga dobra wiadomość w ramach tego programu dotyczy tych, którzy już korzystają z tych środków. Wiemy, jaka jest sytuacja związana z pandemią i że niektóre gminy nie zdążyły zrealizować do końca tych inwestycji, więc mogą rozliczać dotacje do listopada przyszłego roku.
Trzeci wyjątek - też związany z pandemią - polega na tym, że w żłobkach, które były zobowiązane, żeby utrzymywać miejsca opieki i pewien poziom obsadzenia tych miejsc dziećmi po to, by nie musiały zwracać dotacji, te mechanizmy zostają zawieszone. Z racji tego, że wszystkie te placówki były zamknięte przez wiele tygodni, nie trzeba obawiać się, że będzie trzeba oddawać pieniądze. To jest oczywiście wiadomość skierowana głównie do tych, którzy prowadzą żłobki niepubliczne.
Mam nadzieję, że rodzice nie odczują żadnych negatywnych zmian, wynikających z pandemii, jeśli chodzi o dostępność żłobków, wręcz przeciwnie. Mam nadzieję, że tak jak w tym roku powstała rekordowa ich ilość, w przyszłym roku będzie ich jeszcze więcej.

To szalenie istotne informacje, co do rekordowej liczby żłobków. W 2015 roku miejsc opieki było około 84 tys., a a dzisiaj mamy ponad 184 tys. W czasach, kiedy rodzice są szalenie zajęci i ich rozwój zawodowy wymaga tego, by dziecko miało opiekę, to jest bardzo ważny program.
- Cieszę się bardzo, że on się tak dynamicznie się rozwija. To pokazuje też, że są duże potrzeby, jeśli chodzi o liczbę dostępnych miejsc. Dbamy w ramach tego programu, żeby szczególnie premiować te gminy, te miejscowości, gdzie takich placówek wcześniej nie było. Te szczególnie zachęcamy – dla nich przewidziany jest najwyższy poziom dotacji, na utworzenie każdego miejsca gmina może otrzymać 33 tys. zł. W gminach, w których są już żłobki, w tym roku będzie to na poziomie 30 tys. zł, więc to jest też bardzo znaczącą kwota, która w dużej większości pokrywa koszty całej inwestycji.
Myślę, że żłobki będą się budowały, będą powstawały nowe. Myślę też, że ta zmiana jest już odczuwalna dla rodziców, widoczna gołym okiem jeśli chodzi o liczbę żłobków i to w miarę równomiernie w całej Polsce. W każdym województwie widzimy znaczący wzrost liczby miejsc. (...)

Tomasz Rega [wideo]

Tomasz Rega/fot. Facebook
Tomasz Rega/fot. Facebook
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Tomasz Rega
Gościem Rozmowy Dnia był Tomasz Rega, szef struktur Prawa i Sprawiedliwości w Bydgoszczy, z którym rozmawialiśmy o poniedziałkowej sesji rady miasta Bydgoszczy, a także o nadchodzącej reformie struktur partyjnych w tym ugrupowaniu.

Michał Jędryka: Jarosław Kaczyński, szef PiS, mówił, że istnieją plany reformy struktur partii, reorganizacji partii, maja to być plany daleko idące, jakich zmian pan się spodziewa?

Tomasz Rega: Sami tego jeszcze nie wiemy, bo to dopiero okaże się przed kongresem, albo na samym kongresie. Z tego co mi wiadomo, z doniesień prasowych, założenie jest takie, żeby posłowie lub ministrowie nie byli prezesami okręgów i to ma iść w tym kierunku, to ma być przekazanie władzy dołom partyjnym, gminom, powiatom, zarządom miejskim, czyli przekazanie władzy działaczom, którzy pracują ciężko na rzecz partii.

Czy to czasem nie doprowadzi do tego, że te struktury będą miały mniejsze znaczenie, bo minister ma jednak pewną rangę?

I minister, i pan poseł, i pani poseł mają olbrzymią rangę, ale pamiętajmy o tym, że ich głównym zajęciem jest praca w Sejmie i komisjach sejmowych. Jak są w swoim okręgu wyborczym muszą przyjmować interesantów, biorą udział w imprezach honorowych, gdzie reprezentują urząd posła, urząd senatora, więc pomysł pana prezesa jest taki, aby ludzie, którzy są na miejscu, zarządzają struktura partii w gminie, powiecie, mieście, aby im oddać tę władzę. Szczegółów za dużo nie znam, ale jest to krok w dobrym kierunku, ponieważ to ci ludzie znają problemy partii w terenie. Z całym szacunkiem, poseł lub minister przebywa w Warszawie i stąd ten plan.

Czy to nie zagrozi jedności ideowej partii?

PiS ma już 20 lat, ja jestem członkiem partii 20 lat, każda partia ma różne skrzydła, w każdej partii są dyskusje, jest różnica zdań, na tym polega życie partyjne. Przez tych 20 lat istnieliśmy i mam nadzieję dalej będziemy istnieć. (...).

Tomasz Rega: Sami tego jeszcze nie wiemy, bo to dopiero okaże się przed kongresem, albo na samym kongresie. Z tego co mi wiadomo, z doniesień prasowych, założenie jest takie, żeby posłowie lub ministrowie nie byli prezesami okręgów i to ma iść w tym kierunku, to ma być przekazanie władzy dołom partyjnym, gminom, powiatom, zarządom miejskim, czyli przekazanie władzy działaczom, którzy pracują ciężko na rzecz partii.

Czy to czasem nie doprowadzi do tego, że te struktury będą miały mniejsze znaczenie, bo minister ma jednak pewną rangę?

I minister, i pan poseł, i pani poseł mają olbrzymią rangę, ale pamiętajmy o tym, że ich głównym zajęciem jest praca w Sejmie i komisjach sejmowych. Jak są w swoim okręgu wyborczym muszą przyjmować interesantów, biorą udział w imprezach honorowych, gdzie reprezentują urząd posła, urząd senatora, więc pomysł pana prezesa jest taki, aby ludzie, którzy są na miejscu, zarządzają struktura partii w gminie, powiecie, mieście, aby im oddać tę władzę. Szczegółów za dużo nie znam, ale jest to krok w dobrym kierunku, ponieważ to ci ludzie znają problemy partii w terenie. Z całym szacunkiem, poseł lub minister przebywa w Warszawie i stąd ten plan.

Czy to nie zagrozi jedności ideowej partii?

PiS ma już 20 lat, ja jestem członkiem partii 20 lat, każda partia ma różne skrzydła, w każdej partii są dyskusje, jest różnica zdań, na tym polega życie partyjne. Przez tych 20 lat istnieliśmy i mam nadzieję dalej będziemy istnieć. (...).

Patryk Tomaszewski [wideo]

Patryk Tomaszewski
Patryk Tomaszewski
Rozmowa Dnia - dr Patryk Tomaszewski
Gościem Rozmowy dnia był politolog, dr Patryk Tomaszewski, a rozmawialiśmy między innymi o tym, czy nieformalne ruchy polityczne mogą zwyciężyć z partiami politycznymi.

Michał Jędryka: Mamy w Polsce coś w rodzaju wojny kulturowej. Socjologowie tym terminem określają to, co się w tej chwili dzieje w polskiej przestrzeni publicznej. Wychodzi z więzienia niejaki Michał Sz., udziela wywiadu w Radiu Zet i mówi, że wszystkie rewolucje były splamione krwią. To dosyć mocne określenie. Panie doktorze, czy rzeczywiście możemy mieć do czynienia z nawet krwawą rewolucja w tej sprawie?

Miejmy nadzieję, że w tej sprawie nie będzie krwawej rewolucji, ale na pewno jest długi marsz przez instytucje. Niektóre środowiska związane z ruchem LGBT prowadzą działania na dwóch płaszczyznach - jedna to jest rodzaj zmiękczania kulturowego, które ma na celu to, żebyśmy inaczej postrzegali te ruchy. To wartościowanie zależy też od naszego postrzegania rzeczywistości, czy mamy wrażliwość bardziej konserwatywną, czy liberalną - to jest ta jedna płaszczyzna. Chodzi o to, że mówi się coraz częściej o związkach osób z kręgu LGBT w takich samych kategoriach, jak o rodzinie heteroseksualnej, no i oczywiście budzi to sprzeciw szczególnie środowisk związanych z Kościołem Katolickim, chociaż generalnie wszystkich monoreligii.

I druga płaszczyzna to jest ta rewolucja na ulicach. Ona jest bardziej hałaśliwa. Myślę, że troszkę dodają jej jeszcze rozpędu media, które opisują rzeczywistości, ale i szukają sensacji. Nie są to jeszcze środowiska duże, nie widzimy ich w miastach wielkości Sępólna Krajeńskiego czy Tucholi, natomiast one faktycznie są nastawione na starą metodę prowokowania środowisk konserwatywnych poprzez naruszanie delikatnej sfery, którą nazywamy sferą sacrum i wchodzenia w profanum...(...)

Marek Wojtkowski

Prezydent Marek Wojtkowski/fot. Archiwum
Prezydent Marek Wojtkowski/fot. Archiwum
Rozmowa dnia - Marek Wojtkowski
Gościem Rozmowy Dnia w Polskim Radiu PiK był prezydent Włocławka - Marek Wojtkowski. Temat spotkania to strategia rozwoju województwa kujawsko-pomorskiego, jej założenia i cele, jakie nasz region ma osiągnąć do 2030 roku.

Agnieszka Marszał: Zakończyły się konsultacje bardzo ważnego dla naszego miasta i dla całego regionu dokumentu Strategii rozwoju województwa kujawsko-pomorskiego do 2030 roku. Pan uczestniczył w środę w spotkaniu konsultacyjnym. Mieszkańcy Włocławka często skarżą się, że Włocławek w regionie traktowany jest trochę jak, powiedzmy, ubogi krewny, że jesteśmy trochę pomijani. Te skargi słychać już od wielu lat - o tym marginalizowaniu Włocławka. Czy pan ma też takie poczucie, i czy w najbliższych latach to poczucie mieszkańców Włocławka może się zmienić dzięki tej Strategii?

Rzeczywiście, w ostatnią środę uczestniczyłem w konsultacjach, ale praktycznie już od trzech miesięcy rozmawiamy na temat Strategii rozwoju województwa kujawsko-pomorskiego 2030 Plus. Wracając do pytania, ja takiego poczucia nie mam. Z mojego już prawie siedmioletniego doświadczenia, jako prezydenta miasta, wynika, że praktycznie Włocławek to wszystko, o co aplikował, na to środki otrzymywał.

Jestem przekonany, że w następnej perspektywie finansowej też tak będzie. Strategia jest o tyle dokumentem ważnym, że jest dokumentem początkowym, w którym pewne zadania, przedsięwzięcia po prostu trzeba zapisać, bo one są bazą wyjściową do konstruowania przyszłego Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Kujawsko-Pomorskiego na najbliższą perspektywę regionalną i do możliwości aplikowania o środki unijne.

Myślę, że my, jako miasto nie mamy na co narzekać, chociaż takie głosy też bardzo często słyszę, nawet ze swojego bliskiego otoczenia. Awanturowanie się oczywiście nic nie pomoże. Trzeba używać różnych argumentów, przede wszystkim merytorycznych, jak będzie trzeba także i politycznych, i walczyć o swoje. Po środowym spotkaniu jestem wielkim optymistą, bo te zadania, na których nam po prostu zależało, zostały praktycznie wszystkie wpisane do Strategii, więc jakieś utyskiwania na tym etapie nie mają najmniejszego sensu. Chociaż jest wiele rzeczy w Strategii, które mi się nie podobają.

Co się Panu nie podoba, a co się udało wpisać? Może pan uchyli rąbka tajemnicy?

Nie podoba mi się, powiedzmy, ten partykularyzm, który bije praktycznie z każdego miasta. Oczywiście, my o Włocławek Będziemy walczyli, co do tego nie mam żadnych wątpliwości, natomiast ten pogłębiający się konflikt Bydgoszcz - Toruń i nie wykorzystywanie potencjału obydwu miast, jako obszaru metropolitalnego, do niczego dobrego nie prowadzi (...).

Bartosz Kownacki [wideo]

Bartosz Kownacki
Bartosz Kownacki
Rozmowa Dnia - Bartosz Kownacki
Gościem Rozmowy Dnia był poseł Bartosz Kownacki, a mówiliśmy m.in. o polityce historycznej w stosunkach z Niemcami, o sytuacji na Białorusi oraz zapowiadanej rekonstrukcji rządu.

Michał Jędryka: Rozmawiamy 3 września, 81 lat temu, w trakcie wycofywania się z Bydgoszczy wojsk 9 i 15 Dywizji Piechoty, doszło do dywersji niemieckiej. Ta sprawa była różnie pokazywana przez historyków. Niemieccy historycy przez długi czas się upierali, że nie było żadnej dywersji. Jak, pana zdaniem, wygląda sprawa polityki historycznej w stosunkach polsko-niemieckich?

Niemieccy historycy przez ostatnie 80 lat wykonali ogromną pracę na rzecz wybarwienia odpowiedzialności Niemiec, i to od początku, jeszcze od wydarzeń sprzed 1 września, a pamiętamy, że pierwsze prowokacje miały miejsce na tydzień przed rzeczywistym wybuchem wojny, pierwsze dywersje niemieckie. Po 1945 roku, działania służb niemieckich, szczególnie, trzeba to jasno powiedzieć, zachodnich służb niemieckich, miały za zadanie doprowadzić do sytuacji, w której ten ogrom odpowiedzialności i dramatu za drugą wojnę światową zostanie przynajmniej w części zdjęty z Niemców i przypisany jakiejś nieokreślonej grupie nazistów. Jeżeli chodzi o Polskę, niestety, ta praca została wykonana w odwrotną stronę. Dyskusje o poszczególnych wydarzeniach mogą być wątpliwe. Historycy mają oczywiście prawo do swoich ocen, chociaż akurat przytoczone bydgoskie wydarzenia są oczywiste. Dyskusje o roli Polski w czasie II wojny światowej, a takie są, przypomnę odpowiedzialność za Holocaust ...

Także o „polskich obozach koncentracyjnych" chociażby...

To prawda. Te dyskusje pokazują, że my tej lekcji nie odrobiliśmy. Z różnych powodów, chociażby przez to, że w Polsce przez 45 lat nie mieliśmy wolnego państwa, i ono nie dbało o pewne kwestie, kwestie właśnie polityki historycznej. Rzeczywistość została zafałszowana. Polityka historyczna - na wewnętrzne potrzeby państwa, a także na potrzeby zewnętrzne - jest kluczowa: na potrzeby wewnętrzne, bo buduje wspólnotę narodową, wspólnotę nas wszystkich, poczucie tego systemu wartości, wspólnych spraw, które nas jednoczą. Z drugiej strony ta polityka historyczna jest ważna na zewnątrz, bo to nie jest tylko kwestia tego, kto był katem, a kto był ofiarą. Można powiedzieć: to jest historia, więc to mogłoby nie mieć znaczenia, ale to ma znaczenie. Jeżeli ktoś był katem, to z tym wiążą się później następstwa, konsekwencje, podobnie jest z byciem ofiarą, co także ma swoje konsekwencje.

Czasami również finansowe konsekwencje...

Mówi się z jednej strony o reparacjach w stosunku do Niemców, ale także mówi się o roszczeniach względem Polski, różnego rodzaju, np. o Ustawie 447. My musimy jasno mówić: Polacy byli ofiarami, obywatele polscy także innych narodowości byli w tym państwie obywatelami i ofiarami. Państwo polskie poniosło ogromną stratę. Niech historycy prowadzą dyskusję, ale niech nie pozwalają w jakikolwiek sposób poddawać w wątpliwość faktów. (..)

Jak w tym świetle wygląda spór o ambasadora Niemiec?

- To rzeczywiście ciekawa postać, postać związana z wywiadem niemieckim - jak podają media. Historycznie nikt nie ponosi odpowiedzialności, konsekwencji za działania rodziców czy dziadków...(...)

Olga Semeniuk

Olga Semeniuk./fot. Wikipedia
Olga Semeniuk./fot. Wikipedia
PR PiK - Rozmowa Dnia - Olga Semeniuk
Gościem Rozmowy dnia była Olga Semeniuk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, a rozmawiała Magdalena Ogórek. Tematem spotkania była awaria oczyszczalni ścieków w Warszawie i interwencja rządu w tej sprawie. .

Magdalena Ogórek: Nie ukrywam, że zaprosiłam Panią minister między innymi na okoliczność „Czajki” i tego, co się dzieje w tej chwili w Warszawie, ale przed chwilą na antenie Radia Zet skończył się wywiad z niejakim Margot - Michałem Sz., który niedawno opuścił decyzją sądu więzienie, a znalazł się tam z uwagi na chuligański wybryk, związany z furgonetką należącą do jednej z organizacji pro-life. I oto na antenie Radia Zet Michał Sz. powiedział, że Polska jest takim krajem, gdzie nie szanuje się kolektywu LGBT i że to nie był chuligański wybryk, ponieważ nie widzieliśmy całości filmiku, a on głównie pod tą furgonetką siedzi i wiąże sznurówki. I że miał prawo zareagować na treści, które przekazuje ta furgonetka. Do tego dodał: „jestem chrześcijanką i mam nadzieję, że kiedyś będę miała ślub kościelny”.
Olga Semeniuk: Już wypowiadałam się na ten temat w momencie, kiedy ten pan przebywał w izolacji więziennej i w temacie właśnie takich aberracji społecznych, do których coraz częściej dochodzi. Nie chodzi o to, że kolektyw czy środowisko osób homoseksualnych nie ma swoich praw, bo właśnie tym prawem jest możliwość egzekwowania swoich postulatów, wychodzenia również na ulicę, co często te środowiska robią - czy to w kontekście parad, czy w kontekście innych spotkań środowiskowych. Natomiast łamanie prawa bez względu na to, kto ma jaką orientację seksualną, jest łamaniem prawa. Wszyscy żyjemy w granicach prawa, które zostało wyznaczone i ponosimy konsekwencje swoich czynów.
Dzisiejszy wywiad tego pana odbieram jako kolejną aberrację społeczną - przekraczanie pewnych granic.

A może to jest prowokacja, nie aberracja?
- Być może prowokacja, niestety powoduje ona bardzo duże efekty ujemne dla rzeczywistych środowisk osób homoseksualnych, które nie utożsamiają się z tym panem, ani z jego partnerką, czy z takimi osobami, które w mocny sposób próbują to akcentować, ale bez żadnego kontekstu merytorycznego. Bo gdyby tym środowiskom faktycznie coś się działo, to by walczyły o te swoje prawa, które są łamane, a nie zajmowały się tego typu prowokacjami czy aberracjami społecznymi
Ja niestety patrzę też na to z drugiej strony i obserwuję, czym ten pan próbuje zarazić innych młodych ludzi - właśnie tym, że nie ma granic prawa i że w państwie można wszystko.

Chaosem, anarchią?
- Dokładnie tak i to jest niestety chyba najbardziej niezdrowe w kontekście młodego pokolenia - młodych osób, które pewnie słuchały tego wywiadu. Ten pan powiedział, że w kraju można wszystko i że on już wyszedł z więzienia i jest wszystko w porządku. Do tego będzie teraz występował jako celebryta w mediach i pokazywał, że warto robić to, co robi i że to znaczy, że granic w państwie nie ma. To jest chyba najbardziej przerażające (…).

Karolina Banaszek

Karolina Banaszek/fot. materiały GUS
Karolina Banaszek/fot. materiały GUS
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Karolina Banaszak
Gościem Rozmowy Dnia Polskiego Radia PiK była Karolina Banaszek, rzecznik prezesa Głównego Urzędu Statystycznego. Rozmawialiśmy o zbliżającym się spisie rolnym.

Marcin Kupczyk: Czym jest spis rolny? Kto jemu podlega? Kiedy się rozpoczyna?

Karolina Banaszek: Spis rozpoczynamy 1 września, podlegają mu użytkownicy gospodarstw rolnych, w szczególności osoby, które otrzymają list prezesa GUS, ale również ci użytkownicy, którzy w gospodarstwie rolnym prowadzą działalność rolniczą. Spis będzie realizowany do 30 listopada. każdy kto jest zobligowany do wypełnienia obowiązku spisowego wprowadzał dane na dzień 1 czerwca 2020 roku.

Co się spisuje, jakie dane i dlaczego?

Zakres informacji, które gromadzimy jest niezmienny w większości od kilku dziesięciu lat, spisy są realizowane co 10 lat. Pytamy o podstawowe dane, są to informacje dotyczące użytkownika gospodarstwa rolnego, np. imię, nazwisko, nr PESEL, adres, ale również takie dane, które świadczą o tym jak to gospodarstwo funkcjonuje. Jaki rodzaj produkcji? Czy produkcja zwierzęca czy roślinna? Jaki areał? Jakie budynki? Będziemy pytać czy gospodarstwo prowadzi produkcję? Jaki procent dochodów w gospodarstwie generują przychody ze sprzedaży? Na pewno nie będziemy pytać ile rolnik zarabia. Jakiej wielkości ma emeryturę czy rentę, takie rzeczy nas nie interesują.

Czy rolnicy mogą mieć poczucie, że ktoś zbytnio ingeruje w ich prywatny interes?

Nie powinni mieć takiego odczucia. Są to pytania bardzo szczegółowe, ale musimy sobie zdać sprawę z tego, że dane, które przekazujemy do GUS są anonimizowane, my nie zbieramy informacji kogo dane dotyczą, usuwamy dane osobowe i analizujemy je w formie agregowanej, aby móc przekazać te dane do Komisji Europejskiej, tak żeby na podstawie tych informacji Komisja mogła ocenić w jakiej wielkości są potrzebne dla nas dopłaty do rolnictwa. (...).

Jan Wyrowiński

Jan Wyrowiński/fot. Archiwum
Jan Wyrowiński/fot. Archiwum
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Jan Wyrowiński
Gościom Rozmowy Dnia był działacz dawnej opozycji demokratycznej Jan Wyrowiński. Temat to 40. rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych.

Katarzyna Prętkowska: Jak pan wspomina poranek sprzed 40 lat? Dzień wcześniej porozumienie z władzami podpisali stoczniowcy ze Szczecina. Na Wybrzeżu było już takie przekonanie, że nic nas nie zatrzyma?

Jan Wyrowiński: Wiadomo było, że to jednak Gdańsk jest centrum wydarzeń. To tam kierowały się wszystkie, czy większość delegacji z całej Polski, szczególnie tu z Pomorza. Sprawy szły w dobrym kierunku. Okazało się, że, jak to powiedział pan premier Jagielski, Polak z Polakiem może się dogadać. Ta druga strona była w sytuacji pewnego przymusu, a nasza strona, z kolei, z dnia na dzień rosła w siłę. To przekonanie o tym, że zwycięstwo miało kształt porozumienia, że ono jest coraz bliżej i że ten najważniejszy postulat, który był wyłomem w systemie który panował od 1944 roku, że on zostanie zapisany. Czy będzie zrealizowany to jeszcze nie było wiadomo. Nasza strona stawała się coraz bardziej świadoma tego, że o czymś może zdecydować.

Skąd wówczas ta determinacja?

To jednak była konsekwencja tego co się wydarzyło 16 października 1978 roku, czyli wybory kardynała Wojtyły na papieża, a potem pielgrzymki. Z drugiej strony jednak rodziła się potrzeba wyrażania własnych przekonań, podejmowania działań obywatelskich, wyrazem tego były działania środowisk opozycyjnych, od KOR poprzez Ruch Obrony Praw Człowieka, Ruch Młodej Polski, wiele było tych inicjatyw, a to wszystko zmierzało w stronę Gdańska. Są w historii takie chwile kiedy nagle następuje nowa jakość, żeby ta nowa jakość nastąpiła, a ona w Polsce nazywała się Solidarnością, musiało być coś przed, a to były różnorodne działania. Jak sądzę była tam też rozwaga, która szczególnie w Gdańsku, która wynikała z doświadczeń krwawych wydarzeń grudniowych 1970 roku, w ogóle, że to miasto zawsze było różnorodne, było kolebką wielu różnych inicjatyw. Ja miałem to szczęście, że w Gdańsku studiowałem i jest dla mnie bardzo ważnym miastem, tam przeżyłem Marzec'68, potem krwawy grudzień, w Gdańsku się czuło, że to są takie wydarzenia, które będą miały swoje konsekwencje, to wszystko zmierzało do 31 sierpnia, kiedy spontanicznie wyłoniony przywódca Lech Wałęsa, podpisywał, tym odpustowym długopisem dokument o randze historycznej, który otwierał drogę do zmian nie tylko w Polsce, ale w Europie i na świecie (...).

Antoni Mężydło

Antoni Mężydło./fot. antonimezydlo.pl
Antoni Mężydło./fot. antonimezydlo.pl
Rozmowa Dnia - Antoni Mężydło
Gościem Rozmowy dnia był senator Antoni Mężydło z Koalicji Obywatelskiej. Rozmawialiśmy o bieżącej sytuacji politycznej, zmianach w strategii opozycji, ale także o 40-tej rocznicy podpisania porozumień sierpniowych.

Michał Jędryka: Po spotkaniu premiera Mateusza Morawieckiego z przedstawicielami opozycji wydaje się, że Polska klasa polityczna mówi niemal jednym głosem w sprawie Białorusi. Też ma pan takie wrażenie?

Tak. Uważam, że to jest właściwa postawa, zarówno opozycji jak i rządu, który chce rozmawiać z opozycją w tej sprawie. Dla nas to jest sprawa kluczowa, to jest najbliższy sąsiad na wschodzie, i tutaj musimy zadbać o interesy kraju również, ale też trzeba Białorusi i Białorusinom pomóc. Oni walczą o tę niepodległość, o którą myśmy walczyli 40 lat temu, nawet podobnymi środkami, jeśli chodzi o strajki. Co prawda udało się Łukaszence te strajki stłumić, ale mimo wszystko mają one jakiś charakter symboliczny nawiązujący do naszej walki o niepodległość.

A jakie mogłyby być środki pomocy ze strony Polski najbardziej skuteczne, pana zdaniem?

(...) Przede wszystkim powinniśmy zadbać o to, by sprawa Białorusi była głośna w Unii Europejskiej, bo jest to poważny podmiot na scenie politycznej. Trzeba to też uzmysłowić Stanom Zjednoczonym, ponieważ Donald Trump nie do końca rozumie sytuację na Białorusi, nawet ją lekko lekceważy, być może dlatego, że w Ameryce trwa kampania wyborcza.

Zaczęliśmy rozmowę od tego, że jakby trochę zmieniło się podejście i rządu, i opozycji i relacje między tymi stronami, ale też mówi się coraz częściej o tym, że jeśli opozycja ma mieć rację bytu, to powinna chyba przestać być opozycją totalną. Mówił o tym senator Bogdan Zdrojewski. Co pan o tym sądzi?

To jest słuszna linia, zresztą zarówno Borys Budka mówił o tym i Rafał Trzaskowski także, w swojej kampanii wyborczej, również Bogdan Zdrojewski. Jest więcej polityków w Platformie Obywatelskiej, który mówią o tym, że ta totalna opozycja już nie ma większego sensu. Nie przyniosła żadnego sukcesu, myśmy przegrali kilka wyborów z rzędu. Mówi się też o zasypaniu podziału w Polsce, bo przecież ta sytuacja staje się już niebezpieczna: jak bardzo identyfikują się elektoraty ze swoją partią, i jaka jest agresja wobec przeciwnika politycznego wśród elektoratu. To jest niebezpieczne (...). Uważam, że przede wszystkim, jako Platforma Obywatelska, powinniśmy odzyskać wiarygodność i uczciwie mówić o swojej przeszłości (...).

Płk Krzysztof Stańczyk [wideo]

Płk. Krzysztof Stańczyk./fot. Bartłomiej Grzankowski/archiwum
Płk. Krzysztof Stańczyk./fot. Bartłomiej Grzankowski/archiwum
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Krzysztof Stańczyk
Gościem Rozmowy Dnia w Polskim Radiu PiK był płk Krzysztof Stańczyk - dowódca 8. Kujawsko-Pomorskiej Brygady Obrony Terytorialnej. W przededniu święta żołnierzy porozmawiamy między innymi o trudnej służbie w czasie pandemii i o tym, kto może wstąpić w szeregi WOT.

Agnieszka Marszał: Spotykamy się w przededniu święta 8. Kujawsko-Pomorskiej Brygady Obrony Terytorialnej. Święto będzie obchodzone przez was po raz drugi i będzie wyjątkowe, dlaczego?

Płk Krzysztof Stańczyk: Wyjątkowość polega na tym, że 29.08 o godz. 10.00 brygada otrzyma sztandar zgodnie z postanowieniem prezydenta RP.

Przysięgę złożą również nowi żołnierze, ilu ich będzie?

Aktualnie trwa szkolenie podstawowe na poligonie w Łojewie, 43 żołnierzy, którzy zakończą szkolenie podstawowe złoży przysięgę na sztandar, który otrzyma brygada.

Jaką przysięgę składają żołnierze WOT?

Przysięga jest ogólnie przyjęta w wojsku, zaczyna się od słów: „Ja żołnierz Wojska Polskiego przysięgam...”. Ta przysięga zobowiązuje każdego żołnierza by bronić sztandaru, aby towarzyszyły mu zawsze takie słowa jak „Bóg, Honor, Ojczyzna”.

Służba w WOT to taka sama służba jak w innych formacjach obronnych kraju?

To jest służba ochotnicza, nie jest to służba jak żołnierze zawodowi, czyli są to osoby, które na co dzień uczą się , pracują, ale w ramach służby wstępują w nasze szeregi. (...).


45678910