Czwartek, 03 grudnia 2020 r.   Imieniny: Franciszka, Ksawerego, Kasjana
Polskie Radio PiK » Rozmowa dnia
Ogłoszenie własne nadawcy

Rozmowa dnia

Kosma Złotowski

Kosma Złotowski. Fot. Nadesłane
Kosma Złotowski. Fot. Nadesłane
PR PiK - Rozmowa Dnia - Kosma Złotowski
Magdalena Ogórek rozmawiała z europosłem Kosmą Złotowskim - między innymi o bulwersującej wypowiedzi wiceszefowej Parlamentu Europejskiego Katarzyny Barley o finansowym głodzeniu Polski i Węgier.

Magdalena Ogórek: Chciałabym Pana prosić o skomentowanie i rozszerzenie słów wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego Katariny Barley o zagłodzeniu finansowym Polski i Węgier. Wczoraj Ryszard Czarnecki dorzucił do tego, że przydałaby się pani Katarinie Barley wycieczka do Auschwitz Birkenau. Może to jest ten problem? Może Niemcy – oczywiście nie wszyscy - nie odrobili do końca lekcji historii?
Kosma Złotowski: Nie chodzi tu nawet o lekcję historii, choć te słowa oczywiście w kontekście niemieckim, historycznym są przerażające, ale o koncepcję przyznawania środków unijnych w zamian za tzw. „praworządność”. Mówię celowo „tak zwaną”, bo nikt tak naprawdę nie wie, co to słowo miałoby oznaczać. Wymyślił je - już prawie pięć lat temu - obecny prezydent Warszawy - pan Trzaskowski. Powoływanie się na pomysły, które pochodzą od polskiej opozycji jest dla takich polityków bardzo wygodne.

Czy była jakaś reakcja Parlamentu Europejskiego na słowa Katariny Barley?
- Na razie nie było. Na razie jest reakcja naszej grupy - europejskich konserwatystów i reformatorów. Wczoraj pan przewodniczący Ryszard Legutko poruszył tę sprawę na konferencji przewodniczących, złożył wniosek o odwołanie pani Barley z zajmowanego stanowiska wiceprzewodniczącej. Przewodniczący powiedział, że z nią porozmawia, zapozna się z tą sprawą i że konferencja przewodniczących wróci do tego w najbliższym czasie.

Ja się zastanawiam, dlaczego w ten sposób? Jak była np. wymiana myśli między Ryszardem Czarneckim a Różą Thun, żyły tym wszystkie media, było to komentowane. W efekcie Ryszard Czarnecki stracił stanowisko w Parlamencie Europejskim. Teraz mamy do czynienia ze słowami, które naprawdę poruszyły i obraziły wiele osób.
- No tak, ale tamta sytuacja też trwała przez jakiś czas. Ryszard Czarnecki również został wezwany, by przeprosić panią Różę, ale tego nie zrobił. Ostatecznie odbyło się głosowanie w Parlamencie Europejskim i zastosowanie procedury, która zwykle nie jest stosowana – takiej, w której nie liczyły się głosy wstrzymujące, bo gdyby się liczyły, to Ryszard Czarnecki nie zostałby odwołany (…).

Prof. Mieczysław Ryba

Prof. Mieczysław Ryba/fot.amoll2005, Wikipedia
Prof. Mieczysław Ryba/fot.amoll2005, Wikipedia
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - prof. Mieczysław Ryba
Gościem Rozmowy Dnia był prof. Mieczysław Ryba, politolog z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu oraz Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Rozmowa o nowym rządzie jego perspektywach.

Michał Jędryka: Jak pan ocenia zmiany w rządzie - nie tylko pod względem personalnym, ale przede wszystkim strukturalnym i merytorycznym?

prof. Mieczysław Ryba: Jest kilka rzeczy, które są mocno dyskutowane. Pierwsza to jest obecność w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, która zmienia pewną konfigurację i ustawienie różnych ministerstw, zwłaszcza gdy mówimy o tych tzw. resortach siłowych, z ministerstwem sprawiedliwości w szczególności. Wiemy, że Jarosław Kaczyński będzie miał nadzór nad tym. A druga rzecz to jest kwestia jego nadrzędnej pozycji w sensie politycznym, która wynika z tego, że jest szefem partii, że ma niekwestionowany autorytet. Będzie niby wicepremierem, ale wszyscy spodziewają się, że w jakimś sensie będzie sprawował taką funkcję nadpremiera...

Czy to oznacza osłabienie funkcji czy pozycji Mateusza Morawieckiego?

To jest już pytanie jak to będzie realnie wyglądać. W sensie startowym to rzeczywiście z jednej strony jest wzmocnienie Mateusza Morawieckiego w relacji do Zbigniewa Ziobry, bo wiemy, że tutaj był jakiś spór. Wiemy też, że Jarosław Kaczyński trzyma stronę Mateusza Morawieckiego... Z drugiej strony pewnie nie będzie to do końca wygodna sytuacja dla premiera, bo pytanie jest kto tak naprawdę jest liderem w tym w tym obozie czy w samym rządzie? Wydaje mi się, że to praktyka rozstrzygnie czy to będzie tak czy inaczej, jeśli bierzemy pod uwagę Mateusza Morawieckiego, bo myślę że dla Zbigniewa Ziobro rzeczywiście będzie to taki dyskomfort i pewna większa kontrola nad tym, co on robi (...)

Wojciech Koper [wideo]

Wojciech Koper/fot. PR PiK/archiwum
Wojciech Koper/fot. PR PiK/archiwum
Rozmowa Dnia - Wojciech Koper
Gościem Rozmowy Dnia w poniedziałek był Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny w Bydgoszczy Wojciech Koper. Temat to rekordowe przyrosty przypadków koronawirusa na Kujawach i Pomorzu.

Katarzyna Prętkowska: 229 - tyle potwierdzonych zakażeń koronawirusem mieliśmy minionej doby na Kujawach i Pomorzu. Czy dziś padnie kolejny rekord?

Dziś, za dobę, czyli za niedzielę będziemy mieli 109 przypadków dodatnich.

I to jest ta dobra informacja - mamy spadek, ale jednak ten weekend był rekordowy. Skąd ten wzrost w ubiegłym tygodniu? Jak to się stało, że z regionu, który raczej był w dole tej listy pod względem liczby zakażenie, staliśmy się liderem w Polsce?

Myślę, że za ten wzrost odpowiadają duże ogniska, które wystąpiły w regionie, a wiadomo, że jeżeli są duże ogniska, to liczba przypadków dodatnich jest bardzo duża. To jest prawie 100 przypadków w DPS w Tonowie, ponad 80 w Wilkowiczkach i jeszcze jest bardzo dużo ognisk w szpitalach - ponad 16 szpitali w regionie, i jeden zakład opiekuńczo-leczniczy. Sumując te wszystkie miejsca, uzyskujemy takie duże liczby.

Słyszeliśmy w weekend o ognisku w Raciążku, jaka tam jest w tej chwili sytuacja?

- Chodzi o tamtejszy zakład opiekuńczo - leczniczy. W tym momencie sytuacja jest opanowana, są wszystkie wymazy pobrane, 41 wyników mamy pozytywnych i czekamy na resztę wyników, który dzisiaj pewnie wpłyną.

Czy tamtejszym podopiecznym grozi ewakuacja? W jakim są stanie?

O to, w jakim są stanie podopieczni to już by trzeba zapytać lekarzy, co do ewakuacji, nie mamy takich informacji, żeby była planowana, podobnie w dwóch pozostałych dps-ach nie była planowana ewakuacja, ponieważ ciężko byłoby znaleźć miejsca w izolatorium dla osób, które mają jakieś niepełnosprawności umysłowe, i ciężko by było taką osobę umieścić w izolatce (...).

Witold Kołodziejski

Witold Kołodziejski/fot. Archiwum
Witold Kołodziejski/fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Witold Kołodziejski
W czwartek wieczorem zakończył się Konkurs Artystycznych Form Radiowych Grand PiK 2020 w Bydgoszczy. O Konkursie rozmawialiśmy z Witoldem Kołodziejskim - przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Michał Jędryka: Z jakimi wrażeniami wyszedł Pan po Gali Konkursu Grand PiK 2020?
Witold Kołodziejski: Trudno, żeby były inne niż pozytywne. Zawsze tutaj z przyjemnością przyjeżdżam, bo to jest elita, arystokracja form radiowych i działalności misyjnej mediów publicznych. Z dużą satysfakcją, zadowoleniem i z błogim uczuciem spełnienia słucham reportaży radiowych. W tym roku dodatkowo miałem jeszcze refleksję, związaną z tym, że na obecnie toczonych wszelakich konferencjach dotyczących mediów podkreśla się temat nr 1, którym jest koronawirus, pandemia, lockdown i konsekwencje dla mediów.
Jadąc do Bydgoszczy uświadomiłem sobie, że o ile epidemia obnażyła szereg słabości naszej cywilizacji, naszych nawyków, niebezpieczeństw, które powoduje cywilizacja, czyli przemieszczanie się, częstość kontaktów itd., o tyle w tym samym czasie pokazała mocne strony naszych społecznych nawyków. Jedną z nich są media elektroniczne, w tym radio.

W Konkursie było kilka reportaży czy słuchowisk historycznych. Jak Pan ocenia ten fakt, że ich autorzy coraz częściej nawiązują do historii?
- Historyczne reportaże prezentowane podczas Konkursu cechowały się nowatorstwem – albo jeśli chodzi o formę, albo jeśli chodzi o odkrywanie nowych treści. Bardzo ciekawy był reportaż o rodzinie, która ukrywała w czasie wojny Żydów. Nie byłoby w tym nic odkrywczego, bo o tym wiemy, gdyby nie to, że ta rodzina mieszkała kilkadziesiąt metrów obok innej - bardzo znanej, która również ukrywała Żydów i skończyło się to dla niej bardzo tragicznie. Wszyscy zostali rozstrzelani. O tamtych wiemy wszyscy – cała Polska o nich mówi, nawet świat, a o tych, o których opowiadał reportaż, nie wie nikt. To cisi bohaterowie tamtych czasów - więc nawet w takich tematach, wydawałoby się, że już dobrze znanych, wiele możemy odkryć i się nauczyć.
Tak naprawdę to nam obrazuje całą sytuację, w której w całym tragizmie jeszcze bardziej pokazany jest heroizm tych rodzin. Oni pomimo płenej świadomości zagrożenia - byli przecież świadkami egzekucji swoich sąsiadów dokładnie za czyn, który sami popełniali - to nie przestali pomagać. Dalej ukrywali, aż do końca wojny. Coś niesamowitego, jak wgłębimy się w cały opis, w typowo radiową intymną narrację bohatera, który opowiada o latach dzieciństwa i właściwie - jakby przypadkiem - naprowadza nas na te szokujące prawdy.

To wróćmy jeszcze do pandemii. Pan jako przewodniczący i cała Krajowa Rada - jakie macie oczekiwania wobec mediów na ten trudny okres?
- Oczekiwania mieliśmy i one się spełniły. Przede wszystkim – żeby być blisko ludzi i informować ich o pandemii. Wszyscy czekali i łaknęli informacji, i je dostawali. (...)

Zbigniew Girzyński

Zbigniew Girzyński. Fot. Archiwum
Zbigniew Girzyński. Fot. Archiwum
Rozmowa Dnia Zbigniew Girzyński
Gościem Rozmowy dnia był poseł Zbigniew Girzyński, z którym rozmawialiśmy między innymi o niedawnym liście ambasadorów i o rysującym się kształcie nowego rządu.

Michał Jędryka: Został przedstawiony skład nowego rządu po rekonstrukcji, długo oczekiwany skład. Były oczywiście różne komentarze. Jakie są pana pierwsze wrażenia, po tym, kiedy przedstawiono te nazwiska?

Przede wszystkim, dobrze że doszło do porozumienia głównych ugrupowań tworzących koalicję, która od kilku ładnych lat współpracuje w polityce, i kieruje sprawami państwa. To pozwala stabilizować scenę polityczną i z pewnym optymizmem patrzeć na kolejne trzy lata, że uda się, na co liczymy wszyscy, zgodnie współpracować.

Jeżeli chodzi o nowe nazwiskach, które się pojawiły, to mnie osobiście cieszy pozostanie w rządzie na swoim dotychczasowym stanowisku pana ministra Łukasza Schreibera z naszego regionu. To bardzo aktywny parlamentarzysta, obserwuję jego pracę od wielu, wielu miesięcy, z tytułu zasiadania w Komisji Finansów Publicznych, gdzie pan minister z trudem przeprowadzał wszelkie tak zwane ustawy covidowe. Jeśli chodzi o inne nazwiska, to w kilku przypadkach są to twarze zupełnie nowe, tak jak pan minister rolnictwa Grzegorz Puda, ale twarze stwarzające pewne nadzieje, ze względu na swoją energię, powiew młodości. Można oczekiwać, że te osoby będą się starały te trudne sprawy związane z ważnym sektorem naszej gospodarki dobrze prowadzić. Pozostałe osoby najczęściej są ludźmi ze sporym doświadczeniem politycznym albo też urzędniczym, jak chociażby pan minister edukacji i nauki (Przemysław Czarnek - przyp. red.), który przez kilka lat był wojewodą, jest też człowiekiem wywodzącym się ze środowiska akademickiego (...)

Artur Soboń

Artur Soboń. Fot: gov.pl
Artur Soboń. Fot: gov.pl
PR PiK - Rozmowa Dnia - Artur Soboń
Magdalena Ogórek rozmawiała z Arturem Soboniem, wiceministrem aktywów państwowych o rekonstrukcji rządu i kierunkach jego działania w najbliższym czasie.

Magdalena Ogórek: Dzisiaj najprawdopodobniej mamy poznać oficjalnie skład nowego rządu. Bardzo ciekawa kandydatura wczoraj ujrzała światło dzienne - Przemysław Czarnek to będzie nowy minister, zajmujący się sprawami edukacji. Ogromna wrzawa wybuchła w Internecie. To dlatego, że są tacy, którzy boją się Przemysława Czarnka, bo to dobry fachowiec, czy może chodzi o coś innego?
Artur Soboń: Po pierwsze - dobrze byłoby, abyśmy już pokazali nie tylko skład tego gabinetu, ale podział poszczególnych kompetencji – tak, żeby nie było wątpliwości dla wszystkich zainteresowanych, także dla całej administracji publicznej - jak będzie skonstruowana ustawa o działach administracji rządowej. Żeby jasne było, w jakim zakresie podzielone będą poszczególne kompetencje i by pokazać, że ten rząd będzie funkcjonalny i że to jest rząd, który będzie realizował ofensywę programową, którą chcemy zaproponować jesienią na kolejne trzy lata rządu pana premiera Mateusza Morawieckiego. To jest najważniejsze, personalia to oczywiście druga kwestia - są ważne i budzą różne emocje.
Jeśli chodzi o mojego lubelskiego kolegę - mam satysfakcję, że byłem osobą, która go wspierała, wprowadzając do lubelskiej polityki. Znakomicie spełniał swoją funkcję jako wojewoda lubelski, co nagrodzili mieszkańcy regionu znakomitym wynikiem w wyborach parlamentarnych. Dzisiaj jego kompetencje będą służyły pracy w gabinecie rządowym pana premiera Mateusza Morawieckiego.
Przemysław Czarnek niewątpliwie jest osobą o zdecydowanych poglądach, ale także taką, która gotowa jest do tych poglądów w uczciwy sposób przekonywać. Tak powinna wyglądać debata publiczna - że nie unikając jej, nie tworząc ram politycznej poprawności, powinniśmy dyskutować w sposób uczciwy na argumenty i bez wątpienia mój kolega Przemysław Czarnek jest osobą, która potrafi to robić.

Panie ministrze - taka sytuacja: Platforma Obywatelska ma problem, zastanawiam się dlaczego? 10 mln głosów Rafała Trzaskowskiego - każdy polityk chciałbym mieć taki uzysk. To jest baza, na której można budować bardzo wiele. Był pomysł nowej „Solidarności” - miała być hucznie ogłoszona jako nowy ruch Rafała Trzaskowskiego w sierpniu, potem we wrześniu. Jutro mamy październik i plany się zupełnie rozmyły. Czy Platformie już się nie chce, czy czeka, aż Szymon Hołownia wejdzie do gry i wtedy poczuje się zmotywowana? Jak Pan ocenia tę sytuację?
- Trochę wieszczy Pani pogrzeb czegoś, co się jeszcze nie narodziło. Mamy kuriozalną sytuację, pewnie na zapowiedziach się zakończy. Pytanie: „na czym powinno zależeć dzisiaj Platformie Obywatelskiej”, jest o wiele bardziej skomplikowane. Nie mam przekonania, że dzisiaj liderom PO zależy na budowaniu silnego ruchu społecznego. Niezależnie od tego, w jakim kierunku ideowym będzie ten ruch podążał, zawsze jest jednak coś, co odbywałoby się poza partią, a problemy dzisiaj są raczej wewnątrz partii. Pewnie PO jest dzisiaj skoncentrowana na rozwiązywaniu własnych kłopotów, własnych personalnych kwestii - i w poszczególnych regionach, i na szczeblu klubu parlamentarnego czy władz partii.
Od dłuższego czasu PO zapowiada, że szuka formuły, ale zajmuje się sama sobą. Nie przedstawia nie tylko żadnej agendy programowej, nie jest skuteczna w przekonywaniu Polaków, nie jest skuteczna wyborczo, a także w zbudowaniu jakiejś realnej propozycji dla dzisiejszej opozycji. Pewnie czeka nas jeszcze wiele zapowiedzianych, a niezrealizowanych pomysłów ze strony polityków PO.

Czy nie jest tak, że w tej chwili prominentnych działaczy Platformy zmroziło zatrzymanie Sławomira Nowaka? Mamy kolejne zatrzymania i wszyscy - mam wrażenie – bacznie przyglądają się temu, co będzie się dalej działo.
- Z pewnością to wprowadza najważniejszych polityków z tamtego okresu w pewne napięcie, bo nikt z nas nie wie, jak ten mechanizm szczegółowo wyglądał, ale widzimy, że to nie był mechanizm, który ograniczał się do tego polityka, zatrzymanego już jakiś czas temu. (...)


Przemysław Daca

Przemysław Daca./fot. Facebook
Przemysław Daca./fot. Facebook
Przemysław Daca, prezes Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie
Gościem "Rozmowy dnia" był prezes Państwowego Gospodarstwa Wodnego "Wody Polskie" Przemysław Daca, a rozmawialiśmy o tym, że mija właśnie 50 lat pracy stopnia wodnego we Włocławku, który miał być jednym z ośmiu na Wiśle, a od pół wieku jest jedynym. Kiedy ruszą prace przy budowie drugiego stopnia w Siarzewie? Czy rząd ma w planach realizację koncepcji kaskadyzacji dolnej Wisły?

Agnieszka Marszał: Spotykamy się we Włocławku z okazji 50 lat pracy stopnia wodnego we Włocławku. Wszyscy mieszkańcy regionu zadają sobie już od dawna pytanie, w jakiej formie jest jubilatka, i jak długo jeszcze wytrzyma?

Zdaję sobie z tego sprawę, że ten stopień wodny budzi niepokój mieszkańców, szczególnie tych żyjących poniżej tamy. Muszę też powiedzieć, że 50-lecie to też jest sukces, bo udało nam się bezpiecznie ten stopień wodny utrzymać. Jest w pełni wyremontowany, w pełni sprawny, sprawny jest również próg podpiętrzający poniżej, który także chroni tamę we Włocławku. Oczywiście, wszyscy wiemy, i to już od co najmniej 2013 roku, że jedynym sposobem pełnego zabezpieczenia tego stopnia wodnego przed katastrofą budowlaną jest budowa kolejnego stopnia w Siarzewie. Myślę, że wtedy mieszkańcy będą mogli już być całkowicie pewni stabilności tej budowli, o której rozmawiamy w tej chwili.

Podkreślał pan wagę zapory we Włocławku w wielu aspektach: bezpieczeństwo regionu, zabezpieczenie przed, i powodzią, i suszą, ale użył też pan takiego określenia, że to jest wielki obiekt hydrotechniczny, ale również wielki problem...

Tak to prawda, zapora jest naszą budowlą specjalnej troski. Postawienie samotnego stopnia wodnego tak wielkiego, gigantycznego, pośrodku Wisły - i to bez wybudowania kolejnego, wspierające - było bardzo dużym błędem hydrotechnicznym, i to sprawia wiele problemów. Musimy bardzo dbać o ten stopień, okresowego go przeglądać, remontować. Ten stopień jest, można powiedzieć, taką budowlą strategiczną z punktu widzenia bezpieczeństwa naszego kraju. Proszę się nie obawiać, my o niego bardzo dbamy, nie szczędzimy środków i czasu. W tej chwili stopień wodny jest bezpieczny, natomiast cały czas działamy i prowadzimy już inwestycję budowy stopnia wodnego w Siarzewie. Ta inwestycja jest w tej chwili na etapie dokumentacji, projektowania.

A czy może pan określić czas, w którym ta pierwsza łopata może zostać wbita?

W tej chwili wykonujemy projekt, mamy na to zabezpieczone środki dzięki deklaracji pana prezydenta i pana premiera. Myślę, że wykonanie projektu i zgromadzenie dokumentacji zajmie co najmniej 2 lata, mamy koncepcję, ale to jest niezwykle skomplikowana, trudna budowla. Na podstawie tego projektu będzie przygotowany operat, który zostanie złożony do właściwego ministra. Później czekamy na wydanie pozwolenia wodnoprawnego na budowę, na zgodę wojewody na przeprowadzenie inwestycji. Myślę, że te zabiegi formalne potrwają jakieś dwa, może trzy lata, i wtedy już nic nas nie będzie zatrzymywało, i wbijemy tę pierwszą łopatę (...)

Ryszard Bober

Ryszard Bober
Ryszard Bober
PR PiK - Rozmowa Dnia - Ryszard Bober
Gościem Rozmowy Dnia był senator PSL Ryszard Bober. Tematy to tzw. „Piątka dla Zwierząt”, kryzys rządowy oraz druga fala epidemii koronawirusa.

Katarzyna Prętkowska: Trudno rozpocząć rozmowę inaczej, niż od pytania o Pana zdrowie. Jak Pan się czuje?

Ryszard Bober: Czuję się dobrze, przeszedłem Covid-19, jestem ozdrowieńcem, ale pragnę przestrzec wszystkich Państwa, abyśmy stosowali się do zaleceń sanepidu i podchodzili z respektem do wirusa. Przede wszystkim - zachowywali dystans społeczny i nosili maseczki, które są bezwzględne w naszym codziennym funkcjonowaniu. Nie da się w tej chwili już bez tego w sposób znaczący uporać z wirusem.

Pan prawdopodobnie zaraził się od senatora Libickiego. Wiem, że senator przechodził Covid-19 ciężko, trafił nawet do szpitala na dłuższy czas. A Pan?

- Były takie dwa dni, w których gorzej się czułem, miałem grypowe objawy – bóle mięśni, temperaturę, apatię, brak apetytu i – jak to zwykle w takich przypadkach - nic się człowiekowi nie chce - ani ruszyć ręką, ani nogą. Po dwóch dniach organizm w miarę się zmobilizował i uporałem się z tym wszystkim.

Apeluje Pan o zachowanie dystansu społecznego i stosowanie się do zasad, tymczasem od kilku dni słyszymy o rekordach zachorowań zarówno w Polsce, jak i u nas - na Kujawach i Pomorzu. Jak Pan przyjmuje te doniesienia?
- Otworzyliśmy się, Polacy wyjechali na wakacje, gdzie odreagowali sobie wcześniejsze zamknięcie. Dzieci wróciły do szkół, chorują często bezobjawowo, ale mają wirusa i zarażają swoje rodziny. Słyszymy w tej chwili, że jest bardzo dużo przypadków. Wirus rozprzestrzenia się na imprezach zorganizowanych czy domowych.
Najważniejsze jest, żeby rzeczywiście system był wydolny - żeby w szpitalach były miejsca dla tych, którzy potrzebować będą takiego wsparcia i podłączenia być może do respiratora.

A jak Pan ocenia strategię rządu w walce tak zwaną drugą fajną epidemii? Przedstawiciele resortu zdrowia mówią, że kolejnego lockdownu nie będzie, jest natomiast punktowe reagowanie - podział na strefy i powiaty z większymi restrykcjami.
- Reakcja rządu musi być. Jeżeli występują sytuacje, że w danym miejscu jest wysyp zachorowań, trzeba to maksymalnie ograniczać. Mało kto już wyobraża sobie, żebyśmy jako Polacy poddali się znowu kwarantannie. Gospodarka, szkoły - wszystko wróciło do jakiejś normalności i w tej chwili trudno by było Polaków zmobilizować, aby nałożyli sami na siebie rygory i ograniczenia. Przede wszystkim - nie panikujmy i więcej empatii dla tych, którzy potrzebują naszej pomocy, bo potrzebne jest również wsparcie dla chorych, a nie pokazywanie ich jako źródła zagrożeń. Każdego za chwilę to może spotkać. (...)

Tomasz Latos [wideo]

Tomasz Latos./fot. Archiwum PR PiK
Tomasz Latos./fot. Archiwum PR PiK
Rozmowa Dnia - Tomasz Latos
Gościem Rozmowy Dnia był przewodniczący Komisji Zdrowia poseł Tomasz Latos, a rozmawialiśmy zarówno o narastającej fali epidemii oraz o funkcjonowaniu służby zdrowia w tych warunkach, jak i o przesileniu w koalicji rządowej.

Michał Jędryka: Czy ze Zjednoczoną Prawicą już jest wszystko jasne?

Mam nadzieję, że wszystko jest na jak najlepszej drodze. Oby tak było, ale musimy zaczekać oczywiście na dalszy bieg wypadków i na oficjalne ogłoszenie postanowień. Myślę, że troszkę cierpliwości jeszcze...

Jarosław Kaczyński ma wejść do rządu. Czy to wzmocnienie, czy osłabienie Mateusza Morawieckiego?

(...) Jeżeliby to rzeczywiście nastąpiło, to niewątpliwie będziemy mieli do czynienia z sytuacją bez precedensu, a po drugie będzie to pokazywało, że potrzeba pewnego zwornika w trudnych sytuacjach koalicyjnych, które w ostatnim czasie się ujawniły głównie, powiedzmy to wprost, na linii Mateusz Morawiecki - Zbigniew Ziobro, czyli reprezentant i jednocześnie premier Prawa i Sprawiedliwości, a mniejszy koalicjant Solidarna Polska.

Czyli wicepremier Jarosław Kaczyński będzie takim mediatorem, arbitrem pomiędzy premierem, a ewentualnymi jego przeciwnikami w rządzie, czy rywalami w rządzie.

Myślę, że, jeżeli dojdzie oczywiście do zrealizowania tego planu, to będzie to nic innego, jak kwestia bezpośredniego wkroczenia we wczesnej fazie ewentualnych różnego rodzaju napięć i bezpośredniego dopilnowania umów koalicyjnych, które przecież będą podpisane. Zobaczymy, czy rzeczywiście ten scenariusz zostanie zrealizowany, ale gdyby do niego doszło, to tak sobie wyobrażam rolę pana premiera Kaczyńskiego.

(...) Czy pan sądzi, że układ, który powstanie zapobiegnie tego rodzaju kryzysom w przyszłości?

Zapobiec kryzysom powinien przede wszystkim zdrowy rozsądek. Nasi koalicjanci w pewnym momencie uznali, że bez nich, bez nawet tych kilkunastu głosów, to po prostu nie da się rządzić. Tak nie może być, że można stawiać różnego rodzaju roszczenia i oczekiwania, i wszystko zostanie im podporządkowane. Muszą być zachowane odpowiednie proporcje. Pan prezes Kaczyński na naszym spotkaniu części klubu Zjednoczonej Prawicy, czyli członków Prawa i Sprawiedliwości, powiedział to dość jednoznacznie. No nie może być sytuacji, tu użyte zostało takie porównanie, że ogon macha psem. Nasi koalicjanci są ważni, mają swoje ważne miejsce, ale nie może dojść do zaburzenia proporcji w rządzeniu i odstępowania od podpisanych i przyjętych programów (...)

Tomasz Chymkowski [wideo]

Tomasz Chymkowski./fot. Facebook/Tomasz Chymkowski
Tomasz Chymkowski./fot. Facebook/Tomasz Chymkowski
PR PiK - Rozmowa Dnia - Tomasz Chymkowski
Gościem Rozmowy Dnia był Tomasz Chymkowski - burmistrz Brześcia Kujawskiego. Brześć świętuje 770-lecie nadania praw miejskich, a na terenie gminy prężnie działa strefa gospodarcza. Z burmistrzem rozmawialiśmy między innymi o tym, jak pandemia koronawirusa wpłynęła na funkcjonowanie strefy i jakie plany inwestycyjne ma samorząd.

Agnieszka Marszał: Zacznijmy od tego, co Was wyróżnia na tle regionu i kraju, czyli od Brzeskiej Strefy Gospodarczej. Ostatnio opracowywany jest ważny dokument dla naszego regionu - strategia rozwoju województwa 2030 plus. Tam jest takie zdanie, że Brzeska Strefa Gospodarcza to bezprecedensowy w skali regionu sukces. Co Pana zdaniem o tym sukcesie przesądziło? Jakie są Wasze asy w rękawie?

Tomasz Chymkowski: Miło to się słyszy, szczególnie jeśli to jest w dokumencie takim, jak założenia do Strategii Samorządu Województwa Kujawsko-Pomorskiego. Asy w rękawie to przede wszystkim długoletnia praca, ponieważ to, że powstała autostrada - o tym samorząd wiedział i podejmował decyzje kilka lat temu, chociażby związane z opracowaniem planu zagospodarowania przestrzennego.
Ale to były także decyzje, żeby uzbrajać tereny inwestycyjne i być skutecznym w pozyskiwaniu inwestorów. Myślę, że to jest sukces dla powiatu i dla województwa, który w przyszłości ma dać 4 tys. miejsc pracy. Na pewno to się stanie, bo wiemy co się dzieje obecnie na terenie Brzeskiej Strefy - pomimo tego, że mamy pandemię…

Na ile pandemia przeszkodziła inwestycjom? Czy w ogóle przeszkodziła? Wiemy, że że LPP – gigant odzieżowy - trochę przesunął w czasie inwestycję, która miała się rozpocząć w połowie tego roku, czyli budowę ogromnego centrum logistycznego w Brześciu.

- LPP przesunęło inwestycję, ale nadal zostaje w Brześciu. Cieszę się, że cały czas jesteśmy w kontakcie. Zresztą LPP to świetna firma rodzinna, która również podejmuje skuteczne działania, związane z rozwojem społeczeństwa obywatelskiego. Dzięki nim mamy lekcje angielskiego dla dzieci i młodzieży, firma aktywnie włącza się w sport - to wszystko oznacza, że z nami zostaje. Inwestycja tylko przesunięta jest w czasie.

Z kolei wczoraj odbyło się spotkanie z kolejnym inwestorem RTE Poland. To portugalski producent świetnych rowerów, szczególnie sprzedawanych w sieci Decathlon. Rozpoczyna inwestycje w październiku, więc myślę, że to jest dobry znak, że strefa ma się dobrze i ten rozwój będzie dalej szedł w dobrym kierunku. Inwestycja RTE Poland ma się zakończyć w przyszłym roku i wtedy 100 osób znajdzie pracę i będzie sukcesywnie zatrudnianych w tej firmie.

Czy firmy, które działają teraz Brzeskiej Strefie Gospodarczej, nie mają problemu ze znalezieniem pracowników? Czy u nas, w okolicy są ludzie, którzy chcą tam pracować?

- Myślę, że to jest problem globalny całego powiatu włocławskiego - odkryć na nowo tych ludzi i ich zaaktywizować. Myślę, że skutecznie powinny włączyć się w to nie tylko samorządy - te lokalne, ale też powiat włocławski, bo sam Urząd Pracy jest tylko pośrednikiem, natomiast na ile jest w stanie zaktywizować mieszkańców powiatu tak, żeby znaleźli zatrudnienie? Często jest tak, że ludzie muszą się przekwalifikować. Branże, które w tej chwili się pojawiają na rynku pracy są specyficzne. Dzisiaj potrzebujemy pracowników z wykształceniem technicznym, mniej humanistów, czy zawodów typowo związanych ze studiami - takimi, jak nam się wydawało przez ostatnich 15, 20 lat. Teraz liczą się umiejętności praktyczne. (…)


2345678