Piątek, 04 grudnia 2020 r.   Imieniny: Barbary, Krystiana, Jana
Polskie Radio PiK » Rozmowa dnia
Ogłoszenie własne nadawcy

Rozmowa dnia

Piotr Król

Piotr Król. Fot. Archiwum
Piotr Król. Fot. Archiwum
Rozmowa Dnia - Piotr Król
Gościem Rozmowy Dnia był poseł Piotr Król. Tematem rozmowy były ostatnie sejmowe głosowania dotyczące ustaw covidowych, a także rocznica powstania Poczty Polskiej.

Tomasz Krzysztyniak

Tomasz Krzysztyniak./fot. Facebook/Tomasz Krzysztyniak
Tomasz Krzysztyniak./fot. Facebook/Tomasz Krzysztyniak
PR PiK - Rozmowa Dnia - Tomasz Krzysztyniak
Gościem Rozmowy Dnia był przewodniczący Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Toruniu Tomasz Krzysztyniak. Tematy to problemy kadrowe w szpitalach i brak personelu do opieki nad pacjentami z Covid-19, a także pomysły rządu na rozwiązanie tego problemu.

Katarzyna Prętkowska: Rozmawiamy tuż przed wznowieniem posiedzenia Sejmu, na których posłowie mają głosować nad tzw. ustawą covidową. Wiemy, że sejmowa komisja zdrowia debatowała 11 godzin nad tym projektem. Środowisko medyczne czeka na tę ustawę i nowe regulacje?

Tomasz Krzysztoniak: Na pewno czekamy, ale nasza grupa zawodowa nie jest zainteresowana kształtem takiego zapisu aktu prawnego. Samorząd zawodowy pielęgniarek i położnych od dawien dawna zgłaszał problem braku kadr medycznych. To jest teraz nasz największy problem i wszystkie zapisy, które są planowane do powstania nie poprawią tej sytuacji. Należało się skupić wcześniej na rozwiązaniu tego problemu. Dzisiaj szykowane na szybko zapisy m.in. o dopuszczeniu do zawodu osób studiujących pielęgniarstwo w trybie skróconym nie jest najlepszym pomysłem, ale jakieś decyzje w tej materii należy podjąć.

Skoro wywołał pan studentów i lekarzy rezydentów, to rzeczywiście, projekt ustawy mówi o tym, żeby najbardziej doświadczonych studentów czy lekarzy rezydentów włączyć do walki z Covidem. W zamian za to, osoby te zwolnione byłyby z egzaminu ustnego lub uznanoby ich działania za zawodowe czy studenckie praktyki. Jak pan się do tego odniesie?

Zwrócę na jedną rzecz uwagę. Od prawie roku, żadna pielęgniarka i położna nie została wpuszczona na zajęcia praktyczne, z powodu pandemii. Oddziały były zamknięte. Pozostała nauka zdalna. W normalnym trybie, te osoby miałyby gotowość do pracy, teraz są jednak po półrocznej przerwie, po pracy jedynie na symulatorach medycznych. To nie oddaje realnych warunków pracy na oddziale, tym bardziej z osobami zakażonymi. Nie widzę więc takiej możliwości, nie widzę tu bezpieczeństwa dla pacjenta, a my musimy dbać o bezpieczeństwo pacjentów przede wszystkim, nie mówiąc już o swoim bezpieczeństwie (...).

Tomasz Latos

Tomasz Latos Fot. Archiwum
Tomasz Latos Fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Tomasz Latos
Gościem Rozmowy Dnia był przewodniczący sejmowej komisji zdrowia poseł Tomasz Latos. Magdalena Ogórek rozmawiała z nim na temat przerwanych wczoraj obrad Sejmu,
dotyczących regulacji w sprawie epidemii.

Magdalena Ogórek: Spotykamy się w szczególnym momencie. Cały świat przypatruje się rozwojowi pandemii koronawirusa. Cały świat chce wygrać z pandemią, a tymczasem w polskim Sejmie mieliśmy do czynienia z sytuacją niecodzienną. Wydawałoby się, że zdrowie jest tematem ponadpolitycznym, a tymczasem wczoraj nie doszło do porozumienia w kwestii ustawy, która pomoże walczyć o zdrowie i życie Polaków. Co się stało?
Tomasz Latos: Sytuacja jest zupełnie niewiarygodna. Trzeba powiedzieć, że oprócz projektu poselskiego ze Zjednoczonej Prawicy, posłów PiS, były jeszcze trzy inne projekty pozostałych klubów – zarówno Lewicy, Koalicji Obywatelskiej, jak i PSL-Kukiz’15. I okazuje się, że mimo tego, że państwo składali swoje projekty, o których chcieli rozmawiać i bardzo im zależało, żeby były wprowadzone do tego posiedzenia Sejmu, to jednocześnie głosowali przeciwko temu - de facto też przeciwko własnym projektom – żeby zajmować się najważniejszą teraz sprawą, czyli zabezpieczeniem zdrowia i życia Polaków, działaniem na rzecz bezpieczeństwa w związku z pandemią.
Oczywiście to prawda, że zabrakło sporej grupy posłów PiS i gdyby te wszystkie osoby zagłosowały, to by głosów wystarczyło. Niemniej sam fakt głosowania przeciw – a głosowała tak cała opozycja, zjednoczona w tej sprawie – jest skandaliczny. I niewiarygodny, że w imię – przepraszam za określenie - idiotycznych interesów wygrania głosowania, przez moment nieuwagi większości parlamentarnej - szkodzi się samemu sobie i innym obywatelom. Trochę jak według zasady, która wydaje się, że obowiązuje tylko dzieci, że „na złość mamie odmrożę sobie uszy”.
Przypomnę, że była próba ratowania tego i przekonania na Konwencie Seniorów, że może w takim razie odłóżmy to posiedzenie o kilka godzin tak, aby zajmować się jak najszybciej tą ustawą, ale i to było odrzucone. Można tylko apelować, żeby dziś nie było wrzucania tysiąca poprawek. Później Senat sprawnie działa, a nie zastanawia się 30 dni nad ustawą. O to tylko można apelować w imieniu wszystkich obywateli – w imieniu tych osób, które słusznie obawiają się pandemii i koronawirusa.

Czy w uwagach opozycji dostrzegł Pan jakieś merytoryczne argumenty? Cezary Tomczyk – szef klubu PO wskazywał, że posłowie nie zdążyli się zapoznać z ustawą, że 45 stron jest nie do przeczytania w tak krótkim czasie. Komentatorzy byli zdziwieni taką argumentacją.
- Projekt został złożony w poniedziałek. Jeżeli doba nie wystarcza wykształconym ludziom, żeby przeczytać 45 stron, to nie jestem tego w stanie pojąć. To absolutnie zła wola, gra na nosie przede wszystkim obywatelom. Ja już nie chcę o tym za dużo myśleć. Mam nadzieję, że przyjdzie oprzytomnienie, bo – mówię to od dawna – w sprawie pandemii nie ma podziału na „my, oni”. Niech to też wszyscy zrozumieją, wszyscy również w polskim Parlamencie. Potrzeba wspólnego działania. (...)

Ryszard Bober

Ryszard Bober/fot. Archiwum
Ryszard Bober/fot. Archiwum
Rozmowa Dnia - Ryszard Bober
Czy głosowanie nad ustawą „Piątka dla zwierząt" rozbiło opozycyjną większość w Senacie? O to między innymi pytaliśmy senatora Ryszarda Bobera, który był gościem wtorkowej Rozmowy Dnia w Polskim Radiu PiK.

Michał Jędryka: Koalicja opozycyjna w Senacie - jeszcze istnieje czy już nie istnieje?

Większość senacka demokratyczna istnieje i pracuje, myślę że zgodnie z planem. Mamy naprawdę bardzo dużo inicjatyw uchwałodawczych, i skupiamy się na tym, by dobrze spełniać naszą rolę jako Senat, nie tylko opiniując projekty ustaw wnoszonych do Sejmu, ale podejmując własne inicjatywy. Ja rozumiem, że pyta pan o ostatnie głosowanie dotyczące ustawy o ochrony zwierząt...

Tak, wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski mówi, że sprawa nie rozejdzie się po kościach, i oskarża PO, że rozbiła ten pakt senacki.

Spójrzmy na to spokojniej, i z innej strony. Pakt senacki - na pewno zadziało się coś innego, gdy rzeczywiście, mi osobiście i innym senatorom, bardzo zależało na tym, by projekt tej uchwały, bardzo złej, wniesionej do Senatu w takim trybie, gdy są zastrzeżenia pod względem formalno - prawnym, został odrzucony. Mieliśmy stanowisko prawne rzecznika praw obywatelskich i wiele innych analiz. Wróćmy jednak do sedna: całe zło zadziało się w Sejmie, gdy zbyt pochopnie, z pominięciem drugiego czytania tej ustawy, procedura została przegłosowana i jednak to posłowie Platformy Obywatelskiej, na tamtym etapie procedowania, w większej części byli za tymi rozwiązaniami, które zostały zaproponowane. Natomiast w Senacie spokojnie o tym rozmawialiśmy. Jeszcze 12.10 po południu, większość skłaniała się do odrzucenia tego projektu, a potem były już rozmowy polityczne, które skutkowały tym, że wynik taki był, jaki był (...)

Krzysztof Gawkowski

Krzysztof Gawkowski
Krzysztof Gawkowski
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Krzysztof Gawkowski
Gościem Rozmowy dnia był poseł Krzysztof Gawkowski, przewodniczący klubu
parlamentarnego Lewica. Rozmawialiśmy o epidemii, a także o zatrzymaniu Romana Giertycha i sytuacji wokół ustawy o ochronie zwierząt.

Michał Jędryka: Wygląda na to, że dzięki Lewicy będziemy mieli uregulowany ustawowo obowiązek noszenia maseczek?

Krzysztof Gawkowski: Dobrze się dzieje, że będziemy mieli regulacje ustawowe, które pozwolą na to, że jeżeli mamy wytyczne noszenia masek, to nikt się nie może od tego migać, a wszyscy, którzy założą maski będą mieli poczucie, że robią to na podstawie prawa. Jest wielu takich, którzy mówią, że nie ma prawa, nie ma ustawy, nie ma podstawy prawnej czyli maski nie muszę nosić. Tyle, że to powodowało, że narażaliśmy innych na zakażenie, na przenoszenie wirusa. Jak słucham ludzi, często polityków, którzy opowiadają, że nie ma wirusa, że nic się nie dzieje, że jest jakiś spisek, to mam wrażenie, że to brak rozsądku, że to jakiś cynizm, wykorzystywania tragedii społecznej, po to, żeby poparcie zbijać. Jak widziałem pajacowanie posłów Konfederacji, którzy próbowali robić politykę na maseczkach to powiedzieliśmy: dość.

Myśli pan, że na tym można jeszcze jakieś poparcie zyskać? Przecież sytuacja doszła do takiego punktu, że zaczęło być oczywiste, że za chwilę każdy z nas może przejść tę chorobę.

Ja byłem na spotkaniu z premierem cztery dni temu. Na tym spotkaniu, gdzie są omawiane poważne sprawy występuje nagle pan poseł Braun z Konfederacji, który mówi, że wszyscy pójdziecie do więzienia, bo straszycie ludzi, nie ma nic co by wskazywało, że ludzie muszą się tak zabezpieczać, to jest wymysł władz, kiedyś my będziemy to skarżyli. Taka postawa jak Konfederacji to jakaś paranoja, bo większość sceny politycznej, czy z prawa, czy z lewa, mówi trzeba starać się wspólnymi siłami pokonać wirusa. Pandemia zgrania coraz więcej ludzi którzy chorują, mamy coraz więcej przypadków śmierci, jest jedna siła polityczna, która tego nie dostrzega. Za to musi być jakaś kara - kara na poziomie ustawy będzie polegała na tym, że jeśli jakiś poseł nie będzie nosił maski, bo będzie się inspirował fake newsami, że nie musi - to będzie płacił karę za to. (...).

Wojciech Peszyński

Dr Wojciech Peszyński./fot. Z. Drążkowski/archiwum
Dr Wojciech Peszyński./fot. Z. Drążkowski/archiwum
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Wojciech Peszyński
Gościem „Rozmowy Dnia” w Polskim Radiu PiK był dr Wojciech Peszyński - politolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Rozmawialiśmy m.in. o tym, jak politycy wypadają w starciu z trudnym przeciwnikiem, jakim jest koronawirus, i czy pandemia zmieni myślenie Polaków o polityce i politykach.

Agnieszka Marszał: Żyjemy w trudnych czasach, ale są to też w pewnym sensie czasy ciekawe, np. dla tych, którzy obserwują scenę polityczną, bo politycy muszą się zmierzyć z dużym wyzwaniem czyli pandemią. jak oni wypadają w starciu z epidemią?

Wojciech Peszyński: Na razie wydaje się, że jesteśmy wszyscy dość bezradni, nie jestem specjalistą, są jakieś pomysły, ale jeszcze nie wiemy do końca co wdrożyć. Lockdown wiosenny oddalił problem w czasie.

Oddalił, ale nie zlikwidował.

Wiadomo było, że jesienią nałożą się jeszcze zwykłe jesienne przeziębienia. Był czas, można było podjąć szereg różnego rodzaju działań, ale nie podjęto, choć nie ma dzisiaj mądrych. Jest Szwecja i udany casus, tylko proszę pamiętać, że w przypadku polskiej kultury politycznej, gdzie jest niski poziom zaufania ludzi do siebie, ludzi do elit, pomiędzy elitami, tak naprawdę ten model nie zdałby egzaminu, on by był tragiczny.

Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy odczuwamy strach. Opozycja też nie ma pomysłu jak sobie poradzić z pandemią, chociaż Borys Budka w czwartek ponowił apel do prezydenta Andrzeja Dudy o zwołanie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego ws. walki z covid-19 i jak powiedział: KO jest konstruktywną opozycją i ma konkretne postulaty dotyczące zwalczania covid-19, ale chce mieć do tych rozmów partnera.

Na razie wszyscy jesteśmy wg jednego modelu. Wydaje mi się, że jeżeli KO chciałaby przedstawić swoje pomysły, to w dzisiejszych czasach nie ma z tym żadnego problemu. (...).

Mikołaj Bogdanowicz

Mikołaj Bogdanowicz, wojewoda kujawsko -pomorski./fot. PR PiK/archiwum
Mikołaj Bogdanowicz, wojewoda kujawsko -pomorski./fot. PR PiK/archiwum
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Mikołaj Bogdanowicz
Gościem Rozmowy Dnia był wojewoda kujawsko pomorski Mikołaj Bogdanowicz. O sytuacji epidemicznej w regionie.

Michał Jędryka: Przeczytałem rano twitta: „Gorączkowe telefony. Poszukiwanie możliwości dostępu respiratora dla chorego pacjenta... To nie Lombardia, to Kraków dzisiaj”. Czy rzeczywiście jest tak dramatyczna sytuacja, również u nas czy?

Mikołaj Bogdanowicz: W regionie kujawsko-pomorskim tak dramatyczna nie jest. Kilka dni temu mieliśmy przejściowe trudności, było to spowodowane przekształceniem profilu szpitali, szczególnie szpitala w Grudziądzu, który przestawił się na leczenie przede wszystkim koronawirusa. W Małopolsce, niestety, mamy w tej chwili 1200 przypadków na dobę. U nas w województwie ta liczba to 300. Na pewno ma to wpływ na liczbę chorych, którzy trafiają do szpitala, na liczbę osób, które potrzebują respiratora. Na pewno jest tam trudniejsza sytuacja niż u nas. Moim zdaniem mimo tego, że sytuacja jest niełatwa na tym etapie jesteśmy dobrze przygotowani (...)

Robert Telus

Robert Telus Fot. Wikipedia
Robert Telus Fot. Wikipedia
PR PiK - Rozmowa Dnia - Robert Telus
Gościem Magdaleny Ogórek był poseł Robert Telus z Prawa i Sprawiedliwości, a tematem rozmowy była kwarantanna premiera i praca rządu w czasie epidemii.

Magdalena Ogórek: Powiedział Pan publicznie, że przeszedł koronawirusa. Jak się Pan teraz czuje? Czy w porównaniu do stanu sprzed choroby czuje się Pan inaczej?
Robert Telus: Bardzo dziękuję za zaproszenie, szczególnie dlatego, że Bydgoszcz jest mi bliska. Z grupą przyjaciół z Bydgoszczy od wielu lat organizujemy rekolekcje dla niepełnosprawnych. Pozdrawiam więc wszystkich słuchaczy, a szczególnie tych z fundacji, którzy przyjeżdżają na rekolekcje do nas.
Co do choroby – minęły trzy tygodnie i jeszcze pozostał mi kaszel. Zrobiłem sobie nawet ostatnio prześwietlenie płuc – jak się okazało nie ma pozostałości choroby, płuca są czyste, bardzo się z tego cieszę, ale kaszel się przedłuża. Mam nadzieję, że w końcu sam minie.
Bardzo apeluję do wszystkich, że - jeżeli nawet nie chcą dbać o swoje zdrowie, bo mamy różnych ludzi w Polsce i różnie podchodzą do sprawy - to dbajcie o innych! Maski naprawdę chronią - nie tylko was, ale także innych. To jest bardzo ważne - nie rozpowszechniajmy tej choroby, bo ona nie jest łatwa do przejścia. Ja akurat przeszedłem ją bez wielkich konsekwencji, ale przez pierwsze pięć dni naprawdę było ciężko, bo pojawiły się bóle głowy, mięśni, kości, temperatura, brak smaku. To wszystko jest mocno uciążliwe, choć mam dosyć silny organizm. Osoby starsze powinny jednak o siebie mocno dbać.
Zwracam się szczególnie do młodzieży - jeżeli nie dbasz o siebie, bo wiesz, że jesteś silny, to zadbaj o osoby starsze. Dlatego obowiązek noszenia maseczek i wszystkie rygory, zasady, które są ustalane. Niektórzy mówią, że to wbrew Konstytucji i że to ograniczenie ich wolności, ale tak nie jest. Na czerwonym świetle też jest zasada, że nie przechodzimy.

W jednym z wywiadów powiedział Pan, że spokojnie wchodził przed chorobą na drugie, trzecie piętro, a dzisiaj musi się zatrzymać, bo brakuje oddechu. To też pozostałość po chorobie?
- Czuję się po chorobie o wiele słabszy, ale mam nadzieję, że to minie. Opowiem jeszcze jedną historię, działającą na wyobraźnię. Najbardziej bałem się, gdy nagle zachorowała moja półroczna wnuczka. Miała bardzo wysoką gorączkę, a ja wcześniej z nią przebywałem. Był taki mocny strach o nią i z tyłu głowy taka myśl – „zaraziła się ode mnie”.
Dbajmy o tych najmłodszych i o najstarszych. Mam teścia w domu, który ma 80 lat. Bardzo się o niego bałem, żeby się ode mnie nie zaraził, bo byłoby mu dużo trudniej przejść Covid-19. Na szczęście nie zaraził się i tę chwilę jest wszystko dobrze.

Łukasz Szumowski jest w szpitalu, wczoraj gruchnęła wiadomość, że premier Mateusz Morawiecki jest na kwarantannie. Na szczęście test szefa rządu jest negatywny, ale dzisiaj media już pytają, czy będzie stan wyjątkowy w Polsce? Pojawiają się takie pytania, bo zamknęły się Czechy, zamknięty jest Liverpool, zaczyna hamować świat. Jaka jest strategia Polski na ten trudny czas?
- Na te chwilę trudno powiedzieć, czy będzie stan wyjątkowy, czy nie. Trzeba tę sprawę rozważyć. Tak naprawdę musimy uważać między sobą, bo wiele zależy od rządu i jego działań, ale najwięcej zależy od nas – czy jesteśmy ostrożni, czy dbamy o innych, czy naprawdę uważamy, żeby się nie zarazić. Znowu podam swój przykład - gdy miałem pierwsze objawy, typowo wskazujące na przeziębienie, to nie wychodziłem z domu. Nawet wtedy, gdy lekarz powiedział, że to tylko przeziębienie, cały czas myślałem sobie, że to może być koronawirus i nie daj Boże, żebym kogoś zaraził. To spowodowało, że od momentu zachorowania i pojawienia się pierwszych objawów, z nikim się nie spotykałem i nikogo nie naraziłem na chorobę. (...)

Maria Mazurkiewicz

Maria Mazurkiewicz/fot. Archiwum
Maria Mazurkiewicz/fot. Archiwum
Rozmowa Dnia - Maria Mazurkiewicz
Gościem Rozmowy Dnia w Polskim Radiu PiK była Maria Mazurkiewicz - kujawsko-pomorski wicekurator oświaty. Rozmawialiśmy o szkolnej rzeczywistości w dobie pandemii i o tym, jak wygląda aktualna sytuacja epidemiologiczna w szkołach, jakie nastroje panują wśród uczniów i nauczycieli.

Agnieszka Marszał: Zaczynamy od pandemii, od koronawirusa, i od tragicznej informacje z wczoraj - 44-letnia pedagog z Osieka nad Wisłą i dwudziestoletni uczeń Zespołu Szkół nr 30 specjalnych w Bydgoszczy to ofiary koronawirusa z naszego regionu. Proszę powiedzieć, jak wygląda sytuacja w tych szkołach, jak będzie w najbliższych dniach organizowana nauka?

Kiedy Sanepid przekazuje informacje o tym, że wśród nauczycieli pracowników, bądź uczniów był ktoś z pozytywnym wynikiem testu, dyrektor szkoły w uzgodnieniu z powiatowym inspektorem sanitarnym ustala, które grupy, jaka część szkoły wchodzi w lekcje zdalne, pozostanie w domu. I tak samo będzie też w tych szkołach.

Sanepid to jest bardzo ważne ogniwo całego tego łańcucha, jeśli chodzi o pandemie, a dyrektorzy szkół narzekają trochę na ten kontakt z Sanepidem. Nie wiem, jak to jest naszym regionie, ale to może zaraz pani powie. Dzisiaj na pierwszej stronie Dziennika Gazety Prawnej jest artykuł, pt. „Bunt dyrektorów". Oni nie chcą już czekać na decyzję z Sanepidu, skarżą się, że te decyzje są podejmowane za długo, że nie zawsze są zgodne z odczuciami dyrektorów, którzy chcieliby, żeby pewne klasy wyłączyć szybciej, przejść na system zdalny, na system hybrydowy, podczas gdy Sanepid takich decyzji nie podejmuje. Jak to w pani ocenie wygląda w naszym regionie?

Myślę, że sytuacja jest trudna, i jeszcze rok temu, nawet jeżeli przeprowadzane byłyby jakieś symulacje, nikt nie potraktowałby ich poważnie. Trudno dziś jednoznacznie rozliczać kogokolwiek z tego, czy dobrze czy źle podejmuje pewne decyzje. Staramy się, zarówno od strony oświatowej, jak i sanitarnej, działać najlepiej, jak to jest możliwe. Potrzebny jest na pewno spokój. Dyrektorzy też powinni w jakimś w miarę spokoju organizować pracę w szkole. Rzeczywiście, powiatowe jednostki Sanepidu czasami są trudne do kontaktu, w sensie takim, że są przepracowane, mają rzeczywiście bardzo dużo pracy, czego do tej pory ci pracownicy nie doświadczali, ponieważ skupieni byli na zupełnie innych działaniach. Oni nagle musieli przejść swoistą rewolucję, podobnie jak rewolucję musieli przejść nauczyciele, którzy jeszcze do niedawna odżegnywali się, że wystarczy im kreda i tablica (...).

Jan Krzysztof Ardanowski

Jan Krzysztof Ardanowski/fot. Archiwum
Jan Krzysztof Ardanowski/fot. Archiwum
Rozmowa Dnia - Jan Krzysztof Ardanowski
Gościem Rozmowy Dnia był Jan Krzysztof Ardanowski, były już minister rolnictwa, a rozmawialiśmy o sytuacji, która powstała po głosowaniu tzw. piątki dla zwierząt i doprowadziła do rolniczych protestów.

Michał Jędryka: Napisał pan list do senatorów, w którym apeluje pan o głębokie zastanowienie się nad zapisami nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, tzw. piątki dla zwierząt. Nad czym szczególnie chciałby pan jeszcze się zastanowić, i czy to w ogóle możliwe.

Jest to możliwe, ponieważ ustawa jest nadal procedowana, jeszcze cały proces legislacyjny się nie odbył. Jest senat, później projekt ustawy wróci do sejmu, później tekst trafi do prezydenta. Wydaje mi się, że mam obowiązek interweniować, jako ten, który sprawami wsi i rolnictwa zajmował się w Prawie i Sprawiedliwości bardzo długo. Jestem współautorem programu rolnego Prawa i Sprawiedliwości i przez ponad dwa lata ten program zrealizowałem. Wygląda na to, że rolnicy broniąc mnie, uważają, że najgorzej tej swojej funkcji nie spełniałem. Czuję się w obowiązku bardzo precyzyjnie wytłumaczyć senatorom, na czym ta ustawa, jej negatywne skutki będą polegały.

No właśnie, te złe negatywne skutki - jaki jest, pana zdaniem, ten najważniejszy?

To są trzy właściwie rzeczy. Sama ustawa jest pomieszana z poplątanym. Nie wiem, kto to pisał, jacyś ludzie młodzi się odzywają, co świadczy o tym, że pojęcia nie mają o tworzeniu ustaw. Tu jest też, niestety, działalność również dziennikarzy i próba przekonania społeczeństwa, że chodzi o zwierzęta futerkowe. Ta ustawa jest nazywana nawet „ustawą futerkową", co jest absolutnym uproszczeniem, by nie powiedzieć, kłamstwem.

No ale ustawa ta zakłada wygaszanie przemysłu futrzarskiego...

To jest jeden z wątków, najłatwiejszy do zaakceptowania przez społeczeństwo, bo ludzie którzy nie mają wiedzy, mówią: „Tak, może te futra są niepotrzebne, może to fanaberia, a zwierzęta cierpią." Jeżeli likwidujemy jakiś dział gospodarki, dział działającym w zgodzie z prawem, to przecież nie jest działalność przestępcza, to wygaszanie przez państwo tego typu działalności musi się wiązać z jakimś okresem przejściowym, co jest chyba oczywiste. Poza tym, w Polsce ludzie nie wiedzą o tym, że zwierzęta futerkowe są usypiane. To jest najbardziej humanitarny sposób ich ubijania, a słyszę jakieś głosy o obdzieraniu ze skóry, i to chyba żywcem - tak się sugeruje.

Takie komunikaty działają na podświadomość. Warto wiedzieć, że w Polsce, zwierzęta futerkowe mięsożerne zjadają około 400 tys. ton odpadów mięsnych, których ludzie nie chcą jeść, bo my chcemy piersi kurze, udka kurze, czasami skrzydełka do piwa, natomiast resztę muszą zjeść norki. Jeżeli nie zjedzą norki, trzeba te resztki spalić w piecu, w zakładach utylizacyjnych. Ekologiczne to na pewno nie będzie, no i już tutaj zacierają ręce niemieckie firmy, które wykupiły znaczną część polskiego sektora utylizacji. To będzie kosztowało rocznie, w samym drobiu, około miliard złotych, więc o tyle trzeba będzie podnieść cenę drobiu. Nasi producenci zbankrutują. Już zacierają ręce firmy rosyjskie, które mówią, że jak w Polsce produkcja drobiu się nie opłaca, to oni nam zaoferują kurczaki z Rosji. I proszę bardzo: na utylizacji zarobią firmy niemieckie, a na kurczakach firmy rosyjskie. Pytanie, co mają robić w takim razie polscy rolnicy? (...)
1234567