duży kontrast mapa strony
Strona startowa » Patronaty » WYDARZENIA

Vistula River 2016 - Jasne niebo, czysta woda

Black Wings Team - logo

Black Wings Team to grupa ludzi, dla których latanie na motoparalotniach stanowi ważną część ich życia. W tym roku postanowili, że polecą od źródła rzeki Wisły do jej ujścia. W czasie lotu będą pokazywali piękno Polski i wskazywali na miejsca, które wymagają jeszcze pracy, aby znów stały się czyste i przyjazne człowiekowi.

„Jasne niebo, czysta woda”

Hasło przewodnie: „Jasne niebo, czysta woda” ma zwrócić uwagę na zagadnienia związane z ekologią i rekultywacją terenów wzdłuż Wisły. Na trasie przelotu znajdują się ciekawe miejsca, które warto jest pokazać z lotu ptaka i opowiedzieć o ich znaczeniu dla samej rzeki i ludzi tam mieszkających. Piloci pokażą z lotu ptaka nie tylko samą rzekę, ale również zakłady przemysłowe, mosty, ciekawe budowle historyczne, miejską architekturę.

Wylot u źródeł Wisły jest planowany 23 maja 2016 roku. Piloci przelecą ponad 1000 km. Przelot będzie trwał 10 - 14 dni, w zależności od warunków pogodowych.

Dwie osoby znajdować się będą w powietrzu, trzecia osoba będzie ubezpieczać pilotów, jako wsparcie naziemne.

Osoba jadąca samochodem nie tylko utrzymywać będzie łączność radiową z pilotami, ale również oceniać wybrane miejsca lądowania i je zabezpieczać. Dzięki radiu lotniczemu będzie mieć kontakt ze służbami powietrznymi FIS i na bieżąco monitorować sytuację w powietrzu.

Sylwetki pilotów

Od lewej: Krzysztof Wieczorek, Iwona Kwiatkowska, Tomasz Rumiński

Od lewej: Krzysztof Wieczorek, Iwona Kwiatkowska, Tomasz Rumiński
Iwona Kwiatkowska - projektantka wnętrz, właścicielka firmy Inspiration Studio. Lata od 8 lat, a na motoparalotni od 6 lat. Wraz z grupą Black Wings Team latała już w wielu zakątkach Europy. Jej marzeniem jest zwiedzanie najpiękniejszych zakątków świata z powietrza.

Tomasz Rumiński – wojskowy, który wiele lat spędził latając śmigłowcami, zabezpieczając loty z ziemi, dbając o bezpieczeństwo lotów. Obecnie właściciel firmy CyberCar (X-dron) zajmującej się szkoleniem lotniczym z obsługi dronów. W czasie przelotu będzie najczęściej pełnił rolę naziemnego nawigatora i ubezpieczania drużyny oraz kontaktów z mediami.

Krzysztof Wieczorek – lekarz, najbardziej doświadczony członek ekipy. W wolnym czasie nie tylko lata na motoparalotni, ale również dronami. To głównie on zajmuje się dokumentowaniem wypraw grupy Black Wings Team w formie zdjęć i filmów.

Dzień 7

Dzisiaj zakończyła się wyprawa Vistula River 2016. Od poniedziałku, gdy po raz pierwszy wzbili się w przestworza, przelecieli ponad 1000 kilometrów wzdłuż Wisły i spędzili w powietrzu prawie 20 godzin.

Wyprawa miała na celu pokazanie Wisły i jej okolic. Zarówno jej piękna, jak i rejonów skażonych, a nawet zdewastowanych przez działania człowieka. Lecieli pod hasłem: "Jasne niebo, czysta woda".

Dzisiaj wylądowali u ujścia Wisły do Bałtyku. Jak wyglądał ostatni dzień wyprawy mówi Tomasz Rumiński, uczestnik wyprawy Vistula River 2016.

"Dziś wcześnie rano o 3:40 poszliśmy w przestworza z nadzieją na długo oczekiwany widok ujścia Wisły i nadbrzeża Bałtyku. Po wczorajszej nawałnicy nad Bydgoszczą mieliśmy mieszane uczucia. Jednak decyzja zapadła jednogłośnie. Lecimy. Znów trafiamy na okienko dobrej pogody między opadami i burzami. Wiatr w początkowym etapie był boczny od wschodu do miejscowości Nowe nad Wisłą. Tam lądowanie w przygodnym terenie. Ekipa dotarła na czas i oczekiwała na lądowanie. Lądowanie w trudnych warunkach. Było mało miejsca, dużo nieskoszonych łąk. Piloci wylądowali 500m dalej od pojazdów, które nie mogły dojechać do miejsca, gdzie koła trajek dotknęły ziemi.
Trzeba było przenieść szybko pojemniki z paliwem i osprzęt, żeby mogli jak najszybciej zatankować i kontynuować lot na północ.

Po 20 min. byli już w powietrzu. W tym samy czasie wsparcie naziemne uzgadniało Z FIS zarządzającymi MATZ Malbork i Pruszcz Gdański zgody na przelot. Na trasie za miejscowości Nowe nad Wisłą dołączyli do nas koledzy z Gdańska i doszły dwie motoparalotnie. Otrzymaliśmy zgodę na planowane przez nas przejście korytem Wisły do jej ujścia. Udało się i dotarliśmy o 7:30. 7:40 byliśmy już nad lądowiskiem, gdzie przywitali nas lokalni paralotniarze.

Całą wyprawę planowaliśmy na planowaliśmy 10 dni, w tym 30h lotu. Udało się to wykonać w 7 dni, a przeloty w sumie zajęły 19h38min. Mogliśmy to wykonać w jeszcze krótszym czasie, ale nic nas nie goniło.

Vistula River 2016 to nie był tylko lot wzdłuż najdłuższej z polskich rzek. Lecieliśmy pod hasłem "Jasne niebo, czysta woda". Mamy wiele materiału fotograficznego, nakręconych filmów. Przemyślenia o pięknie Polski i niestety zniszczeniu wielu pięknych miejsc przez przemysł i bezmyślne działanie człowieka. Uświadomiliśmy sobie też, że czasami warto jest spojrzeć na ziemię z inne perspektywy, aby dostrzec rzeczy niedostrzegalne z poziomu ziemi. Dosłownie i w przenośni".

Uczestnicy wyprawy nie tylko lecieli nad Wisłą, ale również wykonywali dokumentację fotograficzną, która zostanie udostępniona jednemu z wydziałów Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Partnerem medialnym wyprawy było Polskie Radio PiK.- Jesteśmy u celu - relacjonuje Tomasz Rumiński

Dzień 6

Tego dnia piloci wstali jeszcze wcześniej, bo o 3 nad ranem. Chcieli nadrobić stracony czas, który zafundowała im pogoda każdego wieczoru do tej pory. Zmiany pogody na gorsze dla nich, nieubłaganie ich ścigały od południa Polski. Teraz niekorzystny front był zaledwie kilkanaście kilometrów za nimi. Znajomi piloci przesyłali do nich informacje, że dosłownie ścigali się z burzami, które pojawiały się prawie natychmiast po ich przelotach.

- Decyzja zapadła, wstajemy wcześnie rano i nim słońce pokaże się na nieboskłonie, mgły odsłonią połacie terenu, my już będziemy w górze, a zła pogoda zanim się zorientuje, będzie znów za późno - śmieje się Tomasz Rumiński.

- Po starcie z miejsca przed Wyszogrodem otrzymałem informację, że wiatru nie ma i prędkość przelotowa jest ok 70km/h. To mnie ucieszyło i jednocześnie zastanowiło. Jak dotrzeć jak najdalej, na północ. Każdy ich skręt i przejście z jednego brzegu Wisły na drugi, musi być wykorzystany do nadrobienia straconego czasu. Planowaliśmy przecież dalszy lot tak, aby przed złym frontem znaleźć się przynajmniej koło Torunia. Prędkość przelotowa wzrastała, momentami nawet do 100km/h. Najmniejszy błąd ekipy na ziemi mógł kosztować cały Team brak możliwości dalszego lotu i ucieczki przed burzą. GPS-u nie było sensu włączać. Piloci stwierdzili, że będą nas informować o wybranym miejscu do lądowania. Znów presja. Musimy być przed nimi, albo najpóźniej w tym samym czasie. Po trasie dołącza do nas dwóch kolegów z ekipy z Włocławka. Odprowadzają nas kawałek i wracają do siebie. Żeby dojechać na czas trzeba jeszcze pokonać Wisłę i przejść na wschodnią stronę. Udaje się. Wsparcie naziemne jest na miejscu przed ich lądowaniem. Załoga siada i natychmiast się tankuje - dodaje.

Na ziemi tym razem czekała na całą ekipę niespodzianka. A nawet dwie. Pierwszą niespodzianką była Dorota z kanapkami i kawą. Czasu było mało. Koc, szyba przekąska, tankowanie, sprawdzenie sprzętu, ustawienie kolejnego planu i w górę. Po godzinie i 20 minutach piloci już byli nad Strzelcami Dolnymi, w miejscu gdzie na co dzień wykonują loty. To tam jest ich główna baza w Bydgoszczy.

Po chwili kolejną niespodziankę sprawił drużynie Irek Sanger z Polskiego Radia PiK, który przyjechał z nimi porozmawiać.

Drużyna śledzi spływające do nich informacje pogodowe i zastanawia się, co robić dalej. Wszystkie aplikacje zawiodły i podają różne warunki. Decydują się odczekać. Jeśli się uda, jeszcze dzisiaj polecą w stronę Świecia i Grudziądza i najpóźniej jutro będą na miejscu i tym samym zakończą misję.

Trzymamy kciuki!Piloci Black Wings Team dotarli do Bydgoszczy

Dzień 5

Dzień o 4:00 rano zapowiadał się obiecująco. Poranna mgła spowiła napędy i skrzydła. Ciepło i tajemniczo, co będzie za tą mgłą? Może trzeba będzie przeczekać? Jednak to strata cennego czasu. Plan to dolecieć do Góry Kalwarii, międzylądowanie na zatankowanie i lot pod Modlin.

Podczas lotu prędkość przelotowa wzrosła, znad mgły wyłoniła się Wisłą i lśniącym blaskiem odbitych od niej promieni przywitała pilotów na dzień dobry. Zrozumieli, że każdy poranek wita ich śpiewem ptaków, blaskiem przezroczystej rzeki i zachętą do kontynuowania podróży. Lot przebiegał bez problemów. Na ziemi natomiast - niewielki problem z pojazdem. "Nie chciało mu się zapewne tak szybko wstawać i dał do zrozumienia, że nie mamy tak gonić. Po kilku minutach postoju i rozmowy z pojazdem w cztery lampy udało się nam dojść do porozumienia i kontynuowaliśmy jazdę. Tymczasem ekipa w powietrzu zachwycała się pięknymi widokami Wisły i jej nadbrzeży" - mówi Tomasz Rumiński, który ubezpiecza lot z ziemi.

Po sprawdzamy planu lotu, piloci ustalili dalszy przelot przez Warszawę. Zdecydowali się na jej przelot, bez między lądowania w Górze Kalwarii. Wiatru nie ma, prędkość przelotowa ok. 72 km/h. Lecą naprawdę szybko. Do granic Warszawy docierają przed czasem, więc zapada decyzja o przejściu przez miasto bez lądowania.

Lądowanie o 6:58 w Łomiankach.

Co teraz? Strefę kontrolowaną Modlin trzeba niestety pokonać samochodem. Jest to strefa, w której nie wolno latać motoparalotniarzom. Na szczęście to jedyna taka strefa na trasie Vistula River 2016.

Jutro rano znów zapowiada się dobry wiatr boczny, nawet pchający. Zespół będzie mógł nadrobić kilometry. Planowany przylot do Włocławka możliwy jest nawet w niedzielę, a w okolicach środy powinniśmy przywitać ich koło Bydgoszczy!

Dzień 4

Jak zwykle pobudka o świcie, sprawdzenie sprzętu i w górę. Na razie piloci nie mają z tym żadnego problemu, pewnie ze względu na adrenalinę, która krąży we krwi. Wiedzą, że zaplanowali trudną trasę i cały czas SĄ w stanie podwyższonej gotowości.

Zrozumieli to patrząc dzisiaj z góry na Wisłę. Lecą, a pod nimi flisacy! "Jakbyśmy przenieśli się w czasie. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że nadal pływają po rzekach" mówią lotnicy. Bractwo flisackie w Ulanowie organizuje co roku wyprawy flisaków. Prawdopodobnie już nikt na całym świecie, nie potrafi w taki sposób spławiać drewna. Spływ rozpoczyna się od zbicia tratwy, wyposażenia jej w niezbędne urządzenia do sterowania. Na tratwach są budy z drewna, które chronią przed deszczem i służą do spania. Spotkali ich lecąc nad Wisłą, a to był dopiero początek lotu. Tym razem wiatr był sprzymierzeńcem. Lecieli dosłownie, jak na skrzydłach. Wylądowali na chwilę, aby zatankować i znów wznieśli się w górę. Minęli piękny zamek w Janowcu, który ich po prostu zachwycił.

"Szkoda, że tyle drogi przed nami, bo mieliśmy wielką ochotę wylądować i go zwiedzić. Za to zrobiliśmy mu zdjęcia z lotu ptaka. Warto też wspomnieć o mostach, które spinają brzegi Wisły. Każdy z nich jest niepowtarzalny. Zawsze nas zadziwia, jak można wybudować taką przeprawę". Jak zwykle, nie zabrakło przygód. Gdy wylądowali od razu otoczyło ich sporo ludzi. Oglądali sprzęt, pytali o to, jak się lata na motoparalotniach. Widać było, że wiele osób miałoby ochotę na lot.

Dzisiaj udało się też wykonać część dokumentacji dla UKW, Katedry Rewitalizacji Dróg Wodnych.

Spoglądają w niebo i widzą, że raczej dzisiaj już nie polecą. Jutro trudna trasa. Przed nimi Warszawa. Strefa, w której ruch powietrzny jest obwarowany wieloma zakazami. Piloci stosują się do wszystkich przepisów lotniczych, więc analizują uważnie trasę.

A dla ciekawych, jak wyglądało zabezpieczenie dzisiejszego lotu z ziemi: w trakcie lotu uzgodnienia z FIS Warszawa, MAZTZ EPDE, ominięcie strefy P8 i po granicy strefy EA256 dolecieliśmy aż do miejsca przed Kozienicami. Przez cały czas mieliśmy kontakt radiowy z FIS, czyli Polską Agencją Żeglugi Powietrznej. To dzięki pracującym tam ludziom loty są bezpieczne, a inni użytkownicy przestrzeni, w której się poruszamy, otrzymują informację o naszych zamiarach. Uzgadniamy też miejsca do lądowania, które wybrali piloci z powietrza i potwierdzamy im, zanim wylądują, że lądowanie jest bezpieczne. Podajemy też takie informacje, jak kierunek wiatru. Sprawdzamy lądowisko.

Dzień 3

Tak, jak piloci przewidzieli wczorajszy wieczorny lot został odwołany z powodu niekorzystnych warunków pogodowych. Zostali za to przyjęci na lotnisku w Tuszowie Narodowym. Spędzili tam bardzo miły czas, odpoczywając i zwiedzając. Wystartowali dzisiaj rano, jak zawsze ze wschodem słońca i polecieli poprzez strefę TRA10A w kierunku Sandomierza. Tam wylądowali, by zatankować i wznieśli się znów w powietrze, kierunek Solec i Kazimierz. Niestety, pogoda znowu nie dopisała - deszcz! Po krótkim locie postanowili zawrócić do Sandomierza i tam poczekać, aż pogoda nie będzie zagrażała bezpieczeństwu lotu. Zatrzymali się w miejscu, gdzie 12 czerwca 1999r lądował Jan Paweł II.

Dzień 2

Start znów przed wschodem słońca. Z powodu zmieniającej się pogody piloci chcieli wyruszyć jak najwcześniej, by jak najwięcej czasu spędzić w powietrzu. Udało się przelecieć 76 kilometrów i wylądowali w okolicach Połańca. Niestety, wiatr się wzmaga i zapewne dzisiaj będzie to jedyny przelot.

- Oczywiście nie mogło obejść się bez niespodzianek - mówi Tomasz Rumiński, który ubezpiecza lot z ziemi.

- Wybrane lądowisko okazało się niezdatne do lądowania. Lecący piloci postanowili, że poszukają miejsca z góry. Gdy do nich dotarłem zobaczyłem z daleka grupę ludzi. Przynajmniej tak mi się wydawało. Dopiero gdy podjechałem bliżej zorientowałem się, że...są to strachy na wróble czy na inne zwierzęta - dodaje.

Czy uda się wzlecieć ponownie w powietrze jeszcze dzisiaj? Niestety, prognozy pogodny nie są optymistyczne. Zapewne dopiero jutro rano znów wzniosą się w powietrze.

Zarówno piloci, jak i ubezpieczający ich członek ekipy poruszający się samochodem mają włączone tzw. Trackery. To urządzenia GPS, które pozwalają śledzić ich położenie w czasie rzeczywistym.

Jak ich znaleźć? Na stronie: www.livetrack24.com lub www.x-dron.pl.
Znaczniki:
1. Iwona - BlackWingsI
2. Krzysztof BlackWingsK
3. Tomek - BlackWingsT

GPS pokazuje nie tylko gdzie dokładnie się znajdują, ale również na jakiej są wysokości n.p.m. i z jaką prędkością lecą.

Będziemy Państwa informować, kiedy znów wzniosą się w powietrze.

Dzień 1

08:00 - pierwszy dzień wyprawy rozpoczął się już przed wschodem słońca! Wszystko przebiega sprawnie, bez najmniejszych problemów – pogoda i wiatry sprzyjają. Piloci minęli Wawel, pozdrowili Smoka Wawelskiego i lecą dalej.
Trzymamy kciuki, by cały lot był tak spokojny i pozdrawiamy panią pilot Iwonę Kwiatkowską, która mi dzisiaj imieniny – cóż za wspaniały sposób na świętowanie!

10:00 - piloci wylądowali cało i zdrowo w Śmiłowicach i teraz odpoczywają: zamiast zaplanowanych 100 km przelecieli 180, pomijając po drodze aż trzy punkty międzylądowania! Niestety, niekorzystny front zmierzający w ich stronę stawia pod znakiem zapytania jutrzejsze loty. Po południu narada i być może kolejne 100 km.

11:30 - dostaliśmy wiadomość od uczestników wyprawy. Niespodzianka: leciały nie dwie, a trzy paralotnie. Tak piloci z Black Wings Team opisują pierwszy etap: "Start zgodnie z planem u źródeł Wisły, tuż przed wschodem słońca. Poranne mgły, rosa sprawiły że poczuliśmy prawdziwą przyrodę. Po starcie 3 paralotnie wzięły kurs na Oświęcim. Dołączył do nas kolega „ZIBI” z miejscowości Dobre. Pozdrowiliśmy na Wawelu smoka i nabraliśmy kurs na Śmiłowice. Trasa przelotu zgodnie z planem. Warunki wyśmienite, brak wiatru , brak większych turbulencji i lądowanie zgodnie z planem o 9:05. Obecnie odpoczywamy i wybraliśmy się na śniadanko w pięknie położonym miejscu Klasztor w okolicach miejscowości Nowe Brzesko.

Dziś wieczorem planowany wylot na dalszą część trasy. Wszystko zależy od warunków , które powinny się określić w okolicach godziny 16:00. Start nie wcześniej niż godzina 17:30 – 18:00 i kolejne 80km przed nami."

19:30 - niestety z powodu silnego wiatru wieczorny lot musiał zostać odwołany i ekipa "utknęła" w Hebdowie. Natomiast jutro wylot skoro świt, o 4:30!

12
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę