Środa, 20 lutego 2019 r.   Imieniny: Leona, Ludomira, Zenobiusza
Pożar na 3. piętrze kamienicy przy ul. Warszawskiej w Toruniu. Na miejscu 10 zastępów straży pożarnej.
Pożar na 3. piętrze kamienicy przy ul. Warszawskiej w Toruniu. Na miejscu 10 zastępów straży pożarnej.
Pożar na 3. piętrze kamienicy przy ul. Warszawskiej w Toruniu. Na miejscu 10 zastępów straży pożarnej.
Polskie Radio PiK » Zwierzenia przy muzyce

Gość programu

Prof. Michał Sobolewski

Prof. Michał Sobolewski Fot. Nadesłane
Prof. Michał Sobolewski Fot. Nadesłane
Polskie Radio PiK - Zwierzenia przy muzyce - Michał Sobolewski
Drugi mąż Ireny Jarockiej, współzałożyciel Fundacji Ireny Jarockiej.

„W Bydgoszczy istniał ponad 26 lat fanklub Ireny Jarockiej, chyba jeden z najdłużej działających w Polsce. Istniał do powstania oficjalnej strony Ireny w 2008 roku. Wtedy fanklub zrobił się wirtualny. Wcześniej ostro działał, bardzo prężnie...”


Piątek, 15 lutego 2019 o godz. 21.07
Chyba mogę powiedzieć, że kultywuje pan pamięć o swojej żonie Irenie Jarockiej. Czy lubi pan wracać wspomnieniami? Niedawno minęła 7. rocznica śmierci pani Ireny.

- Wspomnienia są w umyśle... To jest odbicie rzeczywistości i ta rzeczywistość niewiele się zmieniła po odejściu Ireny. Jak spędzi się z człowiekiem w zgodzie i miłości ponad 35 lat, to ten obraz pozostaje i wydaje mi się, że jest on praktycznie niezmieniony. Teraz jeszcze bardziej doceniam życie z Ireną. Kiedy żyła często nie miałem czasu i niekiedy mam teraz wyrzuty sumienia, że coś tam zrobiłem nie tak. Była tak cudownym, wspaniałym człowiekiem, a ja na pewno czasami przysparzałem jej kłopotów. Teraz czuję jej obecność i niekiedy rozmawiam z nią sobie, oczywiście nie mówiąc. Po prostu przez umysł przewijają się myśli, słyszę jej głos albo pytam ją jak robię śniadanie czy obiad. Robimy to razem, tak jak robiliśmy to zawsze, więc jest nadal - tylko że na poziomie metafizycznym. I dlatego, jak pani wspomniała, założyłem Fundację Ireny Jarockiej. Staramy się nie tyle nawet skupić się na jej talencie muzycznym, ale na jej postawie etyczno-moralnej, która jest wzorem do naśladowania i wydaje mi się, że takich wzorców nam w Polsce brakuje.
Archiwum rodzinne Michała Sobolewskiego
Archiwum rodzinne Michała Sobolewskiego
Czy te wspomnienia są cały czas tak silne?

- Wokół Ireny Jarockiej roztaczała się niezwykle piękna, jasna aura. Te wspomnienia powróciły w tym roku bardziej, to był bardzo trudny okres dla mnie. Ja przecież byłem w Polsce przez ostatnie pół roku jej życia, kiedy chorowała. Zrezygnowałem z pracy w Stanach Zjednoczonych i kiedy Irena zmarła, dyrektor amerykańskiej firmy, w której przez lata pracowałem, przyjechał do Polski na pogrzeb i powiedział: „Słuchaj, my kochaliśmy Irenę nie mniej niż ty i wiem jak ci będzie trudno, więc lekarze psychologowie powiedzieli, że jedyny ratunek to utopienie się w pracy.” Powiedział mi, że jedyne rozwiązanie dla mnie to powrót do Stanów i przez 5 lat przetrwanie w pracy. No i to trwało tak naprawdę 6 lat. Dopiero w tym roku wróciłem do domu na stałe, bo pracowałem w innym mieście, w Dayton Ohio, gdzie były te wszystkie superkomputery do pracy.

Przyjeżdżałem do domu tylko na weekendy, żeby zrobić porządek w ogrodzie i wracałem do hotelu, bo hotel pomógł mi przetrwać ten trudny czas. W domu dookoła jest Irena, wszystkie jej rzeczy, wszystkie obrazy, nawet miedziane garnki, które poprzywoziła z Polski. Pamiętam te szczęśliwe chwile, więc jak się wejdzie do domu, to dookoła jest Irena w tych wszystkich przedmiotach, które przywoziliśmy z wakacji, ze zwiedzania muzeów. W hotelu nie ma Ireny, a ja nie czułem się dobrze w domu. Dopiero teraz, w tym roku wróciłem. Ustaliliśmy, że będę pracował 2 miesiące w domu i 2 miesiące w Dayton Ohio i po raz pierwszy w domu poczułem się nareszcie pogodzony z sytuacją. Mogę powiedzieć, że odżyłem trochę, ale teraz przyjechałem do Polski i cieszę się, że tutaj ruszyło wiele spraw dotyczących Ireny.

Między innymi rozmawiałem z panem Stefanem Pastuszewskim, który powiedział mi, że w Bydgoszczy będzie pomnik - ławeczka przy Operze Nova, tuż przy rzece. Zapewne wie pani dlaczego w Bydgoszczy. W Bydgoszczy ponad 26 lat istniał fanklub Ireny Jarockiej, chyba jeden z najdłużej działających w Polsce. Istniał do powstania oficjalnej strony Ireny w 2008 roku. Wtedy fanklub zrobił się wirtualny. Wcześniej ostro działał, bardzo prężnie. Tu chciałbym podziękować właśnie Danusi Ignatowskiej i Stefanowi Pastuszewskiemu, no bo Bydgoszcz była rzeczywiście Irenie przyjazna. Irena często bywała w Bydgoszczy, koncertowała, miała spotkania praktycznie co roku.
Archiwum rodzinne Michała Sobolewskiego
Archiwum rodzinne Michała Sobolewskiego
Wcześniej przez wiele lat Irena Jarocka współpracowała też z Polskim Stowarzyszeniem Jazzowym...

- Bo wtedy Jurek Bogdanowicz był jej menedżerem i on właśnie działał przy Stowarzyszeniu. Najpierw był menedżerem Ewy Demarczyk, Czesława Niemena, a później Ireny Jarockiej. Mało osób to pamięta, bo nastąpiła zmiana pokoleniowa, mamy nowe pokolenie. Dlatego cieszę się, że powstaje musical. Remigiusz Grzela robi to dla kolejnego pokolenia. Chodzi o to, żeby przypomnieć Irenę jako współczesną piosenkarkę, która jest i zawsze będzie śpiewała. To są elementy w sztuce nieprzemijające: prawda, radość życia, miłość, piękne literackie teksty. To są wartości, które tworzą sztukę.

Pamięta pan, kiedy ten „piorun” uderzył w pana serce? Kiedy po raz pierwszy się zobaczyliście?

- Pierwsze spotkanie było w Ermitażu. Studiowałem, byłem na stypendium rządowym, dostałem nagrodę rektorską i zaproponowali mi wyjazd na stypendium, żeby uczyć się sztucznej inteligencji. W 1967 wyjechałem do Leningradu, tam była najlepsza uczelnia, która miała tę sztuczną inteligencję, bo większość prac naukowo-badawczych robiono tam dla badań kosmicznych. W Leningradzie mieliśmy także polski zespół taneczny, zespół muzyczny, no i poprzez tę działalność potrzebowaliśmy pomocy ambasady. Konsulatu nie było, więc w pewnym sensie to my odgrywaliśmy rolę konsulatu w Leningradzie. Jeśli przyjeżdżał jakiś ważny gość czy polityk, profesor, zespół muzyczny z Polski i chciał zobaczyć Leningrad, w szczególności Ermitaż, to ja im to wszystko pokazywałem. Miałem możliwość wprowadzenia grupy samodzielnie do Ermitażu i własnie tam po raz pierwszy spotkaliśmy z Ireną. Była ona i cały zespół Polanie. Wszyscy nazywali ją „Mała”, bo była małą dziewczynką, miała wtedy 20 lat. Ta radość, to ciepło, które od niej biło od razu było zauważalne. I tak spędziliśmy kilka dni razem, ale później nasze drogi na jakiś czas się rozeszły...