Niedziela, 16 grudnia 2018 r.   Imieniny: Albiny, Zdzisławy, Alicji
Polskie Radio PiK » Zwierzenia przy muzyce

Gość programu

Andrzej Jagodziński

Andrzej Jagodziński. Fot. nadesłane
Andrzej Jagodziński. Fot. nadesłane
Pianista jazzowy, kompozytor i aranżer. Niedawno ukazała się płyta pt. "Pieczęć", którą nagrał razem z Antoniną Krzysztoń.

"Spędziliśmy kilka dni na wspólnym docieraniu się, później jeszcze 3 dni w Gostyniu w bazylice i myślę, że to jest właśnie rezultat tej pracy. Miejsce zaproponowała Antonina. Ja byłem tam pierwszy raz. Tam człowiek czuje i rzeczywiście coś jest w tym miejscu, że można z siebie wydobyć więcej. Pracowało się nad tym materiałem w taki sposób przyjemnie odizolowany od rzeczywistości, aczkolwiek było troszkę problemów, ale gdzie ich nie ma...?"

Piątek, 14 grudnia 2018 o godz. 21.07
Jak w ogóle doszło do współpracy z Antoniną Krzysztoń, że mamy płytę, która jest niezwykła, oczyszczająca.
- Propozycja padła oczywiście ze strony Antoniny. Spotykaliśmy się czasami na koncertach, może nie wspólnych, ale na wspólnej scenie i któregoś razu padło pytanie - czy nie zechciałbym nagrać płytę. Ponieważ ja za sobą mam już liczne próby łączenia jazzu z różnymi gatunkami muzyki i mam też za sobą mnóstwo eksperymentów, więc przystałem chętnie również na tę propozycję.

Przystał Pan chętnie na tę propozycję i myślał, że to może przynieść taki a nie inny efekt? Bo to są dwa światy połączone w jeden wspólny organizm – jazz, muzyka kościelna, przepiękne teksty…
- No czy ja wiem, czy tak odległe światy? Po wielu latach eksperymentów, które mam za sobą, gdzie udało się połączyć być może bardziej pozornie odległe światy. Dla mnie muzyka jest jedna - albo dobra, albo zła. Mnie to nie przerażało, nie miałem oczywiście wyobrażenia jeszcze jak to będzie brzmieć finalnie, ale nie odmówiłem. Też lubię takie wyzwania.

A poszedł Pan tutaj na jakieś daleko idące ustępstwa muzyczne, na kompromisy ?
- Myślę, że nie można tak powiedzieć. Oczywiście mieliśmy dużo prób, na których ten materiał się docierał i pewne propozycje Antoniny musiałem zrealizować.

Jak to brzmi „musiałem zrealizować”.
- No jak inaczej powiedzieć. Jakoś się dotarliśmy na tych próbach. Spędziliśmy kilka dni na wspólnym docieraniu się, później jeszcze 3 dni w Gostyniu w bazylice i myślę, że to jest właśnie rezultat tej pracy.
Z okładki albumu "Pieczęć". Fot. nadesłane
Z okładki albumu "Pieczęć". Fot. nadesłane
Samo miejsce też wyjątkowe!
- Na pewno wyjątkowe dla Antoniny Krzysztoń.

A dla Pana?
- Ja miałem już za sobą koncerty w kościele. Niejednokrotnie graliśmy z zespołem. Oczywiście największym problemem jest akustyka, bo kiedy to jest zespół jazzowy, kiedy mamy instrumenty wzmacniane, kiedy mamy perkusję, akustyka jednak jest nieco z innej epoki i do innej muzyki. Jednak ponieważ eksperymenty się ciągle przewijają w moim życiu to wiem co robić w takich warunkach. Tym bardziej, że był to minimalny skład bo duet: fortepian i wokal.
Miejsce zaproponowała Antonina, prawdopodobnie ze względu na specyficzną i niespecyficzną atmosferę i klimat jakim to miejsce się cechuje. Ja byłem tam pierwszy raz, ona już nie pierwszy i wiedziała gdzie nas zaprasza. Tam człowiek czuje i rzeczywiście coś jest w tym miejscu, że można z siebie wydobyć więcej . Także pracowało się nad tym materiałem w taki sposób przyjemnie odizolowany od rzeczywistości, aczkolwiek było troszkę problemów, ale gdzie ich nie ma? W końcu daliśmy radę jakoś pokonać tę niebywałą wręcz akustykę, również przy pomocy kolegów Inżynierów dźwięku.

I to świetnych kolegów - nagrywał Łukasz Kurzawski, ale zgrywał i masteringu dokonał Tadeusz Mieczkowski, z którym Pan przecież współpracuje od lat .
- Tej postaci nie trzeba reklamować. Znamy się od kilkudziesięciu lat, wyprodukowaliśmy można tak powiedzieć kilkanaście albo i więcej nagrań. Mamy do siebie pełne zaufanie.

Czy można nazwać to co jest na płycie "Pieczęć" taką rozmową, konwersacją między Antoniną Krzysztoń a Panem?
- Być może tak, być może to jest dobre określenie. Na pewno ma ono swoje odniesienie do utworu, który nazwaliśmy Improwizacją, który po prostu został nagrany jak gdyby ad-hoc, bez żadnego przygotowania.

Podejrzewał Pan wcześniej, że Antonina Krzysztoń improwizuje?
- To na pewno nie jest improwizacja jazzowa, ale nie musi być. Przecież jeżeli się tak dobrze zastanowimy i spojrzymy wstecz to improwizacja muzyczna była obecna od samego początku naszego gatunku. To co prezentowała Antonina można by powiedzieć, że było gdzieś pomiędzy renesansem a barokiem.
Andrzej Jagodziński. Fot. nadesłane
Andrzej Jagodziński. Fot. nadesłane
Nie sposób nie zapytać Pana kiedy Pan znajduje czas na te wszystkie swoje projekty, kompozycje, koncerty, nagrania. Przecież niedawno kilkukrotnie widzieliśmy Pana w Bydgoszczy i w Toruniu z projektem z okazji 90 urodzin Jerzego Dudusia Matuszkiewicza, teraz Requiem, koncert fortepianowy a do tego jeszcze współpraca z wokalistkami.
- No nie odpowiem Pani, ale rzeczywiście w ostatnich tygodniach było takie dosyć mocne zagęszczenie koncertowe, bo akurat prawykonanie Requiem i trzeba było dojeżdżać na próby do Katowic, co również zajmuje sporo czasu. Koncert fortepianowy też wymaga jednak przygotowania, we własnym zakresie ćwiczyliśmy z kolegami wcześniej, w każdej wolnej chwili i te wszystkie inne koncerty, o których pani wspomniała. Do tego dochodzi jeszcze oczywiście coś o czym trzeba myśleć, czyli co dalej robić. Przecież nie można odcinać kuponów i grać repertuar już nagrany, wykonywany, trzeba myśleć i pisać to co się będzie działo w przyszłości. No jakoś znajduje ten czas, mam wspaniałą żonę ona pomaga mi organizować to wszystko