Sobota, 04 lipca 2020 r.   Imieniny: Odona, Malwiny, Elżbiety
Polskie Radio PiK » Zwierzenia przy muzyce
Skorzystaj z oferty. Kliknij! (OGŁOSZENIE WŁASNE NADAWCY)

Gość programu

Jacek Mikołajczyk

Jacek Mikołajczyk Fot. Magda Jasińska
Jacek Mikołajczyk Fot. Magda Jasińska
Polskie Radio PiK - Zwierzenia przy muzyce Jacek Mikołajczyk
Reżyser, tłumacz, teatrolog, wykładowca akademicki, dyrektor artystyczny Teatru Syrena, reżyser musicalu „Sunset Boulevard” w Operze Nova w Bydgoszczy.

„Nagle mieliśmy 3 miesiące przerwy. To była bardzo dziwna sytuacja, więc po prostu cieszymy się, że możemy wrócić do naszych postaci, które gdzieś zaczęły się rodzić i że możemy znowu próbować, śpiewać, grać i w ogóle być w teatrze, bo to też jest dla nas bardzo istotne...”

Piątek, 26 czerwca godz.20:05
Jak się pracuje reżyserowi w czasach pandemii?

- Przede wszystkim cieszę się, że pracujemy. Tak naprawdę właściwie to trudno powiedzieć jaka sytuacja byłaby gorsza? Czy tych, którzy właśnie kończyli próby do premiery i mieli przygotowaną większość spektaklu, a tu okazywało się, że premiery nie mogły się odbyć, zostały przesunięte i to najczęściej bez jakiejś konkretnej daty. Czy taka sytuacja jak nasza, gdzie ledwo zaczęliśmy pracować, bo to tylko 2 tygodnie prób i w momencie, kiedy zaczęliśmy wyczuwać postaci, wyczuwać siebie nawzajem - bo ja pierwszy raz pracuję z zespołem Opery Nova w Bydgoszczy, ale również zespół solistyczny został wyłoniony w castingu - więc dopiero z częścią osób się poznajemy, przymierzamy do ról.

Chociaż z częścią tych zatrudnionych artystów już Pan się zna.

- Oczywiście, bo ten nasz świat musicalowy nie jest tak znowu duży, więc tak po dwóch tygodniach nagle wyrwano nas z tego wiru pracy. Celowo mówię bezosobowo, bo właściwie trudno kogokolwiek winić za obecną sytuację, to są wypadki losowe. No i nagle mieliśmy 3 miesiące przerwy. To była bardzo dziwna sytuacja, więc po prostu cieszymy się, że możemy wrócić do naszych postaci, które gdzieś zaczęły się rodzić i że możemy znowu próbować, śpiewać, grać i w ogóle być w teatrze, bo to też jest dla nas bardzo istotne.
Jacek Mikołajczyk. Fot. Magda Jasińska
Jacek Mikołajczyk. Fot. Magda Jasińska
Widać, że te postaci zostały przetrawione przez ten czas nieróbstwa?

- Widać, oczywiście. Nie wiem czy to jest dobrze, czy źle, bo jest też tak, że kiedy razem intensywnie pracujemy, to wtedy nasze myślenie - twórców, realizatorów, aktorów - idzie równolegle i w tym samym czasie. A tak, kiedy coś zaczęliśmy robić i nagle rozjechaliśmy się na wszystkie strony i przez 2,5 miesiąca każdy z nas myślał sobie o tych postaciach, to nie wiem, jak to się teraz wszystko poskleja. Pewnie jakoś sobie poradzimy, ale musimy to znowu jakby w ten wspólny świat próbować włączyć.

Kiedy planujecie premierę?

- Nie wiemy jeszcze. To jest tak, że obecnie myślimy i mamy nadzieję, że się uda.

Uda się w tym roku?

- Tutaj odezwę się też jako dyrektor teatru. Jesteśmy postawieni w takiej sytuacji, że nic nie wiemy. Nie wiemy czy we wrześniu będzie obowiązywał reżim sanitarny. W Teatrze Syrena, w którym jestem dyrektorem artystycznym, zaplanowaliśmy w tym reżimie kilka spektakli. Jest to bardzo trudne, nie wiemy jak publiczność będzie reagowała. Jeszcze w czerwcu, na koniec czerwca i na początku lipca gramy kilka spektakli muzycznych. Znaleźliśmy takie spektakle, które są mało obsadowe i „małoinwazyjne”, w których ten reżim jakoś jesteśmy w stanie zachować. Połowa widowni w teatrze, wszystkie możliwe komunikaty, maseczki, mierzenie temperatury... Ludzie powoli kupują bilety. Najpierw było tak, że kilkadziesiąt osób kupiło właściwie natychmiast. Ledwo ogłosiliśmy, że będziemy grać kilka spektakli, to poszła taka pierwsza fala, ale widzimy też wśród widzów dużą niepewność, czy w ogóle przychodzić do teatru, jak to będzie wyglądało? Bo przecież wyjście do teatru jest czymś z założenia przyjemnym, to ma być mile spędzony wieczór, podczas którego chcemy czuć się dobrze, chcemy czuć się zrelaksowani i chłonąć to, co się dzieje na scenie. W przypadku teatru muzycznego chcemy słuchać pięknej muzyki, a siedzenie w maseczkach na widowni jest mało komfortowe. Te wszystkie obostrzenia uważamy za bardzo słuszne, należy je przestrzegać, ale ostrzeganie widzów przed tym, co się może wydarzyć jakby wytrąca naszą publiczność z komfortu, więc wracając do Pani pytania, no też właściwie nie wiem. Jeśli we wrześniu, październiku, listopadzie będzie nadal obowiązywał reżim sanitarny, to będzie dla dyrektora opery Macieja Figasa bardzo trudna decyzja do podjęcia. Jakkolwiek zdecyduje, oczywiście temu przyklaśniemy, bo wiemy, że bezpieczeństwo widzów oraz ich dobro to jest coś z czym należy się liczyć. I to jest najważniejsze, natomiast ciągle jest tak, że mamy zbyt mało danych, zbyt mało wiedzy, żeby jakieś decyzje podejmować.

A czy mamy jakieś obostrzenia związane z umową licencyjną, czy muszą Państwo do pewnego momentu jednak tę premierę przygotować?

- Tutaj jesteśmy w dosyć dobrej sytuacji, ponieważ agencje musicalowe to są duże profesjonalne agencje, które podchodzą ze zrozumieniem do tej sytuacji. „Sunset Boulevard” należy do Agencji Andrew Lloyda Webbera, czyli samego kompozytora musicalu. To jest jedna z największych agencji na świecie, która poniosła straszliwe straty i ponosi przez cały czas, ponieważ Andrew Lloyd Webber jest właścicielem wielu teatrów w Londynie, które co najmniej do końca tego roku kalendarzowego nie będą działały. Jego przedstawienia są nadal grane na Broadwayu, w tym nieśmiertelny „Upiór w operze”, który jest tam grany już kilkanaście tysięcy razy, od samej premiery. Spektakle w dwóch największych ośrodkach musicalowych na świecie, czyli właśnie na Westendzie w Londynie i na Broadwayu w Nowym Jorku są zawieszone. To są straty, których w ogóle nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić i nie wiemy jak świat musicalowy będzie w przyszłości wyglądał. Jest to też tak, że te agencje to są potężne firmy, które dysponują też ogromnymi środkami i pewnie mimo tych strat są w stanie jakoś przetrwać ten okres hibernacji. Nie będzie to dla nich proste, ale jakoś pewnie sobie poradzą. Sami menedżerowie tych agencji - prowadząc teatry, produkując przedstawienia - zdają sobie sprawę z powagi sytuacji i niczego nie utrudniają, wręcz na stronach internetowych największych agencji musicalowych są już opublikowane takie porady: co można zrobić, w jaki sposób opóźnić na przykład datę planowanej premiery, w jaki sposób zawrzeć aneks do umowy, w którym na przykład liczba spektakli, które miały być nagrane w ramach danego roku kalendarzowego będzie można zmniejszyć, przenieść na rok kolejny. To są firmy, agencje, które po prostu żyją z teatrów na całym świecie i zdają sobie sprawę, że działając wbrew interesom teatrów działają wbrew interesom własnym, więc wydaje mi się, że nie będzie tutaj żadnego problemu.

Należałoby w takim razie wszystko zrobić, żeby do tej premiery doszło w tym roku kalendarzowym, bo być może udałoby się nawet ściągnąć do Bydgoszczy kompozytora.

- Byłoby to fantastyczne. To nie jest niemożliwe. Andrew Lloyd Webber w Polsce na premierach, na premierach Teatru Roma bywał. Również szefowie agencji dużych musicalowych dostrzegli już polski rynek i bywają nie tylko w Warszawie na spektaklach, na premierach Teatru Roma, ale też i w mniejszych ośrodkach w kraju.