duży kontrast mapa strony
Strona startowa » Rozmowa dnia

Rozmowa dnia

Ireneusz Nitkiewicz

Ireneusz NitkiewiczW ostatnich sondażach SLD wyraźnie przekracza próg wyborczy, gwarantujący partii miejsce w parlamencie. Jednak na razie Sojusz koncentruje się na wyborach samorządowych. W sobotę organizuje wojewódzką konwencję, na której m.in. zaprezentuje kandydata na prezydenta Włocławka. Samorządowa kampania wyborcza jest jednym z tematów Rozmowy Dnia Polskiego z Ireneuszem Nitkiewiczem - przewodniczącym Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Kujawsko-Pomorskiem.

Maciej Wilkowski: Sondaże wskazują, że SLD znajdzie się w przyszłym parlamencie. Gdyby wybory odbyły się teraz - w kwietniu, na SLD zagłosowałoby 7 procent wyborców - tak wynika z sondażu Kantar Public, a w sondażu Instytutu Badań Pollster dla Wiadomości, SLD uzyskuje 9 proc. Czy w Sojuszu strzeliły korki szampanów?

Ireneusz Nitkiewicz: Absolutnie nie. Jesteśmy jednak pokorni, wyborcy dali nam lekcję pokory, wyciągnęliśmy wnioski. Pracujemy rzetelnie w samorządach - przewodniczący z sekretarzem jeżdżą po kraju - od powiatu do powiatu, od gminy do gminy, motywując struktury do rzetelnej pracy i do bycia blisko ludzi. Myślę, że to stąd jest efekt rzetelności, obrony mundurowych, którzy są pokrzywdzeni odpowiedzialnością zbiorową, na co się nie zgadzamy i mówienie o tym, co faktycznie w kraju ludzi boli. Przekonaliśmy się, że musimy... zawsze ciężko pracowaliśmy, no ale zdarzały nam się potknięcia, zbyt duża wiara we własne siły. Zweryfikowaliśmy to, pracujemy tak dalej, jak solidnie pracowaliśmy. Ja zawsze przypominam, a dzisiaj wiele osób zapomniało, że to lewica wprowadziła Polskę do Unii Europejskiej. To, z czego dzisiaj wszyscy korzystamy, to była nasza ciężka praca, oczywiście przy akceptacji Polaków. Potrafiliśmy przekonać Polaków do trudnego tematu - przełomowego w historii Polski, ale udało się. Później zapłaciliśmy cenę za ileś tam błędnych decyzji, ale dzisiaj wyciągamy wnioski. Uczymy się na własnych błędach i do przodu.

Wspomniał pan o ustawie degradacyjnej. Dzisiaj prezydent rozpoczyna konsultacje, weźmiecie w nich udział?

- Oczywiście, bronimy służb mundurowych. Uważamy, że jakakolwiek odpowiedzialność zbiorowa jest błędna, zła i niedobra. Ustawa, która dotknęła pracowników służb mundurowych przypomnę spowodowała już kilkanaście przypadków śmierci osób, które zmarły w wyniku zawału, kiedy dostały decyzję obniżającą im znacznie emeryturę. To nie są osoby, które były przestępcami, tak jak się to mówi - ci źli ubecy. To są często też i sportowcy, takie były wówczas warunki zatrudnienia. Jest wiele indywidualnych przypadków. Wszystkie te osoby zostały zweryfikowane po 1989 r. i uważamy, że to jest zwyczajny skandal - taka masowa odpowiedzialność, która nie powinna mieć miejsca w cywilizowanym kraju.

A gdyby to było rozpatrywane indywidualnie, a nie zbiorowo?

- Myślę, że wszystkie osoby, które dopuściły się jakichkolwiek ataków na działaczy opozycji przed 89 rokiem zostały ukarane przez sądy. Jeżeli nie, jeżeli są osoby, które w jakiś sposób ominęła sprawiedliwość, to indywidualne przypadki można rozpatrzeć, ale nie można robić tego zbiorowo. Wiele osób, które przynosiły nam chwałę, jak na przykład "Orły Górskiego", były zatrudnione na takich, a nie innych etatach, ale nie miały nic absolutnie wspólnego [ ze służbami - dop. red.], dzisiaj są odpowiedzialne. Sportowcy Zawiszy, którzy są odpowiedzialni, to jest skandal i to jest ten problem (...)

Jutro w Wieńcu odbędzie wojewódzka konwencja Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Jak rozumiem skupiacie się na wyborach samorządowych

- Tak, Wieniec-Zdrój to uzdrowisko, więc SLD po tej rekonwalescencji, kiedy wyszliśmy z Sejmu, wracamy do dobrego zdrowia w sondażach. One są dla nas optymistyczne, idziemy do przodu. Chcemy podsumować wotum zaufania dla zarządu wojewódzkiego, będzie też przedstawiony kandydat na prezydenta Włocławka, ale o tym jutro, ponieważ struktury muszę jeszcze o tym ostatecznie zadecydować. (...) Chcemy powiedzieć o kilku pomysłach na wybory samorządowe, mamy dobrych kandydatów na każdym szczeblu samorządu...

Do prezydentów wrócimy za chwilę, poruszył pan wątek sejmiku, który w województwie kujawsko-pomorskim jest dla was pustynią. Właściwie macie tam jednego rodzynka - to radny Stanisław Pawlak. Taki stan posiadania chyba was nie zadowala?

- Absolutnie, po drodze trafił się nam jeszcze jeden dezerter, ale to już było, minęło. Idziemy do przodu. Przypomnę, jest zobowiązanie wobec wszystkich byłych parlamentarzystów, że jeżeli będą kandydować w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych, to muszą kandydować w wyborach do sejmiku. Będziemy więc mieli osoby, które są autentycznymi liderami. Rozmowy jeszcze trwają. Wszystkich nazwisk nie ujawnię, bo nie mam jeszcze zgody, ale na pewno będzie to Jerzy Wenderlich, który przypomnę pomimo, że SLD nie weszło do Sejmu, w okręgu toruńsko-włocławskim zrobił pierwszy wynik, pokonał wszystkich posłów - Platformy, PiS-u i PSL, ale i tak nie znalazł się w Sejmie z tak dużym poparciem społecznym. Na pewno będzie to prawdziwa lokomotywa... W Bydgoszczy również będziemy myśleli o mocnych nazwiskach.

Czy to jest uczciwe, że ci, którzy chcą wystartować do Sejmu czy Senatu mają najpierw przejść taki chrzest bojowy w wyborach samorządowych, na przykład do sejmiku, i załóżmy, że zostają radnymi. Zostają nimi na rok?

- Ale tak się dzieje i myślę, że nie jest to nic złego. To jest budowanie poparcia dla partii (...) takie przetarcie na powrót w polityce. To są mocne nazwiska i wyborcy zdecydują, jak chcą zagłosować. My dajemy talię asów, a wyborcy z tej talii wybiorą postać, na którą będą chcieli zagłosować.

Będzie pan kandydował do sejmiku?

- Na razie tutaj skupiam się na Bydgoszczy.

Tak się pan skupia na Bydgoszczy, że nie będzie pan kandydował w wyborach na prezydenta miasta.

- Tak, to jest moja decyzja sprzed kilku dni. Uważam, że byłoby to trochę za szybko. Bydgoszcz jest dużym organizmem, o czym mówię (...). Staram się być codziennie blisko z ludźmi. Myślę, że jeszcze jedna kadencja pozwoli mi lepiej zrozumieć samorząd. Uważam, że każda droga zawodowa - czy polityczna czy w przedsiębiorstwie, powinna iść etapami, spokojnie, bez takich zrywów. Ja chcę małymi krokami do przodu.

A więc rada miasta. W Bydgoszczy o fotel prezydenta powalczy albo Anna Mackiewicz albo Jan Szopiński, organizujecie prawybory. Przypomnę w 2014 roku Anna Mackiewicz zdobyła 7,87 proc. głosów, a w 2010 Jan Szopiński podobny wynik - 7,33 proc. Z tego wynika że przekroczenie 10 proc. jest mało realne.

- Myślę, że nie. W tej kadencji przepracowaliśmy solidnie. Według bydgoskich mediów Jan Szopiński znalazł się wśród najaktywniejszych radnych, Anna Mackiewicz zawsze cieszy się wysokim poparciem w wyborach do rady miasta, więc liczę, że ten wynik będzie realnie większy. Pracujemy na to, wyborcy ocenią. Wcześniej będą prawybory w SLD.

Czy macie już kandydatów na prezydentów Inowrocławia, Grudziądza czy Torunia?

- Tu cały czas trwają rozmowy. Ja nie ukrywam, że namawiam wszystkich kolegów, żeby połączyć lokalne środowiska tak, żeby nic nie było z boku. Cały czas, od kiedy zostałem szefem SLD w regionie powtarzam, że moim marzeniem, i zacznijmy tu od lokalnego podwórka, bo wiem, że w polityce krajowej na razie jeszcze jest trudno, żeby połączyć wszystkie organizacje, stowarzyszenia, partie lewicowe, żebyśmy szli razem pod jednym szyldem. W Bydgoszczy boleśnie się o tym przekonaliśmy. Obok było niewielkie ugrupowanie lewicowe i do kolejnego mandatu w Fordonie zabrakło nam 18 głosów, więc wyciągamy wnioski i dlatego rozmawiamy tak, żeby to byli tacy kandydaci, na których wszyscy się zgodzili i poparli.

Jacek Warczygłowa

Jacek Warczygłowa. Fot. Iwona Muszytowska-Rzeszotek"Partie polityczne mają za dużo pieniędzy. Trzeba to zmienić" - mówią politycy .Nowoczesnej. Jacek Warczygłowa, gość "Rozmowy dnia" w Polskim Radiu PiK, członek Rady Krajowej partii powiedział, że klub złoży w Sejmie projekt zmiany ustawy o finansowaniu partii politycznych.

Marcin Kupczyk: Niedawno odbyła się Konwencja Mazowiecka Platformy Obywatelskiej i .Nowoczesnej. W czasie obrad poinformowano o zawiązaniu koalicji która ma objąć m.in. wspólne listy do sejmików, a także kandydatów na włodarzy miast. Jak zapowiedzieli liderzy Platformy Obywatelskiej i .Nowoczesnej, obie formacje wystartują wspólnie pod nazwą Platforma Nowoczesna Koalicja Obywatelska. Skąd taka decyzja? Dlaczego właśnie tak?

Jacek Warczygłowa: - Podkreślmy przede wszystkim, że temat dotyczy województwa mazowieckiego, że była to Konwencja Mazowiecka i wszystkie podjęte tam tematy i sprawy dotyczyły województwa mazowieckiego. Tam udało się Platformie Obywatelskiej i .Nowoczesnej zawrzeć porozumienie dotyczące wyborów zarówno do sejmiku jaki na prezydentów pięciu największych miast oraz do rad dzielnic gmin na terenie Warszawy. Wiadomo, Warszawa jest troszeczkę inaczej podzielone niż reszta krajów jeśli chodzi okręgi wyborcze i tam będą wspólne listy PO i .Nowoczesnej. Dlaczego? Dlatego, że przede wszystkim chcemy w tych wyborach osiągnąć sukces. Aktualna ordynacja wyborcza premiuje podmioty, które potrafią wspólnie stworzyć jedną listę, stąd chcemy razem wystąpić na listach po to, żeby powstrzymać próbę zawłaszczenia samorządów przez Prawo i Sprawiedliwość.

Proszę powiedzieć czy jest to tylko "koalicja taktyczna"? Bo przecież niektórzy krytycy teraz mówią - dobrze, że się połączyli, przynajmniej grają w otwarte karty. Takie słowa padły z ust niektórych polityków, nawet u nas na antenie Polskiego Radia PiK - "Niech nowoczesna przestaje udawać, że jest czymś innym niż Platforma Obywatelska. Przypomnę co mówił niedawno Ryszard Petru - "Trzeba przypomnieć nam wszystkim po co powstała .Nowoczesna. Powstaliśmy w kontrze do Platformy Obywatelskiej, nie zwracaliśmy się na skok na OFE, nie zgadzaliśmy się na brak reform, byliśmy przeciwni "polityce ciepłej wody w kranie" (...) Szef mazowieckiej Platformy Obywatelskiej, Andrzej Halicki poinformował, że koalicja ma charakter ogólnopolski, nie tylko mazowiecki.

- Trudno mi jest Odnieść się do słów pana Halickiego. Każdy mówi to, co uważa. Chciałem jednak powiedzieć, że wybrał Pan doskonałe cytaty - nic się tutaj nie zmieniło. .Nowoczesna dalej ma te wszystkie postulaty w pakiecie programowym. Jednak Platforma Obywatelska wiele rzeczy zrozumiała, wiele rzeczy usłyszała. PO zdaje sobie dzisiaj sprawę z tego, co co zrobili źle mając 8 lat szansy na dokonanie bardzo wielu rzeczy. Zrobili tylko część z tych rzeczy. O to mieliśmy głównie pretensje, że jakby brakuje determinacji, szczególnie w drugiej części rządów Platformy Obywatelskiej brakuje determinacji, brakuje tempa tych zmian. Dlatego sugerowaliśmy, że trzeba to robić inaczej. Dlatego zaproponowaliśmy inne troszkę punkty programowe. Dlatego zaproponowaliśmy swoich działaczy, swoich nowych ludzi, którzy mają zupełnie inne podejście, mają determinację, wywodzą się z zupełnie jakby innych grup społecznych. Po prostu są to przedsiębiorcy, są to działacze ruchów obywatelskich, są to ludzie mający doświadczenie życiowe pozwalające im mieć własne zdanie. Nie patrząc na sondaże, nie patrząc na to co się komu podoba.

Krótko mówiąc, czy to będzie trwała koalicja czy tylko na czas wyborów? Po to, żeby zwiększyć swoje szanse...

- Nie wiem, to trudne pytanie. Na ten moment myślimy o wyborach samorządowych. Oczywiście rozmawiamy też o programie, bo to jest podstawą tego co nas będzie łączyło później i widzimy, że jest to bardzo wiele punktów wspólnych. Nie różnimy się w taki sposób, który uniemożliwiałby nam dalsze rozmowy. Skoro mamy wiele spraw, które możemy wspólnie procedować, wspólnie dążyć do ich załatwienia, no to dlaczego nie mielibyśmy razem spróbować?! Nie chcemy dopuścić przede wszystkim do tego, żeby w samorządach utrwaliły się złe rządy, które pokazuje w tej chwili centralnie Prawo i Sprawiedliwość. Samorządy to bliskie ludziom miejsce, tutaj decyduje się o zupełnie innych sprawach. Chcielibyśmy, żeby zajmowali się tym fachowcy - ludzie, którzy nie są pazerni, którzy nie są nastawieni na grabienie pieniędzy, którzy mają inne podejście do tych wszystkich spraw. Dlatego musimy zaoferować społeczeństwu możliwość wyboru, inaczej społeczeństwo miałoby do nas duże pretensje. Spotykamy się wielokrotnie w różnych miejscach z obywatelami, z mieszkańcami naszych miast. Wszyscy nam mówią - musicie iść razem, nie możecie pozwolić na to, żebyście przegrali poprzez wewnętrzne spory. Dlatego odpowiadamy na takie postulaty.

.Nowoczesne opowiada się za jak najszybszym wejściem Polski do "strefy euro". Przypomina, że wchodząc do Unii Europejskiej zgodziliśmy się także na przyjęcie wspólnej waluty i że najwyższy czas to zobowiązanie spełnić. A według polityków .Nowoczesnej jest w tej chwili najlepszy czas do rozpoczęcia narodowej debaty na ten temat. Proszę powiedzieć, dlaczego powinniśmy jak najszybciej wstąpić do "strefy euro"?


- Ponieważ "strefa euro" dałaby nam ogromne szanse gospodarcze po raz kolejny oraz zapewniła także bezpieczeństwo geopolityczne na wyższym poziomie niż w tej chwili mamy. Waluta euro przyjęła się na świecie, w tej chwili w euro ulokowanych jest 27% światowych rezerwach walutowych - to jest najpotężniejsza waluta świata w tej chwili. Patrząc od chwili powstania w 2002 roku, od wejścia jej jako jako gotówki do obiegu, jest to waluta o najstabilniejszym kursie, przeżywająca najmniejsze wahania. Posiadanie tej waluty pozwoliło Grekom - mimo ogromnych kłopotów oczywiście, które znamy - ale pozwoliły im przejść przez kryzys i z tego kryzysu powoli się wydobywać. To właśnie ta silna waluta pozwala państwo małym - jak jak Estonia na przykład - czuć bezpieczeństwo. Także przez granicę z potężnym sąsiadem, ponieważ nie tylko wojska ale także waluta także pieniądz stanowią ogromną broń w dzisiejszym świecie.

Muszę panu powiedzieć przypomnieć i przekazać złą wiadomość - w ogromnej mniejszości 14% Polaków tylko jednoznacznie wypowiada się za przyjęciem euro.

Ale mi się nie boimy, że jesteśmy w mniejszości, bo my mówimy prawdę i mówimy to, co Ludzie prędzej czy później zrozumieją. Wczoraj odbyła się w Sejmie debata zorganizowana z inicjatywy .Nowoczesnej (...) Byłem na tej debacie, rozmawialiśmy tam przez kilka godzin przedstawiając argumenty, pokazując jakie są konsekwencje nieprzystąpienia do "strefy euro", jak dalece Polska traci na tym, że chce być zaściankiem, że chce pozostać na uboczu. Ale też rozmawialiśmy o szkodliwych mitach o "strefie euro", gdzie często popularyzuje się tematy poboczne. Natomiast euro i Bank Centralny Europejski wyciągnęły wnioski, bo oczywiście wprowadzając coś nowego zawsze są jakieś drobne niedoskonałości, pojawiają się błędy - ale te błędy zostały wyeliminowane, te lata doświadczeń pozwoliły stworzyć różne systemy zabezpieczające przed wzrostem cen, przed niekorzystnymi dla obywateli zmianami naprawdę i sam fakt gdyby Polska tylko ogłosiła, że chce przystąpić do "strefy euro" to siła polskiej złotówki natychmiast poszłaby w górę złotówka, by się umocniła. Natychmiast kurs wymiany pokazałby, że jesteśmy dużo lepiej usytuowani niż nam się to w tej chwili wydaje, bo ludzie często przekładają - tak jeden do jednego - przeliczają dzisiejszy kurs kantorowy, ale nie po takim kursie przecież będziemy tę walutę przyjmować. To nie tak działa. Musimy mówić Polakom co jest dla nich dobre, Polacy prędzej czy później jakby rozważą tę sytuację. Ktoś opowiada bajki, ktoś opowiada mity, ktoś ich straszy. My nie postępujemy w ten sposób, nie jesteśmy populistami.

Ostatni temat z dzisiejszej rozmowy - zdaniem polityków .Nowoczesnej, partie polityczne powinny dostawać na swoją działalność maksymalnie 5 milionów złotych. Klub zapowiada złożenie w Sejmie projektu nowelizacji ustawy o finansowaniu partii politycznych. Jednym słowem - "przycięcie" subwencji. Dlaczego?!

- Ideałem byłoby, gdyby partie potrafiły się utrzymać same i nie czerpały z budżetu państwa pełnymi garściami. Ale oczywiście zdajemy sobie sprawę, że są naprawdę rzeczy trudne do sfinansowania, które mogłyby budzić potem wątpliwości obywateli - skąd i jak się bierze pieniądze, gdybyśmy wszyscy szukali ich w kieszeniach obywateli, różnie to Zresztą może być. Przypomnę, że .Nowoczesna cały czas finansuje się sama, ze składek członkowskich i z darowizn. Potrafimy że tak powiem przekonać różne osoby do wpłacenia nam pieniędzy. Dlaczego mniej? Dlatego, że widzimy co się dzieje z pieniędzmi, które trafiają tak obficie do partii, one są wydawane w sposób bezsensowny, wydawane są na jakieś kampanie propagandowe, na propagowanie jakichś fałszywych obrazów. Teoretycznie rzecz biorąc miały być to pieniądze na ekspertów, na na opłacenie możliwości działania partii w tym sensie, że będą mogły wynająć jakiś lokal, jakąś siedzibę, że będą dostępne dla ludzi, że sfinansują wynajem lokali na spotkania, na przyjazd ekspertów, na stworzenie jakichś materiałów. Natomiast te pieniądze są wydawane zupełnie inaczej, ale to dlatego, że jest ich za dużo. Partie oczywiście też potrzebują pieniędzy na to, żeby przeprowadzić sondaże, żeby rozważyć możliwości i spytać ludzi o czym myślą. Niestety, pieniędzy jest za dużo, więc jak jest ich za dużo, to trafiają do kieszeni działaczy, to one trafiają do kieszeni jakichś zaprzyjaźnionych spółek, firm (...) Już nie chcę tutaj opowiadać, Państwo doskonale wiecie, obserwujecie życie jak to wygląda - nie tak to powinno działać. Stąd nasza propozycja, żeby zmniejszyć wydatki na partię, ponieważ widzimy, że partie nie potrafią z tych pieniędzy mądrze korzystać .

Będziemy się zatem przyglądać losom tego projektu który Państwo zamierzają złożyć w Sejmie. Czas naszej rozmowy niestety biegł bardzo szybko końca. Państwa i moim gościem był dziś pan Jacek Warczygłowa.

- Dziękuję za zaproszenie i do widzenia. Miłego dnia życzę.

Adam Bodnar

Adam Bodnar, fot. rpo.gov.plRzecznik Praw Obywatelskich odwiedził kilka miejscowości na Pomorzu i Kujawach. Na otwartych spotkaniach wysłuchiwał trosk i problemów, z jakimi borykają się mieszkańcy Inowrocławia, Płużnicy, Nakła i Tucholi. Adam Bodnar był gościem Rozmowy Dnia Radia PiK.


Marcin Kupczyk: Panie rzeczniku składa Pan zawsze przed Sejmem roczne sprawozdania z pańskiej działalności, ze stanu przestrzegania praw i wolności, jak ta sytuacja wygląda? Pogarsza się, polepsza?

Adam Bodnar: Moim zdaniem stan przestrzegania praw człowieka w Polsce pogarsza się jeśli chodzi o ochronę praw i wolności osobistych i politycznych. Natomiast polepsza się jeśli chodzi o ochronę praw socjalnych. To znaczy tutaj z pewnością dobre jest to co rząd zrobił jeśli chodzi o wzmocnienie chociażby rynku pracy i praw pracowniczych, bądź jeśli chodzi o wzmocnienie tych najsłabszych poprzez te duże transfery gotówkowe z programu 500 plus, to wpływa bardzo bezpośrednio na ochronę praw socjalnych i na realizację tych zadań konstytucyjnych. Natomiast jednocześnie należy dostrzec, że ochrona praw i wolności osobistych i politycznych ulega pewnemu pogorszeniu. Dla mnie jako rzecznika jest bardzo ważne, żeby nie tylko prawa były na papierze, ale żeby obywatele mogli faktycznie skutecznie ich dochodzić, a w wielu sytuacjach niestety tak nie jest.

Odbywa pan szereg spotkań w każdym regionie naszego kraju. Co najczęściej trapi obywateli? Z jakimi problemami pan się spotyka? Co pan słyszy na spotkaniach?

To co jest charakterystyczne dla większości spotkań na których się pojawiam, to jest to, że pojawiają się problemy występujące na skalę ogólnopolską, natomiast na szczeblu lokalnym dużo występuje problemów związanych z różnego rodzaju inwestycjami: drogowymi, energetycznymi, budową ferm hodowlanych zagrażających życiu społeczności lokalnej czy ochronie środowiska - to są bardzo istotne problemy i obywatele czasami mają takie poczucie, że są pozostawieni sami sobie, że proces konsultacji społecznych, opiniowania tych inwestycji, bądź procesy odszkodowawcze nie działają tak jak powinny. Chociażby na spotkaniu w Nakle pojawiła się duża grupa obywateli, którzy skarżyli się na konsekwencje budowy drogi S5 i na działania, które zostały podjęte w kontekście ich wywłaszczenia i to co było ciekawe w tym spotkaniu to to, że oni jakby rozumieją absolutnie potrzeby budowania dróg, rozumieją, że drogi muszę iść w tym, czy innym miejscu i że muszą te swoje grunty oddać, ale mają wrażenie, że nie są traktowani poważnie - jak obywatele - w tym całym procesie o odszkodowawczym, że to wszystko jest robione zbyt pospiesznie i przy zbyt małym uwzględnieniu ich praw oraz ich oczekiwań jako dojrzałych członków naszego społeczeństwa.

Mówił pan właśnie o tym, że do zakresu pańskich spraw z którymi pan się spotyka należą uciążliwe inwestycje, ja podam przykład: nowa linia tramwajowa w Bydgoszczy, po roku jej działania grupa mieszkańców budynków najbliżej położonych przy wiadukcie, zaczyna narzekać na potworny hałas, który im towarzyszy, od rana do późnego wieczora, inwestor w odpowiedzi na to pokazuje badania według których zakres hałasu nie przekracza norm. Co dalej?

Musimy pamiętać o tym, że każdy jednostka samorządu terytorialnego tworzy wspólnotę mieszkańców i nawet jeżeli mamy sytuacje takie, które być może nie stanowią przekroczenia norm prawnych, to obowiązkiem władz lokalnych jest dbanie o jakość życia mieszkańców. Jeżeli nawet inwestor nie chce wybudować czy ponieść dodatkowych kosztów, to być może władze powinny się zastanowić jak w takiej sytuacji zminimalizować szkody, które są tym spowodowane, może należałoby zainstalować ekrany dźwiękochłonne, bądź w jakiś sposób zminimalizować te szkody, które są dla życia mieszkańców. To co jest bardzo ważne, to jest też efekt tych moich spotkań, to to że w wielu przypadkach na tym szczeblu lokalnym brakuje właśnie takiego dobrego dialogu mieszkańców z władzami, takiego zastanowienia się co można byłoby zrobić lepiej, poprawniej, jak lepiej porozmawiać z obywatelami na temat tych rzeczy, które ich dręczą i często, jeżeli już jeżdżę po Polsce, to widzę że te najlepsze rozwiązania pojawiają się właśnie wtedy, kiedy ten dialog jest aktywny, kiedy istnieją organizacje pozarządowe aktywne i władze miejskie starają się wspólnie rozwiązywać różne problemy, na przykład dotyczące praw osób z niepełnosprawnościami.

Tomasz Latos

Tomasz LatosNa konwencji Prawa i Sprawiedliwości padła seria obietnic niemal dla wszystkich - jak je spełnić? Politycy rządzącej partii wyruszyli w Polskę. Jak PiS przygotowuje się do wyborów samorządowych w regionie? Czy są uzgodnieni kandydaci? Rozmowa Dnia z posłem PiS Tomaszem Latosem.

Marcin Kupczyk: Panie pośle, ruszyliście po kraju. W sobotę była wielka konwencja państwa ugrupowania - padło szereg obietnic właściwie dla każdego - od dzieciaczka do starca, dla wszystkich - dla wsi, dla miast i małych miasteczek. Pięknie to brzmiało i pięknie się tego słuchało. Potem pani wicepremier Beata Szydło powiedziała, że "troszkę się chyba zasiedzieliśmy w Warszawie i czas się ruszyć". W sumie 700 spotkań, w zasadzie już w sobotę zaczęły się te spotkania, ale może zaczniemy naszą rozmowę od przypomnienia naszym Słuchaczom tych obietnic, składanych przez przede wszystkim przez premiera Mateusza Morawieckiego, które już okrzyknięty zostały mianem "Piątki Mazowieckiego", bo jest ich własnie pięć. Obniżka podatku CIT dla małych firm z 15 do 9 proc., czyli do najniższego poziomu w Unii Europejskiej, wprowadzenie tzw. małego ZUS-u, naliczonego proporcjonalnie do przychodów dla małych firm, które osiągają miesięcznie obroty najwyżej do wysokości 2,5 krotności minimalnych pensji w Polsce, czyli chodzi o firmy z małym obrotem, z małym zyskiem. Po trzecie wyprawka 300 zł na początku roku szkolnego dla każdego ucznia, który rozpoczyna naukę, a nie ukończył 18 lat. Fundusz budowy dróg lokalnych - minimum 5 mld zł, odnowione mają zostać tysiące kilometrów dróg we wsiach, małych miastach, w gminach i powiatach. program "Dostępność Plus", czyli likwidacja barier dla osób niepełnosprawnych, tutaj ponad 20 mld zł rozłożone na 8 lat. Oprócz tego jeszcze minimalna emerytura dla kobiet, które urodziły co najmniej czwórkę dzieci, a także opodatkowanie wielkich galerii handlowych i wielkich biurowców. "Polska ma być krajem takich samych możliwości, równych szans dla wszystkich. Polska nie może być Polską, że się coś nie da - Polską niemocy" - tak mówi Mateusz Morawiecki. Skąd na to wszystko pieniądze...?

Tomasz Latos: A to wszystko jeszcze nie wszystko, bo przypominam jeszcze dla młodzieży między 19. a 25. rokiem życia, która uczy się, studiuje - bon na zajęcia czy sportowe kulturalne...

- Skąd na wszystko wziąć pieniądze? Czy Mateusz Morawiecki przed ogłoszeniem swojej "piątki" policzył?

- Oczywiście, że policzył. Rzeczywiście wielu polityków w przeszłości składało w czasie wyborów, tuż przed wyborami różne obietnice, które później nie były realizowane. My jesteśmy takimi rządem, który to, co obiecywał wcześniej w kampanii wyborczej czy przed kampanię wyborczą konsekwentnie realizuje. Ja przypomnę choćby dwie takie główne rzeczy - obniżenie wieku emerytalnego i 500 Plus, ale przecież jest cały szereg innych rzeczy. Więc skoro teraz - na pół roku przed wyborami samorządowymi, składana jest obietnica, a nie na miesiąc przed wyborami samorządowymi i na dodatek dotyczy to działań nie samorządowych tylko rządowych (...) to znaczy, że te ustawy będą już przed wyborami samorządowymi.

- Mordercze tempo...

- Będzie bardzo trudno zdążyć przygotować te ustawy, a najlepiej byłoby je przyjąć. Rzeczywiście tempo będzie ogromne i ci, którzy są dzisiaj niedowiarkami będą mogli powiedzieć nie za kilka lat, tylko za kilka miesięcy - "Sprawdzam!".

- Niedowiarkowie mówią tak: Zmniejszacie ZUS dla małych przedsiębiorców - to znaczy, że zmniejszacie ich przyszłą emeryturę, a z drugiej strony dajecie emeryturę dla kobiet, które w zasadzie sobie jej nie wypracowały. Oczywiście urodziły czworo dzieci, oczywiście wielki trud wychowania, mają wiek emerytalny, ale nie mają emerytalnych uprawnień - otrzymają tę emeryturę. Skąd to brać? Mniejszy ZUS z jednej strony, z drugiej wyciąganie z ZUS-u pieniędzy. Tutaj wasi oponenci widzą niebezpieczeństwo.

- Nasi oponenci widzieli niebezpieczeństwo przy 500 Plus, widzieli niebezpieczeństwo przy obniżeniu wieku emerytalnego...

- Ale państwo zawsze tak odpowiadają - Udało się tamto, to uda się również to...

- Korzystamy oczywiście z tego, że udało nam się rozruszać gospodarkę, że jest wzrost gospodarczy. Przypominam, że deficyt jest najmniejszy w historii. Udało nam się uzyskać bardzo dobre wskaźniki budżetowe, makroekonomiczne. Wreszcie udało nam się uszczelnić kwestie związane z VAT. Jest to wszystko wyliczone, starczy na to wszystko pieniędzy, więc uspokajam Państwa, no bo naszych oponentów nie mam co uspokajać, bo oni zawsze będą niezadowoleni. Oni zawsze tylko narzekają. Oni narzekali również wtedy, jak rządzili, wtedy też wszystko im przeszkadzało, widocznie taka ich natura.

- Tego samego dnia odbyła się konwencja, na której doszło do zjednoczenia Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej, przynajmniej zjednoczenia programowego na czas wyborów samorządowych, choćby do sejmików. Ale padły tam dosyć ciekawe słowa Katarzyna Lubnauer. Szefowa Nowoczesnej powiedziała: "Nie pozwolimy PiS-owi przejąć samorządów, których PiS nie rozumie. Nie rozumie samorządów, bo one nie dają się kontrolować z góry, a PiS chciałby wszystko trzymać w garści".

- PiS jest za samorządami, za samorządnością. Nie chce niczego kontrolować. Chce dać wolność i swobodę samorządowcom. Wiele działań, które my podejmujemy na szczeblu centralnym, to przecież korzyści płyną dla samorządowców - chociażby kwestia dróg lokalnych, kwestia dostępności dla seniorów czy bonów dla młodzieży. Przecież samorządy będą miały z tego tytułu korzyść. My nie chcemy naprawdę niczego zabrać samorządom, nie chcemy się wtrącać. Ot, takie hasło, hasełko, które pani Lubnauer powiedziała. Ja ubolewam nad tym, że zamiast haseł i ataków na Prawo i Sprawiedliwość, to była konwencja poświęcona nie programowi czy zamierzeniem Nowoczesnej czy też Platformy, ale wyłącznie poświęcona PiS-owi. Ja bardzo żałuję, że zmarnowali czas na tej konwencji, nie przedstawili swojego programu, swoich propozycji - tego, co mogą w odpowiedzi chociażby na nasz program proponować. A mogliby to zrobić pewnie z dużo większą swobodą, tak jak czasami w przeszłości niektóre partie opozycyjne, również i oni robili, ponieważ nie rządzą, a zupełnie nie mają żadnych pomysłów. Myślę, że nie spodziewali się zwyczajnie tego, że Prawo i Sprawiedliwość przedstawi tyle konkretnych spraw na tej konwencji. Pewnie myśleli, że to będzie taka ogólna "gadanina", a nie same konkrety.

- Prawo i Sprawiedliwość, przyzna pan chyba, nie jest zbyt mocne do tej pory w samorządach. Nie macie prezydentów wielkich miast, w sejmikach też nie za bardzo z marszałkami...

- To jest sytuacja tego rodzaju, że jeszcze 3,5 roku temu przegrywaliśmy wówczas z Platformą Obywatelską i to są efekty tego, co zdarzyło się w samorządach. Dodatkowo pamiętajmy o tej słynnej już książeczce, która pomogła PSL-owi uzyskać co najmniej o kilka procent, jeśli nie więcej, lepszy wynik w tamtych w wyborach. A to PSL został później koalicjantem Platformy Obywatelskiej. Były takie miejsca, że wygrywaliśmy, ale później i tak byliśmy w opozycji, ponieważ oni się tam dogadali. Zakładam, że teraz będzie inaczej. Zakładam, że dodatkowym bonusem jest to, że na ogół ci, którzy są w samorządzie, chcą być w koalicji z kimś, kto ma władzę w Warszawie. No bo zawsze trochę łatwiej jest ubiegać się, lobbować się na rzecz własnej gminy, powiatu, miasta o różnego rodzaju inwestycje...

- Jak wyglądają przygotowania PiS do jesiennych wyborów samorządowych w naszym regionie?

- Mamy już oczywiście jakieś koncepcje nie tylko co do tego, kto będzie startował na prezydenta, choć jeszcze dopóki nie będzie to ogłoszone, to jest to cały czas nieoficjalne. To są na razie przymiarki, ale też przymierzamy się do kandydatów na radnych czy to szczebla województwa czy np. miasta czy niżej. Robimy to wszystko, staramy się nie odkładać tego na ostatni moment. Będziemy dobrze przygotowani. Dodatkowo z pewnością osoby, które będą rządzić będą, mam nadzieję, zawsze skutecznie zabiegać o ważne dla regionu sprawy w rządzie, bo taka jest między innymi również rola lokalnych polityków.

- Tomasz Latos na prezydenta Bydgoszczy. Odpowiada panu to hasło?

- Odpowiada mi, ale na razie obowiązuje to, co zrobiłem wcześniej. Przedstawiłem trzy nazwiska, ja jestem wśród tych trzech nazwisk, zobaczymy jakie będą decyzje. To wydaje się owszem dość prawdopodobne, że to mogę być ja, ale zaczekajmy.

- Co powinno się zmienić w Bydgoszczy?

- Jeżeli chodzi o Bydgoszcz, to po pierwsze oczywiście oprócz potrzeby różnego rodzaju inwestycji, potrzeby dobrych relacji z rządem, ściągania pieniędzy na różne lokalne zamierzenia, inwestycje, to Bydgoszczy potrzebna jest tak naprawdę wizja rozwoju i impuls do niego. Niestety swego rodzaju kłótliwość pana prezydenta nie służy rozwojowi. Patrzmy na przykłady tych miast i tych prezydentów, którzy potrafią dogadywać się z wszystkimi. Rolą prezydenta, ktokolwiek to by nie był, również mówię to w stosunku do siebie, gdybym to ja był nim w przyszłości, jest dogadywanie się ze wszystkimi na rzecz mieszkańców, ponieważ prezydent ma dbać o rozwój miasta w porozumieniu ze wszystkimi. Do tego namawiam przyszłego prezydenta i na te pół roku również obecnego prezydenta Rafała Bruskiego.

Paweł Skutecki

Paweł SkuteckiRozmowa Dnia z posłem Kukiz'15, Pawłem Skuteckim na temat referendum w sprawie zmian w Konstytucji i pytań, które powinny się w nim znaleźć. Klub Kukiz'15 od dawna postulował zmiany w Ustawie Zasadniczej. Marcin Kupczyk pyta także, jak ugrupowanie ocenia konwencje dwóch głównych graczy sceny politycznej i jak samo przygotowuje się do wyborów samorządowych.

Marcin Kupczyk: Prezydent Andrzej Duda chce referendum w sprawie zmian w Konstytucji. Prezydent chce, by referendum w sprawie zmian w Konstytucji odbyło się 11 listopada, w setną rocznicę odzyskania niepodległości. A Marszałek Senatu Stanisław Karczewski zapowiedział niedawno, że w ciągu kilku tygodni zapadnie decyzja co do referendum. "Musimy porozmawiać z panem Prezydentem. Mamy także propozycje dodatkowych pytań, które mogłyby zostać zawarte w referendum i przedstawimy je Prezydentowi" - zapowiada Stanisław Karczewski. Wyjaśnił, że chodzi nie tylko o pytanie o kierunek zmian w Konstytucji, ale także dotyczące innych kwestii. Tych innych kwestii na razie nie znamy, ale powinniśmy je poznać. Jakich zmian w Konstytucji oczekiwałoby Pańskie ugrupowanie?

Paweł Skutecki: Fundamentalnych. Ja się obawiam, że ten termin listopadowy jest realny, jeżeli chodzi o zapytanie Polaków, w jakim kierunku mają iść zmiany. No bo nikt chyba sobie nie wyobraża, że do listopada ktokolwiek przedstawi gotowy projekt Konstytucji. Czasu jest mało. My byśmy chcieli - mówimy o tym od samego początku, od kampanii wyborczej - że chcemy głębokich zmian ustrojowych, zmiany w sądownictwie. Ale nie personalnych, tak jak robi to minister Ziobro, tylko prawdziwych. Żeby byli sędziowie pokoju, duże wzmocnienie ławników, odciążenie sądów przez sędziów pokoju, powrotu do obywatelskiej kontroli nad sądami. Dzisiaj z jednej strony mamy w Konstytucji mowę o tym, że to Polacy, naród, jest suwerenem, a z drugiej strony mamy instytucje, które same siebie niby kontrolują. Tak było z sądami dotychczas. No i tak jest wciąż. Zmienia się władza, zmienia się nacisk polityczny na sądy, ale ten nacisk wciąż jest. My byśmy chcieli to odwrócić. My byśmy chcieli, żeby bycie sędzią to był zaszczyt, ukoronowanie kariery prawniczej. A dzisiaj do sądów zbyt często niestety idą ci, którzy są za słabi na to, żeby zarabiać poważne pieniądze na wolnym rynku. To stoi trochę na głowie. Chcielibyśmy, w ogóle punkt ciężkości postawić na obywatelu. To obywatel ma prawo w referendach do wypowiadania się na najważniejsze tematy.

Czyli Konstytucja powinna mówić o tym, że więcej będzie referendów? Zrobić katalog zagadnień, które będą podlegały referendum?

- Dyskutujmy o tym. Na pewno nie może być tak jak jest dzisiaj. Załóżmy, że jest referendum ogólnopolskie, frekwencja 90%. I to nikogo do niczego nie zobowiązuje. Referenda mają w Polsce tylko moc opiniodawczą. No to nie jest normalne, jeżeli wypowiada się w takiej liczbie suweren. Chcielibyśmy też umocnienia, czy wpisania wprost złotówki do Konstytucji jako gwaranta naszej prawdziwej niepodległości.

Złotówka na zawsze i nigdy euro?

- Tak. W najbliższej perspektywie kilkunastu, kilkudziesięciu lat, no nie widać możliwości, żebyśmy tak zintegrowany się z Europą, przede wszystkim gospodarczo, żebyśmy mieli wspólną walutę. Nie ma takich perspektyw, no niestety. A gdybyśmy się zrównali gospodarczo, to może niech Europa przyjmie złotówkę. To już wtedy nie ma znaczenia. Ale dzisiaj nie.

Tylko, że chcecie trwałego zapisu, że "nigdy nie".

- W polityce nigdy znaczy 7 lat.

Platforma Obywatelska oraz Nowoczesna zapowiedziały, że wystartują wspólnie w wyborach samorządowych do sejmików województw pod nazwą: Koalicja Obywatelska. Jesteśmy zjednoczeni tworzymy wspólnotę. Co Pan na to?

Nie ma się co dziwić. Sama Nowoczesna nie byłaby w stanie wystawić listy do sejmików. No, może do sejmików jeszcze by się spięli. Natomiast niżej już nie. A poza tym trudno zauważyć jakieś fundamentalne różnice między Nowoczesną a Platformą. Przepływ posłów z jednego do drugiego grupowania na to wskazuje. Zresztą jak się popatrzy na głosowania, to te dwa ugrupowania są do siebie tak bardzo zbliżone, że trudno zrozumieć po co mają dwie nazwy i dwójkę liderów.

Czyli, przed nimi pewnie zjednoczenie całkowite i wchłonięcie Nowoczesnej przez Platformę?

- Tak to będzie wyglądało. Niestety, mówię to z bólem i żalem. Niestety w Polsce jest taki trend do polaryzacji sceny politycznej na dwa obozy. I o ile zjednoczona prawica, czyli Prawo i Sprawiedliwość de facto wchłonęło dwa pozostałe podmioty. Tak i Platforma wchłonie wszystkie, które znajdą się w jej orbicie.

Nasze plany, efekt naszych prac, wywołał wielką frustracje u Jarosława Kaczyńskiego i u PiS. I nieprzypadkowo w ubiegłym tygodniu rozpoczął się sezon polowania na polityków Platformy - mówi lider Platformy Obywatelskiej. Tak Pan to widzi, czy nieco inaczej?

Mam obawy, że lider Platformy Obywatelskiej gdzieś tam się ociera o jakieś paranoje. Bo to, że wreszcie jacyś politycy będą odpowiadali przed sądami za swoje - jeszcze nie niepotwierdzone prawomocnym wyrokiem - poważne grzeszki, to chyba dobrze? Prawda? Natomiast prezes Kaczyński... Trudno mi sobie wyobrazić jego stan umysłu, ale trudno też mi sobie wyobrazić, że z wypiekami na twarzy ogląda konwencję Platformy i Nowoczesnej. No to nie jest jego zmartwienie. (...)

"Nie pozwolimy PiS przejąc samorządów, których PiS nie rozumie, bo nie dają się kontrolować z góry. Jesteśmy po to, by chronic przed zarazą PiS. Nie pozwolimy na zainfekowanie tłumem misiewiczów i zajmowaniem się historią, nie problemami Polaków. Nie pozwolimy na to w samorządach". Mówiła przewodnicząca Nowoczesnej z kolei. Chciałbym zapytać, jak na zbliżające się wybory samorządowe spogląda i jak się do nich przygotowuje Kukiz'15?

- (...) Nie chcę powiedzieć, że mamy gotowe listy do sejmików, ale mamy liderów list w okręgach w całym kraju. W największych miastach u nas w regionie mamy już kandydatów. Gdzieniegdzie jeszcze się ważą losy, czy poprzemy kogoś, czy wystawimy swojego kandydata. Myślimy o tych wyborach od dawna, ale to nie jest jeszcze ten etap, żeby robić jakieś huczne kampanie i zasłaniając się samorządem opowiadać historie o zmianach w Polsce.(...)

Macie kandydata na prezydenta Bydgoszczy?

W Bydgoszczy zastanawiamy się. W Bydgoszczy jest sytuacja o tyle ciekawa, że trudno pokazywać kandydata w momencie kiedy największy rywal polityczny Rafała Bruskiego nie wystawił swojego kandydata.

A czemu oglądacie się innych? Proszę wystawić swojego kandydata lub nie.

- Ale jeżeli będzie świetny kandydat z SLD albo z PiS-u, no to pewnie go poprzemy. Ale mam obawy, że nie będzie lepszy, więc będziemy musieli wystawić swojego. W Toruniu, we Włocławku, w Grudziądzu, Inowrocławiu ta sama sytuacja. Czekamy na rozwój sytuacji. W momencie kiedy będzie data wyborów na pewno, wtedy pokażemy pewne lokomotywy naszych list w całym województwie. (...)

Witold Kołodziejski

Witold Kołodziejski. Fot. Ireneusz SangerW Toruniu zakończył się Międzynarodowy Konkurs Artystycznych Form Radiowych „Grand PiK 2018”. Jednym z gości był Witold Kołodziejski - przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, który wręczał Nagrodę Specjalną, ufundowaną przez radę. W dzisiejszej Rozmowie Dnia powracamy do konkursu. Z Witoldem Kołodziejskim, m.in. o reportażu radiowym czy misji publicznego radia, rozmawia Ewa Dąbska.

Mamy okazję porozmawiać, ponieważ pan przewodniczący przybył - już nie po raz pierwszy - na naszą Galę Grand PiK, która odbyła się wczoraj wieczorem w Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu. Wręczał pan nagrodę Krajowej Rady. 5000 zł dostało się laureatowi tej nagrody.

Witold Kołodziejski: - Kwota w stosunku do nakładów pracy i warsztatu, który prezentują tegoroczni laureaci, no raczej symboliczna. Tak to chyba trzeba traktować, bo klasa i praca, która jest włożona w tego typu reportaż jest niewspółmierna do korzyści materialnych, które reportażyści otrzymują.

Czy jest pan naprawdę szczęśliwy, że pan tu przyjeżdża? Bo dziś pan o tym mówił już po raz kolejny i powiedział pan również, że reportaż polski, reportaż który powstaje zarówno w tak zwanym dużym radiu w Warszawie jak i właśnie w naszych rozgłośniach regionalnych, dorównuje światowym trendom i poziomowi. I nie musimy się niczego wstydzić, wręcz przeciwnie, też wygrywamy Prix Italia czy Prix Europa i inne nagrody światowe.

- Ja bym poszedł dalej. On nie dorównuje, ale wyznacza światowe trendy. Jak spojrzymy dzisiaj na jury tego konkursu, to cała trójka to są laureaci właśnie Prix Italia. W związku z tym nawet nie musimy mówić, że jesteśmy w czołówce. My tę czołówkę po prostu kształtujemy i warto o tym pamiętać. O ile niespecjalnie możemy się pochwalić w innych dziedzinach artystycznych i daleko nam do gali oscarowej, o tyle tutaj tworzymy środowisko, które tworzy całą szkołę i później międzynarodowe nagrody o tym świadczą. O tym, że jestem zadowolony i szczęśliwy, że mogę tu przyjeżdżać, świadczy fakt właśnie, że co roku przyjeżdżam. To jest prawdziwa przyjemność obcować z dobrą sztuką radiową, sztuką, którą trudno znaleźć na rynku. Możemy przeszukiwać skalę radiową i nie znajdziemy tych reportaży. W 99% będą to programy radia publicznego. Za co też należą mu się wielkie podziękowania, że utrzymuje tę niebywałą wartość jaką jest właśnie polska sztuka reportażu.

Panie ministrze to bardzo ważne słowa i taka jest prawda, że jesteśmy na światowym poziomie. Problemy mamy tylko trochę inne. Na świecie mają trochę więcej pieniędzy na radiofonię publiczną i związku z tym też trochę więcej pieniędzy na lepszy sprzęt i na opłacenie reportażystów, którzy nie tylko dla idei żyją. Czy pan widzi jakieś światełko w tunelu?

- Oni żyją dla idei, ale z niej nie wyżyją, tzn. muszą też mieć pieniądze na utrzymanie, na życie. Niektóre reportaże wymagają naprawdę żmudnej, wielomiesięcznej, a czasami nawet wieloletniej pracy i nie ma takiego mechanizmu rynkowego, biznesowego, komercyjnego, który pozwoliłby taką pracę "zekonomizować" i na tym zarabiać. O tym musimy zapomnieć. Po to są instytucje publiczne, które w różnych formach wspierają artystów. A Polskie Radio ma wspierać i wspiera artystów radiowych. I po to też jest abonament, żeby takie rzeczy powstawały. W telewizji często posługujemy się przykładem teatru telewizji, że tylko telewizja publiczna robi takie spektakle, bo żadnej innej się nie będzie to opłacało. Radiowy reportaż to jest ten misyjny kręgosłup radiofonii i odpowiedzialność też przed przyszłymi pokoleniami. Nie koszt sprzętu, bo dzisiaj reporterzy pracują na coraz lepszym sprzęcie i tutaj nie nie mamy się co wstydzić. Na tym festiwalu są warsztaty. Przecież to jest bardzo istotna istotna część. Przychodzi młodzież na te słuchowiska. Uważam, że to jest bardzo dobry zwiastun. Młodzież, która na przykład studiuje dziennikarstwo, ale także zwykli ludzie z ulicy. Tego wszystkiego by nie było, gdyby nie było tego moderatora, który ma na to jakieś środki, czyli instytucji jaką jest radio publiczne. (...) Zupełnie inny jest koszt z radia, w którym non stop leci muzyka - i co najwyżej ZAiKS trzeba płacić - a czym innym jest radio, w którym pracują ludzie, nagrywają programy, robią wywiady, reportaże i inne formy radiowe. I musimy sobie zdawać sprawę z tego, że nawet jeżeli dzisiaj odchodzimy do internetu, są portale społecznościowe, to jak nie będzie tego radia, to nie będzie tych wszystkich audycji, które później w tych portalach są rozsyłane.

No właśnie, to jest artystyczna forma radiowa więc są też słuchowiska, które już są o wiele droższe, bo trzeba mieć tekst, za który trzeba zapłacić, trzeba mieć aktorów, trzeba te wszystkie prawa autorskie zapłacić, tylko ZAiKS. Więc tych słuchowisk w radiofonii regionalnej powstaje dużo mniej niż w Warszawie, w Teatrze Polskiego Radia, który do tego został powołany. Też z powodu braku środków. Na pewno pan minister to zauważył w Sopocie, na Festiwalu Dwóch Teatrów?

(...) Jak zobaczymy, kto zgarnia nagrody za najlepsze reportaże, to rzadko kiedy jest to "duże radio". Raczej są to właśnie ośrodki regionalne. Tam jakieś lepsze wyczucie jest tematu i ducha. Rzeczywiście słuchowiska, duże formy, wymagające nakładu, ale też infrastruktury, czyli dużych studiów, pewnie łatwiej powstaną w "dużym radiu". Tym bardziej, że mają wtedy szeroką antenę do emisji. Życzyłbym sobie, żeby w lokalnych, regionalny ośrodkach radiowych takie słuchowiska powstawały, ale też powstają. Nie okłamujmy się, że tego nie ma. Jest mniej, ale też są z wykorzystaniem lokalnych zasobów, artystów, ludzi kultury. I od tego jest właśnie ośrodek regionalny.(...)

Bardzo pięknie dziękuję panu za to, że pan przyjechał. Za to, że Krajowa Rada znalazła pieniądze i przeznaczyła na nagrodę. Mamy nadzieję, że będzie tak w przyszłości. Niedawno był Dzień Radia. Czego pan minister życzy radiowcom i słuchaczom radia?

Życzę, żeby radio odnalazło się w nowych czasach, nowych mediów, żeby kształtowało te media i żeby wyznaczało poziom, również poziom artystyczny, społeczny poziom dyskusji na falach eteru. (...)

Tomasz Latos

Tomasz LatosPo wecie prezydenta Ministerstwo Obrony nie wystąpi już z pomysłem ustawy degradacyjnej. Zakończyły się comiesięczne marsze smoleńskie, Jarosław Kaczyński ogłosił zwycięstwo, odsłonięty został pomnik ofiar tragedii smoleńskiej, a pomnik Lecha Kaczyńskiego ma powstać jeszcze w tym roku. Politycy partii rządzącej chcą powołania komisji śledczej do spraw wyłudzeń podatku VAT. O tym w dzisiejszej Rozmowie Dnia. Gościem Marcina Kupczyka był Tomasz Latos.

Marcin Kupczyk: Minister Błaszczak stwierdził, że jego resort nie wyjdzie już z propozycją nowego projektu tzw. ustawy degradacyjnej. Uważamy sprawę za zamkniętą - mówi minister. Teraz ewentualna inicjatywa jest po stronie prezydenta. Czy mamy spór na linii obóz rządzący - prezydent?

Tomasz Latos: Trudno to nazwać sporem, ale rzeczywiście doszło do weta prezydenckiego, no więc myślę, że jest inne spojrzenie na te sprawy. Pan prezydent przedstawia swoje argumenty, dlaczego to weto zastosował. Ja doskonale rozumiem pana ministra, że w takich okolicznościach, do tej sprawy nie chce wracać. Nie ma co, żeby jedna strona przekonywała drugą co do potrzeby tej ustawy, czy też druga strona, mówię o panu prezydencie, o ewentualnych niedociągnięciach. Wydaje mi się, że to podejście pana ministra, jest słuszne, pan prezydent może przesłać własną inicjatywę, robił to już parokrotnie, w czasie swojej kadencji i wydaje się, że to tyle w tej sprawie.

A jeśli z własną inicjatywą nie wyjdzie prezydent? To co z tą sprawą?

My oczywiście jeszcze mamy przed sobą kwestię odniesienia się w głosowaniu do weta prezydenckiego, no ale zakładam, że jeżeli weto prezydenckie zostanie podtrzymane, a prezydent w tej sprawie nie zrobi nic, no to jeżeli chodzi o obóz PiS nie będzie nowej inicjatywy. Być może ktoś inny, może Kukiz'15 podejmie jakąś inicjatywę.

Jarosław Kaczyński podkreślił, że cel uczestników marszów pamięci, które odbywały się od 96 miesięcy, został zrealizowany. Już odsłonięto pomnik ofiar katastrofy na placu Piłsudskiego, w miejscu przyszłego pomnika Lecha Kaczyńskiego stoi postument. Ten pomnik, jak wszystko na to wskazuje, będzie odsłonięty 10 listopada. Jest to marsz ostatni, kończymy, doszliśmy do celu - powiedział Jarosław Kaczyński, stwierdził nawet, użył sformułowania: zwycięstwa. Co to jest za zwycięstwo?

Zwycięstwo przede wszystkim takie, że ten pomnik powstał, upamiętnia, podkreślmy, wszystkie 96 ofiar tej tragedii. Te osoby na pomniku są wymienione w kolejności alfabetycznej, bez jakichkolwiek funkcji. Wszyscy byli w obliczu tej tragedii równi. Wszystkich spotkała śmierć w służbie Rzeczpospolitej i to jeszcze do tego w miejscu szczególnym, bo przecież pamiętajmy, że jechali upamiętnić jedno z najbardziej tragicznych wydarzeń w ogóle w historii Polski, myślę o pomordowaniu polskich oficerów w Katyniu. Później wieloletnie kłamstwo katyńskie i w okrągłą rocznicę tamtych wydarzeń z 1940 roku, delegacja na najwyższym szczeblu państwowym ginie tragicznie. Chcę też podkreślić, że było 96 marszów, tyle ile było ofiar. Należy podziękować tym wszystkim osobom, które zaangażowały się w organizację i uczestnictwo, bo gdyby ktoś na początku zakładał, że to będzie 96 marszów, no trudno byłoby w to uwierzyć. (...).

Jarosław Kaczyński dziękując uczestnikom marszów, podziękował też Antoniemu Macierewiczowi za jego pracę przy wyjaśnianiu przyczyn katastrofy, ale mówił także, że były jego tezy czasem udane, czasem mniej udane. Opozycja odebrała to jako przyznanie, że podkomisja Macierewicza nie ma racji? Jarosław Kaczyński nie ufa Macierewiczowi?

Jarosław Kaczyński powiedział też, że jeszcze jakiś czas, z tego co widział, będzie trwało wyjaśnianie i dalsze śledztwo, ja słyszałem z różnych źródeł różny przekaz, że od roku nawet jeszcze do 4 lat. Przypominam, że w przeciwieństwie do tego co działo się w przeszłości, myślę przede wszystkim o stronie rządowej, zostały włączone w to badanie największe autorytety światowe jeżeli chodzi o badanie katastrof lotniczych, pobrano różnego rodzaju próbki, zrobiono różnego rodzaju badania, ekspertyzy, w tym również, bardzo szczegółowe badania bliźniaczego samolotu, po to aby móc przeprowadzić eksperymenty wirtualne, tak więc musimy czekać na wyniki tych prac.

Andrzej Walkowiak

Andrzej Walkowiak8. rocznicę katastrofy smoleńskiej obchodzono 10 kwietnia w całej Polsce. Przy placu Piłsudskiego w Warszawie odsłonięto pomnik poświęcony 96 ofiarom tej tragedii. Już pojawiają się głosy tych, którzy zapowiadają rozbiórkę monumentu. M.in. o tym w dzisiejszej "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK, mówił gość Marcina Friedricha, Andrzej Walkowiak z Porozumienia Jarosława Gowina.

Marcin Friedrich: Był pan przez lata radiowcem, teraz jest pan politykiem - polityka bardziej pana ekscytuje?

Andrzej Walkowiak: - Jedno i drugie jest tak samo ekcytujące, na pewno jedno i drugie tętni tak samo. My bez siebie żyć nie możemy tyle, że siedzimy po różnych stronach mikrofonu. Ja w którymś momencie swojego życia rzeczywiście przesiadłem się na tę drugą stronę mikrofonu. Szczerze mówiąc nie pchałem się do polityki ale polityka sama przyszła. Wciągnęła mnie dlatego, że polityka niestety ale zbyt głęboko sięgnęła w którymś momencie do mediów i postanowiłem, że mam już w pewnym momencie dość, że chcę jednak podjąć się być może naprawy "świata medialnego" będąc politykiem. No ale życie okazało się tak atrakcyjne, dostarczyło tyle nowych faktów... Rzeczywiście, sytuacja polskiego dziennikarstwa jest dzisiaj dość skomplikowana, na pewno wiele standardów, które były wytyczone, w których - z czego jestem bardzo dumny - w których wytyczaniu mogłem brać udział w latach 90., pewne granice zostały poprzełamywane, standardy zostały niedochowane i jest to okres w tej chwili trudny dla dziennikarstwa w Polsce, aczkolwiek dziennikarze też się podzielili. Nie ma już tej lojalności, nastąpiło jakby takie zbyt wielkie właśnie zblatowanie świata dziennikarskiego ze światem politycznym. Dzisiaj tytuły prasowe, stacje radiowe czy telewizyjne nawet nie ukrywają swojego odejścia od dążenia do poszukiwania prawdy i do dzielenia się tą prawdą ze Słuchaczem, tylko są mediami - czego nie ukrywają - ideologicznym i mediami, które każdą informację próbują tak przetworzyć, żeby była dopasowana do tez, które chcą wygłaszać. To się zaczęło właśnie na początku 21. wieku. Takim prekursorem niestety złamania tych standardów była w moim przekonaniu "Gazeta Wyborcza", która odeszła właśnie od standardów obiektywizmu i zaczęła być tytułem ideowym.(...)

W ten sposób nieco naturalnie sterujemy do drugiego tematu, który chcę dzisiaj poruszyć, czyli sprawy osobnych właściwie obchodów 8. rocznicy katastrofy smoleńskiej. Wczoraj odsłonięto przy placu Piłsudskiego w Warszawie pomnik ofiar - wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej. Nie wzięli udziału w tych tych uroczystościach ani przedstawiciele Platformy Obywatelskiej, ani .Nowoczesnej, PSL. Czasem myślę, że być może to będzie tak jak z "narodem wybranym". Musiało odejść całe pokolenia, by weszli oni do tej Ziemi Obiecanej. Być może u nas też tak będzie, że musi odejść pokolenie byśmy kiedyś tę rocznicę mogli obchodzić wspólnie.

- Rów Wykopany jest rzeczywiście bardzo głęboki...

I powiedzmy chyba wprost, że winne są tutaj wszystkie strony sporu politycznego...

Tak, to gdzieś się nakręcało, ta spirala się nakręcała latami, a nawet mówiłem o początku właściwie nakręcania tej spirali, takich podziałów politycznych co w efekcie przerzuciło się również niestety na media... i to trwa i ten rów jest coraz głębszy, który szkodzi rozwojowi Polski, szkodzi naszej wspólnocie narodowej. Być może jedyną receptę na to jest to, o czym pan mówi - czyli czas, bo jeżeli nawet pomnik, który upamiętnia ofiary ze wszystkich stron sceny politycznej - pomnik, gdzie alfabetycznie zostały wypisane nazwiska bez przynależności partyjnej, bez funkcji, bez niczego - i nawet pod tym pomnikiem ogólnonarodowej tragedii nie mogą się zebrać wszystkie strony sporu politycznego w Polsce, wszystkie spory dialogu? To rzeczywiście jest wyjątkowo niepokojące. Cieszyć z tego mogą się ci, którzy są Polsce nieprzychylni i to osłabia ewidentnie Polskę. I szkoda że będziemy prawdopodobnie musieli czekać bardzo długo, zanim ten rów zostanie zasypany, bo on jest rzeczywiście głęboki, niestety.

Nazwa pana ugrupowania "Porozumienie" trochę zobowiązuje. Będziecie jakąś taką osią porozumienia?

- Ja już brałem udziału w kilku inicjatywach politycznych, które próbowały zasypywać te podziały, które były nakręcane między PiS i PO, ale życie pokazuje, że - no niestety - Platforma Obywatelska, która dzisiaj występuje w roli totalnej opozycji nigdy też do takiego porozumienia Polaków nie dążyła. Stąd też te wszystkie inicjatywy jak do tej pory kończyły się fiaskiem (...) Jest taki moment w którym nie można siedzieć - przepraszam za kolokwializm - "okrakiem na płocie", udawać, że nic się nie dzieje i opowiadać tylko jakieś banały. Niestety, przychodzi taki czas, w którym trzeba opowiedzieć się po którejś ze stron. Ja zdecydowanie opowiadam się po stronie zjednoczonej prawicy. To co wyprawia dzisiaj PO w roli totalnej opozycji, jest destrukcyjne, to jest haniebne po prostu i niestety musimy z tym walczyć po to, żeby Polska rzeczywiście zachowała swoją suwerenność, swoją pozycję na arenie międzynarodowej, a przede wszystkim żeby Polakom żyło się lepiej, bo rządy PO i PSL wiemy czym się skończyły - w jakiej atmosferze i w jakim stanie również ekonomicznym było polskie społeczeństwo.

Muszę poruszyć jeszcze jeden temat ważny także tutaj, regionalnie - "Konstytucja dla nauki", sztandarowy projekt pańskiego szefa Jarosława Gowina zjednoczył posła Stasińskiego, radnego Nitkiewicza, profesor Cierzniewską i szefa oświatowego związku pana Witkowicza - oni wszyscy protestują przeciwko tej reformie szkolnictwa wyższego ponieważ uważają, że doprowadzi do degradacji bydgoskich uczelni...

- Przepraszam, ale to jest kpina z inteligencji Polaków dlatego, że ten projekt akurat jednoczy całe środowisko akademickie w Polsce i sygnały poparcia dla tego projektu są zewsząd. Ten projekt był głęboko konsultowany jak żaden inny, ten projekt uzyskiwał głosy poparcia ze wszystkich stron. On jest dobry dla polskiej nauki, on ma również poparcie rektorów bydgoskich uczelni.

W "Gazecie Pomorskiej" rektor Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego mówił, że to owszem jest wyzwanie, ale daje szansę.

- Oczywiście, bo celem nadrzędnym tego projektu jest podniesienie jakości kształcenia polskich studentów i ten cel będzie realizowany. On stawia wymagania, on stawia pewne warunki ale bez tego polskiej nauki nie ruszymy do przodu, bez tego polskiej nauki nie dostosujemy do potrzeb rynku i to jest bardzo dobry projekt, w którego tworzeniu również brali rektorzy uczelni naszego regionu - zarówno UMK w Toruniu jak i UKW i UTP w Bydgoszczy.

A może warto w którymś momencie powiedzieć sobie Wprost, że Bydgoszcz jednak nigdy nie będzie ośrodkiem takim jak Kraków gdzie jest Uniwersytet Jagielloński, czy jak Uniwersytet Warszawski.

- Rzeczywiście, do tych uczelni wiele nam brakuje. Natomiast myślę, że najsłabszym punktem bydgoskiego ośrodka akademickiego jest to, że przez te wszystkie lata mimo licznych sygnałów i zachęt nie doszło do autentycznego procesu integracji, szczególnie między dwiema największymi naszymi uczelniami UTP i UKW. Gdyby tę uczelnie już teraz, w najbliższej przyszłości wykazały, że jest taka chęć - tam pierwsze kroki zostały poczynione ale rzeczywiście, żeby to nabrało takiego realnego wymiaru - to by się okazało, że my Bydgoszcz jesteśmy ośrodkiem akademickim bardzo poważnym, tak naprawdę największym ośrodkiem akademickim w regionie i moglibyśmy śmiało konkurować dzisiaj z dużo lepiej notowanym W rankingach Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu. Potencjał jest ogromny, tylko są potrzebne odważne ruchy bydgoskich władz uczelni.

Zachęcamy zatem do tych odważnych ruchów bydgoskich władze uczelni i dziękujemy.

Na koniec oczywiście chcę złożyć życzenia przede wszystkim samemu zespołowi Radia PiK - frapujący, trudny zawód - ale również życzenia wszystkim Słuchaczom Radia PiK, żeby byli wierni, żeby wasze radio dostarczało im przez wiele wiele lat doskonałych wrażeń. (...)

Henryk Rozen

Henryk Rozen, fot. Ewa DąbskaW Toruniu rozpoczęły się przesłuchania słuchowisk i reportaży zgłoszonych do Międzynarodowego Konkursu Artystycznych Form Radiowych Grand PiK 2018. O poziomie prac i o tym, czy artystyczna forma ma szansę istnienia we współczesnym radiu, z Henrykiem Rozenem, jurorem, reżyserem słuchowisk radiowych i spektakli teatralnych, laureatem wielu międzynarodowych nagród, m.in. Prix Italia, rozmawia Ewa Dabska.

Ewa Dąbska: W Toruniu rozpoczął się Międzynarodowy Konkurs Artystycznych Form Radiowych Grand PiK, jest konkurs, ale mamy także warsztaty sztuki radiowej, słuchamy wszystkich 19 prac i dyskutujemy. Czy poziom jest zadowalający tak wymagającego jurora jak Henryk Rozen, jest pan zdobywcą Prix Italia i wielu, wielu innych nagród?

Henryk Rozen: Tak, poziom jest zadowalający, żeby powiedzieć to ogólnie, nikogo nie obrażając i nikomu nie robiąc nadziei przed rozstrzygnięciem konkursu. Jest sporo takich tematów, które dotąd nie istniały, zdarzyło się na przykład, co jest bardzo zaciekawiające, dokumentalne słuchowisko hagiograficzne, o bardzo interesującej postaci Pomorza, mało znanej, także jeśli idzie o takie poznawcze walory tych wszystkich utworów, to to jest mocna strona tego konkursu, dlatego że te wszystkie utwory, gorzej, lepiej zrobione, bardziej przemyślane, czy mniej przemyślane, wszystkie są jednak zrobione w interesie słuchacza. To jest coś co przynosi rzetelną informację o jakichś zdarzeniach i są to rozważania filozoficzne lub mniej filozoficzne na tematy istotne i słucha się tego wszystkiego dobrze. Poza wszystkim trzeba też powiedzieć, że ostatnimi czasy reportażyści, zrobili się zwięźli i chwała im za to. Kolejną rzeczą jest, to też warte odnotowania, że prawie wszystkie rozgłośnie mają tutaj swoją reprezentację i to jest ważne, bo to nie chodzi tylko o zintegrowanie środowiska, ale to chodzi także o to jak będziemy traktowali ten rodzaj programów w przyszłości, dlatego że, tak jak inne dziedziny życia kulturalnego, tak i radio podlega różnego rodzaju przemianom, po części przenosi się do Internetu, po części wzbogaca się o wizualizacje, to się troszeczkę zmieniło, a już w ostatnich latach bardzo się zmieniło. Jeżeli w następnych latach pójdzie to dalej w tym kierunku, to prawdopodobnie będziemy mieli jakąś nową hybrydę multimedialną, bo tak ku temu wszystko prowadzi. Pojawiły się również zjawiska takie, które są z gatunku u nas trochę mało popularnego: ars acustica - buduje się te atmosfery dźwiękowe, niestety jeszcze się tego nie nauczyliśmy, bo żeby to brzmiało dobrze, naprawdę trzeba się natrudzić, trzeba dobrać tak dźwięki, żeby z tego się robiła rzeczywista kompozycja, a nie zbiór jakichś bardziej oryginalnie lub mniej brzmiących dźwięków. Takie zjawiska przy okazji tego konkursu też nam się pojawiły. Jeżeli ktoś sobie to wybrał jako punkt wyjścia lub jako główny temat, to jeśli chce opowiedzieć coś więcej musi bardzo ostrożnie z tym postępować, ponieważ może się okazać, że nikt tak naprawdę nie zrozumie o co mu właściwie szło, no i są, oczywiście, jeszcze takie zjawiska które dotyczą historii. To się też pojawiło, bo jest w tej chwili taka tendencja do tego, żeby pewne rzeczy przywrócić świadomości Polaków, na przykład to że za całym zjawiskiem żołnierzy wyklętych idzie sfera ich rodzin, odczuć, jak radzili sobie z odium, że ich dziadkowie, ojcowie byli bandziorami i to się za tymi ludźmi ciągnęło bardzo długo, dziś nikt nie ma świadomości, że to mógł być problem, ale rozliczenie się z tymi rzeczami i pokazanie różnych aspektów tego jest bardzo ważne, ja myślę, że jeszcze długo będziemy tę tematykę "młócić" na różne sposoby, żeby z tego materiału jakieś złote ziarenka dla nas wyłowić.

Jaka jest przyszłość artystycznej formy radiowej?

Nie sądzę, żebyśmy byli przed jakimś generalnym kryzysem prezentacji dźwiękowej. Natomiast podwyższają się wymagania odbiorcy. To nie jest tylko tak, że ludzie chcą słuchać szybko. To nie jest dokładnie prawda. Oni chcą słuchać szybko jak coś jest oczywiste, bo to jest na tej zasadzie: aha, ten zrobił to? To szybciej, szybciej, do puenty, proszę szybciej. Jednak jeśli tam jest coś, co wytrąca z tego takiego trybiku banalnego, oczywistego myślenia, to wówczas, to jest zupełnie co innego i ludzie tego zupełnie inaczej słuchają. To czy nas będą słuchać, to zależy w głównej mierze od nas samych, także tu chodzi o taką sprawę, że ten który tworzy powinien być twórczy, umieć zauważyć coś w rzeczywistości, czego ktoś inny jeszcze nie zauważył, albo przechodził nad tym obojętnie, bo rzecz jest oczywista, a w tej oczywistości, też może być jakaś zagadka, zaskoczenie, tajemnica, więc nie jestem takim pesymistą co do rozwoju radia. Druga sprawa: wydaje mi się, że od momentu kiedy jesteśmy w stanie używając prostej kamery, czy kamerki internetowej robić sprawozdania z tego co robimy dodatkowo, myślę, że to jest jeszcze jeden taki czynnik przyciągający uwagę odbiorcy.

Na co jury zwraca głównie uwagę?

Mogę mówić tylko za siebie, dlatego że jury, jak to jury, każdy członek ma swoje własne gusta. Ja staram się zawsze, przede wszystkim, jakby narzucić współdziałającym jurorom to, żebyśmy bronili słuchacza, że my działamy w interesie słuchacza, że my możemy mieć bardzo ciekawe rzeczy do powiedzenia, ale musimy to robić dla niego. Po to jest radio, że jeżeli strzelamy w kosmos sobie a muzom, nie jest to nikomu do niczego potrzebne, w związku z tym [twórca dop. red] powinien się koncentrować na tym, żeby coś temu odbiorcy przekazać. Kiedy ja słucham to mnie zawsze interesuje taka prosta sprawa: czy kiedy włączę radio i zacznę tego słuchać, to kiedy mam ochotę to wyłączyć, to bez wątpienia coś jest nie tak. A co jest nie tak na ogół? Bo to nie jest tak, że ludzie nie mają pomysłu i nie zauważają rzeczy, zauważają bardzo ciekawe rzeczy i tu jest też kilka takich spraw, że zauważają bardzo interesujące zjawiska, albo jakieś postawy i potem nie są w stanie ocenić, gdzie należy to skończyć, bo jeżeli się przesunie tę granicę do tego momentu, że człowiek nagle ma wrażenie: aha to jest oczywistość, jeżeli dochodzi do takiego wniosku, to to nie jest zwycięstwo, to jest raczej klęska.

Rafał Bruski

Rafał Bruski, fot. Archiwum PR PiKPrzewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna podczas ostatniego pobytu w regionie udzielił poparcia Rafałowi Bruskiemu w nadchodzących wyborach samorządowych. Prezydent Bydgoszczy będzie starał się o kolejny wybór na urząd prezydenta miasta - jaki ma program, jak będzie przebiegała kampania wyborcza?

Marcin Friedrich: Państwa i moim gościem jest prezydent Rafał Bruski (...) ostatnio namaszczony przez Grzegorza Schetynę jako kandydat Platformy Obywatelskiej w nadchodzących wyborach samorządowych na urząd prezydenta Bydgoszczy, ale już na dłuższą kadencję, zdaje się pięcioletnią...

Rafał Bruski: Ne wiem czy to było namaszczanie. Po prostu, to jest rzecz naturalna, że chciałbym kontynuować się misję, której podjąłem prawie 8 lat temu - pozytywnego zmieniania Bydgoszczy, pozyskiwania środków europejskich. Tak tej wizyty nie odbierałem.

Panie prezydencie, podobno samorządowcy mają teraz mniej zarabiać. Ile pan zarabia?

Dzisiaj mam około 12 tys. brutto, około 8 tys.na rękę. Przeliczając na liczbę godzin pracy jakie spędzam pracując to około 25 zł za godzinę (...) Tak naprawdę zarobki powinny zależeć przede wszystkim od odpowiedzialny i trzeba sobie zdawać sprawę, że prezent Bydgoszczy bezpośrednio nadzoruje ponad 2 miliardami złotych, a ze spółkami miejskimi to jest około 3 miliardów złotych. To jest odpowiedzialność moja osobista, której nie mogę scedować, i nie chcę, na inne osoby w sensie odpowiedzialności dyscyplinarnej, finansowej i karnej.

To jak pan odebrał zapowiedzi, że limity zarobków dla samorządowców mają się jednak zmniejszyć?

Wszyscy wiemy, że był to paniczny ruch pana prezesa Kaczyńskiego, związany z niekorzystnymi sondażami po wypłaceniu po cichu premii dla ministrów. Przecież jeszcze nie tak dawno nasz bydgoski poseł Łukasz Schreiber udowadniał wszystkim przygotowując ustawę, że parlamentarzyści powinni zarabiać więcej. W ostatniej chwili Prawo i Sprawiedliwość się wycofało, bodajże około roku temu. Także obecna większość parlamentarna przegłosowała podwyżki chociażby wynagrodzeń w spółkach Skarbu Państwa i komunalnych. I dzisiaj nie jest tajemnicą - każdy składa oświadczenie majątkowe, że niektórzy prezesi bydgoskich spółek zarabiają około 50 proc. więcej niż ja.

Niektórzy, nawet politycy dzisiejszej opozycji, mówią, że jednak zarobki samorządowców były trochę postawiony na głowie. Bywało tak, że prezydenci, burmistrzowie bardzo małych miejscowości zarabiali więcej niż ministrowie. Może należałoby to jakoś usystematyzować?

Ja powiem więcej - niektórzy wójtowie gmin dookoła Bydgoszczy zarabiają więcej od prezydenta Bydgoszczy i to faktycznie brzmi dziwnie, więc system wynagrodzeń na pewno powinien być przejrzany - od administracji rządowej przez samorządową po to, aby był logiczny. Tak, jak jeszcze mnie uczono na przedmiotach w czasie studiów ekonomicznych, że płaci się i za odpowiedzialność, za doświadczenie i za podejmowane decyzje.

Zostawmy już w takim razie pieniądze, które wpływają na na pańskie konto. Wspomniał pan o studiach, ale jest pan nawigatorem z wykształcenia. Dokąd będzie pan sterował? Ma pan już jakieś hasło, wizję Bydgoszczy?

Oczywiście, że myślę o tym - nie tylko ja, ale także ze współpracownikami, ale jeszcze za wcześnie, aby tak naprawdę konkretyzować. Skupiam się przede wszystkim na bieżącej pracy - mnóstwo inwestycji, które są na różnym etapie - bądź realizacji bądź przetargów, ostatnie działania związane z uzyskaniem pozwolenie na budowę, pozyskiwanie środków europejskich, wykorzystanie tych, które już mamy. To jest tak naprawdę gigantyczna praca, którą wykonuję ja i spora część urzędników Urzędu Miasta i jednostek podległych i spółek miejskich. To jest to, czym się przede wszystkim zajmuję.

Panie prezydencie, czy uważa pan, że ta samorządowa kampania wyborcza w Bydgoszczy będzie przebiegała także w cieniu tykającej bomby na terenach pozachemowskich?

Myślę, że nie. Problem tych terenów jest tak naprawdę kilkudziesięcioletni. Wówczas te trujące substancje zostały tam złożone. Teraz przede wszystkim jest o tym głośno i dobrze, przy czym kluczem są działania, nie słowa. I tutaj bezwzględnie, ja przynajmniej tego mnie oczekuję, ale myślę że i większość bydgoszczan, że strona rządowa, która jest odpowiedzialna - pośrednio, no bo przecież Zachem był przez wiele wiele lat spółką państwową i to państwo bezpośrednio, czyli poszczególne rządy korzystały z zysków, które tam zostały wypracowane... One były wyższe choćby dlatego, że nie dbano o środowisko i do wielkiej dziury wrzucano odpady. Dzisiaj przede wszystkim liczę na rząd, oczywiście nie uchylając się od współpracy, by rozwiązać ten problem.

Nie tak dawno mieszkańcy Łęgnowa złożyli do pana petycję, domagając się przywrócenia darmowych dostaw wody, które mieli przez dziesięciolecia. Odpowiedział już pan?

Jeszcze nie odpowiedziałem, ale tę wodę dostarczał Zachem. W mieście powinna obowiązywać zasada, że wszyscy mieszkańcy są równi i tak, jak wszyscy tyle samo płacimy za ciepło, za gaz, za prąd, to tyle samo powinno się płacić za wodę (...) Zasady dla wszystkich mieszkańców dostaw mediów powinny być jednakowe.

Czyli nie będzie darmowej wody.

Myślę, że nie będzie. Już miasto wzięło na siebie odpowiedzialność w zakresie przyłączenia każdej nieruchomości do wodociągu. Powiedzmy sobie szczerze, tu nie chodzi o wodę, której używamy do mycia i do spożycia, tylko chodzi o tę, która jest wykorzystywana dla celów produkcyjnych. Szukając oszczędności mieszkańcy, którzy tam wykorzystują spore ilości wody, chociażby do działalności rolniczej, wykopali studnie i z tych studni podlegają swoje uprawy i tak naprawdę chodzi o tę wodę.

Panie prezydencie co z budową 2. etapu Trasy Uniwersyteckiej? Na przeszkodzie stoi tartak. Będą opóźnienia, są zagrożone pieniądze unijne?

Termin zakończenia inwestycji mamy wyznaczony do końca czerwca. Obiecaliśmy wykonawcy, że na przełomie roku przekażemy tę sporną działkę. Oczywiście złożyliśmy taką deklarację wierząc, że pan wojewoda, który jest organem egzekucyjnym, będzie potrafił przez 3 miesiące te czynności przeprowadzić. Dzisiaj już 6. miesiąc biegnie, od momentu kiedy powinien to wykonać i na razie światełka w tunelu nie widać (...) Poczekam jeszcze cierpliwie chwilę na to, co zrobi pan wojewoda, aczkolwiek zacząłem się już zastanawiać, i podzieliłem się tą myślą z wojewodą w piśmie w zeszłym tygodniu, czy to nie jest tak naprawdę jakaś taktyka wyborcza pana wojewody, żeby zniechęcić mieszkańców Bydgoszczy do obecnych władz miasta. Tak naprawdę od pół roku czekamy, aż wojewoda raczy skutecznie przeprowadzić egzekucję. Przy czym przypomnę, że ta działka zgodnie z prawem już od ponad roku stanowi własność samorządu województwa, zarządzamy tą działką jako miasto, tylko tyle że nie możemy dostać.

Radny Jan Szopiński, wiceprzewodniczący rady miasta pod koniec lutego apelował do pana, aby po prostu dogadać się z właścicielem.

Tylko nie wiem, co to znaczy dogadać? Dzisiaj zgodnie z polskim prawem odszkodowanie, które zostało także decyzją wojewody ustanowione, utrzymane decyzją ministra, to jest łącznie za tę działkę około 2 mln zł, zostało w 70 procentach już wypłacone wszystkim, którzy tam są właścicielami. Pozostałe 30 proc. natychmiast przekażemy w momencie, kiedy działka zostanie nam przekazana. My działamy w zgodzie z prawem, a demagogiczne głosy związane z tym, że należy się dogadać... Właśnie nie wiem co to jest dogadać. Działamy zgodnie z prawem. Cała droga ekspresowa S5 jest dokładnie w takim samym trybie procedowana, czyli pozwolenie na budowę w postaci decyzji ZRID, zaraz za nią jest decyzja związana z odszkodowaniami i wypłata odszkodowań. Procedura w mieście jest identyczna, jaka jest stosowana w całej Polsce w zakresie tego typu inwestycji.

1234567
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę